<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149</id><updated>2012-02-17T02:30:10.693+11:00</updated><category term='A'/><title type='text'>Raptularz - dziennik niecodzienny</title><subtitle type='html'>Notatnik służący do zapisywania raptownych wiadomości. (Nazwa pochodzi z XVIII wieku) Dziennk niecodzienny, trochę filozofii i prywatnego spojrzenia na świat. Fotografie z przeszłości też.
Videoclipy - tak dobrane, żeby tworzyły nastrój do słów...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>26</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-6454435426550164773</id><published>2011-01-09T22:07:00.178+11:00</published><updated>2011-01-18T12:27:36.711+11:00</updated><title type='text'>Letni raptularz, ale nie gorący... styczeń 2011</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;__________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;CORAZ DŁUŻSZE PRZERWY...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzisiejszy raptularz, wbijam ...po półtora roku! Aż nie mogę w to uwierzyć!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;To nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia, że dopadła mnie skleroza, tylko wciąż brakuje mi czasu. Co i raz odkrywam coś nowego, a stare spada na dalszy plan. No i radio, zbyt mnie angażuje. Chętnie bym je zostawiła, ale nie mam następcy, a szkoda mi lat pracy mojej i innych...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSrPNBH_2nI/AAAAAAAAVGQ/lFKFFm9zMRw/s1600/P1080845m.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560484512489527922" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSrPNBH_2nI/AAAAAAAAVGQ/lFKFFm9zMRw/s400/P1080845m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqmbUn9ZbI/AAAAAAAAVGA/C-894k2eT1g/s1600/P1080665m.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560439678265288114" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqmbUn9ZbI/AAAAAAAAVGA/C-894k2eT1g/s400/P1080665m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Gdy wieje silny wiatr, to nad naszym domem przelatują nisko samoloty, przeciętnie co 2 minuty jeden... I tak dobrze, bo kilkanaście lat temu przelatywały codziennie...&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;strong&gt;Fotografia, to jest to, co zajmuje mi najwięcej czasu obecnie. Polecam wszystkim nieruchawym: zacznijcie fotografować, będziecie musieli pokonywać kilometry na piechotę. Kondycja się autentycznie poprawia, choć potem marnuje się dnie i godziny na obróbce fotografii. Ale efekt cieszy. I znów ciągnie w plener.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh0waWTXI/AAAAAAAAVDA/d1Nmum21lEw/s1600/Jaga%2Bi%2Bja%2Blistopad%2B10%2B031.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 308px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560153142686272882" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh0waWTXI/AAAAAAAAVDA/d1Nmum21lEw/s400/Jaga%2Bi%2Bja%2Blistopad%2B10%2B031.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Zawsze lubiłam obrazki. Malowanie ich zajmowało mi zbyt wiele czasu, fotografowanie trwa kilka sekund, trzeba tylko dotrzeć do miejsca.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Trochę czasu zajmuje mi też facebook - szukam na nim zdjęć i ciekawych linków; no i robienie filmów na You Tube.&lt;br /&gt;Filmików nie robię według sztampy. Najpierw musi mi się pomysł uleżeć. Jeśli piosenka, to specjalna. Musi być też kompozycja kolejnych, dopasowanych do piosenki fotografii, a te należy wykonać samemu, albo znaleźć. Efekty - tylko poruszające fotografię i przenikanie. Zdjęcia pod jednakowym w kolorze filtrem, też każde trzeba przerobić pod tym kątem...&lt;br /&gt;To robię teraz, pierwsze filmy były nieśmiałe i nie miałam dobrego programu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tu film ostatni, mojego przyjaciela z fb, malarza Enrico Caglioni z Italii. Jego obrazy to surrealistyczne marzenia o nadzwyczajnych kobietach – wróżkach, błądzących nocą, pod olśniewającą pełnią księżyca po starych miasteczkach...&lt;br /&gt;Często mam sny, że błądzę w nocy po podobnych miastach, wędruję pieszo, czegoś szukam... No... z pewnością nie jestem tak piękna jak wróżki na obrazach Enrico :), a nawet z czasów młodości porównałabym się raczej do rozczochranej, zmęczonej wędrówką dziewczyny, która usiadła przy końcu filmiku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DVJxOE6bDIY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/DVJxOE6bDIY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zaczarowały mnie błękitne wizje Enrico, kojarzył mi się z nimi koncert skrzypcowy Mendelssohna i wzburzony ocean, połączyłam więc jego obrazy i moje fotografie z tajemniczą, tęskniącą muzyką i ...myślę, że przekazałam atmosferę...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kupiłam też DVD kamerkę, kręcę, ale jeszcze się nie rozkręciłam... Wciąż brakuje mi czasu...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;I bardzo przeżywam niektóre sprawy, ostatnio „katastrofę” smoleńską. Rozpatrywanie jej zajęło mi pełne 8 miesięcy poszukiwań na necie. Prawdę o Smoleńsku, dopiero w ostatnich miesiącach minionego roku, zaczynają wyciągać na światło dzienne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W każdym razie, jak wielu, nie mogę się otrząsnąć z szoku i ten raptularz specjalnie radosny nie będzie, tym bardziej, że wciąż pada w Australii...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;...DESZCZ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfSOJ3VTI/AAAAAAAAVCw/HJzv7siFJPM/s1600/deszcz%2Bw%2Bogrodkach%2B003.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560150350351521074" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfSOJ3VTI/AAAAAAAAVCw/HJzv7siFJPM/s400/deszcz%2Bw%2Bogrodkach%2B003.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Słoneczna Australia staje się mitem... Co wchodzę na Raptularz, to muszę pisać, że leje... Właśnie znów leje z małymi przerwami i to od wielu miesięcy!&lt;br /&gt;Pamiętam lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte - było więcej słońca niż deszczu. A latem czasem wręcz modlono się o deszcz! Obecnie przeważnie leje, w najlepszym razie popaduje.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;W zimie przywaliła nam taka ulewa, że nasz sunnyroom, czyli australijska weranda popłynęła... Zwykle woda zalewa płytki w ogródku i czasem wpływa trochę do środka. Tego dnia deszczówka podeszła pod sam próg.&lt;br /&gt;Czytaczom z Polski muszę wyjaśnić, że w Australii większość domów jednorodzinnych nie ma fundamentów, stawiane są na betonowej płycie, osadzonej niewiele wyżej niż powierzchnia ziemi. Dla wody to niezbyt wielka przeszkoda, żeby wlać się do mieszkania.&lt;br /&gt;Dodam też, że niektóre domy stoją na kurzych nóżkach z betonu lub z cegieł, a piwnicy jeszcze tu nie widziałam. No i w oknach mamy pojedyńcze szyby - jednak inny klimat...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć.. obecnie mamy te same temperatury w Polsce i w Sydney - w czasie jesieni i wiosny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh0urbmgI/AAAAAAAAVC4/nud7-W2vzok/s1600/deszcz%2Bw%2Bogrodkach%2B004.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560153142221052418" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh0urbmgI/AAAAAAAAVC4/nud7-W2vzok/s400/deszcz%2Bw%2Bogrodkach%2B004.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt; POWODŹ w QUEENSLAND... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;...obecnie sytuacja jest gorzej niż tragiczna, już ponad 40 miejscowości zalanych przez gigantyczne powodzie, tysiące zniszczonych domów. Zniszczenia są straszne. Najgorzej, że wody nie ubywa i deszcz ciągle pada... Telewizyjne dzienniki straszą, że może być jeszcze gorzej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7oon-O1oI/AAAAAAAAVZA/X4-zYnHLDc0/s1600/15880405.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 258px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561638374471554690" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7oon-O1oI/AAAAAAAAVZA/X4-zYnHLDc0/s400/15880405.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Choć należy zaznaczyć, że Australia lepiej dba o powodzian niż USA, gdzie nieszczęśnicy z New Orlean, błagali prezydenta Busha o jakąkolwiek pomoc. &lt;strong&gt;U nas, rząd już dał kilkadziesiąt milionów dolarów na jedzenie, dla tych, którzy wszystko stracili, a nawet prywatnie ludzie potrafią zebrać ogromne sumy pieniędzy, na dotkniętych kataklizmem.&lt;/strong&gt; Zgłaszają się ochotnicy do pomocy, całe wojsko pomaga. Ewakuowano ponad 4 tysiące ludzi - mieszkają w centrach pomocy. Organizacje opiekujące się zwierzętami, ratują zwierzęta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7oo77vn-I/AAAAAAAAVZI/f2JvfT1vvno/s1600/024863-employers-warn.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 225px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561638379829829602" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7oo77vn-I/AAAAAAAAVZI/f2JvfT1vvno/s400/024863-employers-warn.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7opV0jJaI/AAAAAAAAVZY/jo7wFBEOg14/s1600/b46291b066457227_jpg.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 249px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561638386778973602" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7opV0jJaI/AAAAAAAAVZY/jo7wFBEOg14/s400/b46291b066457227_jpg.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;Prawie 120 tysięcy domów jest bez prądu.&lt;strong&gt; Wsumie 200 tysięcy osób jest dotkniętych tym kataklizmem. Do 13 stycznia zginęło 15 osób, 70 nadal jest zaginionych.&lt;/strong&gt; Deszcz wciąż pada, woda dochodzi w niektórych miejscach do ponad 4 metrów i może dojśc do 5.&lt;br /&gt;Brisbane – trzecie co do wielkości miasto Australii (2 miliony mieszkańców) – pod wodą! W domach jednorodzinnych często tylko dachy wystają nad powierzchnią rozlanej rzeki. Stadion wygląda jak ogromna wanna napełniona wodą.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najstraszniej jednak (dla mnie) wyglądają wieżowce w centrum miasta, stojące na zalanych ulicach. To już przypomina sceny z najgroźniejszych filmów katastroficznych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7op7rfQEI/AAAAAAAAVZg/DNBEM6wJNYE/s1600/cultural-centre-3-600x400.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 267px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561638396941516866" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7op7rfQEI/AAAAAAAAVZg/DNBEM6wJNYE/s400/cultural-centre-3-600x400.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Mówią, że to największa powódź w historii świata i największy kataklizm, jaki spotkał Australię. (Brisbane już było zalane w 1893 i w 1974 roku.)&lt;br /&gt;W ¾ stanu ogłoszono klęskę żywiołową.&lt;/strong&gt; Kolega powiedział, że Queensland jest 4 razy większe terytorialnie od Polski. Na innej stronie znalazłam wiadomość, że jest to obszar jak 2 x Texas, albo 5 x Wielka Brytania. Nie sprawdzałam tych wiadomości, w każdym razie tak ogromnych obszarów ziemi zalanych wodą, przez całe swoje życie nie widziałam, nawet na filmach fiction.&lt;br /&gt;Woda jest oczywiście brudna, już znaleziono w niej bakterie e-coli - można obawiać się zatruć i epidemii, do tego namnożyły się komary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7opQKaZCI/AAAAAAAAVZQ/ITKyW-2umKM/s1600/4527295_600x400.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 267px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5561638385260061730" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TS7opQKaZCI/AAAAAAAAVZQ/ITKyW-2umKM/s400/4527295_600x400.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Gdy woda wreszcie ustąpi, Australię czeka czyszczenie zalanych terenów. Będzie to kosztowało miliardy dolarów i nawet lata pracy. Już w tej chwili widać, jak straszliwe zniszczenia pozostawiła po sobie, ustępująca w niektórych miejscach woda: całkowicie zrujnowane domy, drogi, mosty.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Niewyobrażalna tragedia, choć polegająca głównie na zniszczeniu dóbr materialnych, ponieważ na szczęście, jest stosunkowo niewielka liczba ofiar śmiertelnych.&lt;br /&gt;Rzeki australijskie są nieprzewidywalne i lepiej nie budować domów w ich pobliżu. Nie wiem też, jak wygląda sprawa ubezpieczeń w wypadku powodzi, czy ci, którzy stracili wszystko, dostaną odszkodowania. A wielu przecież nie ubezpieczyło się...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najbardziej mnie wkurwia, że uczeni bawią się np. w akcelerator, chcąc dowiedzieć się jak powstał wszechświat i trwonią pieniądze na abstrakcyjne badania, zamiast rozwiązać ważny dla naszej egzystencji problem korygowania coraz bardziej anormalnej pogody, czy chociażby zanieczyszczania Ziemi.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Już dawno powinniśmy umieć zatrzymywać i powodować deszcze, zmieniać koryta niebezpiecznych rzek. Moglibyśmy nawadniać pustynie, czy zmniejszać nadmierną wilgoć. Powinniśmy umieć rozbijać huragany i cyklony. Wstrzymywać trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów albo przynajmniej znać dokładną datę ich aktywności, żeby ewakuować ludzi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zamiast tego, jak średniowieczni uczeni szukający kamienia filozoficznego - bawimy się w odkrywanie jak powstał wszechświat! Najpierw ocalmy Ziemię, która ginie...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zastanawiam się jednak, czy już niektóre agresywne państwa nie opanowały możliwości manipulowania kataklizmami... &lt;strong&gt;Czytałam gdzieś, że obecnie można wywoływać trzęsienia ziemi, tsunami, wybuchy wulkanów i że są to najnowsze sposoby prowadzenia wojen. Tańsze i skuteczniejsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;TZW. PRZYJACIELE - NA FACEBOOKU&lt;br /&gt;Od razu prostuję: na fb, na swoich stronach niekoniecznie masz tylko przyjaciół...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Głównie dlatego, że właściwie, gdy ktoś cię zaprasza, albo ty kogoś, i jeśli nie jest to twój znajomy od lat, nie masz pojęcia, z kim będziesz mieć do czynienia. Dopiero po jakimś czasie zorientujesz się, co w nim siedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbvgBt8iI/AAAAAAAAVFo/c_XhUTaPtWw/s1600/Facebook-friends-map-008a.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 200px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560427930295595554" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbvgBt8iI/AAAAAAAAVFo/c_XhUTaPtWw/s400/Facebook-friends-map-008a.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;Zgłaszają się do mnie różni ludzie, przeważnie klikam – yes! Ale bywa, że nawet natychmiast kasuję znajomość.&lt;strong&gt; Nie przeszkadzają mi odmienne poglądy polityczne i religijne, ważne aby dyskusja była niepatologiczna, każdy ma prawo do swoich sądów.&lt;br /&gt;Nie toleruję jednak rasistów, gawiedzi i walczących ciosami poniżej pasa, ludzi podłych. I preferujących tematy, które mnie nie interesują, bo szkoda czasu...&lt;/strong&gt; Nie przyjmuję też mających znajomych w tysiącach, bo mi zaśmiecają stronę fb. Chyba, że są to sławni, których akurat lubię.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak naprzykład cudownej urody ukochana Niemena - Farida. Ostatnio dała wywiad dla polskiej gazety i opisała niesłychanie romantyczną historię ich miłości. Była to miłość na zawsze, do końca życia byli w przyjaźni, a ona kocha go do dziś, pielęgnuje pamięć o nim, zamieszcza filmy z występów w Polsce, z nieznanych nam występów w Italii, wspólne zdjęcia.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1L_hlnI/AAAAAAAAVDI/3Mfmf7VKSlg/s1600/N%2Bi%2BF.jpeg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 341px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560153150089959026" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1L_hlnI/AAAAAAAAVDI/3Mfmf7VKSlg/s400/N%2Bi%2BF.jpeg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;Pamiętam jak w czasie wywiadu spytałyśmy go o Faridę, uśmiechnął się niesłychanie ciepło, ale wymigał się od odpowiedzi, nie chciał mówić o życiu prywatnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbu3FtCOI/AAAAAAAAVFY/HXxZ_2Jo3r4/s1600/59336_1485292304063_1586552451_1164879_4465125_n.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 266px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560427919306459362" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbu3FtCOI/AAAAAAAAVFY/HXxZ_2Jo3r4/s400/59336_1485292304063_1586552451_1164879_4465125_n.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;Czasem na fb ja zapraszam, ale głównie muzyków i rzeczywistych znajomych. Zbyt wielka liczba tzw. friends wprowadza bałagan, bo wszyscy coś piszą, zaczynają dyskusje, chwalą się filmami, zdjęciami, obrazami, czy inną ważną działalnością, np. „dziś wstałam w nastroju..., zjadłam... i zrobiłam to i to....”&lt;br /&gt;Na niektórych stronach dyskutuje ponad tysiąc osób, co uważam za nonsens, jeśli jest to strona prywatna, a nie zrzeszająca np. zwolenników partii politycznej, czy wielbicieli znanego artysty. Dlatego nie przesadzam z liczbą przyjaciół.&lt;br /&gt;Niektórzy tylko się przyczaili, w ogóle nie przyłączają się do dyskusji, czasem zamieszczają coś na swój temat, inni są agresywni. Najwięcej jest tych pośrodku - od czasu do czasu włączających się w nurt.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeśli mogę, to wpadam tam co kilka dni, by zobaczyć co słychać i znaleźć coś ciekawego (linki). Na mojej stronie jest kilku znanych muzyków, malarzy, literatów, dziennikarzy oraz ludzi robiących artystyczne, czy reporterskie fotografie. Czy też walczących o coś dobrego: o chorych, o dzieci, o zwierzęta.&lt;br /&gt;No i strony polityczne, ale tylko te, które popieram. Nawet takie, które bezlitośnie wyśmiewają się z obecnie rządzących, ponieważ ludzie tego rządu walczą podłymi metodami, więc niech wreszcie i z nich się śmieją.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jestem przeciwna platformie, która zawiodła Polskę na krawędź przepaści i chwiejnie, ale wciąż!, jakąś magiczną mocą się trzyma. Są to ludzie, którzy myślą jedynie o swoich karierach, korzyściach materialnych, niedouki, sprzedawczyki i psychopaci jak Palikot, Bartoszewski, Niesiołowski i reszta tej zgrai. Nie wyłączając naczelników państwa.&lt;br /&gt;Z Jarosławem Kaczyńskim nie zgadzam się w sprawie aborcji, de vitro, gejów, ale to są sprawy do dyskusji. Jest on patriotą, to co robi, robi dla Polski, jest mądrym człowiekiem. Natomiast platforma to zdrajcy i psychole. &lt;strong&gt;Wygrali wybory i jest to katastrofa dla Polski. Nie chce mi się więcej pisać o tej haniebnej partii politycznej.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRQwJfFI/AAAAAAAAVCQ/oOm6JTSXJ9k/s1600/28349_105423119503578_100001076726212_46496_1805897_n.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 348px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560150333869096018" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRQwJfFI/AAAAAAAAVCQ/oOm6JTSXJ9k/s400/28349_105423119503578_100001076726212_46496_1805897_n.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Katastrofa pod Smoleńskiem pokazała, kto jest kto. Miliony ludzi na ulicach - to był cichy protest przeciw temu, co się stało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRRb92tI/AAAAAAAAVCY/42g9pOsomzI/s1600/29100_393685250913_547315913_4232385_1230989_n.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 228px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560150334052883154" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRRb92tI/AAAAAAAAVCY/42g9pOsomzI/s400/29100_393685250913_547315913_4232385_1230989_n.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Ale niestety, był to tylko patriotyczny odruch serca, natychmiast po tragedii; dziś tych ludzi ubyło, albo zobojętnieli albo boją się przyznać, po której stronie stoją, boją się publicznego ośmieszania przez takie medialne „autorytety” jak Wojewódzki, Olejnik, Michnik i cała reszta.&lt;br /&gt;Najbardziej oburzające jest jednak, że to polski rząd oszukuje naród.&lt;/strong&gt; To Rosjanie piszą prawdę, a Polacy nie chcą jej przyjąć do wiadomości! Nie mam na myśli rosyjskich szczekaczy tuszujących prawdziwe fakty, robiących dymną zasłonę, bo im przykazano. Myślę o takich ludziach jak np. były doradca gospodarczy Putina, który jest dobrze zorientowany i podając niby przypuszczenia, sugeruje prawdziwe działania.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na facebooku powstało wiele stron tropiących prawdę, ludzie zaczynają myśleć i pozbywają się tumiwisizmu, może Polacy przebudzą się marazmu. Najwyższa pora, bo będzie za późno...&lt;br /&gt;Z Jarosławem Kaczyńskim - w jego silnej Polsce, można powalczyć o uchwały, ale z platformą można tylko spaść w przepaść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;AGRESYWNI NA FACEBOOKU&lt;br /&gt;Niektórzy z początku wydają się normalni. Nawet mili. Jak pani prowadząca klub znanego muzyka. Dopiero gdy Wajda wezwał Polaków do sprzeciwiania się pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu, pani ta pokazała, że jest przekupką.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Wajda na stare lata przekreślił wszystkie swoje osiągnięcia i wygłupił się publicznie oznajmiając, że ten pogrzeb podzieli Polaków. Gdyby nie zaszczekał, prawdopodobnie nikt z takim pomysłem by nie wyskoczył . Albo jest w tym głębsza prawda, został przecież uhonorowany przez premiera Putina...&lt;br /&gt;Zresztą trudno mówić o podziale, bo na miliony osób, które były za, tylko grupka oszołomów, nie rozumiejących istoty tego pogrzebu, próbowała zamącić uroczystości&lt;strong&gt;.&lt;br /&gt;Nie wnikam w celowe wykrzywianie osobowości prezydenta - naiwni dali się na to nabrać - nie wnikam kto był za, a kto przeciw – na Wawelu zostały pochowane WSZYSTKIE ofiary zamachu pod Smoleńskiem! Ich nazwiska będą umieszczone na zawsze, nad sarkofagami pary prezydenckiej.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;(I czy w ogóle wiadomo, czyje ciała się tam znajdują, skoro nie pozwolono otworzyć trumien?).&lt;br /&gt;Wracając do paniusi, zaczęła pokrzykiwać w komentarzach z taką nienawiścią, że gdyby to było w jej mocy, wywlokłaby parę prezydencką za nogi z Wawelu. Nie było w tych wrzaskach żadnej myśli, tylko pieniactwo i frazesy.&lt;strong&gt; Poglądy całkowicie przeciwne tym, które głosił jej nieżyjący idol. Napisałam, że tylko hieny wyją nad trumnami. I skasowałam ją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbu1BITSI/AAAAAAAAVFQ/L-HT0-oOBKw/s1600/347.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 270px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560427918750403874" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbu1BITSI/AAAAAAAAVFQ/L-HT0-oOBKw/s400/347.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Drugi agresywny był fanatykiem.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Wpuściłam na moją stronę kogoś, kto był przeciwny działalności ojca Rydzyka i Radia Maryja, bo nie znam tego radia, więc chciałam zobaczyć co o nim sądzą Polacy.&lt;br /&gt;Ksiądz Rydzyk - postać kontrowersyjna, do którego działalności zastrzeżenia ma nawet Watykan, potrafi też być paskudny, jak wtedy, gdy nazwał Marię Kaczyńską czarownicą, za to, że miała rację. Poza tym gromadzi bogactwo, a Chrystus tego zabronił.&lt;strong&gt; Nie przepadam za dyrektorem rozgłośni, ale obejrzałam niektóre programy z tego radia na YT i nie mam nic przeciw nim.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Przeciwnik radia zamieszczał wiadomości o ekscesach właściciela radiostacji. Czasem je czytałam, ale nie pisałam komentarzy..&lt;br /&gt;I wtedy jakiś psychopata zaczął pisać do mnie pogróżki, że nie śmiem mieć na swojej stronie kogoś, kto podważa świętość ojca Rydzyka! - sprawdziłam jego stronę, na zdjęciu profilowym wyglądał jak zbójca z bajki o Ali Babie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast zmartwiłam się, gdy przeczytałam, że kiedyś był on działaczem Solidarności. Solidarność - ta prawdziwa - zawsze wzbudza mój szacunek, to jej, Polska i kraje Układu Warszawskiego zawdzięczają wolność.&lt;br /&gt;Tacy ludzie jak ten, psują opinię ludziom Solidarności, tym którzy cierpieli w więzieniach i często oddawali życie za tych, którzy dziś nie szanują nawet pamięci o nich.&lt;/strong&gt; Rozumiem jednak, że człowiek ten nie może sobie z tą traumą poradzić, jak choćby weterani wojny w Vietnamie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Hołdys.&lt;/strong&gt; (Zdjęcia nie będzie, jego mina Bazyliszka, zabiłaby jeszcze jakiegoś czytelnika Blogowiska...). Znalazłam go wśród przyjaciół przyjaciół i zaproponowałam znajomość, bo muzyk. Akurat nie przepadam za utworami, które stworzył, są zbyt pop, obecny Perfekt – ma jaja, z Hołdysem coś się muzycznie w tym zespole rozłaziło. Trudno określić, może coś ślamazarnego jest w jego osobowości?&lt;br /&gt;Nie mieszkam w Polsce i nie snobuję się na okrzyczane tam sławy, więc nie należę do sekty Hołdysa i Kory np.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poznając na facebooku jego osobowość zauważyłam, że to, czego mu brakuje w muzyce, nadrabia w życiu prywatnym. Wszędzie pełno agresywnych haseł i podobizn Hołdysa oraz podlizujące się komentarze jego podwładnych. Otwieram facebooka - i widzę, że ¾ mojej strony zajmuje jego EGO! Brrr...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqdJLM-5PI/AAAAAAAAVFw/ByYt8ZzE8Vg/s1600/balwan%252520piasku.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 293px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560429470893925618" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqdJLM-5PI/AAAAAAAAVFw/ByYt8ZzE8Vg/s400/balwan%252520piasku.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;I te niedorzeczności! Np. urodziny Ala Pacino, Hołdys grzmi: „siedemdziesięciolecie Ala Pacino! Na kolana przed nim!” ...plus jakiś epitet dla podwładnych (w stylu „barachło”). Albo: „wszyscy kłamią, więc nie ma się co oszukiwać i należy kłamać wszystkim, zawsze i wszędzie!”.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A propos, sprawa dla mnie niezrozumiała, dlaczego durni polscy dziennikarze pytają o zdanie w sprawach politycznych, założyciela zespołu Perfect?&lt;/strong&gt; Możliwe, że zna się on na muzyce, co nie znaczy, że ma pojęcie o polityce, moralności itp. Na siłę zrobiono z niego guru i tak w to uwierzył, że nawet założył sobie adres mailowy guru@holdys itd.!...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Żeby być guru trzeba mieć rozum, niepodważalną wartość moralną, charyzmę, dawać przykład, no i być geniuszem. Guru to był Niemen.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Hołdys lubi rządzić, może dlatego, że czuje się człowiekiem niespełnionym, ma kompleksy i jest chory. Jak każdemu choremu współczuję mu. Ale przede wszystkim powinien schudnąć, przeciążony kręgosłup nie może poradzić sobie z nadwagą, naciska na nerwy i powoduje bóle. Mniej jeść i ruszać się! Nie ma co roztkliwiać się nad sobą. Zdrowieje się od silnej woli, a nie od mazgajenia.&lt;strong&gt; No i nie wypada jęczeć publicznie, to nie po męsku.&lt;br /&gt;Dobiła mnie sprowokowana przez niego dyskusja filmowa. „Guru” zaproponował, żeby nakręcić film o Gomułce i Gierku! Fabularny!... Dodatkowo: pod warunkiem, że zrobi to polski reżyser klasy Olivera Stone lub Scorseze! Padłam....&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Oczywiście sprzeciwiłam się, że ponieważ te dwa łajdaki okradły Polaków na miliardy złotych, to nie należy jeszcze wydawać milionów na kręcenie filmu o nich, wystarczą dokumenty.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oburzył się i w odwecie zaproponował film o Jaruzelskim! Coś w stylu: „24 godziny z życia Jaruzelskiego, tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego”(sic!).&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Tym razem zaprotestowało więcej osób i takiego sprzeciwu „guru” nie zdzierżył! Napisał więc w komentarzu: „Ela, męczysz mnie. Nie wiem co z tym zrobić, przestałem lubić swoją stronę na facebooku.” I zablokował mnie.&lt;strong&gt; Gdy na drugi dzień otworzyłam facebooka, co za ulga! - zniknęło ego, które rozsadzało moją stronę...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;I tak miałam zamiar go usunąć, zwierzyłam się znajomym, że to zrobię, tylko jeszcze trochę go podrażnię, złośliwie, choć grzecznie... Ubiegł mnie, bo zagroziłam jego pozycji przywódcy oszołomów.&lt;br /&gt;Nie są to plotki. Na facebooku ma on jakichś 1400 „przyjaciół”, więc wszystkie jego wystąpienia są, za jego zgodą, publiczne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kto nie wierzy - ponieważ przyjmuje on każdego, kto się do niego zgłosi - może sprawdzić, że napisałam prawdę o sekcie Hołdysa.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;(Ps. Nie interesowałam się Hołdysem więcej niż na fb, bo nie lubię grubasa, jego twarzy psychicznego agresora, jego muzyki, ale weszłam na net i zobaczyłam co o nim piszą &lt;strong&gt;i co on pisze. &lt;/strong&gt;Wobec czego doszłam do wniosku, ze potraktowałam go tutaj za łagodnie. No..., a&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;em&gt;le w końcu jest to tylko balon, któremu udało się pofrunąć, bo nadęty...Ktoś go kiedyś przekłuje...)&lt;/em&gt;&lt;/span&gt; &lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Ostatnio zlikwidowałam też pewną dziennikarkę, która usiłowała mnie przekonać, że Palikot jest niesłychanie szlachetnym i inteligentnym politykiem i niewątpliwie jest w stanie zbawić Polskę.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jej znajomy geniusz (tak mnie zapewniła, z wykrzyknikiem!...) stwierdził, że czarne dziury w kosmosie nie istnieją, ponieważ nikt ich nie widział. Myślę, że równie dobrze w ogóle nie wiadomo, czy cokolwiek istnieje we wszechświecie, bo to co widzimy, jest odbiciem sprzed wielu, nawet milionów lat.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kojarzą mi się takie sądy z dziećmi z przedszkola, dla których ważny jest tylko „konkret w garści”. Geniusz zresztą nie pisał genialnych komentarzy, raczej miałam wrażenie, że jest niespełna rozumu... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbuhd5V8I/AAAAAAAAVFI/lFRXNH2ctYM/s1600/048_geniusz.bmp"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 303px; DISPLAY: block; HEIGHT: 303px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560427913502349250" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbuhd5V8I/AAAAAAAAVFI/lFRXNH2ctYM/s400/048_geniusz.bmp" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Dziennikarka ta zamieszcza na fb encyklopedyczne wiadomości na temat znanych ludzi. Razem z fajnymi czasem obrazkami. Tylko dlatego znosiłam jej wynurzenia polityczne i naukowe na swojej stronie.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dobiło mnie, gdy przeczytałam (pobieżnie zresztą, bo nudnawy...) jej felieton na temat Lema. Po zacytowaniu znanych wiadomości o tym pisarzu, dodała coś od siebie: stwierdziła, że ciało Lema zostało spalone i jego prochy stoją w urnie, tak samo jak prochy jej psa. Był Lem i go nie ma, był pies i go nie ma...&lt;br /&gt;Pani ta jest ateistką. Wierzy zatem, że po śmierci zamieniamy się w proch, więc nie ma znaczenia, czy byliśmy geniuszem, czy zwierzęciem.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślę, że to niesamowicie powierzchowna i smutna osoba. Ale zablokowałam ją nie za smutek, tylko za zarozumiałe, pisane z indyczej wysokości komentarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqdJRDsRXI/AAAAAAAAVF4/QXwFggg6P9Q/s1600/indory.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 300px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560429472465569138" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqdJRDsRXI/AAAAAAAAVF4/QXwFggg6P9Q/s400/indory.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Prawdziwi mędrcy są skromni...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PRZEKAZYWANIE I ROLOWANIE&lt;br /&gt;Koty często przekazują nam wiadomości, tylko nie zawsze potrafimy je zrozumieć.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kiedyś nasz wielki, puszysty rudy kot Fiodor wpełzł do livingu, w którym oglądaliśmy o 12.00 w nocy telewizję. Ze strachem oglądał się za siebie, a potem prowadził nas do sypialni. Poszliśmy za nim i okazało się, że złodziej usiłował otworzyć drzwi balkonu w pokoju Selmy, zablokowane metalowym prętem.&lt;br /&gt;Pod balkonem, na pierwszym piętrze było drzewo, po którym niestety, w ciągu dnia, gdy nie było nas w domu, złodzieje wleźli na balkon i dwa razy włamali się do naszego mieszkania w Liverpool – ta dzielnica miała złą sławę.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Fiodor natomiast dwa razy w nocy usłyszał i zauważył, że się włamują i zaprowadził nas do przestępców. Wiadomość przekazał nam tak wyraziście, że domyśliliśmy się od razu. Zresztą Fiodor był kotem nadzwyczajnym i nawet potrafił mówić - Hellouuu!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmllCTu0SI/AAAAAAAAVEg/09ajY3RuA3M/s1600/Rudy%2Bzdziwiony.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 318px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560157270658961698" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmllCTu0SI/AAAAAAAAVEg/09ajY3RuA3M/s400/Rudy%2Bzdziwiony.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Biała Belka sikała co noc na drzwi wejściowe.&lt;/strong&gt; Przez kilka tygodni. Wstawałam rano i zaczynałam dzień od mycia podłogi, na co patrzyła z zainteresowaniem. Fakt, że na nią krzyczałam, w ogóle jej nie wzruszał, nie pomagało też, maczanie nosa w sikach.&lt;br /&gt;Wreszcie zauważyłam, że się ślini. Otworzyłam pyszczek i zobaczyłam, że ma popsute zęby.(Miała już ponad 10 lat i nie gryzła ani kości, ani suchej karmy.) Wet wyrwał jej 5 zębów i kotka nigdy więcej nie nabrudziła w mieszkaniu. Nawet gdy była śmiertelnie chora, biegła do kuwety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRr5RfTI/AAAAAAAAVCg/yQTvfQQJPUM/s1600/Batman%2B008.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560150341155126578" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfRr5RfTI/AAAAAAAAVCg/yQTvfQQJPUM/s400/Batman%2B008.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Obecnie Batman, nasz największy kot&lt;/strong&gt; – pręgowany z białymi ozdobami, ma swoją metodę okazywania niezadowolenia ze mnie&lt;strong&gt;. Gdy za długo zwlekam z nakarmieniem kotów, wskakuje w kuchni na blat i roluje papierowy ręcznik, tyle ile mu się uda, zanim go nie pogonię! Jak nie usłyszę, to potrafi zrolować do końca.&lt;/strong&gt; Nie zauważyłam, żeby robił to z przyjemności, tylko jak mu się coś nie podoba. &lt;strong&gt;Nie odbieram przekazów, grzebię się, robię nie to co należy i zostaję ...wyrolowana.&lt;br /&gt;No... może to być przestrogą dla każdego...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W OSTATNIM RAPTULARZU OBIECAŁAM COŚ O SEKSIE...&lt;br /&gt;Ale nie będzie to taki seks, jaki sobie pewnie wyobrażacie...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Bo to piosenka - która dla mnie jest seksi. Gdy jej słuchasz, ogarnia cię nieokreślony sexual feelings... Może ma w sobie muzyczne feromony?... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/veM0yXt0Guc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/veM0yXt0Guc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenka Stewe Wondera „As”. &lt;/strong&gt;I tylko w tym konkretnie wykonaniu, jej pierwotni wykonawcy nie kojarzą mi się z seksem w ogóle, ci właśnie tak! Oboje są młodzi, radośni, ładni i ...seksi.&lt;strong&gt; Rewelacyjny chór słoweński Perpetum Jazzile!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;POWOLI LIKWIDUJĘ PAPIEROWE RAPTULARZE...&lt;br /&gt;...których mam dwadzieścia kilka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2aa_MZI/AAAAAAAAVEA/CFjx9oZxvcI/s1600/Raptularze%2B004.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 303px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560155370166366610" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2aa_MZI/AAAAAAAAVEA/CFjx9oZxvcI/s400/Raptularze%2B004.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;Pisząc te raptularze zastanawiałam się, z jakimi uczuciami kiedyś będę je odczytywała. &lt;strong&gt;Przepisując na komputer niektóre fragmenty myślę, że wiele napisałam pod wpływem chwili, wobec czego te uczucia były krótkotrwale i fałszywe.&lt;/strong&gt; Możliwe, że tak czułam i popełniałam błędy pod wpływem bólu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmllan_Y6I/AAAAAAAAVEo/phHLsb6l_pM/s1600/Raptularze%2Bzielone%2B010.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560157277186384802" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmllan_Y6I/AAAAAAAAVEo/phHLsb6l_pM/s400/Raptularze%2Bzielone%2B010.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;No cóż, jeśli błądzimy i cierpimy, to znaczy, że żyjemy. Nie ma więc sensu wstydzić się swojego życia, nawet gdyby po latach wydawało się głupie i bez sensu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najśmieszniejsze, że niektórych momentów w ogóle nie pamiętam. Czytam i nie wierzę, że naprawdę się wydarzyły, no... ale jeśli zapisałam na gorąco, to widocznie prawda?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W MIRKACH, NAD JEZIOREM PLUSZNO...&lt;br /&gt;...zakochałam się w chłopaku, który od początku znajomości mnie irytował.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dziś, gdy wspominam siebie z tego obozu „młodzieży artystycznej” – nie mogę się nadziwić, jak wbrew sobie się tam zachowywałam! Uwielbiając wodę, w której mogłam moczyć się całymi dniami - ani razu się nie wykąpałam.&lt;br /&gt;Cały też czas ukrywałam się przed słońcem, siedząc pod parasolem, do tego w sukience i ze starannie umalowanymi od rana oczami (lata sześćdziesiąte...).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mimo, że uwielbiałam całkowitą swobodę, narzuciłam sobie przedziwny rygor, żeby wyglądać idealnie. A przecież zakochałam się dopiero kilka dni przed końcem obozu. Czyli nie zależało mi na nikim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmpx3WLQvI/AAAAAAAAVFA/U9ylqs3IS0c/s1600/Ela%2Bna%2BZaciszu%2Bnieb%2Ba.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 338px; DISPLAY: block; HEIGHT: 400px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560161889101234930" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmpx3WLQvI/AAAAAAAAVFA/U9ylqs3IS0c/s400/Ela%2Bna%2BZaciszu%2Bnieb%2Ba.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Pewnych rzeczy człowiek uczy się całe życie i nie ma mocy, która powstrzyma młodych przed popełnianiem błędów.&lt;/strong&gt; Choć być może, dzięki tym dziwactwom i niewygodom naprawdę wyglądałam ładnie. Witek, jeden z chłopców zespołu „Co wy na to?” stwierdził jesienią tamtego roku: „Ela była najśliczniejszą dziewczyną w naszym podobozie...” No cóż... z dobrym wyglądaniem było mi niewygodnie, ale komuś choć na trochę pozostałam w pamięci... :)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Muzyka gitarzysty Grześka niosła się kilometrami po wodzie jeziora, słychać ją było nawet na drugim brzegu, czy z kajaków, którymi pływaliśmy, gdy nie padało.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;Na zdjęciu dokładnie to jezioro – Pluszno...&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2cekiSI/AAAAAAAAVD4/ZUr_t5S61JE/s1600/Pluszne%2Bjez.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560155370718267682" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2cekiSI/AAAAAAAAVD4/ZUr_t5S61JE/s400/Pluszne%2Bjez.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Chyba tydzień przed końcem, słonecznym popołudniem właśnie grał swoją kompozycję, którą nazywałam „pasażem”, choć były to szybko spadające trójki. Przechodziłam koło baraku w którym ćwiczyli, usłyszałam tą melodię i ...zakochałam się.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Potem zakochałam się w piosence Grechuty „Serce”, która tamtego roku zdobyła nagrodę w Opolu.&lt;br /&gt;Grześka kompozycję tylko pamiętam, choć mogę ją całkowicie odtworzyć w pamięci, „Serce” oczywiście mam na płycie i mogę go słuchać kiedy będę miała ochotę, a nie kiedy puszczą ją w radiu – tak jak to było na obozie... Chwała technice za szybki postęp&lt;strong&gt;!&lt;br /&gt;Grzesiek nie żyje od prawie trzydziestu lat, Grechuta zmarł początkiem XXI wieku, koledzy muzycy rozjechali się po świecie i nie mam z nimi kontaktu.&lt;br /&gt;Ale zawsze będę pamiętać chwilę, gdy w stołówce głaskałam trzymanego na ręku kociaka, a oni wszyscy patrzyli na mnie z tak błogimi minami, jakby to oni byli tym kotkiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;NIE DOWIEDZIAŁ SIĘ, ŻE MIAŁ WPŁYW NA MOJE ŻYCIE...&lt;br /&gt;Dzięki niemu dwa razy zrezygnowałam z wyjazdu na kontrakt do Finlandii. Miałam tam grać z kompozytorem „Walczyka tyrolskiego”.&lt;/strong&gt; Pan ten sluchając naszej próby, był mną zachwycony. Grzesiek w tym samym momencie był wściekły, ale powstrzymał się z impertynencjami - miałam jechać zarobić na sprzęt dla naszego zespołu. Mimo wszystko potem wpłynął na mnie, żebym nie pojechała. Widać niezbyt ciągnęła mnie zimna Finlandia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbvb7CXMI/AAAAAAAAVFg/yb455U4n7eI/s1600/82372_finlandia_poludnie_kraju_valkeakoski.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560427929193831618" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqbvb7CXMI/AAAAAAAAVFg/yb455U4n7eI/s400/82372_finlandia_poludnie_kraju_valkeakoski.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Starszy pan, potrzebował grającej na instrumentach wokalistki, załatwił mi weryfikację wokalną (bez której nie miałabym szansy na żaden wyjazd), a ja go w końcu, miesiąc przed startem kontraktu wykiwałam! I to dwa razy. Bardzo nie fair.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jest to dowód, że powodowana głupotą młodości robiłam rzeczy, na które dziś nie mogłaby mi pozwolić z wiekiem nabyta odpowiedzialność i wyrobione sumienie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Od wyjazdu do Finlandii Grzesiek mnie powstrzymał, za to uciekając od niego, w końcu wyjechałam do Jugosławii i tam spotkało mnie takie, a nie inne przeznaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmnQiqfrRI/AAAAAAAAVE4/oCSvu9WE9I4/s1600/przed%2Bburza%2B008.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560159117590375698" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmnQiqfrRI/AAAAAAAAVE4/oCSvu9WE9I4/s400/przed%2Bburza%2B008.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Myślę, że człowiek ma zaplanowanych kilka losów, zależnych od tego, którą drogę wybierze.&lt;/strong&gt; Ciekawe, co by było gdybym zamieszkała w Finlandii? Kiedyś talerzyk - duch powiedział mi, że w Finlandii wyjdę za mąż i będę miała dwóch synów. Oznajmił to za pierwszym pobytem w Jugosławii. Ale on wszystko źle przepowiadał...&lt;br /&gt;W środku lat siedemdziesiątych znów mogłam wyjechać do Finlandii, jednak w końcu agent zaangażował trio, a nie kwartet i ja pojechałam jeszcze tylko do enerdowa.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A potem, jak nie wyszło z powrotem do Jugosławii, odechciało mi się grać i mieszkać w hotelach. Odechciało mi się grać na gitarze i śpiewać przeboje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;FILM O SYLWII PLATH...&lt;br /&gt;...z Gwyneth Partlow w głównej roli (kwiecień 2006r). Sylwia Plath popełniła samobójstwo, bo mąż ją zdradzał i wreszcie zostawił z dwójką maleńkich dzieci.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Co prawda miała depresję, ale gdyby miała naprawdę kochającego męża, najgorsze nie stałoby się. Oddana miłość zabije depresję u partnera. Jej mąż ją pogłębił. Był słabym łajdakiem. Miał piękną, utalentowaną, wrażliwą i dobrą żonę, a potrzebne mu były do szczęścia brunetki z dzikim temperamentem.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście to on był odpowiedzialny za jej śmierć i myślę, że ta świadomość gryzła go przez następnych 35 lat. Niedługo przed śmiercią wydał tomik wierszy(też był poetą), w których opisał ich pożycie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rPK5dnE9CS4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/rPK5dnE9CS4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdopodobnie miłość do niego była w niej zbyt silna i nie pozwoliła jej szukać innego partnera, choć była młoda i piękna.&lt;br /&gt;Nosiła w sobie niewyobrażalne ilości smutku, nawet dzieci nie mogły tego unicestwić, choć była opiekuńczą, kochającą matką.&lt;/strong&gt; Gdy dowiedziała się, że kochanka męża jest w ciąży i mąż już do niej nie wróci, przygotowała dzieciom śniadanie, otworzyła okno w ich pokoju, a sama, w kuchni odkręciła gaz, zatykając przedtem wszystkie szpary.&lt;br /&gt;Oglądając film uzmysłowiłam sobie, że normalna kobieta zawsze wie, kiedy jest zdradzana. Bywa, że mężczyzna obejmuje inną, przytula, całuje, a nie czuje się nic, bo są to tylko gesty przyjaźni.&lt;br /&gt;A czasem widzimy jak stoi koło jakiejś tam i od razu wiemy, że oni ze sobą śpią. Czuła to bezbłędnie tak wrażliwa poetka jak Sylwia Plath.&lt;br /&gt;Tylko jej reakcja była nieprawidłowa. Słabego łajdaka wymazuje się z życia na zawsze, bez możliwości powrotu. Wtedy cierpienie ustaje.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale, żeby to wiedzieć, trzeba najpierw coś takiego przeżyć, no i mieć co najmniej czterdzieści lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;LUDZIE SĄ BARDZO SAMOTNI...&lt;br /&gt;Nie spotykają się ci, którzy powinni się spotkać, a łączą się nie ci, co powinni się połączyć.&lt;/strong&gt; Potem żyją obok siebie samotnie lub żyją w całkowitej samotności.&lt;br /&gt;Tyle ludzi na świecie chodzi codziennie po ulicach, ociera się o siebie, mija i nie może się spotkać!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niemożliwe, żeby to był błąd Stwórcy - czyli on chce, żebyśmy byli samotni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1-22_jI/AAAAAAAAVDY/YyNbSInVcxo/s1600/ostatni%2Bzachod%2B2010%2B028.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560153163743821362" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1-22_jI/AAAAAAAAVDY/YyNbSInVcxo/s400/ostatni%2Bzachod%2B2010%2B028.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;FILOZOFIA BA’HAI&lt;br /&gt;– jest to nauka XIX-to wiecznego proroka perskiego Baha’u’llaha. W praktykach Ba’hai (nie ma żadnego kościoła ani duchowieństwa) prosta modlitwa i medytacja ma otwierać duszę. Jest to rozmowa z Bogiem, kimkolwiek i czymkolwiek On jest.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ba’hai wyjaśnia, że medytacja jest jak lustro. Jeśli zwrócimy je w stronę praw ziemskich, animalistycznych, nauczymy się jednych rzeczy; jeśli zwrócimy je w stronę nieba, nauczymy się innych. Mamy wolną wolę ustawiania tego lustra, w każdym z kierunków.&lt;br /&gt;Nie nauczyłam się medytacji, nigdy nie mam na to czasu i nie potrafię się całkowicie skupić. Uważam też, że jednak medytacja jest niebezpieczna (całkowite otwarcie się na nieznane siły), można ją wykonywać tylko pod kierunkiem kogoś, do kogo ma się absolutne zaufanie. Medytacja przypomina mi autohipnozę i wolę nie mieszać się w niepoznane...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wystarcza mi rozmowa z Bogiem. Nawet choć jest jednostronna, bo tylko ja pytam i proszę, robię wyrzuty i ... nie dostaję odpowiedzi. A może jednak dostaję każdego dnia? ...tylko nie rozumiem, że to są odpowiedzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj1pkXYYI/AAAAAAAAVDo/L3L-Oi1w5iU/s1600/P1130946.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 301px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560155357052363138" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj1pkXYYI/AAAAAAAAVDo/L3L-Oi1w5iU/s400/P1130946.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Ale wierzę, że jakimś cudem Bóg mnie słyszy i że choć się na mnie złości, to może coś zmieni na tym świecie na lepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;WIECZÓR NA REDZIE&lt;br /&gt;Gdy się czegoś szuka, to można znaleźć coś zupełnie ...innego i często ważniejszego.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Weszłam na You Tube, żeby zobaczyć, czy ktoś wbił coś nowego z lat sześćdziesiątych i zobaczyłam „Wieczór na redzie” w wykonaniu Heleny Majdaniec. Jest to jedna z piosenek mojego życia. Ta interpretacja trochę za słodka, no, ale zawsze to ta piosenka.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdy jej słuchałam, w reklamie otworzyło się kilka wersji rosyjskich, kliknęłam jedną i zobaczyłam dwóch młodych chłopców w ubraniach marynarzy śpiewających tą piosenkę-tęsknotę...&lt;/strong&gt; Obaj śliczni. Jeden blondyn, drugi ciemnowłosy, z czarnymi oczami.&lt;br /&gt;Śpiewali zachwycająco, choć w stylu pop, za którym nie przepadam, ale trudno z „Wieczoru na redzie” zrobić bluesa....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5WPYXX9pQ0Y?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/5WPYXX9pQ0Y?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Białorusin, ciemnowłosy Rusłan Aljehno startował w 2008 na Eurowizji. Ma wiele wdzięku i piękne oczy, a ponieważ najlepiej podobają mi się u płci męskiej takie właśnie oczy, więc poszukałam innych jego piosenek, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest taki pociągający i co jest wart muzycznie.&lt;br /&gt;No... jest. I śpiewa doskonale, choć całkowicie w stylu pop. Ale ponieważ jest bardzo młody, to może nie odnalazł jeszcze swojego stylu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W każdym razie „Wieczór na redzie” w wykonaniu Rusłana Aljehno i Aleksjeja Gomana jest stylowy. Dodatkowo: śpiewają w ubraniach marynarskich, które uważam za wyjątkowo seksi. Kojarzą mi się one z moją młodzieńczą tęsknotą za przeszłym życiem - albo sama byłam kiedyś marynarzem, albo byłam zakochana w marynarzu... :) Stąd pewnie moja miłość do morza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2CweOYI/AAAAAAAAVDw/c1aPriIk7yY/s1600/P1440614m.jpg"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 299px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560155363814029698" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj2CweOYI/AAAAAAAAVDw/c1aPriIk7yY/s400/P1440614m.jpg" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;I jeszcze jedno odkrycie: oglądając kolejne videoclipy Rusłana, znalazłam jeden, w którym, w duecie z dziewczyną, śpiewa o miłości trwającej całe życie. Para znała się od dziecka, razem wyrastali i potem znowu się spotkali. Okolica, huśtawka, pola, łąki, domy – wszystko to przypomina mi... przypomina mi?... Kojarzy mi się ze wspomnieniem utraconego, przeszłego, bardzo szczęśliwego życia, za którym tęskniłam całe dzieciństwo i młodość.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Całkowicie znajoma mi okolica. Dodam, ze nigdy nie byłam w Rosji ani na Białorusi, czy Ukrainie. Nigdy też w Polsce nie widziałam podobnej wsi.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;I jak tu nie wierzyć prawdziwemu jasnowidzowi i swoim odczuciom? Nina, jasnowidzka, Białorusinka zresztą, powiedziała mi, że żyłam kiedyś na Ukrainie, byłam poetką wydawałam książki i miałam szczęśliwy związek ze wspaniałym facetem. Takim, jakiego nie znalazłam w tym życiu... Ta piosenka to przypomniała.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A obaj chłopcy śpiewający „Wieczór na redzie” są właśnie w typie chłopców, w jakich zakochiwałam się, gdy byłam młoda.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Obecnie to mi się nie zdarza... Może nie mam racji, ale uważam, że zakochiwanie się w wieku powyżej sześćdziesięciu kilku lat jest poniżające. Może być jedynie stara miłość, która się nie skończyła, ale nie nowa i nie do młodszego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zresztą, jak już się jest w „celi śmierci”, to należy myśleć o zupełnie innym rodzaju miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;MAGNEZ WSPOMAGA PRACĘ MÓZGU&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jest odpowiedzialny za przekazywanie sygnałów w układzie nerwowym oraz odgrywa ważną rolę w utrzymywaniu ciśnienia osmotycznego krwi i innych tkanek. Wchłanianie magnezu wspomaga witamina B6. Potrzebna jest też lecytyna niezbędna do prawidłowego działania układu nerwowego. Stosowana profilaktycznie opóźnia procesy starzenia i podnosi sprawność krążenia krwi.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;W Polsce istnieje preparat Bilomax, który łączy te wszystkie składniki, a w Australii?&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o pracę mózgu, to się zgadzam. &lt;strong&gt;Niestety, nie słyszałam, żeby czyjeś ciało odmłodniało, za pomocą cudownego leku. Myślę, że powinniśmy sobie dać spokój z odmładzaniem na siłę. Ciała, to w końcu tylko pokrowce naszych dusz. Jak się całkiem zniszczą, dostajemy nowe. Dusze żyją wiecznie...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Oglądam w TV twarze znanych ludzi napełnione biotoksem i zawsze patrzę na te maski z niesmakiem. Wyglądają 100 razy gorzej, niż gdyby zostawili sobie zmarszczki.&lt;br /&gt;Postanowiłam, że jeśli zachoruję śmiertelnie, nie będę się leczyć, żeby przedłużać agonię. Chciałabym tylko umrzeć nie sprawiając nikomu problemu i szybko; i o to proszę Boga codziennie, bo zdaję sobie sprawę, że nie ma śmierci bez bólu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ponieważ właściwie pewnym jest (większość religii świata o tym zapewnia...), że znów się narodzimy, więc lepiej nie zwlekać, jeśli już musimy stąd odejść. Trzeba się nauczyć traktować kolejne narodziny i śmierci jako coś absolutnie naturalnego i zwyczajnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;CZŁOWIEKOWI MAŁO POTRZEBA DO ŻYCIA...&lt;br /&gt;Ja zawsze chciałam tylko conieco. Ale i tego nie osiągnęłam. Widać przeznaczone mi było w tym życiu posiadać tylko konieczne minimum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmnQflZBqI/AAAAAAAAVEw/G2INeVtkdZg/s1600/prz%25C3%25B3d%2B024.JPG"&gt;&lt;strong&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560159116763661986" border="0" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmnQflZBqI/AAAAAAAAVEw/G2INeVtkdZg/s400/prz%25C3%25B3d%2B024.JPG" /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Dziś w ogóle się tym nie przejmuję, choć na pewno wolałabym mieszkać w większym domu, mieć większy ogród i mniej sąsiadów. Wolałabym także mieć nowe granatowe auto z napędem na cztery koła!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Wolałabym także, żeby moja córka wyłącznie śpiewała bluesa, nagrywała płyty, pisała książki i zarabiała duże pieniądze, żeby spotkała prawdziwie wartościowego mężczyznę i była z nim szczęśliwa już teraz, a nie niewiadomo kiedy.&lt;br /&gt;Wolałabym też, żeby moje życie popłynęło razem z prawdziwym człowiekiem i żebym dojrzała wcześniej, niż mając lat pięćdziesiąt. W ogóle żebym wszystko dostała od życia jeszcze jak byłam młoda, a nie na koniec.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wolałabym też, żebym zaznała mniej cierpień, a więcej radości, żebym miała kochających rodziców i szczęśliwe dzieciństwo.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Żebym posiadała talent większy niż dostałam i dodatkowo: talent do języków obcych. Wolałabym także być zdrową przez całe życie i w ogóle, mieć ciało w doskonałej kondycji do końca życia. I jeszcze wiele bym wolała!...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A w ogóle, to wolałabym żyć na planecie pięknej jak Ziemia, ale gdzie ludzie byliby lepsi, mądrzejsi, szczęśliwsi, mniej zaharowani i żeby mogli cieszyć się, że żyją, a nie przeklinać ten świat. Kiedyś pisałam: „ Ziemio! przeklęta Ziemio! Jakież piekło może być gorsze od ciebie!...”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ale dziś, po tylu stratach, odrodzeniach i wędrówkach jest mi wszystko jedno! Dziękuję Bogu za dzień dzisiejszy, że co złe już poza mną, że być może nic gorszego już się nie wydarzy, że mam dach nad głową - gdy inni go nie mają, że mam co jeść i w co się ubrać i że mam wolny czas dla siebie, choć młodość minęła.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W sumie człowiekowi niewiele potrzeba do życia, tylko najpierw musi nie posiadać w ogóle niczego, żeby docenić - niewiele.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfR4_9POI/AAAAAAAAVCo/PVRHPfH5vVI/s1600/Darling%2BHabour%2Bwiecz%25C3%25B3r%2B028.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560150344672820450" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmfR4_9POI/AAAAAAAAVCo/PVRHPfH5vVI/s400/Darling%2BHabour%2Bwiecz%25C3%25B3r%2B028.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1XsambI/AAAAAAAAVDQ/72OkAzlzSLo/s1600/noc%2Bko%25C5%2582o%2Bdomu%2B001.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560153153231034802" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmh1XsambI/AAAAAAAAVDQ/72OkAzlzSLo/s400/noc%2Bko%25C5%2582o%2Bdomu%2B001.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Na zdjęciach Wigilia 2010 roku.&lt;/strong&gt; Z moją córenią nie wiadomo czy w przyszłym roku będziemy razem, ona w kwietniu wyjeżdża w świat, na długo, do pracy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqwpVYbCkI/AAAAAAAAVGI/cINOVUhstMk/s1600/Wigilia%2Bwewnatrz%2B086m.jpg"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 262px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560450914103003714" border="0" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSqwpVYbCkI/AAAAAAAAVGI/cINOVUhstMk/s400/Wigilia%2Bwewnatrz%2B086m.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmlkx6g_5I/AAAAAAAAVEQ/jRQsWWhO8rs/s1600/Wigilia%2Bbackyard%2B021.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 303px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560157266258231186" border="0" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmlkx6g_5I/AAAAAAAAVEQ/jRQsWWhO8rs/s400/Wigilia%2Bbackyard%2B021.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zamieszczając zdjęcie ostatniego zachodu w minionym roku, obiecuję następny raptularz dużo wcześniej niż za rok i dziękuję za pamięć wszystkim, którzy niezrażeni, tu zaglądają (jak sądzę głównie do archiwum...). &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj1TuDUvI/AAAAAAAAVDg/IsWTTStxvmI/s1600/ostatni%2Bzachod%2B2010%2B084.JPG"&gt;&lt;img style="TEXT-ALIGN: center; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; DISPLAY: block; HEIGHT: 302px; CURSOR: hand" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560155351187411698" border="0" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSmj1TuDUvI/AAAAAAAAVDg/IsWTTStxvmI/s400/ostatni%2Bzachod%2B2010%2B084.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;______________________________________&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-6454435426550164773?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6454435426550164773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6454435426550164773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2011/01/letni-raptularz-ale-nie-goracy.html' title='Letni raptularz, ale nie gorący... styczeń 2011'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/TSrPNBH_2nI/AAAAAAAAVGQ/lFKFFm9zMRw/s72-c/P1080845m.jpg' height='72' width='72'/></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-3088693165106411978</id><published>2009-05-06T19:46:00.026+10:00</published><updated>2009-11-04T22:34:10.254+11:00</updated><title type='text'>Deszczowy MAJ 2009</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;___________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;MAJ W AUSTRALII&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To nie polski maj, choć temperatury podobne. Kwiaty u nas kwitną na okrągło, więc są, chociaż to jesień, za to niektóre drzewa gubią pożółkłe liście, ale większość ma liście wiecznie i wiecznie zielone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eshPeaI/AAAAAAAANsA/A-ZNF7K3ACg/s1600-h/P1280344m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332675902525372834" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 312px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eshPeaI/AAAAAAAANsA/A-ZNF7K3ACg/s400/P1280344m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Tegoroczny maj jest nietypowy, leją deszcze i w nocy temperatura spada do 14 stopni nad oceanem. Nawet w Melbourne spadł śnieg i wszędzie było bardzo zimno. A dawniej kąpiel w oceanie w maju była czymś normalnym!&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jak ma przyjść globalne ocieplenie, to następuje ochłodzenie. Zrozum tu logikę przyrody...&lt;br /&gt;Zaczynam od fotki typowej: leje i siedzi się w domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PRAWIE ROCZNA PRZERWA!&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że w taki sposób tracę czytelników, a przecież nie zależy mi na pisaniu do szuflady. Muszę więc ograniczyć pracę społeczną, która jest niewdzięczna i zachłanna jak kukułcze pisklę...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zwykle gdy coś robię dla innych, nie przyjmuję zapłaty żartując, że „robię to za pokutę” (choć przez całe życie nie popełniłam tylu grzechów, żebym tyle lat musiała pokutować...). Na szczęście postanowiłam więcej nie robić tego, co mi nie sprawia przyjemności, czy też uznam, że ludzie, dla których to robię, są mało warci...:)))&lt;br /&gt;Oczywiście kilku moich znajomych bezpodstawnie się obrazi czytając te słowa – ponieważ ludzie uwielbiają czytać między wierszami... (Przyjaciele mogą być spokojni, to nie do nich aluzja.) &lt;strong&gt;Ale za to raptularz będzie się ukazywał kilka, a nie raz do roku.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POWROTY&lt;br /&gt;Zamieszczając w raptularzu wspomnienia, narażona jestem na to, że przeszłość wraca do mnie rykoszetem.&lt;/strong&gt; Prowokując, zawracam ją z umykania w niepamięć i wracają do mnie najróżniejsze wspomnienia, bo dzięki internetowi często odzywają się ludzie, którzy brali udział w opisanych momentach, czy przypominają mi rzeczy, o których zapomniałam.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Chciałabym, żeby dzięki takim połączeniom wyjaśniły się sprawy, dla mnie do teraz niewyjaśnione.&lt;/strong&gt; Np. ktoś zaistniał w moim życiu, potem gdzieś znikł, nie szukałam go zajęta najważniejszymi wydarzeniami. Dziś chciałabym dowiedzieć się, gdzie zniknął, dlaczego, co robił i co robi. &lt;strong&gt;Trochę niebezpieczna ciekawość - po latach dowiedzieć się, jak innych potraktowało życie&lt;/strong&gt;. Niektórych znajduję na necie, bo robią coś ważnego. Ale wiadomość z netu to nie to samo. Wolałabym, żeby sami o sobie napisali. (Tylko, żebym nie dostała rykoszetem w łeb!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIESPODZIANKA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/F7AXhRbyc8M&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" fs="1" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Telewizja Polonia wyemitowała &lt;strong&gt;ostatni zapewne wywiad z Krzysztofem Klenczonem. Rok 1979. Szkoda, że tylko kawałek...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;FOTOGRAFOWANIE&lt;br /&gt;Nigdy nie mogłam się zdecydować, co właściwie chcę w życiu robić.&lt;/strong&gt; Po maturze miałam zdawać na grafikę na ASP w Warszawie. Nie wiem, co by było, gdybym się dostała, bo do egzaminów nie doszło - szkoła nie wysłała moich papierów, myśląc, że ponieważ jest to wolna uczelnia, muszę złożyć je osobiście. Potem było za poźno, dostawałam sierocą rentę, której nie mogłam stracić i musiałam zahaczyć się w Studium Nauczycielskim (żeby było weselej im. Nadjeżdy Krupskiej, ale chociaż na warszawskiej starówce...).&lt;br /&gt;Jak skończyłam malarstwo na poziomie studiów półwyższych, zdałam do ...średniej szkoły muzycznej. (Wyjaśniam: na 1,5 miliona mieszkańców Warszawy były tylko dwie średnie szkoły muzyczne, więc przyjmowano jedynie utalentowanych i w ograniczonych ilościach!). &lt;strong&gt;Ale właściwie nie wiedziałam, czy naprawdę dobrze wybieram, bo ciekawiła mnie polonistyka i ...wydział operatorski w łódzkiej filmówce. Oczywiście nie miałam szans - nie mając dobrego aparatu, tylko byle jaką Zorkę, nie mogłam mieć żadnego portfolia.&lt;/strong&gt; Nie mówiąc o ruchomej kamerze...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale przez całe życie, czy to grając, czy ucząc innych grać i śpiewać, rysowałam, pisałam i robiłam zdjęcia, kręciłam filmy&lt;/strong&gt;. Nawet miałam już potem firmowe analogowe aparaty i dobrą kamerę video. Ale dopiero poczułam fotografię, gdy kupiłam cyfrowy aparat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eZW3WvI/AAAAAAAANrw/R2BZhsVCSZw/s1600-h/P1270201.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332675897381575410" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 305px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eZW3WvI/AAAAAAAANrw/R2BZhsVCSZw/s400/P1270201.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Angelina w nocy&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Oczywiście wciąż się uczę, nie kompozycji - bo tę opanowałam ucząc się malarstwa - tylko techniki. Nareszcie mogę zamieszczać na Blogowisku takie zdjęcia jakie chcę, choć niestety już tylko z Australii. I dzięki internetowi, mogę je pokazać całemu światu.&lt;br /&gt;Możecie je sobie brać, tylko bądźcie lojalni, napiszcie, że ja fotografowałam. Choć wiem, że to nie zdaje egzaminu. Weźmiesz fotkę, nie zapiszesz czyja i zapomnisz. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;(Za sprzedawanie się jednk nie bierzcie, bo mam oryginały w dużym formacie.)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;WYBÓR WŁAŚCIWEJ DROGI...&lt;br /&gt;...najczęściej jest niemożliwy. Stajesz na rozdrożu, nie znasz mapy, a nie możesz tam sterczeć wiecznie - więc wybierasz na chybił trafił.&lt;/strong&gt; Musisz mieć szczęście, żeby znaleźć się na właściwej drodze. Ktoś musi cię pchnąć i to ktoś, kto wie. Inaczej znajdziesz się tam, gdzie nie powinieneś.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzyjk8FI/AAAAAAAANtA/XbklpPM5jW8/s1600-h/droga+do+lasku+Kabackiehgo+wiersz+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332871977992777810" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 259px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzyjk8FI/AAAAAAAANtA/XbklpPM5jW8/s400/droga+do+lasku+Kabackiehgo+wiersz+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Moja młodość (od czasu gdy mogłam decydować o sobie) wybierała błędne drogi (przedtem po najcięższych drogach wodzili mnie dorośli...). Nie były to więc drogi proste i szerokie. Najczęściej boczne i wyboiste. Do tego, gdy zboczyłam, to jeszcze brnęłam w całkiem boczne ścieżki.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Cały czas wydawało mi się, że idę gorszą drogą życia, nie tą co powinnam, ale nie potrafiłam wyjść na właściwą.&lt;/strong&gt; W efekcie wszystko osiągałam zbyt późno, jak w wierszu, który napisałam: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;...gdy już nie potrzebuję i nie mam siły się cieszyć.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Ale mój przykład nie może być dla nikogo ostrzeżeniem, bo wszyscy robią to samo.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzZzmT6I/AAAAAAAANsw/cvhl2fPz-ns/s1600-h/droga+zielona+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332871971349090210" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzZzmT6I/AAAAAAAANsw/cvhl2fPz-ns/s400/droga+zielona+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zresztą, ponieważ życie to karma, nie da się jej uniknąć. Musimy ją zaliczyć, dlatego błądzimy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;OD NISZCZENIA STARYCH RAPTULARZY DO ŚWIADOMOŚCI...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Mając dwadzieścia kilka lat zaczęłam pisać raptularze.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Byłam wtedy zafascynowana XVIII wiekiem i w jednej z książek, których akcja toczyła się w moich ukochanych czasach, znalazłam słowo raptularz, czyli „notatnik służący do zapisywania raptownych wiadomości.”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Na pisaninę nie miałam czasu, prowadzenie dzienników kończyło się fiaskiem i dopiero utrwalanie tylko tego, co miało znaczenie – to było to! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W sumie zapisałam dwadzieścia kilka raptularzy, na czterdzieści kilka lat życia – nie za dużo...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Właśnie likwiduję pożółkłe i kruszące się notatniki z przeszłości... Zanim je podrę, czytam i przeglądam. (Niektóre myśli i zdarzenia przepisuję.) Wiele w nich fotografii ilustrujących treść lub odzwierciedlających moje ówczesne nastroje. Są mniej więcej jak raptularze na necie, tylko fotografie mają beznadziejną jakość.&lt;br /&gt;Ale przede wszystkim, czytając te papierowe, zadziwiam się swoją niedojrzałością, niepokojem i niezdecydowaniem. Błędami, które popełniałam. Tylko, żeby to stwierdzić, trzeba było przeżyć życie...&lt;br /&gt;W książce Guido Moosbruggera o Plejadanach, jest informacja, że żyją oni około ośmiuset lat i dopiero w wieku sześćdziesięciu osiągają dojrzałość (my osiemnastu, ale niedojrzałość...). &lt;strong&gt;Myślę, że jest to dowód na to, że człowiek pochodzi od Plejadan (jak sugeruje książka), czy też od innej wysokiej cywilizacji ludzkiej - przecież prawie wszyscy stajemy się dojrzali dopiero koło sześćdziesiątki?...&lt;/strong&gt; (Nie mam tu na myśli „głupiejących na starość”.)&lt;br /&gt;Ledwie osiągniemy dojrzałość psychiczną, ciało umiera...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;BAĆ SIĘ REINKARNACJI?...&lt;br /&gt;Wielu moich znajomych patrzy na mnie ze strachem, kiedy zaczynam ten temat. (Chcieliby żyć wiecznie, a boją się powtórnego przyjścia na świat w nowym ciele...) A przecież wszystkie religie świata mówią o reinkarnacji.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Nawet chrześcijanie mają bliżej nieokreślony czyściec, który jest niczym innym jak kolejnym istnieniem – szansą na poprawę...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2o28YxmI/AAAAAAAANrI/jn3MXmh6Cuc/s1600-h/P1010153am.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332673878099019362" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 278px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2o28YxmI/AAAAAAAANrI/jn3MXmh6Cuc/s400/P1010153am.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ale nawet wierząc w reinkarnację zdajemy sobie sprawę, że człowiek nie rodzi się ze świadomością zdobytych doświadczeń. Ma pewne rzeczy zakodowane (w podświadomości, nie w mózgu...), ale musi je rozwijać i udoskonalać poprzez kolejne życiowe próby, przejścia, zdarzenia. Np. w poprzednim życiu byłeś artystą, w tym rodzisz się z osiągnięciami na poziomie z końca poprzedniego życia, ale musisz od początku opanować technikę i dopiero pójść do przodu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tak samo doskonalimy świadomość. Pomaga nam w tym instynkt (doświadczenia z poprzedniego życia) podpowiadający, co jest właściwe, co nie. Coś, co nazywamy sumieniem...&lt;/strong&gt; Można się nauczyć słuchać swego sumienia, pozbywać egoizmu, nienawiści, walczyć ze swoimi wadami, robić coś dobrego dla innych, ale też można nie nauczyć się niczego. &lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A od tego zależy kolejne istnienie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;UTOPIA?&lt;br /&gt;Oczywiście to wszystko, co napisałam o doskonaleniu świadomości ludzkiej, to utopia.&lt;br /&gt;Narazie...&lt;/strong&gt; bo wg. słowników utopia jest to nieziszczalny pomysł, mrzonka, ale wylądowanie na księżycu, czy sonda na Marsie też kiedyś były utopią. Dlatego wierzę, że za tysiące lat, na Ziemi „ludzi dobrej woli będzie najwięcej”. &lt;strong&gt;I idealny ustrój zapanuje, gdyż wreszcie świadomość ludzka do tego dojrzeje.&lt;/strong&gt; Żeby tylko „Ci na górze” pozwolili ludzkości poistnieć w tej dojrzałości. Innymi słowy, żeby Ziemia nie zginęła tragicznie za wcześnie...&lt;br /&gt;Nie sądząc, żebym już zasłużyła sobie na życie w Raju, mam chociaż nadzieję, że zaliczając kolejne istnienia będę żyła na coraz lepszej Ziemi - &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;bo właściwie tylko pojęcie utopii jest utopijne - wszak co dziś niemożliwe, z czasem staje się zwyczajne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Np. ja dojrzałam na tyle, że wybaczam nawet moim wrogom - co kiedyś uważałabym za utopię. Choć też nauczona doświadczeniem, analizuję postępowanie ludzi i podchodzę do każdego z dystansem, (który czasem jest wiecznotrwały...).&lt;strong&gt; A wybaczam łajdakom, bo nie zasługują na jakiekolwiek uczucia. No proszę, to jest właśnie perfidna złośliwość...&lt;/strong&gt; (Albo lenistwo.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MĄDROŚĆ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, gdzie znalazłam tę wypowiedź, ale ponieważ jest wspaniała, zamieszczam:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;„Przez całe życie nie zaznałem miłości, jednak teraz, kiedy każdy dzień przybliża mnie do śmierci, wiem, że moje życie było warte o wiele więcej, niż myślałem. Jestem wybrańcem bogów, bo u kresu drogi wyzbyłem się wszelkiej nienawiści i zyskałem zdolność odróżniania dobra od zła.”&lt;/em&gt; Wojciech Dutka&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TO SAMO UCZUCIE?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W roku 83 napisałam: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Nie wiem dlaczego, przyciąga mnie Wyspa Św. Edwarda w Kanadzie. Wyspę tę opisała Lucy Montgomery w książce „Ania z Zielonego Wzgórza.” Tam i teraz musi być cudownie. Może jest to najlepsze miejsce na ziemi?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;W Australii, w latach dziewięćdziesiątych, w telewizji pokazano serial wg. tej książki, kręcony na wyspie Ś. E. Była tak piękna, jak sobie wyobrażałam. Po serialu, mała jeszcze Selma napisała list do wróżki Fiony ze znanego kobiecego pisma, (którego nie wysłała), żeby jej powiedziała, czy w poprzednim życiu tam mieszkała, bo ma związane z tym miejscem nostalgiczne uczucia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgGDJWhB81I/AAAAAAAANsY/7mrBcZu2sd8/s1600-h/untitleddom.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332687630469559122" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgGDJWhB81I/AAAAAAAANsY/7mrBcZu2sd8/s400/untitleddom.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Obie przeczułyśmy to samo. Dziwne.&lt;/strong&gt; Mieliśmy emigrować do Kanady, a w ostatniej chwili przyszło dla naszej rodziny sponsorstwo z Australii. I tu wylądowaliśmy. Może nie wolno powtarzać tego samego życia w następnym? Tym bardziej jeśli było idylliczne.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Chociaż Selma i tak chce mieszkać w Kanadzie. Nie lubi gorąca i australijskiej przyrody. A w jednym z poprzednich wcieleń, ponoć była kanadyjskim Indianinem.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;NIESPEŁNIONA TĘSKNOTA...&lt;br /&gt;Podobnie jak za domem ojca, tęskniłam za Świętym Stefanem, wyspą-hotelem na Adriatyku w Czarnej Górze.&lt;/strong&gt; Gdy pierwszy raz tam przyjechałam, o czwartej nad ranem - miałam uczucie, że wróciłam do domu. Wyjeżdżałam jak z raju. Miałam tam wrócić za rok, był kontrakt, ale koleżankom nie chciało się jechać kilkaset kilometrów z poprzedniego miejsca pracy. &lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Śnił mi się potem Św. Stefan pewnie z 10 lat. We śnie wracałam tam z uczuciem dziwnego szczęścia. Przebudzenie było szarą rzeczywistością.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2pLAgSnI/AAAAAAAANrQ/T1AZCSeg4ww/s1600-h/P1050664m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332673883484998258" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 211px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2pLAgSnI/AAAAAAAANrQ/T1AZCSeg4ww/s400/P1050664m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na jawie wróciłam na moją wyspę kilka razy jako gość, gdy grałam w pobliskiej Budwie, ale nigdy nie wróciłam, żeby znów tam mieszkać. Chciałabym, żeby Selma mogła tam kiedyś spędzić wakacje.&lt;br /&gt;Po latach wróżka Nina robiąca channeling, opowiedziała nam mnóstwo dziwnych, ale wyglądających na prawdziwe, rzeczy. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W poprzednim życiu mieliśmy mieszkać na Ukrainie. I ponoć byliśmy bardzo bogaci. Brzeg Morza Czarnego, Jałta, może kojarzyć się z Adriatykiem i Św. Stefanem. Może więc było to skojarzenie z poprzednim, szczęśliwym życiem?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A może byłam tam w jakimś innym życiu lub wymiarze? (Jest ich ponoć jedenaście...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wybrzeże czarnogórskie nie ma sobie równego na świecie. Ci, którzy widzieli wszystkie morza świata twierdzą, że to jest najpiękniejsze.&lt;/strong&gt; Oto, co powiedział &lt;strong&gt;Georg Byron&lt;/strong&gt;: &lt;em&gt;&lt;strong&gt;„W momencie powstawania naszej planety, najpiękniejsze połączenie ziemi z morzem przypadło wybrzeżu Czarnogóry”.&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; A sam Święty Stefan jest zwany wyspą artystów. Pachnie żywicą i lawendą, ma wspaniały śródziemnomorski klimat, morze często jest gładkie jak lustro. Kolory zachodu słońca są niewiarygodnie piękne. Domki tworzące hotel są zbudowane w stylu średniowiecznej śródziemnomorskiej architektury. Dwie cerkiewki są oryginalnie stare, choć jedna została odbudowana po trzęsieniu ziemi.&lt;br /&gt;Na lądzie, zaraz przy plaży, stoi obecnie hotel Miloćer, dawniej letni pałac królów czarnogórskich. Ma swoją małą, słodką plażę, zatoczkę i wypielęgnowane ogrody.&lt;br /&gt;Dodatkowo, &lt;strong&gt;UNCED uznało Czarnogórę za najbardziej ekologiczny obszar na świecie.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF6xD5OTuI/AAAAAAAANsI/whnbQzISbW4/s1600-h/srebrny+rosjanki.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332678417060876002" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 243px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF6xD5OTuI/AAAAAAAANsI/whnbQzISbW4/s400/srebrny+rosjanki.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Niestety! W 2007r. Sveti Stefan został wydzierżawiony na dwadzieścia pięć lat! przez Singapurczyków. Wyspa jest zamknięta dla hotelowych gości, plaża kosztuje 25 euro, a zwiedzanie wyspy 8 euro.&lt;/strong&gt; Nie mam pojęcia co na nim robią, skoro nie widać tam ludzi. Znajduję na necie jego obecne zdjęcia i jest mi bardzo smutno, bo wieczorem i nocą nie palą się tam światła. On śpi, tak jak ja śpię obecnie. Może czekamy na siebie zabijając czas snem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma nic piękniejszego nad &lt;strong&gt;OŚWIETLONE W NOCY PORTOWE MIASTO&lt;/strong&gt; - jeśli spogląda się na nie z morza. Docierasz do portu, do domu, do końca tułaczki. Do pewności.&lt;br /&gt;(Choć równie pięknie wygląda, gdy właśnie odpływasz...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;NIKT NIE WIE, SKĄD JESTEŚMY...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Za oknem mojego hotelowego pokoju w Erfurcie (grałam tam przez cztery miesiące w 1976 roku) wieczorem zapalała się niespokojna gwiazda. Niezbyt duża, ale jasna i migocząca. Na lewo, poniżej księżyca. Patrząc na nią, zastanawiałam się - kim są ludzie i skąd przyszli? Nie wiedząc nic z tego, co dziś wiem, wyobrażałam sobie, że toczy się tam istnienie, do którego odchodzimy po męce w materialnym świecie.&lt;br /&gt;Napisałam: &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Kocham Ziemię - jest piękna, ale nie jest matką człowieka. To planeta zesłańców. Może uciekinierów? Przed czym?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Ta migocząca gwiazda, to pewnie była Venus (niestety nie nauczyłam się położenia gwiazd, bo nikt nie pokazywał nam gwiazd na nieboskłonie, na lekcjach astronomii była tylko czysta teoria...), najdziwniejsza z planet układu słonecznego. Niektórzy kojarzą ją z gigantycznym statkiem kosmicznym. Jest zupełnie inna od wszystkich planet naszego układu. Ponoć pusta w środku. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJEwLOAd3I/AAAAAAAANvI/vmjVATmO20U/s1600-h/Erfurt+kamieniczki+na+moscie+kafel.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332900503196039026" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 263px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJEwLOAd3I/AAAAAAAANvI/vmjVATmO20U/s400/Erfurt+kamieniczki+na+moscie+kafel.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Psy wyją do księżyca, koty wpatrują się w księżyc - też to czują. Skąd wobec tego jesteśmy – my, wszystkie żywe stworzenia?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;NIEDZIELNE MSZE&lt;br /&gt;Tylko u naszego ojca w Złotowie niedziele były prawdziwymi niedzielami.&lt;/strong&gt; Rozsuwało się zasłony wprost na słoneczny poranek. Potem było wspólne śniadanie: kakao, świeże bułeczki z masłem, miodem i konfiturami. I wszyscy odświętnie ubrani szliśmy na mszę do kościoła (nie najwcześniejszą). &lt;strong&gt;Obecność na mszy nadawała temu dniu specjalnie świąteczny charakter.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ojciec przeważnie do kościoła nie chodził, chyba, że na sumę. Było dla mnie oczywiste, że musiał się wyspać raz na tydzień, bo miał kłopoty ze snem. Najczęściej, gdy budziłam się w nocy, w miejscu gdzie stało jego łóżko, widziałam żarzącego się papierosa.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie mógł pogodzić się z rozbiciem swojej rodziny. Ta, która go przygarnęła, była dla niego serdeczna, ale nie należał do niej. Był sublokatorem w cudzym domu, gdy ten, który wybudował, marniał opuszczony.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:0;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJDSUtIo5I/AAAAAAAANu4/R-Oz2PFGaow/s1600-h/ul_Wojska_Polskiego_10_03.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332898890834813842" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 282px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJDSUtIo5I/AAAAAAAANu4/R-Oz2PFGaow/s400/ul_Wojska_Polskiego_10_03.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nigdy nie chodziłam regularnie na msze, tylko w czasie wakacji u ojca. A gdy dorosłam, w ogóle przestałam chodzić do kościoła. Moja wiara w Boga (sama do tego doszłam) była inna niż katolicka. Dlatego moje więzy z kościołem były raczej towarzyskie – w Australii prowadziłam dziecięcy chór Polskie Kwiaty i z nim występowałam, akompaniując czasami do mszy na organach.&lt;br /&gt;Msza zawsze potem była dla mnie widowiskiem teatralnym i modlić się mogę jedynie w ciszy swojego domu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Tylko msze w Złotowie czyniły z niedziel dni świąteczne.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MOJA MIŁOŚĆ - MORZE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Morze było moim marzeniem od dzieciństwa – taka miłość platoniczna z fotografii, z drzeworytów, które znajdowałam w niemieckich książkach znalezionych w kolejnych domach mojego ojca na Ziemiach Odzyskanych, potem z obrazów Ajwazowskiego.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Prawdziwe morze zobaczyłam w Kołobrzegu, gdy miałam dziesięć lat.&lt;/strong&gt; Płynęłam z wycieczką starym statkiem, z którego odłaziła biała farba, na wydmach stała też sfatygowana morska latarnia. Choć były wakacje zimno wiało! Bałtyk, to jednak morze północne. Wiatr ugniatał powierzchnię wody, jakby ją klepał po tyłku, tworząc niewielkie fale przenikające się na krzyż. W ciemnozielonej wodzie z granatowym odcieniem, pływało mnóstwo pastelowych meduz. Słońce skąpo przeświecało zza chmur, bryza biła po twarzy i… czułam się wspaniale, jakbym odnalazła kogoś bliskiego.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzBd8XpI/AAAAAAAANso/TWGXX_CWfqM/s1600-h/53076e19bf327d0f.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332871964815810194" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 262px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzBd8XpI/AAAAAAAANso/TWGXX_CWfqM/s400/53076e19bf327d0f.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Fakt, że morze nie miało końca był fascynujący.&lt;/strong&gt; Ogrom i nieskończoność! Znałam je z jakiegoś poprzedniego życia – musiałam być marynarzem, dla którego zdradził zwyczajne życie. Być w środku bezmiaru wód, nie widzieć nic prócz fal i chmur, istnieć w potędze przestrzeni!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdy po wielu latach osiadłam w swoim porcie, nad oceanem w Australii, w ilustrowanym tygodniku znalazłam zdjęcie drewnianej figury (galiona), która kiedyś umieszczona na dziobie statku - wiodła go przez oceany. Figura ma twarz, włosy i ciało mojej córki. W tym życiu, w wieku siedemnastu lat wyglądała dokładnie tak samo.&lt;/strong&gt; Przypadek?… (Pierwsze słowo jakie w ogóle powiedziała, gdy była niemowlakiem brzmiało: - &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Achoj!&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; Powtarzała je wiele razy, jako okrzyk właśnie.)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzM6PVoI/AAAAAAAANsg/xC1KPxrCk68/s1600-h/figura+Selma.psd.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332871967887283842" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 319px; CURSOR: hand; HEIGHT: 400px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzM6PVoI/AAAAAAAANsg/xC1KPxrCk68/s400/figura+Selma.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;SEN O MORZACH&lt;br /&gt;W 1968 roku miałam niewyobrażalnie piękny sen o morzu. Był tak wyraźny - jakby był jawą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Śniło mi się, że siedzę w swoim żoliborskim mieszkaniu przed starym, czarno-białym telewizorem, z małym jeszcze ekranem i nagle obraz staje się kolorowy, trójwymiarowy i dużo większy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2o9094wI/AAAAAAAANrA/34jSof62BXw/s1600-h/do+komputera+ostre2b.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332673879946945282" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 293px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2o9094wI/AAAAAAAANrA/34jSof62BXw/s400/do+komputera+ostre2b.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Pojawia się na nim morze, w kolorach jakie nie istnieją na Ziemi.&lt;/strong&gt; Wciąż je widzę, nie potrafiąc określić – nie potrafiłabym zmieszać farb, żeby dały takie barwy. Ujęcia co chwilę się zmieniają, są to coraz inne morza i każde jest w innych kolorach. Morza te są jak żywe, rozumne istoty. (Niedawno czytałam, że uczeni odkryli, że woda myśli!…) Poruszają się, fale rozbijają się o brzegi, wznoszą i rozbryzgują, odpływają... &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Oczarowana, podchodzę coraz bliżej ekranu i wreszcie wchodzę do środka, bo rozsunęły się ramy obejmujące obrazy…&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kolory nie z tego świata! Mgły, chmury, słońce – wszystko inne niż na Ziemi, ale jednocześnie bliskie i dobrze znane. I ukochane.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2opaFTdI/AAAAAAAANq4/hErOxyC1xoI/s1600-h/a.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332673874465476050" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 254px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2opaFTdI/AAAAAAAANq4/hErOxyC1xoI/s400/a.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Sen, jak nie sen - może ktoś podarował mi wycieczkę na inną planetę? Widziałam potem różne morza i oceany, ale takiego jak w tym śnie nigdzie nie znalazłam.&lt;/strong&gt; Możliwe, że najbardziej zbliżone do tych obrazów były zachody słońca nad Adriatykiem. Ale też, było to tylko podobieństwo, a nie widziany we śnie oryginał.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wspomnienie z przeszłości? Podarunek Ducha Opiekuńczego, który zlitował się nad moją tęsknotą za poprzednim istnieniem? Zesłana i skazana na życie na Ziemi. Ciekawe co zbroiłam?...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie pragnę, żeby moje prochy zostały wysypane do oceanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;NIEPEŁNA WSKAZÓWKA&lt;br /&gt;Kilka lat temu śniło mi się, że jadę tramwajem i nagle motorniczy zaczyna prowadzić tramwaj do tyłu.&lt;/strong&gt; Robi to bardzo pewnie i szybko – nie czuję żadnego niebezpieczeństwa.&lt;br /&gt;Z tego pędu obudziłam się. Potem, choć koniecznie chciałam ponownie zasnąć, żeby dowiedzieć się gdzie tramwaj wracał, nie udało się. Tak, że w końcu nie dowiedziałam się, gdzie powinnam była wrócić - do którego domu, czyj był ten dom i kto w nim mieszkał. Ktoś tylko cofnął mi wskazówkę czasu.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Niezrozumiałe wskazówki nic nie dają. Wyrywkowe podpowiedzi nie pomagają.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dlatego do grobowej deski jestem wdzięczna profesorowi od fizyki, który stojąc za mną, podyktował mi rozwiązanie zadania na pisemnej maturze. Nawet zapytał, czy znam odpowiedź i podyktował mi najistotniejsze zakończenie. Dzięki jego wyczerpującej i serdecznej podpowiedzi, dostałam piątkę z matmy, którą inaczej oblałabym (ustną zdałam na piątkę), bo do dziś nie potrafię rozwiązywać zadań matematycznych, a która oprócz podliczania wydatków, na nic mi się w życiu nie przydała.&lt;br /&gt;Profesor zatem ofiarował mi prawdziwą pomoc - bezinteresowną, szybką i od początku do końca.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBsrX8PaI/AAAAAAAANuY/6FzVUk6fzWU/s1600-h/3+z+prawej+Mikina.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332897144573279650" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 308px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBsrX8PaI/AAAAAAAANuY/6FzVUk6fzWU/s400/3+z+prawej+Mikina.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Darował mi rok życia. Nigdy mu za to nie podziękowałam słowami skierowanymi do Niego (specjalnie piszę dużą literą), ale za każdym razem gdy go wspominam, proszę Boga, żeby go pobłogosławił.&lt;br /&gt;Okazał się mądrzejszym od durnych przepisów, które zabijają w dzieciach i młodzieży duszę i fantazję.&lt;/strong&gt; Od konserwatywnego, niezdającego egzaminu w dzisiejszych czasach (proszę, jakie ironiczne skojarzenie...) systemu nauczania. Całe szczęście, że ludzkość mądrzeje i obecnie można wybrać przedmioty, których chce się uczyć oraz poziom ich zaawansowania, choć w Polsce pewnie jeszcze nie?...&lt;br /&gt;Na marginesie: gorzej, usłyszałam w polskich wiadomościach telewizyjnych, że za wagarowanie dziecka, nawet jednorazowe, rodzice mają płacić 5,000 zł kary! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Ciekawe, kto wymyśla szkolne prawa w Polsce? (Czy to aby nie ta sama osoba, którą Unia Europejska wybrała idiotką roku, za aferę z misiem gejem?)&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Szkoła, taka jaka była w moich czasach, była niepotrzebną męką, zabijającym stresem przed okresami i maturą. Była niewolą i marnowaniem czasu, bo w sumie niczego nie dawała. Dopiero na studiach uczyliśmy się swoich zawodów.&lt;/strong&gt; Właściwie tego, czego się w szkole uczyłam, w ogóle w życiu nie potrzebowałam, oprócz ogólnych wiadomości i opanowania języka polskiego. &lt;strong&gt;Tego co najważniejsze, nauczyło mnie Życie, czy uczyłam się sama, tego co mnie INTERESOWAŁO&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBsz57UCI/AAAAAAAANuo/nfshNedEHHk/s1600-h/Untitled-2+copy+3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332897146863308834" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 237px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBsz57UCI/AAAAAAAANuo/nfshNedEHHk/s400/Untitled-2+copy+3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Szkolnictwo nadal nie bierze pod uwagę faktu, że każdy człowiek jest inaczej uzdolniony. Ja jestem niezła z muzyki i rozwiązywania zagadek psychologicznych, ale nie potrafię rozwiązywać zadań matematycznych i fizycznych. A fizyki i matematyki musisz uczyć się w szkole, choćbyś potem całe życie zarabiał śpiewając bluesa. I dlatego dzieciom marnuje się 12 lat życia.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBss_Jd_I/AAAAAAAANug/WjEuIGOiuAA/s1600-h/Untitled-2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332897145006159858" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 236px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJBss_Jd_I/AAAAAAAANug/WjEuIGOiuAA/s400/Untitled-2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mojemu profesorowi, który nonsensy szkolnictwa rozumiał, mogę wreszcie podziękować, bo ktoś uczynny zdobył namiary na Niego. &lt;strong&gt;A fakt, że kiedyś podyktował mi zadanie na maturze, już mu zaszkodzić nie może, przedawnienie! - to było 49 lat temu,&lt;/strong&gt; poza tym i tak obiecałam wcześniej, że nie będę zdawać na Politechnikę, czyli przestępstwa nie było.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;God bless wszystkich profesorów, którzy podpowiadają zdającym maturę i inne NIEISTOTNE egzaminy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mogę tego życzyć, bo sama byłam belfrem (ze sporymi osiągnięciami...) przez kilkanaście lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;„LALKA” I „PAN TADEUSZ”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jeszcze o maturze. Zrozumiałąm, czemu naszedł mnie ten temat – maj! Miesiąc matur, musiałam te porę nosić w podświadomości, choć u nas egzamin dojrzałości zdaje się w listopadzie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Krystyna Kofta pisząca felietony w stylu plotkarskim, w Twoim Stylu, usiłowała zrobić idiotkę z jakiejś pani, która przyznała się wszystkim, że napisała maturę z „Lalki” Prusa, nie czytając tej książki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Uważam, że jest to przykład wyjątkowej inteligencji tej pani, jeśli nieznając powieści "osobiście” potrafiła ją tak skomentować, że dostała piątkę. Ostatecznie egzaminujący profesor, „Lalkę” czytał i nie wytknął tej pani błędow, a wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;Krystyna Kofta dalej tłumaczyła coś równie bezsensownego na temat związku nieczytania lektury szkolnej i inteligencji ludzkiej. &lt;strong&gt;Najlepszym przykładem, że napisała brednie, niech będzie Einstein, który w szkole miał dwóję z fizyki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ja osobiście, co nieco intelektualnie w życiu osiągnęłam (no, każdy powinien znać, gdzie jest jego miejsce...), mimo, że &lt;strong&gt;NIGDY! nie przeczytałam „Pana Tadeusza”, a zdałam z niego maturę na piątkę - bez ściąg i podpowiadania!&lt;/strong&gt; Po prostu nie cierpię rymowanek, nawet genialnych.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JvFj_sI/AAAAAAAANuQ/svkLIyV6D6g/s1600-h/foto_pan_t.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332892146228002498" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 258px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JvFj_sI/AAAAAAAANuQ/svkLIyV6D6g/s400/foto_pan_t.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Za to film obejrzałam z przyjemnością...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;A z lektur obowiązujących w socjalistycznym szkolnictwie nie przeczytałam również wielu książek małowartościowych, czytając jedynie te, które były doskonale napisane, jak choćby „Noce i dnie” Dąbrowskiej, czy „Lalka” Prusa. Dziś, nie znosząc snobizmu, „Ulissesa” i „Ferdydurke” uważam za wysił i do tego sądu publicznie się przyznaje. Za to np. dowcip Mrożka jest w moim stylu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podsumowując: jeśli ktoś nie lubi jakiejś książki, czy stylu autora, nie świadczy to o jego inteligencji, tylko o guście.&lt;/strong&gt; Ja mam np. taki gust, że felietony Krystyny Kofty czytam z zażenowaniem; &lt;strong&gt;a czytając Agatę Passent (też Twój Styl), żałuję, że Pan Bóg nie obdarzył mnie podobnym talentem literackim,&lt;/strong&gt; bo jeszcze nie znalazłam u niej jednego zdania, które nie miałoby trafnej i dowcipnej myśli, przy tym wyrażonej z intelektualnym „jajem”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jak jesteśmy przy maturach, to na koniec zacytuję zdanie wydrukowane w polonijnej prasie. Autorką jest nauczycielka egzaminująca maturzystów: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;„Maturzyści pokazali, że ich zdolności nie kończą się na językach”&lt;/em&gt; – NO WŁAŚNIE!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;SSANIE W DOŁKU&lt;br /&gt;Nie wiem co inni rozumieją przez pojęcie „ssania w dołku”, ja tak określam uczucie tęsknoty, które męczyło mnie w dzieciństwie i młodości.&lt;/strong&gt; Najsilniejsze było w dzieciństwie, odkąd pamiętam, pewnie jak skończyłam trzy lata. Przychodziło niespodziewanie, czasem wywoływała je muzyka, czasem dramat na niebie, nieraz przychodziło samo od siebie. Nie dająca spokoju tęsknota, za czymś utraconym. Tęsknica – jak w ruskich pieśniach ludowych.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/mhXTnyvSFhA&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" fs="1" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Właśnie ta piosenka najczęściej powodowała mój niepokój, oczywiście nie w tym wykonaniu... Śpiewał jakiś ruski chór zapewne. Wersja Seweryna Krajewskiego jest inna,nowoczesna, ale ma te same cechy co pierwowzór. Piękna.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Jak już przyszła, męczyła cały dzień i dopiero następnego ranka przygasała, lecz trzeba było kilku dni, żeby przestała boleć. Była tak silna, że mogła zabić!&lt;br /&gt;Patrzyłam w niebo i chciałam wyć. Jakby wszystko co kochałam, zostało gdzie indziej. I jakbym czekała na przyjście kogoś, kto mnie uwolni.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z wiekiem przychodziła coraz rzadziej, na dobre rozrzedziła się po trzydziestce. Potem wracała niekiedy i teraz - prawie nie pamiętam.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4ecfGkvI/AAAAAAAANr4/m-MU9ZelgVM/s1600-h/P1270272m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332675898221433586" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 286px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4ecfGkvI/AAAAAAAANr4/m-MU9ZelgVM/s400/P1270272m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Tęsknota za poprzednim życiem, które było szczęśliwe i nagle stracone.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Grzegorz Ł. który umarł w wieku trzydziestu dwóch lat, był jedynym znanym mi człowiekiem, który przyznał, że często ma to uczucie. Prawdopodobnie nie potrafił sobie z nim poradzić, uciekając kolejno w alkohol, potem w narkotyki. (Nikt nie chciał mi powiedzieć dlaczego umarł. Brat, koledzy, dalsza rodzina bezdusznie, uprzejmie milczą. Wiem, że jego ojciec powiedziałby mi, wszak był u mnie, ale on już dawno nie żyje.) Dopiero Białorusinka Nina, wróżka?, jasnowidz?, robiąca channelling powiedziała, że było ich trzech, ale tylko on przedawkował.&lt;br /&gt;U mnie, ssanie w dołku zabiła zwiększająca się po każdym ciosie obojętność. Właściwie, trafniej określa ten stan chorwackie słowo: ravnoduśnost. Alkohol mi nie smakował, źle się po nim czułam i tak pamiętając wszystko, a po narkotyki nigdy nie sięgnęłam – uważając je za przedsionek śmierci, a na wszystko jest czas...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A tęsknota – ssanie w dołku, może być dowodem na najnowszą teorię, że żołądek jest drugim po mózgu myślącym organem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JMyh2JI/AAAAAAAANuA/hCDuP2NAuI4/s1600-h/P1240171.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332892137021364370" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 301px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JMyh2JI/AAAAAAAANuA/hCDuP2NAuI4/s400/P1240171.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;MOJE INNE WIERSZE... (Tak twierdzą koledzy poeci)&lt;br /&gt;Takie piszę wiersze, jaką gram muzykę.&lt;/strong&gt; (Właściwie grałam...)&lt;br /&gt;Wykształciłam się na klasyce. Zarówno w liceum, jak i w średniej muzycznej. Tam opanowywałam warsztat - czerpiąc z doświadczeń innych. Ale potem musiałam wypracować własny styl.&lt;br /&gt;Tak samo z poezją. Rymowanki, rozpraszając uwagę, nie pozwalają na odpowiednie dobranie słów. Psują nastrój. A moje tematy są jak życie, beatowo-bluesowe. Zatem piszę potocznym językiem. I to jest właściwe, bo moda na patetyczność minęła, dziś już nikt tak nie pisze...&lt;br /&gt;Dodam jeszcze, że klasyka jest jak konserwatywny mąż, a improwizująca, współczesna twórczość jak kochanek. Ma więcej fantazji.&lt;br /&gt;Na swoje nieszczęście dosyć późno zrozumiałam, że nie nadaję się do małżeństwa...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JRGMW_I/AAAAAAAANuI/eY_BBNbUOg0/s1600-h/P1190213.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332892138177584114" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 302px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI9JRGMW_I/AAAAAAAANuI/eY_BBNbUOg0/s400/P1190213.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;FILM „KOD LEONARDA DA VINCI”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Grają Tom Hanks i Francuzka znana z tytułowej roli w Amelii. &lt;strong&gt;Niestety film jest hollywódzką chałą.&lt;/strong&gt; Sztampowo wyreżyserowany, główni aktorzy nie pasują do odtwarzanych postaci. Końcowa scena z naśladowaniem Chrystusa stąpającego po wodzie głupia i niesmaczna.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Jedynie fotografia jest piękna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/itY9h5NCpso&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film został nakręcony za szybko i przez niewłaściwych ludzi, prawdopodobnie popsuł opinię książce autorstwa Dana Browna, która jest bardzo dobra – czego dowodem choćby niewiarygodna wprost ilość sprzedanych egzemplarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJHfIp0LqI/AAAAAAAANvQ/BgUjTIkQHSQ/s1600-h/564570112f38431a2bded668d50d0f10.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332903508984475298" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 132px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJHfIp0LqI/AAAAAAAANvQ/BgUjTIkQHSQ/s200/564570112f38431a2bded668d50d0f10.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/strong&gt;Dyskusja na temat specjalnych wartości, których książka ta &lt;strong&gt;nie posiada&lt;/strong&gt;, jest bezsensowna - jest to powieść sensacyjna i w tym stylu napisana genialnie. I nie pretenduje do zaliczenia się w poczet wielkiej literatury. &lt;strong&gt;Ale mimo tego, że jest tylko thrillerem, jest ważna, bo po przeczytaniu jej, pewne świętości przestają być tabu.&lt;/strong&gt; Ksiądz, który pozwolił filmować w swoim kościele powiedział mediom: &lt;strong&gt;&lt;em&gt;Kościół popełnił wiele błędów - to teraz może dostać po nosie!&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;Choć podane w niej fakty dotyczące Chrystusa i Marii Magdaleny, nigdy nie zastaną udowodnione, zmuszają do zastanowienia się - nawet jeśli są fikcją.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Celibat nie jest wymysłem Stwórcy. Wymyślili go błądzący i grzeszni ludzie i wprowadzony został dopiero w XI wieku. Jest wynaturzeniem i zaprzeczeniem słowom Boga: „Idźcie i rozmnażajcie się.”&lt;/strong&gt; Bzdurą jest też, że rodzina może przeszkadzać kapłanowi. W innych religiach celibat jest wręcz niepożądany i ...podejrzany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJHfBtHs9I/AAAAAAAANvY/RLguK9cULrY/s1600-h/Da_Vinci_Code.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332903507119289298" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 142px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJHfBtHs9I/AAAAAAAANvY/RLguK9cULrY/s200/Da_Vinci_Code.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Kościół katolicki powinien go jak najszybciej, dla swojego dobra, zlikwidować. Na pewno byłoby mniej afer homoseksualnych i zbrodni pedofilii wśród księży.&lt;/strong&gt; I nie ma co bronić się, że w mediach panuje nagonka na księży, którzy to przestępstwo popełniają - bo je popełniają ani usprawiedliwiać się, że inni też...&lt;br /&gt;Na marginesie, gdy tylko jakiekolwiek przestępstwo popełnione przez duchownego wyjdzie na jaw, natychmiast tłumaczy się to nagonką na kościół. Tak, jakby duchowni mieli prawo do popełniania przestępstw, a nikt nie miał prawa ich za to osądzać i karać.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uważam, że księża pedofile (zbrodniarze - pedofilia jest zbrodnią) powinni być surowiej karani niż zwyczajni śmiertelnicy.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Powołanie – nieodzowne, żeby zostać księdzem - wyklucza popełnienie zbrodni.&lt;/strong&gt; Kto ją popełnia jest podwójnie odpowiedzialny: jest zbrodniarzem i oszustem, nie ma prawa być przywódcą duchowym. Kościół za słabo reaguje, za słabo karze i tym psuje sobie opinię wśród wiernych, którzy zwracają się do innych religii.&lt;br /&gt;Wracając do książki: &lt;strong&gt;fakt, że Chrystus mógł kochać kobietę, poślubić ją i mieć z nią dzieci – jest cudem. Czymś wspaniałym. Tylko cudacy (w złym tego słowa znaczeniu, nie ci od robienia cudów...) widzą wynaturzenie w tym, po co Bóg ludzkość stworzył.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast innym, prawdziwym wynaturzeniem i grzechem głównym, jest życie kapłanów jakiejkolwiek religii w zbytku.&lt;br /&gt;To nie ludzie im, to oni służą ludziom. Chrystus, Budda, Mahomet dali przykład, a oni mają proroków i mesjaszy naśladować. Jeśli tego nie robią, nie powinni nazywać się kontynuatorami, bo nie mają do tego żadnego (boskiego) prawa.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ps. Nie interesuje mnie, co na temat moich poglądów powiedzą faryzeusze, ważne, że uczciwi się ze mną zgodzą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W POLSCE PODOBNO 90% LUDZI JEST KATOLIKAMI?&lt;br /&gt;Nie wierzę. Przecież jestem z pochodzenia Polką i nie zauważyłam, żeby w ogóle wierzących było tak wielu...&lt;/strong&gt; Przeciwnie, często ludzie przyznawali się, że są ateistami lub wyznają inne religie.&lt;br /&gt;Wielu wciąż kocha polskiego Papieża (ja też, bo był wyjątkowym człowiekiem), a nie jest katolikami. Ja też nie jestem, choć urodziłam się katoliczką. Nie jestem wrogiem katolicyzmu, ale znając jego błędy i wypaczenia (przede wszystkim morderstwa, w tysiącach...) wierzę w Boga inaczej. Uczciwiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJD2AKkWJI/AAAAAAAANvA/RUxeXOppfN4/s1600-h/P1130946m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332899503796410514" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgJD2AKkWJI/AAAAAAAANvA/RUxeXOppfN4/s400/P1130946m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Szukam Go w innej niż katolicka filozofii. Wyznaję bardziej logiczny sens naszego istnienia. Nie jestem w tym samotna, bo &lt;strong&gt;&lt;em&gt;„Ludzie mają w sobie głód wyższych wartości. Szukają sensu życia poza konsumpcją”&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt; – powiedział ktoś w mediach. Tak jest zresztą na całym świecie - stąd fenomenalna popularność książek Dana Browna. Zresztą Brown tylko o zmianach utartych poglądów napomyka. &lt;strong&gt;Ale dzięki takim książkom jak jego, sięga się po dzieła naukowe i poszukuje prawdy. Nawet jeśli już za późno (bo historia z czasem zaciera ślady), żeby prawdy dowieść, to ważne jest samo przebudzenie – następny krok w rozwoju duchowości.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LADY JANE&lt;br /&gt;Film z lat osiemdziesiątych, obejrzałam go na DVD dwadzieścia cztery lata później, ale ponieważ temat jest historyczny – więc nic nie stracił z ...aktualności.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;To jest taki film, na którym bezsilnie zaciskasz pięści, bo zwycięża zło, egoizm, zakłamanie, podłość ludzka. A dobro zostaje zamordowane z premedytacją.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W filmie grają bardzo młodzi wtedy Helena Bonham Carter i Cary Elwes&lt;/strong&gt;. Są, i w tym filmie grają nastolatków. &lt;strong&gt;Reżyserował film Trevor Nunn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI4lKqdsKI/AAAAAAAANtg/9-YZfVxxcAo/s1600-h/lady-jane-grey.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332887119928864930" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 241px; CURSOR: hand; HEIGHT: 228px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI4lKqdsKI/AAAAAAAANtg/9-YZfVxxcAo/s320/lady-jane-grey.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Lady Jane Grey była kuzynką Henryka VIII. Miała szesnaście lat, gdy po śmierci młodocianego króla Anglii Edwarda VI – jej kuzyna i przyjaciela zresztą, przez intrygę została ukoronowana na królową Anglii.&lt;/strong&gt; Zmuszono ją, żeby się zgodziła i zmuszono umierającego króla - chłopca, żeby podpisał zgodę na jej następstwo. Oczywiście podstawą intrygi była wiara. Bano się powrotu katolicyzmu, starano się utrzymać protestantyzm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0MdHXM0fFx0&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" fs="1" allowfullscreen="true" allowscriptaccess="always"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zmuszono Lady Jane także do małżeństwa (musiała być mężatką, żeby zostać królową). Jej nieletni małżonek wyglądał na nicponia.&lt;/strong&gt; Włóczył się po karczmach, pił, nic pożytecznego nie robił. Intrygę uknuł ojciec chłopca minister John Dudley (wraz z jej matką), chcąc osadzić syna Guilforda na tronie, a ponieważ syn był poza kolejką do tronu, więc na siłę skojarzył go z Lady Jane (która była w kolejce do tronu), &lt;strong&gt;ale nie był w stanie przewidzieć przyszłości...&lt;br /&gt;...bo młodzi zakochali się w sobie, chłopiec okazał się szlachetnym, lojalnym i dobrym człowiekiem. &lt;/strong&gt;Po prostu, zanim nie spotkał prawdziwej miłości, zdany na siebie, był zagubiony w świecie, który mu nie odpowiadał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzTRBbTI/AAAAAAAANs4/KLQVo4TbcqQ/s1600-h/ladyjane5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332871969593453874" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgIqzTRBbTI/AAAAAAAANs4/KLQVo4TbcqQ/s400/ladyjane5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Lady Jane zatem ukoronowano i ...skończyło się szczęście niewinnych i naiwnych, dobrych, młodych ludzi. Lady Jane zdołała być królową Anglii tylko przez dziewięć DNI.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Co prawda, wszystkim odpowiadało, że nie zasiadła na tronie Maria Katoliczka (miała pierwszeństwo w kolejce do tego stolca), ale nie przewidzieli, że młoda królewska para będzie chciała zrobić coś dobrego dla swojego narodu. Kiedyś bogaci ukradli ziemię farmerom i ci musieli żebrać, żeby żyć, a za żebranie karano ich okaleczeniami i długoletnim więzieniem.&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI4kncJXOI/AAAAAAAANtI/KIDfa5lnvNg/s1600-h/2986693~Lady-Jane-Greys-Reluctance-to-Accept-the-Crown-Pictured-Here-with-Lord-Guildford-Dudley-Her-Husband-Posters.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332887110473571554" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 320px; CURSOR: hand; HEIGHT: 262px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI4kncJXOI/AAAAAAAANtI/KIDfa5lnvNg/s320/2986693%257ELady-Jane-Greys-Reluctance-to-Accept-the-Crown-Pictured-Here-with-Lord-Guildford-Dudley-Her-Husband-Posters.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Młodzi postanowili oddać ziemię farmerom i przywrócić pieniądzom ich prawdziwą wartość.&lt;br /&gt;Jak wiadomo, uczciwość wobec narodu nigdy nie była dla możnych sprawą żadnej wagi, więc opuścili nowoukoronowaną, kontrowersyjną królową i na tronie osadzono, zbrojną siłą oczywiście, Marię Tudor Katoliczkę.&lt;br /&gt;Uważam ją za największą idiotkę, jaka kiedykolwiek zasiadała na jakimkolwiek tronie.&lt;/strong&gt; Prawie czterdziestoletnia dziewica, nieatrakcyjna, do tego fanatyczka, podła faryzeuszka i żądna władzy - czy istnieje gorsze połączenie wad ludzkich? Po to, żeby poślubić młodszego o 11 lat Filipa II Pięknego Portugalczyka kazała ściąć młodych (mogąc ich ułaskawić), bo tego zażądał narzeczony.&lt;br /&gt;Gdy młodzi zostali z jej rozkazu zamordowani stwierdziła: &lt;em&gt;”Ach!.... Teraz już mogę poślubić mojego ukochanego!...” &lt;/em&gt;- do którego portretu modliła się więcej niż do Boga i którego zabalsamowanego trupa woziła potem wiele lat ze sobą, gdy mu się zmarło. (Proszę, jeszcze do tego zboczona dewiantka, fuj...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI6tZMeN2I/AAAAAAAANto/GMbs-4cAzLI/s1600-h/lady+jane.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332889460291811170" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 216px; CURSOR: hand; HEIGHT: 304px" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgI6tZMeN2I/AAAAAAAANto/GMbs-4cAzLI/s320/lady+jane.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Młodzi, gdyby zrzekli się swoich idei zostaliby skazani na zesłanie, ale do końca zachowali i dumę i lojalność, woleli umrzeć niż zaprzeć się siebie.&lt;/strong&gt; Dwoje szesnastoletnich dzieci, którzy, gdyby dalej panowali, uczyniliby wiele dobrego dla ludzi, bo stali o wiele wyżej na stopniach duchowego rozwoju.&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale też i naród nie wykazał się ani mądrością, ani lojalnością, za karę więc musiał cierpieć długie lata pod rządami fanatycznej kretynki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;No... nie napisałam tego w stylu rozprawy naukowej, ale jest to film o życiu, o przegranej walce dobra ze złem i świadczy tylko o tym, że ludzie muszą wieki cierpieć, żeby nauczyć się mądrości i stać się ludźmi, a nie bestiami. &lt;strong&gt;Dlatego mowa potoczna, a nie mowa-trawa jest tu najzupełniej na miejscu.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;EKSTREMALNOŚĆ&lt;br /&gt;Stałam się ekstremalna w niektórych poglądach i być może zrażę tym wielu moich czytaczy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Weźcie jednak pod uwagę, że nie piszę tego, bo czuję do was - myślących inaczej, złość.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale czasem należy ludziom otwierać oczy na siłę, bo wolą je nosić szeroko zamknięte. Żyją w świecie, który nie istnieje, wierzą w coś czego nie ma. Robiąc tym wiele złego sobie, innym, całemu światu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To tak, jak żyć w małżeństwie, gdzie jeden partner zdradza i wszyscy o tym wiedzą, tylko oszukiwany żyje w błogiej nieświadomości. Być może tak mu wygodniej, ale ta niewiedza jest nieuczciwa. &lt;strong&gt;Prawda, jaka by nie była, jest prawdą i tylko ona się liczy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Więc możecie się na mnie wściec, znienawidzieć nawet, ale zacznijcie się zastanawiać i dochodzić do prawdy, choćby to miało trwać do końca życia. A jak wreszcie pojmiecie, to zróbcie coś!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4ebavkyI/AAAAAAAANro/REQlGmsQ9zA/s1600-h/P1270025am.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332675897934713634" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4ebavkyI/AAAAAAAANro/REQlGmsQ9zA/s400/P1270025am.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;NADZIEJA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W wielkanocnej, radiowej audycji pytałam kilka osob: „co to jest nadzieja?”. Każdy dał inną odpowiedź. &lt;strong&gt;Ale oprócz jednej osoby, nikt nie powiedział, że sama nadzieja to jeszcze nic, bo trzeba mieć nadzieję i działać w kierunku jej zrealizowania. I także, że nie jest to uczucie tyczące się wyłącznie nas.&lt;/strong&gt; Musimy mieć nadzieję za wszystkich, bo inaczej nie zrealizujemy nadziei osobistych.&lt;br /&gt;Nie musimy zmieniać świata, ale niech każdy zrobi coś małego, ale skutecznego w kierunku realizacji nadziei na to, żeby świat stał się z czasem NORMALNYM miejscem, na którym będą żyli NORMALNI ludzie.&lt;br /&gt;A ja mam nadzieję, że niedojrzałe nadzieje, które hodują w sobie, wciąż niedojrzali duchowo ludzie, dojrzeją w nich wreszcie i zrozumieją oni, po co właściwie żyją na tym świecie, &lt;strong&gt;i że ich nadzieja na szczęście na Tamtym, zrealizuje się zależnie od tego, co zrobią na tym.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;UWAGA, UWAGA – 1 MAJA DZIEŃ BEZ SPODNI!!!&lt;br /&gt;Pierwszy piątek maja został ogłoszony (na necie)&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;NO PANTS DAY, czyli DZIEŃ BEZ SPODNI!&lt;/strong&gt; Można nosić tego dnia jakiekolwiek majtki, byleby nie były to spodnie. Widziałam zdjęcia z lat poprzednich. Faceci – urzędnicy w marynarkach, z teczkami, ale w bokserkach. Jeśli moi czytacze płci męskiej boją się zaryzykować wyjścia na ulicę w niepełnym stroju, to chociaż w domu niech sobie pobędą jeden dzień na luzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgGDJLBqHlI/AAAAAAAANsQ/TBSwO8WzEuE/s1600-h/no%20pants%20on%20subway.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332687627385183826" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 266px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgGDJLBqHlI/AAAAAAAANsQ/TBSwO8WzEuE/s400/no%2520pants%2520on%2520subway.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;ZATEM PANOWIE i PANIE– w piątek 1 MAJA 2009r - NIE NOŚCIE SPODNI!!!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Niestety nie wiem, czy jest to również Dzień Bez Spodni dla kobiet. Być może tak, ponieważ w sklepach z damską garderobą już w ogóle nie można upolować spódnic. Wszystkie wieszaki są zapełnione spodniami, na każdą okazję. Tylko, że kobieta może tego dnia wskoczyć w zapomnianą spódnicę, a w co ma wskoczyć mężczyzna jak nie chce pozostać w gatkach? W grecką tunikę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZTERY ZDANIA O ŚMIECHU&lt;br /&gt;Ponieważ napisałam dużo poważnych rzeczy, to trochę o śmiechu: każdy z nas ma w sobie coś z błazna.&lt;/strong&gt; Ale ważne jest by znać swoje wady i słabostki i z nich się śmiać. (A nawet, jeśli są nieszkodliwe, a urokliwe, nie ma konieczności pozbywania się ich.) Ważne jest jednak, byśmy z błazeńskich cech nie byli dumni i mimo dowodów nie wypierali się swoich „wyskoków”, bo wtedy inni śmieją się z nas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SEKSUALNY DOWCIP NA ZAKOŃCZENIE&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Maj, a tu same trudne tematy! Nic lekkiego o miłości, wiośnie... więc na koniec autentyczny dowcip seksualny.&lt;br /&gt;Kiedyś spiker polonijnego radia, ku pełnemu zaskoczeniu słuchaczy, ujawnił swoją filozofię: &lt;strong&gt;&lt;em&gt;"Wyjeżdżaliśmy wtedy, kiedy o paszport było trudno i tam, na zachodzie, przeważnie oczekiwaliśmy różnych rzeczy. No... między innymi ludzie oczekiwali w jakiś sposób łatwego dostępu do płatnego seksu"&lt;/em&gt;.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce płatnego seksu zawsze było pod dostatkiem, więc prawdopodobnie chodziło mu o seks zgniło-zachodni. Natomiast fakt, że prawdopodobnie własny powód wyjazdu(-ów) z Polski przyczepił do wszystkich, jest przykładem fałszowania historii i to w mediach. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Coś siedzi w naszych radiowcach, że podświadomie myślą o seksie w czasie audycji. Jak choćby spikerka, która zapowiedziała, że muzyk XY na koncercie będzie grał na wibratorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do następnego raptularza, może wybiorę jakieś seksowne tematy, ostatecznie dziś każdy, żeby nie wiem co, powinien być &lt;em&gt;trendy&lt;/em&gt;!...&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eBzKjoI/AAAAAAAANrg/SPed9jm8qWo/s1600-h/P1230872m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332675891057823362" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 300px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eBzKjoI/AAAAAAAANrg/SPed9jm8qWo/s400/P1230872m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;A narazie to "...ciągle pada..."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2pChcoKI/AAAAAAAANrY/_rKEoHbjtSc/s1600-h/P1120323.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5332673881207251106" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 273px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF2pChcoKI/AAAAAAAANrY/_rKEoHbjtSc/s400/P1120323.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;______________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Piękny film o prawdziwej milości:&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.flixxy.com/dog-loves-cat.htm"&gt;Dog Falls For Cat&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;_________________________________________________&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-3088693165106411978?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/3088693165106411978/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=3088693165106411978' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/3088693165106411978'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/3088693165106411978'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2009/05/deszczowy-maj-2009.html' title='Deszczowy MAJ 2009'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SgF4eshPeaI/AAAAAAAANsA/A-ZNF7K3ACg/s72-c/P1280344m.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-6206322357564110539</id><published>2008-11-09T16:40:00.000+11:00</published><updated>2009-01-05T19:54:57.411+11:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - czerwiec 08, robi się zimno...</title><content type='html'>________________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUskvDn9UFI/AAAAAAAAIrA/to8HJ8hliY0/s1600-h/P1130839m+rapt.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5281355378867392594" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 302px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUskvDn9UFI/AAAAAAAAIrA/to8HJ8hliY0/s400/P1130839m+rapt.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wczoraj (18 grudnia), przypadkiem, pod wieczór spostrzegłam, że na niebie pojawiły się wielkie chmury. Wyszłam z aparatem, żeby zrobić kilka zdjęc i coś pchnęło mnie do parku Astrolabe. W taki sposób w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;zięłam udział we wspaniałym misterium zachodu słońca, co więcej, pokierowano mną, żebym go sfotografowala... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zrobilam 122 zdjęcia Dzieła Boskiego - czegoś, czego nie byłby w stanie wykonać żaden człowiek... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zdjęcia są rewelacyjne, ale ja tylko zapisywałam to, co przede mną się rozgrywało.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Uważam, że była to Łaska Boska.&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Niedługo zamieszczę wiele z tych zdjęć na Moje fotografowanie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Dziś 1 fotka z najserdeczniejszymi życzeniami wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego 2009 Roku, dla wszystkich czytaczy Raptularza i ...obiecuję poprawę, będę częściej pisać.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;__________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kwitnąca jackaranda niedaleko mojej ulicy... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUOTyF9I-YI/AAAAAAAAIlw/eVyJuhZNX7o/s1600-h/P1090411m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5279225677009713538" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 400px; CURSOR: hand; HEIGHT: 301px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUOTyF9I-YI/AAAAAAAAIlw/eVyJuhZNX7o/s400/P1090411m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Uwaga&lt;/strong&gt;! Niedługo będzie nowy raptularz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zawiadamiam - wpisując cokolwiek, ponieważ Onet.pl zlikwidował mój blog "Do góry nogami - w Australii", gdyż nie było na nim wpisu przez pół roku! Ha!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie myślę jednak, że Blogspot to zrobi, nie mam wpisów czasem przez dłuuuuuugi czas, a blogi egzystują.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest to dla mnie nauczką, żeby nie zakładać blogów ...polskich i przestrogą dla posiadających bloga na Onecie. Szkoda...&lt;/strong&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czytelników "samolotu do Australii" zapraszam zatem na Blogowisko na bezpieczniejszym &lt;strong&gt;Blogspocie. &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;__________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Ten raptularz zaczynam od pierwszego filmiku jaki wyprodukowałam.&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/BNdAkct7RBk" width="425" height="350" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;"Czyjaś dziewczyna" chodziła za mną od miesiąca...&lt;/strong&gt; Nie wiem dlaczego czułam potrzebę, żeby właśnie od niej zacząć, może też kiedyś byłam czyjąś dziewczyną, dla kogoś...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Klenczon tak śpiewał i grał swoje piosenki, że jest nie do podrobienia.&lt;/strong&gt; Najlepszy dowód na YouTube: Oddział Zamknięty gra tam swoją wersję i w ich wykonaniu piosenka stała się rockową balladą jakich tysiące. Ciekawe, czy muzycy tego zespołu zdają sobie z tego sprawę?...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Na fotkach: wyjazd ze Sv.Stefana o zachodzie słońca,wybrzeżem Adriatyku w prawo, do Budve. Spacer w nocnej Budvie i powrót na Sv. Stefan nad ranem. Tak mi się kiedyś zdarzało...&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIESTETY... – MAJ MI UCIEKŁ NA BLOGOWISKU! &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;- za dużo innej roboty, dosłownie mnie przywaliło!&lt;/strong&gt; (Zastępstwa w naszym radiu: albo chorzy, albo zawieszeni za głupoty, albo przeprowadzki...)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzDp0WFWPI/AAAAAAAAFjc/4WjP6ylpcuw/s1600-h/park+jesienny+Australia.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209753992154142962" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzDp0WFWPI/AAAAAAAAFjc/4WjP6ylpcuw/s400/park+jesienny+Australia.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Na foto: maj w Australii... Jesień, ale w głębi kontynentu, bo nad oceanem całą zimę jest zielono... &lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Niedługo będzie 10 lat mojej pracy w radiu 2000FM i tylko raz nie zjawiłam się w studio, gdy w noc przed audycją wylądowałam na pogotowiu z ciśnieniem 110/210!&lt;br /&gt;Nowy narybek, jak widać, nie jest tak samo odpowiedzialny... Oczywiście tylko niektórzy, reszta pracuje z poświęceniem, w końcu audycja JEST co sobotę!... I zaryzykowałabym, że dzięki tym zastępstwom ciekawsza...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W zgubieniu maja zawiniła też moja nowa pasja: uczę się wbijać filmy na YouTube.&lt;/strong&gt; Właśnie - wbijać, bo ta czynność sprawia najwięcej kłopotu. To znaczy, cała ta przeróbka formatu, ale nic to... niedługo będę śmigać - tak samo jak przy obrabianiu dźwięku. Wszystko jest kwestią dedukcji i wprawy. (Już jest na Blogowisku link do mojej strony na YouTube, narazie są to slideshows, ale będą i filmiki.)&lt;br /&gt;Sprezentowano mi także silny komputer – &lt;strong&gt;SERDECZNE DZIĘKI!&lt;/strong&gt; - tym razem &lt;strong&gt;Januszowi Iwanusowi&lt;/strong&gt;. Gdybym nie miała dwóch wspaniałych aniołów stróży od komputerów, w postaci &lt;strong&gt;Grzesia Pantera i Janusza Iwanusa&lt;/strong&gt;, pracowałabym na jakimś komputerze z piętnastego roku i to by dopiero długo trwało!... Za majowe opóźnienie przepraszam jednak moich czytaczy i postaram się, żeby Was tak często nie przepraszać... &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W AUSTRALII ZIMA!...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie mająca nic wspólnego z prawdziwą zimą, tylko tak się nazywa. Jak narazie, mamy dwadzieścia kilka stopni ciepła w dzień, w nocy trochę mniej. &lt;strong&gt;Australijskie pory roku zaczynają się pierwszego dnia miesiąca, czyli Dzień Dziecka otwiera zimę. A raczej Zimulkę, zieloną i najwyżej zapłakaną, a bywa tak ciepło i słonecznie, że ludzie kąpią się w oceanie.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zdjęcie tu zamieszczone pochodzi z Parku im. Kościuszki. Tam już zima potrafi być prawdziwa, bo to środek kontynentu. W lipcu zwykle pada tam śnieg i jeździ się na nartach, choć góry są dość niskie. Takie polskie Góry Świętokrzyskie... Im wyżej tym zimniej, na zdjęciu, w parku na dole jeszcze nie było śniegu, ale w górach już Selma zjeżdżała na nartach, a ja na ...toboganie (plastikowym korycie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzF0e8I_fI/AAAAAAAAFjk/1EcDQZmBrCY/s1600-h/my+w+Kosciuszce.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209756374410001906" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzF0e8I_fI/AAAAAAAAFjk/1EcDQZmBrCY/s400/my+w+Kosciuszce.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zdjęcie z lat dziewięćdziesiątych z Selmą i Zuzią...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MAJ MI UCIEKŁ, A SZKODA...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;bo skończyłam 65 lat, a co dziwne, urodziłam się szóstego dnia, piątego miesiąca. (zbieżność cyfr następuje dla mnie w tym roku). 6 i 5 - nie można zatem powiedzieć, że stara ze mnie dziewiątka...&lt;br /&gt;Zesztą, do tej ostatniej cyfry nie chciałabym dociągnąć, a życzenia stu lat życia są idiotyczne! Po co to komu, jeśli można się w nowej formie odrodzić?... I najprawdopodobniej z już nabytymi w kolejnym życiu (czyśćcu) wiadomościami, umiejętnościami i poprawionymi cechami charakteru.&lt;br /&gt;Tak przynajmniej zapewniają ufoludki, tych, z którymi mają bliskie kontakty (nie miałam, ale wierzę).&lt;br /&gt;Ludzie żyją zbyt krótko, ledwo człowiek zmądrzeje, a już ciało umiera. Ale podobno specjalnie nas tak zaprogramowali, żebyśmy nie zdążyli stać się zbyt mądrymi (inny przykład takiej zapobiegliwości, czyjej?, to Wieża Babel) i być może dopiero jeśli zwyciężą w nas dobre cechy charakterów, zaprogramuje się nas na kilkusetletnie życie materialne. Narazie jesteśmy zbyt niebezpieczni dla całego kosmosu (nie przestrzegamy prawa motyla)...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzGkNu1r_I/AAAAAAAAFj0/_ppIKj4vGs4/s1600-h/ufo+nad+Antarktyda.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209757194424528882" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzGkNu1r_I/AAAAAAAAFj0/_ppIKj4vGs4/s320/ufo+nad+Antarktyda.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Nawiązuję tu do UFO, ponieważ ten temat ostatnio zajął trochę miejsca w mediach, dzięki dwum dość sensacyjnym oświadczeniom (rządu brytyjskiego i Watykanu), o których mówiłam w Radiu 2000FM (będzie na ten temat mój felieton).&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A propos, zwrócono mi uwagę, że po polsku mówi się ufo, nie U F O. No coż... nie wiem jak się mówi prawidłowo, w końcu mówi się P O, a nie po, ale też pis, a nie P i S. Właściwie to spolszczyłam sobie angielskie nazywanie, powinnam zatem mówić: ju ef oł.&lt;br /&gt;Mimo, że nieprawidłowo, wolę jednak zostać przy wymowie U F O, bo ufo kojarzy mi się z Gierkowym ufoniem, i gdy do UFO mam jakąś sympatię, to do Gierka, nie.&lt;br /&gt;(Selma jak była mała na ucho mówiła ufo. I brzmiało to tak: - Mama, ufo mnie swędzi...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Na foto: UFO nad Antarktydą. Jakieś takie z innego wymiaru...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;BŁOGOSŁAWIENI&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dostaję sporo listów od ludzi, którzy zabłądzą na Blogowisko, czy też stali się już jego stałymi czytaczami. Są to wyłącznie dobre słowa, serdeczne i ciepłe.&lt;/strong&gt; (Choć raz, ale dość łagodnie, opieprzono mnie za poglądy na temat sytuacji politycznej w Polsce. O sytuacji w Polsce przestałam więc pisać satyrycznie i w ogóle, ponieważ jest to sytuacja smutna i obłędna dla kogoś z zewnątrz, a ja jestem z zewnątrz, niestety... I wewnątrz już nigdy nie będę...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wracam do otrzymanych słów serdecznych: wszystkim, którzy mi je posłali, z całego serca dziękuję i wysyłam Wam równie serdeczną porcję dobrej energii – życząc wiele szczęścia. Bo szczęście to już wszystko.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ale tylko raz dostałam życzenia wyjątkowe. Ktoś przeczytał mój Raptularz i po prostu napisał: &lt;strong&gt;„Życzę ci, abyś spotykała na swojej drodze tylko dobrych i mądrych ludzi. God bless you.”&lt;/strong&gt; To były najlepsze słowa jakie usłyszałam w życiu. (Nie rozpieszczało mnie, co?...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewielu ludziom mogłam powiedzieć „God bless you” i niewielu ludziom tego życzę. Jest jednak człowiek (?), a może to był mój duch opiekuńczy, którego błogosławię codziennie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzG-DOtowI/AAAAAAAAFj8/RRXpFvzTsPM/s1600-h/009a.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209757638282027778" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzG-DOtowI/AAAAAAAAFj8/RRXpFvzTsPM/s400/009a.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oddał mi największą przysługę, choć nie było to (niby...) nic specjalnego.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wigilię 1982 r. spędziliśmy u Ojca Świętego w Watykanie. Zebrało się tam wtedy ponad tysiąc Polaków, głównie uciekinierów stanu wojennego, którzy właśnie przebywali w Rzymie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzHuJfR_lI/AAAAAAAAFkM/rZx4ZYdFO_8/s1600-h/008.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209758464595852882" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzHuJfR_lI/AAAAAAAAFkM/rZx4ZYdFO_8/s400/008.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Jan Paweł II był wśród nas godzinę, odpowiadał na pytania, modlił się, błogosławił.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Moja córcia miała wtedy dwa i pół roku i była niesłychanie żywym dzieckiem, takim kręciołkiem, ciekawym wszystkiego. Upilnować ją można było jedynie na smyczy.&lt;/strong&gt; Wyszliśmy z Watykanu pod wieczór, ale jeszcze było widno. Szliśmy pod kolumnadą z prawej strony głównych budynków, córcia biegała naokoło nas. &lt;strong&gt;Razem z eksem byliśmy przyzwyczajeni do nieustającej uwagi, a mimo to, wystarczyła sekunda i dziecka nie ma!!! Dała nura w tłum zapełniający plac i koniec... Zniknęła bez śladu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzHb7lSbqI/AAAAAAAAFkE/G88_ouNxt8M/s1600-h/007+copy.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209758151625305762" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzHb7lSbqI/AAAAAAAAFkE/G88_ouNxt8M/s400/007+copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Ponieważ dopiero co wyszliśmy z Watykanu, zaalarmowana straż biegała po wszystkich piętrach szukając naszego dziecka, myśląc, że może coś ją tam przyciągnęło. Ludzie słyszący nasze krzyki też rozglądali się za samotnym dzieckiem.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kto nie przeżył podobnej sytuacji, nie wie co to strach.&lt;/strong&gt; Porwania dzieci w Italii były wtedy głośne, myślałam w tym momencie, że za chwilę umrę... Trwało to dobre 20 minut. Najgorsze 20 minut w moim życiu.&lt;br /&gt;I&lt;strong&gt; nagle, do mnie wrzeszczącej jak wariatka i bezradnie biegającej po placu podszedł niewysoki mężczyzna, w sportowej kurtce i wełnianej czapce, i zapytał: „Bambino? Blue? –&lt;/strong&gt; pokazując na swoją czapkę. „Tak, tak!” – krzyknęliśmy oboje. Wtedy on, trochę na migi, trochę mówiąc skierował nas do fiakrów, zwykle stojących przy wejściu na plac watykański. Pobiegłam tam jak szalona. Moja córcia stała sobie spokojnie, nasłoniona na barierkę i podpierając ręką bródkę, w zamyśleniu przyglądała się koniom. &lt;strong&gt;Uklękłam przy niej, objęłam ją z całej siły i rozpaczliwie szlochałam. Na co wreszcie zniecierpliwiona powiedziała „Dosyć już tego płakania...”&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Mogłabym Temu Człowiekowi całować nogi i spełnić każdą jego prośbe, ale on znikł, a ja nie zdążyłam Mu nawet podziękować.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za to, przez dwadzieścia kilka lat błogosławię Go zawsze, gdy tylko sobie przypomnę, a jest to bardzo często.&lt;/strong&gt; Ten człowiek uratował na pewno dwa życia, gdyby dziecko się nie odnalazło, umarłabym.&lt;br /&gt;Jeśli więc ktoś pobłogosławił mnie za to, co piszę, to może robię też coś nieznacznego, ale dobrego?... &lt;strong&gt;God bless wszystkich Ludzi Dobrej Woli. Wierzę Niemenowi, że jest ich więcej.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzKr9mEBoI/AAAAAAAAFlE/stjRYpKGoxg/s1600-h/przy+fiakrach.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209761725578217090" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzKr9mEBoI/AAAAAAAAFlE/stjRYpKGoxg/s400/przy+fiakrach.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Córcia na zdjęciu, kilka miesięcy później, specjalnie je zrobiłam, żebym nie zapomniała, że tu ją odnalazłam i dzięki komu. Choć i bez zdjęcia bym pamiętała...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JANE EYRE 2006&lt;br /&gt;Książka Charlotte Bronte „Jane Eyre”doczekała się kilku wersji filmowych, ale żadna nie była dobra. Dopiero ostatnia, telewizyjna wersja jest doskonała.&lt;/strong&gt; Bo nie ogląda się jej jak wymyślonej historii, tylko jak prawdziwą opowieść, zwaną z angielska „true story”. Zawdzięcza to głównie parze aktorów odtwarzających główne role. &lt;strong&gt;Właściwie nie grali, byli autentyczni, przy tym ich uroda – niekonwencjonalna, a właśnie taka jest najwspanialsza, głosy, ruchy, wszystko! (oczywiście też sama treść...) - sprawia, że od tego filmu nie sposób się uwolnić.&lt;/strong&gt; Trwa cztery godziny, składa się (na szczęście, bo nie ma skrótów) z dwóch części, a obejrzałam go cztery razy pod rząd, rzucając wszystko i poświęcając mu cztery dni!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzLAlg1CjI/AAAAAAAAFlM/5F0u--e1lU4/s1600-h/Jane+Eyre+5.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209762079891065394" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzLAlg1CjI/AAAAAAAAFlM/5F0u--e1lU4/s400/Jane+Eyre+5.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;I kto mi udowodni, że zakochać się można tylko w człowieku i to dzięki ...feromonom! &lt;strong&gt;Potrafię zakochać się w muzyce, książce, filmie, zdarzeniu, przyrodzie. A w ludziach nawet na odległość, gdzie wpływ feromonów nie dociera.&lt;/strong&gt; I nie tylko ja, najlepszy dowód znajdziecie na YouTube, jest tam kilkadziesiąt filmików z tego serialu, a obejrzały go w sumie ...miliony ludzi! Nawet komuś udało się idealnie dopasować piosenkę do nastroju tego filmu. Jest nią „Unintended” alternatywnego zespołu Muse.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zrvaSJ8w4oI&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka była sławna nie tylko ze względu na pasjonującą treść, ale na fakt, że pokazała kobietę niezależną, radzącą sobie w życiu samotnie, bez podpory i opieki mężczyzny, już w XIX w.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mnie urzekła jednak, rzeczywiście romantyczna i ponad wszystko, miłość mężczyzny, który oszukał jedyną istotę na Ziemi, którą kochał prawdziwie, właśnie dlatego że ją kochał prawdziwie i za wszelką cenę chciał z nią być.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Jak na tamte czasy, popełnił (prawie...) zbrodnię! – bigamii.&lt;br /&gt;Jak szybko czasy się zmieniają... Dziś, przede wszystkim jego potworna żona – wariatka, zostałaby bezpiecznie zamknięta w zakładzie, rozwód uzyskałby bez problemów i żyłby sobie szczęśliwie ze swoją Jane Eyre, bez tych wszystkich nieszczęść, które na nich spadły.&lt;br /&gt;No, ale wtedy nie byłoby książki ani filmu...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niestety, zwyczajne historie miłosne zwykle mnie nudziły, a pasjonują wciąż, tylko podobne trzęsieniom ziemi. I pewnie dlatego, takich właśnie los mi nie szczędził... Ale nie narzekam.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Polecam wszystkim tą wersję, musi to być dokładnie &lt;strong&gt;TA wersja - Jane Eyre 2006&lt;/strong&gt;. Nie wiem, czy jest w wypożyczalniach, kupiłam ją w sklepie ABC, za jedyne 24$ Aus. Myślę, że w sumie nie jest to za drogo, jak za jedną z najgłębszych i najpiękniejszych historii o prawdziwej miłości, a nie przyciągania się feromonów. Tym bardziej, jeśli nie zdarzyło nam się takiej przeżyć, warto się z nią zapoznać. A jeśli już... to warto porównać.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Grają: znany aktor teatralny i filmowy Toby Stephens i debiutantka o oryginalnej urodzie Ruby Wilson. Reżyserowała, uwaga!, kobieta – Susanna White. I może dlatego tak jej się udało, bo jednak kobiety są bardziej uduchowione &lt;/strong&gt;(choć znam kilka w ogóle bezdusznych...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RETROSPEKCJA - VIDEOCLIP!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FAVyMHjOaq4&amp;amp;hl=" width="425" height="344" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" fs="1"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwszy film ruchomy, który metodą Scherlocka Holmesa udało mi się zmniejszyc i wbić na You Tube. Pisałam kiedyś o tej twarzy K. Klenczona, której nie pokazywał nikomu. W tej piosence czasem ma taką właśnie. Najsmutniejsza twarz, jaką widziałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TĘSKN0TA ZA POLSKĄ?...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Mieszkając w Polsce latami tęskniłam za wybrzeżem Adriatyku – śniło mi się po nocach. Budziłam się w szarości Warszawy i byłam zrozpaczona! Czułam, że marnuję życie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dopiero na emigracji, w Latinie i potem w Rzymie zaczęłam tęsknić za Polską. Być może dlatego, że wiedziałam, że do Polski nie wrócę.&lt;/strong&gt; Tak samo żałuję ludzi, jeśli się z nimi rozstaję na zawsze. Nawet złych – jest w tym zrozumienie fatum przeznaczenia i pogodzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzLtqxm2dI/AAAAAAAAFlU/DakydQbQnAI/s1600-h/Rzym+Panteon.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209762854397729234" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzLtqxm2dI/AAAAAAAAFlU/DakydQbQnAI/s400/Rzym+Panteon.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Tęskniłam więc do Polski przebywając w starym Rzymie, którego urody nie potrafiłam docenić, bo przed sobą nie widziałam przyszłości.&lt;/strong&gt; Czekanie najbardziej męczy - okres między czymś, a czymś. Dlatego „wisząc w powietrzu” tęskniłam za Polską, choć prawdę mówiąc nic dobrego mnie w niej nie spotkało. Jak z horrorów dzieciństwo i ciężka młodość. Wszystko co barwne i beztroskie wydarzyło się w Jugosławii. Cud Adriatyku, nieprawdopodobnie przytulna przyroda. Tylko tam czułam, jakbym wróciła do domu.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A nagle, w Rzymie zaczęłam tęsknić za miejscami w Polsce, których nie zdążyłam zobaczyć i których ponownie nie zobaczę: za Gdańskiem, Mazurami, Pojezierzem Drawskim, Złotowem... &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Włoska ziemia czyniła mi się szara i nudna, bardziej niż Warszawa. Tęskniłam za rodziną i znajomymi, których pożegnałam na zawsze. W pamięci pozostała mi obejmująca mnie na Dworcu Głównym w Warszawie szlochająca siostra, twierdząca, że już mnie więcej nie zobaczy. Przeczuła! A przecież wyjeżdżałam tylko do Jugosławii!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzMN4cGe_I/AAAAAAAAFlc/7hUtIoPcd7c/s1600-h/kula+ziemska.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209763407821437938" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzMN4cGe_I/AAAAAAAAFlc/7hUtIoPcd7c/s320/kula+ziemska.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czy dziś tęsknię za jakimś miejscem na tyle mocno, żeby do niego dotrzeć?... Nie wiem... Przerażają mnie trudy podróży. Najchętniej oglądałabym te miejsca z lotu ptaka.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlatego modlę się, żeby gdy opuszczę materialne ciało, pozwolono mi na podróż dookoła świata – zanim całkowicie stąd odejdę.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W 76 ROKU NAPISAŁAM,&lt;br /&gt;że chciałabym mieszkać w domu z tajemniczym ogrodem, ze zwierzętami i z przyrodą. &lt;/strong&gt;Nie w mieście, na bruku, ale z drzewami i kwiatami. Gdyby jeszcze do tego była bliskość morza...&lt;br /&gt;Chciałam sobie siedzieć w ogrodzie przy stole i z przyjaciółmi pić kawę, czy herbatę. (Boże drogi! Tak mało chciałam i chcę!...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzNLRR4m-I/AAAAAAAAFlk/yoHtfWp6fh0/s1600-h/Astrolabe+na+poczatku+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209764462461492194" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzNLRR4m-I/AAAAAAAAFlk/yoHtfWp6fh0/s400/Astrolabe+na+poczatku+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W 1993 zamieszkałam wreszcie z rodziną, z drzewami, kwiatami i kotami w naszym domku Baby Jagi. Do oceanu jest 5 km.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Przez całe życie moim niespełniającym się pragnieniem było odtworzenie domu ojca w Ogrodzieńcu, koło Drawska Pomorskiego. Przyjeżdżałam tam na wakacje wprost z ruin powojennej Warszawy, której nienawidziłam. Dom ten zdawał mi się nieosiągalnym rajem i wracając do Warszawy płakałam przez 12 godzin jazdy pociągiem, bo wracałam do piekła.&lt;br /&gt;Nie wiem, czy warszawskie dzieciństwo było karą, czy poświęciłam się dla kogoś? &lt;strong&gt;Wcale nie było lepsze od dzieciństwa sponsorowanych przeze mnie obecnie dzieci w Afryce – było tak samo biednie i głodno, z problemami; przy tym, bez świeżego powietrza, na gruzach, w zimnym klimacie.&lt;br /&gt;Dlatego rozumiem nieszczęście cierpiących dzieci.&lt;/strong&gt; Wszystkim nie mogę pomóc, ale chociaż trzem; może dożyję, że i następnym. Szkoda jednak, że nawet mimo mojej materialnej pomocy, dzieci te nie mieszkają w domach z ogrodem. Mają tylko pewne udogodnienia i pod dostatkiem świeżego powietrza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzPSLrj9yI/AAAAAAAAFl0/W0tGWPuVeeI/s1600-h/dom,+spokoj+przed+domem.m"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209766780240918306" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzPSLrj9yI/AAAAAAAAFl0/W0tGWPuVeeI/s400/dom,+spokoj+przed+domem.m" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Czy kiedykolwiek na Ziemi WSZYSCY będą mieli domy z ogrodami? Jeśli nie, to znaczy, że życie na Ziemi jest fiaskiem Stwórcy, wszak nie po to stworzył ludzi, żeby byli nieszczęśliwi?...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PRZYJAŹŃ, A DUPERELE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Z komputerem każdy pracujący w biurze ma kontakt. Czasem i w biurze nie ma co robić, więc ludzie błądzą po internecie i posyłają sobie ciekawostki, dowcipy czy ...zapewnienia o przyjaźni. &lt;strong&gt;Zajmę się tylko tymi ostatnimi, bo tworzą one łańcuchy, długie i mocne jak te, którymi więziono niegdyś nieszczęsnych galerników. I jak te z galer są żelazne, choć przykryte kwiatkami i słodkimi zdaniami.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Nie dajcie się nabrać na takie „dowody” przyjaźni! Przede wszystkim są groźne. Zmuszają do natychmiastowego wysłania kilkunastu maili, bo jak nie, to życzenia się nie sprawdzą, albo gorzej, będzie odwrotnie! Te mniej szkodliwe mają być tylko sprawdzianem, kto nas „kocha”, bo: „ile maili dostaniesz w odpowiedzi, tylu masz przyjaciół...” Uff...&lt;br /&gt;Nie wnikam w treści tych maili, nie wnikam w tandetę oprawy dowodów „przyjaźni”, itp. Zastanawiam się natomiast, dlaczego niektórzy ludzie produkują te „kajdany galerników” wysłając pierwszy list? Co nimi powoduje? Bo następni robią to albo ze strachu, albo ze wstydu?...&lt;br /&gt;Jak widać technika poszła do przodu, a ludzka naiwność pozostała w tym samym miejscu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W całym moim życiu, tylko kilka osób mogę nazwać przyjaciółmi. Mam zawsze bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dużo znajomych, lepszych i gorszych, ale na miano przyjaciela trzeba zasłużyć. Z obu stron zresztą.&lt;/strong&gt; A dowodem przyjaźni z całą pewnością nie jest wysyłanie do wszystkich znajomych obrazków z kwiatkami i lekkimi do przełknięcia, jak legumina, słowami.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przyjaźn jest poświęceniem. To wielkie słowo i dlatego nie należy go nadużywać.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;A podobne maile radzę kasować, chyba, że ktoś zbiera obrazki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzOwEFBYdI/AAAAAAAAFls/SfLIJ4eE3MY/s1600-h/Przyjaciele+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209766194084667858" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzOwEFBYdI/AAAAAAAAFls/SfLIJ4eE3MY/s400/Przyjaciele+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;No cóż... mnie przyjaźń czasem kojarzy się z tym obrazem niemieckiego malarza romantycznego, Caspara Davida Friedricha, ale ten obraz jest rzeczywiście wyjątkowo piękny...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„CHCICA” - ZDZISŁAWA SMEKTAŁY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzI_2e3DZI/AAAAAAAAFkk/v4zDWORBbYw/s1600-h/004.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209759868243086738" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzI_2e3DZI/AAAAAAAAFkk/v4zDWORBbYw/s200/004.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mylący i niefortunny tytuł doskonałej książki! Do tego jeszcze podtytuł: „...czyli Billie Holiday to kurwa”.&lt;/strong&gt; W małym stopniu nawiązuje on do treści książki i sięgnie po nią ktoś zainteresowany zupełnie innym tematem... Na szczęście, mam zwyczaj przeglądania informacji na okładkach, więc książkę przeczytałam. Nie traktuje ona o chcicach i kurwach, jeno o męczeniu ludzi przeciwnych ustrojowi w peerelu, w czasach Stalina.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Książka jest wstrząsająca. Może dlatego, że jest zwykłym opisem ludzkiej męki. Podaje nagie fakty, które same w sobie są wystarczająco przerażające. Tej książki nie da się zapomnieć, tak jak powinno się pamiętać, że oprawcy niewinnych jeszcze żyją i najczęściej nie zostali ukarani.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Treść: były akowiec wraca po wojnie do Polski, bo to przecież jego ojczyzna... Ma wiele płyt z amerykańskim jazzem, dostaje więc pracę w radiu. Prezentuje tam bluesy i jazzowe piosenki, z wymaganymi w tamtych czasach komentarzami: w USA – dno!, czarna nędza i zepsucie, a u nas szczytne wspinanie się do wzniosłości komunizmu!&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzIZPHmh5I/AAAAAAAAFkc/sWyCuFowHyo/s1600-h/006.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209759204841523090" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzIZPHmh5I/AAAAAAAAFkc/sWyCuFowHyo/s320/006.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, łapie go wrocławska bezpieka pod zarzutem ...szpiegostwa, że niby w komentarzach zawarte były szyfry, nadawane „zgniłym imperialistom”. Oskarżenie idiotyczne, a przecież takich oskarżonych, torturowanych i bestialsko zamordowanych było 40 tysięcy Polaków i to tych największych patriotów, którzy w czasie wojny walczyli z niemieckim okupantem! Liczba ta jest zaniżona, wielu zamordowano w więzieniach i ślad po nich nie pozostał.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przetrzymywani w lochach bez sądów, torturowani, bici do nieprzytomności codziennie, przez lata!, traktowani gorzej niż więźniowie obozów koncentracyjnych, karmieni czarnym chlebem i zupą z listkiem kapusty z robakami, ludzie ci (jeśli jakimś cudem udało im się przeżyć) gdy ich wypuszczono kiedy wreszcie Stalin zdechł, byli już tylko ludzkimi wrakami. Fizycznymi i psychicznymi.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Autor urodził się w 1951 roku, opisał zatem wspomnienia zasłyszane, być może kogoś ze swoich bliskich, bo jest to właściwie dokument, książka jest też ilustrowana prywatnymi fotografiami z tamtych czasów. &lt;strong&gt;Powinni ją przeczytać młodzi ludzie, którzy nie chcą pamiętać, ba, nawet nie przyjmują do wiadomości, że tak było! Ale historii nie można zapomnieć ani fałszować, jeśli chcemy być uczciwi.&lt;/strong&gt; A winni tych zbrodni, nie powinni dożywać kresu swojej plugawej wegetacji zasilani wysokimi rentami, przyznanymi za niewątpliwe - zbrodnicze zasługi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZAZIE W METRO&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzJSUKcGgI/AAAAAAAAFks/ZiFWqKuZiko/s1600-h/Zazie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209760185448143362" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzJSUKcGgI/AAAAAAAAFks/ZiFWqKuZiko/s200/Zazie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Właśnie skończyłam oglądanie tego, niegdyś awangardowego, filmu francuskiego z lat sześćdziesiątych. (Reżyser: Louis Malle.)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W tamtych czasach nie udało mi się filmu „Zazie w metro” zobaczyć, nie wiem, czy dlatego, że nie szedł na polskich ekranach, a może szedł? W każdym razie naczytałam się na jego temat sporo - był hitem, dziś może być jedynie filmem do obejrzenia w telewizorni, przed śniadaniem.&lt;br /&gt;Opowiada on o przygodach 12-letniej Zazie, która z matką wariatką (w tym filmie wszyscy są kopnięci...) na 24 godziny przyjechała do Paryża. Matka już na dworcu wpadła w ramiona kochasia (i zniknęła, aż do końca filmu), a Zazie wuja. Lecz, ponieważ ramiona wuja były dość miękkie, spryciara cały czas jemu i innym uciekała i sama zaliczała Paryż. Chociaż oprócz tego, czego pragnęła najwięcej: podróżowanie metrem było niemożliwe, bo metro strajkowało! Nad ranem co prawda, wujek właśnie metrem odwiózł ją na dworzec międzymiastowy, niestety śpiącą...&lt;br /&gt;Film jest nonsensowną komedią i choć w przejaskrawiony sposób, to z sympatią wyśmiewa charakterystycznych dla Paryża ludzi (nawet dewiantów...) i ich obyczaje. &lt;strong&gt;Nie wiem dlaczego był w latach sześćdziesiątych filmem awangardowym, bo dziś, nie znalazłam w nim nowatorskich tematów. A szczególnie sam punkt kuluminacyjny, gdy na koniec wszyscy (po pijaku zresztą) naparzają się, czym się da i ile mają siły, z pewnością do awangardowych nie należy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TAJEMNICZY MANUSKRYPT&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzKMKm-ofI/AAAAAAAAFk8/k9iKX7m_Kvc/s1600-h/Manuskrypt.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209761179315905010" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzKMKm-ofI/AAAAAAAAFk8/k9iKX7m_Kvc/s200/Manuskrypt.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Na koniec o jeszcze jednej książce. Nie jest ona może wybitnym dziełem, ale jest ciekawie i zwięźle napisana (nienawidzę rozwlekania i gmatwania tematu...), i porusza tajemnicę do dziś nierozwiązaną. &lt;strong&gt;„Manuskrypt Voynicha” autorstwa pisarza i tłumacza francuskiego Thierry Maugenesta, opowiada o tajemniczym Manuskrypcie ms 408, który jest najbardziej tajemniczym pergaminem świata. Został napisany w XIII wieku przez angielskiego filozofa i teologa, franciszkanina Rogera Bacona. &lt;/strong&gt;Jego pisma dotyczące metafizyki nie podobały się kościolowi. Zamknięty w więzieniu na 14 lat, w tajemnicy pracował tam nad swoim ostatnim dziełem. &lt;strong&gt;Jednak dlaczego właśnie ono było umieszczone na indeksie przez Watykan, pojęcia nie mam, przecież nikt na świecie nie zdołał go rozszyfrować?!... &lt;/strong&gt;I to mimo połączonych wysiłków kryptologów, matematyków i historyków. I jak widać, nawet rozszyfrowujące, najpotężniejsze komputery nie poradziły sobie z nim do dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Możliwe, że jest tam wytłumaczenie, czy rządzi nami przypadek, czy przeznaczenie? Ale jeśli to ostatnie, to gdzie jest miejsce na wolną wolę i kto ją wymyślił? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Świat jest konsekwencją stanu poprzedniego i z tego samego powodu przyszłość jest już zdeterminowana przez teraźniejszość&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt; – to cytat z książki.&lt;br /&gt;W powieści, która jest fikcją oczywiście, kilka osób dostępuje rozwiązania tajemnicy i oto co czuł jeden z nich: &lt;em&gt;&lt;strong&gt;Mam nareszcie odpowiedź na wszelkie moje wątpliwości – pomyślał uśmiechając się do siebie. W tym momencie wszystko, co przeżył do tej pory, wydało mu się tak odległe, że wręcz nierealne. Wiedza, przyszłość, rzeczywistość, szczęście są tylko słowami, które tracą znaczenia, jakie im dotąd przypisywał.(...)Czy on ma jeszcze imię, jakąś osobowość, czy należy w dalszym ciągu do tego świata?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;W opowiedzianej przez autora historii, ci co przeczytali rozszyfrowany manuskrypt popadali w stan nieuleczalnej katalepsji. Prawda o istnieniu była aż tak szokująca!... &lt;strong&gt;Co dziwne, w realnym życiu, odkryć i poglądów Bacona nigdy nie podważano! Uważając je za niebezpieczne, wierzono w nie!&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzJyDzEuqI/AAAAAAAAFk0/oKX5PGUuXGg/s1600-h/manuskrypt+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209760730810989218" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzJyDzEuqI/AAAAAAAAFk0/oKX5PGUuXGg/s400/manuskrypt+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ciekawe, czy komukolwiek i kiedykolwiek uda się ten manuskrypt rozszyfrować i dowieść KIM naprawdę był Roger Bacon, który w XIII wieku, był mądrzejszy od dzisiejszych uczonych?...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Nie wiem, wiem jedynie, że to nie będę ja, bo nie potrafię rozszyfrować nawet pisma znajomych lekarzy. A propos, może za ten manuskrypt wzięliby się aptekarze? Choć ostatnio oni też wychodzą z wprawy, bo lekarze wypisują recepty na komputerach.&lt;br /&gt;Zresztą chwała Bogu, że na komputerach, bo wyobraźcie sobie, że to wszystko napisałam szybko i ręcznie... I kto by mnie odczytał?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzIBXPsfhI/AAAAAAAAFkU/5pFOekivRUc/s1600-h/007.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5209758794706091538" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SEzIBXPsfhI/AAAAAAAAFkU/5pFOekivRUc/s400/007.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Choć dzięki temu byłabym bardziej tajemnicza...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;jak np. ten monument Wiktora Emanuela II-go, stojący w centrum Rzymu.&lt;br /&gt;Choć?... mimo niewątpliwej zagadkowości i potęgi, na jego białych, marmurowych ścianach wciąż maluczcy wypisują najróżniejsze obelgi i hasła – które później dokładnie, po literach!, są zamalowywane przez służbę porządkową ...białą olejną farbą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest to niechlubny przykład, że tajemnice fascynują tylko niektórych, bo natura ludzka kocha otwartość.&lt;/strong&gt; A dowodem choćby miliony dostępnych dla wszystkich stron internetowych i blogów, na których autorzy obnażają swoje przeżycia, filozofie i uczucia. Wszak wygodniej jest być zwyczajną istotą, a tajemniczość oddać Bogom...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam jednak, że z wszystkiego Wam się tu nie zwierzam... ________________________________________________________________ &lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-6206322357564110539?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/6206322357564110539/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=6206322357564110539' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6206322357564110539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6206322357564110539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2008/06/niecodzienny-raptularz-czerwiec-08-robi.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - czerwiec 08, robi się zimno...'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SUskvDn9UFI/AAAAAAAAIrA/to8HJ8hliY0/s72-c/P1130839m+rapt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-2944800884544873924</id><published>2008-03-25T19:00:00.011+11:00</published><updated>2008-04-18T15:42:44.110+10:00</updated><title type='text'>Niecodzienny raptularz – koniec marca 2008 r.</title><content type='html'>____________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SAL5IFVoqbI/AAAAAAAAFOA/2KGsQcRddjQ/s1600-h/blekitny.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5188983637951424946" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SAL5IFVoqbI/AAAAAAAAFOA/2KGsQcRddjQ/s320/blekitny.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Uwaga! Z ostatniej chwili: &lt;/strong&gt;po prawej, pod "Rozdziały blogowiska" znajdziecie link &lt;strong&gt;do audycji z dn. 12.04.08. Kliknijcie na datę i posłuchajcie audycji, w większości poświęconej Krzysztofowi Klenczonowi oraz planowanemu w Sydney cyklowi koncertów jego&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;piosenek.&lt;/strong&gt; A potem &lt;strong&gt;NIESPODZIANKA! Światowa premiera wspaniałej piosenki "Zbuntowany Anioł" - piosenki o Krzysztofie Klenczonie&lt;/strong&gt;. Tekst napisali&lt;strong&gt; Janusz&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Kondratowicz i Wiesław Wilczkowiak&lt;/strong&gt;, a muzykę &lt;strong&gt;nasza dziewczyna!&lt;/strong&gt; Zamieszkała w Australii - &lt;strong&gt;Asia Łunarzewska&lt;/strong&gt;. Asia również (rewelacyjnie!...) wykonuje tę piosenkę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Natomiast na &lt;strong&gt;Fotogalerii sympatycznej 2 znajdziecie kilkadziesiąt unikalnych fotografii K.Klenczona&lt;/strong&gt; ze zbiorów jego przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;&lt;a href="http://www.celejewskafotogaleria.blogspot.com/"&gt;http://www.celejewskafotogaleria.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;___________________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PRZEZ DWA MIESIĄCE NIC NIE NAPISAŁAM W RAPTULARZU!...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A tymczasem w Australii po zimnym, deszczowym lecie, nadeszła parna (wysoki stopień wilgotności), głównie słoneczna jesień.&lt;/strong&gt; Właśnie kończy się jej pierwszy miesiąc. Pogoda taka, jak w Polsce w lato. Niestety wilgotność australijskiego klimatu zniechęca. Człowiek czuje się o wiele gorzej niż w suchym upale, wisząca w powietrzu para potęguje uczucie gorąca. Do tego nie ma wiatru! Oddycha się z trudem, a najgorsze, że wszystko jest wiecznie wilgotne, nawet cukierki się rozpuszczają, a cukier w cukiernicach skawala.&lt;strong&gt; &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-inVZhsMwI/AAAAAAAAEv0/GRHRrlscNIU/s1600-h/colo+river+Bielany.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181575357361042178" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-inVZhsMwI/AAAAAAAAEv0/GRHRrlscNIU/s400/colo+river+Bielany.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na zdjęciu Colo River przepływająca przez polskie Bielany (Sydney).&lt;/strong&gt; Byłam tam tylko raz, było niesamowicie parno, gorąco i miliony komarów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Najbardziej irytują mnie fałszywe burze. Grzmi, walą pioruny, a deszczu ledwo co nakapie i po burzy nadal jest parno i gorąco.&lt;/strong&gt; Na domiar złego, jeśli już gdzieś porządnie leje, to na pewno nie w okolicach Warragamby (poniżej), gdzie mamy zbiornik wodny, zasilający całe Sydney. W związku z tym, grozi nam, że wody zabraknie! Zaludnienie coraz większe, przybywa domów, ulic, a o rozwiązanie problemu wody żaden rząd specjalnie się nie troszczy - tak jakby to nie była sprawa życia i śmierci!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Paradoks: największa wyspa świata, kąpiąca się w oceanach, stoi przed zagrożeniem utraty wody.&lt;/strong&gt; Odsalarnie powinny działać co najmniej od 20 lat, a dopiero zaczęto ich budowę. Piłam odsoloną morską wodę na wyspie Rab, w byłej Jugosławii, już 36 lat temu. W smaku była niedostrzegalnie słona, za to gdy napuściło się jej do wanny, miała przepiękny, zielono-niebieski kolorek. I nawet jeśli lekko barwiła herbatę, to jednak było jej pod dostatkiem!...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-inqZhsMxI/AAAAAAAAEv8/bto73O0mtVo/s1600-h/Warragamba+z+samolotu+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181575718138295058" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-inqZhsMxI/AAAAAAAAEv8/bto73O0mtVo/s400/Warragamba+z+samolotu+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Warragamba tama widziana z samolotu, foto z Flickr&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Narazie Sydney ma szczęście, widać Pan Bóg dba, żeby w zbiorniku coś tam się kołysało.&lt;br /&gt;Rząd „dba” wprowadzając restrykcje: nie wolno myć samochodów (nasz wiecznie zakurzony, myją deszcze) ogrodów podlewać (zużywamy na to wodę z pralki, zabija insekty, a roślinom nie szkodzi). Gorzej, że nic na zewnątrz nie można myć i wzrosły opłaty za wodę, więc przy coraz wyższych cenach za benzynę, nie ma co marzyć o samochodach ...na wodę. Zostaje tylko elektryczność, a i tej musimy oszczędzać...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I pomyśleć, już wiele lat temu geniusz Nikola Tesla chciał energią z wodospadu Niagara zasilić cały świat!&lt;/strong&gt; Ale świat woli produkować broń, miliardy wciąż nowych gadżetow i innych niepotrzebnych dupereli idących na przemiał - bo na tym zarabiają potentaci, a kto by się zajmował sprawami zdrowia i życia maluczkich?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale podobno 21 grudnia 2012 roku i tak Ziemia się rozleci, więc co się martwić? I tym optymistycznym akcentem, kończę nieoptymistyczny wstęp po dłuższej absencji.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LICZBA CZYTACZY BLOGOWISKA WZROSŁA OSTATNIO&lt;/strong&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;Liczniki (wszystkie razem) zarejstestrowały około 45 tysięcy wejść. Tak jakby od 1000 do 1500 otwarć tygodniowo.&lt;/strong&gt; Bardzo bym się cieszyła, gdybyście nie tylko otwierali, ale jeszcze czytali.&lt;br /&gt;Nie musicie się ze mną zgadzać we wszystkim, ale ucieszę się też, jeśli Was sprowokuję, choćby do dyskusji. Politykę w Polsce w ogóle przestałam komentować, bo nie jestem w stanie zrozumieć, co tam się teraz dzieje, a dzieje się źle... A może ktoś z Polski zechce przysyłać mi swoje refleksje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZNÓW BARDZO DOBRA POWIEŚĆ! - ”CIEŃ WIATRU” CARLOSA RUIZ ZAFONA czterdziestoczteroletniego pisarza hiszpańskiego (urodzonego w Barcelonie).&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ioPZhsMyI/AAAAAAAAEwE/N23pZjPVDA4/s1600-h/ZAFON.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181576353793454882" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ioPZhsMyI/AAAAAAAAEwE/N23pZjPVDA4/s320/ZAFON.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kolejna książka o książkach. Napisana w 2001 r. i już przetłumaczona na 20 języków, wydana w 30 krajach. W samej Hiszpanii sprzedano ponad milion jej egzemplarzy (informacja z 2006 r!).&lt;br /&gt;Autor jest miłośnikiem powieści dziewiętnastowiecznej, za swoich mistrzów uznaje Dostojewskiego, Lwa Tołstoja i Dickensa.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Cień wiatru” był wielokrotnie nagradzany i porównywany jest do powieści Artura Perez-Reverte (Dziewiąte wrota) i Umberto Eco (Imię roży).&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Treść: zgodnie z tradycją rodu księgarzy, ojciec antykwariusz prowadzi swojego dziesięcioletniego syna do Cmentarza Zapomnianych Książek, ukrytego (dla zwykłych śmiertelników) w starym domu w centrum Barcelony. Tam, w labiryncie korytarzy półek z książkami wycofanymi ze sprzedaży, kierując się przeczuciem, chłopiec musi wybrać sobie jedną, by ją ocalić od zapomnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iojJhsMzI/AAAAAAAAEwM/y3I580_8eFc/s1600-h/barcelona,+Zafon.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181576693095871282" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iojJhsMzI/AAAAAAAAEwM/y3I580_8eFc/s320/barcelona,+Zafon.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Odtąd książka o tytule „Cień wiatru”, nieodwołalnie zwiąże się z jego życiem.&lt;/strong&gt; Będzie szedł odnajdywanymi tropami tragicznych losów pisarza, a osoby związane z autorem (i sam autor) wkroczą do jego życia. &lt;strong&gt;Chłopiec, potem już dorosły mężczyzna, dzięki ludziom powiązanym z książką będzie uczestniczył w dziwnych i niebezpiecznych, często tragicznie kończących się przygodach.&lt;/strong&gt; Książkę ilustrują stare czarno-białe fotografie, których autorem jest Francesc Catala-Roca. Akcja toczy się od 1945 do1966 r.&lt;br /&gt;Powieść liczy ponad 500 stron, ale wszystkim, którzy lubią dobrą literaturę i ciekawą akcję, a nie glindolenie o niczym – polecam. Nie będziecie w stanie się nudzić i przeczytacie ją jednym tchem. Nie na darmo autor za mistrzów ma autorów opisujących pasjonujące historie!&lt;br /&gt;Oto dwa bardzo istotne cytaty z książki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Mówienie jest rzeczą głupców, milczenie – tchórzy, a słuchanie rzeczą mędrców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzę, że nic nie dzieje się przez przypadek(...) We wszystkim zawarty jest tajemny zamysł, którego nie pojmujemy.(...) Wszystko stanowi część czegoś, czego nie możemy pojąć, ale co nami włada.&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem jeśli sięgniecie po tę właśnie książkę z bibliotecznej półki, na pewno nie będzie to przypadek...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SWETRY?...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Selma często, kiedy widzi śpiącego kota, mówi: - Co to za sweter tam leży!&lt;br /&gt;Racja, jak się który rozwali, wygląda jak sweter rozciągnięty w praniu. (Mamy już siedem takich swetrów – nie z naszej winy...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MOJE P.S. nr 1 DO AUDYCJI WALENTYNKOWEJ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ci, którzy słuchali, zauważyli, że ciągnąc za język rozmówców, sama się nie wypowiedziałam. Żeby więc było uczciwie – wypowiadam się.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy wierzę w miłość prawdziwą? Owszem, ale w dojrzewającą nie tylko w jednym życiu. &lt;/strong&gt;Musimy przejść przez doświadczenia wielu, wielu czyśćców, żeby zrozumieć samo słowo miłość.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przeczytałam gdzieś, że kochać jest trudno. Nieprawda. Kochać jest bardzo łatwo. Tylko nie każdego.&lt;/strong&gt; Np. nie można kochać wszystkich łajdaków żyjących na Ziemi. I to oni przechodząc kolejne czyśćce uczą się jak być ludźmi i stają się GODNI kochania.&lt;br /&gt;Nie można więc kochać łajdaka, ale można pomóc mu w zrozumieniu kim jest i jak ma się zmienić. Tylko, że przeprowadzenia takiej resocjalizacji może się podjąć tylko ktoś rzeczywiście skłonny do poświęcenia i do pomocy (choćby i łajdakowi...).&lt;br /&gt;„Kocham wszystkich i chcę, żeby wszystko było ślicznie i bez problemów” – tak jest najłatwiej (bo bez wysiłku i zobowiązań...) powiedzieć. &lt;strong&gt;To objaw całkowitego niezaangażowania i najgroźniejszego egoizmu.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PS. nr 2 DO WALENTYNKOWEJ AUDYCJI&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Moja pierwsza miłość... on nawet nie wie, że ukierunkował moje życie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Miałam 14 lat, no i miłość mnie poraziła. Należałam wtedy do harcerstwa, które po odwilży utworzyło się na wzór Szarych Szeregów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ip2phsM1I/AAAAAAAAEwc/h3D4-lN1jF4/s1600-h/kij+maly.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181578127614948178" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ip2phsM1I/AAAAAAAAEwc/h3D4-lN1jF4/s320/kij+maly.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W końcu sierpnia, w parku na Tamce chyba (warszawskie Powiśle) było ognisko harcerskie, takie ogólne. Występowała „chórowa” - drużyna śpiewająca, działająca przy Operze Warszawskiej. Stałam blisko nich i zaczął się na mnie uporczywie gapić jeden z „chórowej”, który potem zaśpiewał solo, akompaniując sobie na gitarze. Jego piosenka mnie nie zauroczyła, bo była satyryczna, ale Tarantella Winklera, którą „chórowa” odśpiewała - owszem. &lt;strong&gt;Chłopak miał urodę oryginalną i płonące ciemne oczy. Musiały podziałać na niedoświadczoną czternastolatkę...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tak się złożyło, że należał on też do drużyny zaprzyjaźnionej z naszą, a była to „czarna jedynka” z Reytana, co pozwoliło na dodatkowych kilka (ogólnych...) spotkań. &lt;strong&gt;Była to taka miłość platoniczna i jak w efekcie widać jednostronna. Na szczęście jednak... bo chłopak był podrywaczem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie szanowałam mężczyzn wielu kobiet - są jak własność publiczna, a jestem indywidualistką. Ale, że chłopak był podrywaczem dowiedziałam się później. &lt;strong&gt;Narazie byłam zakochana i chcąc być tak dobra jak on, nauczyłam się grać akordy na gitarze.&lt;/strong&gt; Nie było to trudne, na fortepianie zaczęłam grać w wieku 4 lat, a śpiewałam chyba od zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iqSphsM2I/AAAAAAAAEwk/_9m6RQ3DnTY/s1600-h/harcerstwo.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181578608651285346" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iqSphsM2I/AAAAAAAAEwk/_9m6RQ3DnTY/s400/harcerstwo.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No i kiedy chłopak odwiedził swoją drużynę przebywającą na obozie na Mazurach (moja drużyna - 183-cia, przyjaźniła się z „jedynką” i razem jeździliśmy na obozy) zagraliśmy razem na wieczornym ognisku. Siedzieliśmy naprzeciwko i obserwowaliśmy się. Moja drużynowa (miała dziwne humory) potem była wściekła i pokrzykiwała, że nam się ...oczy błyszczały!... (To były czasy co? Niewinne...)&lt;br /&gt;Jeszcze przez kilka dni widywaliśmy się, zawsze w grupie. Na żniwach, w czasie odpoczynku on głośno opowiadał dowcipy, zerkając jakie robi wrażenie i brzdąkał na gitarze. &lt;strong&gt;A po ostatnim ognisku, które wspólnie zorganizowaliśmy dla miejscowej ludności, podszedł do mnie, podał mi rękę i powiedział: „A my już wyjeżdżamy i ...bardzo nam przykro z tego powodu”. I to wszystko...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ipZ5hsM0I/AAAAAAAAEwU/sU1Sz7zOrhQ/s1600-h/Kij+z+tylu.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181577633693709122" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ipZ5hsM0I/AAAAAAAAEwU/sU1Sz7zOrhQ/s400/Kij+z+tylu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Widzieliśmy się potem jeszcze kilka razy na próbach w Operze (chodziłyśmy tam wydelegowane z naszej drużyny), ale nic z tego nie wyszło, koło chłopaka co i raz kręciła się inna dziewczyna.&lt;br /&gt;I to od zazdrosnych dziewczyn z „chórowej” wyszło, że musimy się zdecydować na jedną z drużyn, wobec czego przestałyśmy przychodzić na próby.&lt;br /&gt;Natknęłam się na niego jeszcze kilka razy na ulicy (chodziłam do Ogniska Muzycznego, niedaleko miejsca gdzie mieszkał) i wreszcie wszystko rozeszło się jak dym...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Po latach spotkaliśmy się w autobusie. Ja wyrosłam z brzydkiego kaczątka, a on wyglądał na zmęczonego.&lt;/strong&gt; Patrzył na mnie, dokąd nie wysiadłam, ale nie wiem, czy mnie poznał.&lt;br /&gt;Wiedziałam, że był geniuszem matematycznym, tak zapewniali jego koledzy. Wydawało mi się, że jest ode mnie kilka lat starszy, bo wcześniej zrobił maturę; i dopiero niedawno, szukając na internecie wiadomości o czarnych dziurach (i jego sławnym bracie...) dowiedziałam się, że urodziliśmy się w tym samym roku i jest ode mnie straszy zaledwie o dwa dni!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Obecnie jest on znanym profesorem, fizykiem, myślę, że mogę (jako laik) powiedzieć, że jest też specjalistą od czarnych dziur w kosmosie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przeczytałam jego referat na ten temat, ale przyznam niewiele zrozumiałam... Wygląda świetnie, na jednym zdjęciu jest z gitarą, czyli jeszcze śpiewa w towarzystwie swoje popisowe kawałki.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dla niego nauczyłam się grać na gitarze i graniem tym, przez kilka dobrych lat zarabiałam na życie.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Dzięki graniu na gitarze wyjechałam na kontrakt do (byłej) Jugosławii, tam spotkałam mojego (byłego) męża, a ten wywiózł mnie w końcu do Australii...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Gdybym się wtedy nie zakochała, prawdopodobnie przez całe życie byłabym nauczycielką fortepianu. A i gdybym przez jakiś przypadek została jego dziewczyną, może nawet i partnerką, to stworzylibyśmy przedziwną, niezgodną parę: naukowiec i ...muzyk rockowo-beatowy. (Choć?... Nasze horoskopy idealnie do siebie pasują...)&lt;br /&gt;Narysowałam go (wtedy...) z tyłu, tak jak go widziałam w kościele św. Barbary na mszach przed próbami, i z przodu, niestety nie ma ust. Jeśli jakieś domalowałam, przestawał być podobny... A na fotce, właśnie zdjęcie z opisanego obozu. Przypadkiem oboje idziemy jako drudzy z prawej, każde w pierwszej czwórce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;NIEWIDOCZNY CZAS&lt;br /&gt;leczy niewidoczne dla oka rany. Na płaszczyźnie dla nas niewidzialnej, ale odczuwalnej.&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt; Znów myśl nie wiem czyja, możliwe, że nawet moja, bo zapisana w starym raptularzu.&lt;br /&gt;(To jednak okropny, lekceważący zwyczaj, niezapisywania nazwiska autora.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PISZĄC O KLENCZONIE...&lt;/strong&gt; &lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181579291551085426" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iq6ZhsM3I/AAAAAAAAEws/DinJ_-VpF7I/s400/Kl.jpg" border="0" /&gt;&lt;strong&gt;..zawsze jestem do niego usposobiona niesłychanie życzliwie. Jest przedostatnim na świecie człowiekiem, o którym chciałabym wyrazić się źle.&lt;/strong&gt; Mimo, że się nie poznaliśmy, wiem, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Już kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, miałam uczucie, że się znamy. I wiele jest podobieństwa w naszych życiach i muzycznych zamiłowaniach. Bedąc też imigrantem i znając ciężkie lata przystosowywania się do nowej, trudnej rzeczywistości, rozumiem dlaczego mu nie wyszło...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W obcym kraju nie idzie się lekko do przodu, tylko się przedziera.&lt;/strong&gt; Rozumiejąc ten fakt, można mu wybaczyć nawet niefortunny kostium Presleya, (który także we mnie wzbudził sprzeciw), bo myślę, że to była pewnego rodzaju desperacja.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczywiste jest także, że muzyk nie może pracować w innym zawodzie - może tylko grać, w jego wypadku było to niemożliwe.&lt;/strong&gt; A po dniu ciężkiej pracy natchnienie nie nadchodzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale skąd, krytykujący go po koncertach w Kongresowej dziennikarze peerelu, mogli wiedzieć jak wyglądały jego losy w USA?... Dla nich Ameryka była jakimś niewyobrażalnym Eldorado, gdzie każdy osiąga sukces. Chwała Bogu, że obecnie Polacy mogą jeździć po świecie i przekonywać się na własnej skórze ...że to zupełnie inaczej wygląda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZOBACZYĆ SIEBIE...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nikt nie wie jak wygląda naprawdę. Nawet gdy widzi się na filmie. Tylko patrząc oczyma drugiego człowieka moglibyśmy się zobaczyć, takim jakimi jesteśmy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlatego czasem pragnę wejść w ciało innego człowieka, bezkarnie, na godzinkę, żeby poobserwować siebie poprzez cudze oczy.&lt;/strong&gt; (No... to jest jednak absurdalne pragnienie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GDY WYJEŻDŻAŁAM Z POLSKI PO RAZ PIERWSZY...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;...była połowa maja (1970 r.), ale spadł spóźniony śnieg. Właśnie wpychała się wszędzie wiosenka, seledynowata i nijaka. Były świeże trawki, lepkie listki na brzozach, unosiły się poranne mgiełki, a jednocześnie popadywał rachityczny śnieżek, który zaraz się rozpuszczał.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyjechałam w wyjątkowo słoneczny poranek, tuż po wschodzie słońca.&lt;/strong&gt; Miałam wrócić za dwa lata. Wróciłam owszem, na trzymiesięczny, zimowy urlop, potem znów nie było mnie dwa lata. A potem, to już tylko chciałam z Polski wyjechać. Do Jugosławii oczywiście i to na zawsze, nad Adriatyk - za wszelką cenę. Jednak mi się to nie udało, chociaż w końcu nawet wyszłam za mąż za Jugosłowianina. Czuwały nade mną duchy opiekuńcze, które do tego nie dopuściły. One wiedziały, co tam się będzie działo. Gdyby nie one, być może już dawno bym nie żyła.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W każdym razie ten pierwszy wyjazd zadecydował, że kiedyś wyjadę z Polski na zawsze. Może gdybym nie wyjechała w tamtych czasach, do dziś pozostałabym w Polsce. Nie do odgadnięcia: na lepsze, czy na złe?...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-irWZhsM4I/AAAAAAAAEw0/VIuHHiEpSY4/s1600-h/Sv+Stefan+z+Budvy+z+gory.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181579772587422594" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-irWZhsM4I/AAAAAAAAEw0/VIuHHiEpSY4/s400/Sv+Stefan+z+Budvy+z+gory.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niektórzy czytając to, mogą mieć mi za złe, że nie czuję przywiązania do ziemi ojczystej. &lt;strong&gt;Czuję, ale nie na tyle wielkie, żeby nie kusił mnie otwarty świat, bo jestem przede wszystkim Ziemianką,&lt;/strong&gt; bolą mnie i żyję sprawami całej Ziemi, nie tylko Polski. Podoba mi się cała Ziemia, nie tylko ta, w której się urodziłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ir1phsM5I/AAAAAAAAEw8/kkrLxPwqbro/s1600-h/S.Stefan+zachod+2.psd.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181580309458334610" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-ir1phsM5I/AAAAAAAAEw8/kkrLxPwqbro/s400/S.Stefan+zachod+2.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Choć... gdybym tak naprawdę mogła wybierać, gdzie mam zamieszkać, wybrałabym Sveti Stefan – wyspę na Adriatyku, w Czarnej Górze. Nawet ląd stały w jej pobliżu, i nawet choć trochę obawiam się Czarnogórców, bo nie należą do narodów łagodnych...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Na fotkach: Sveti Stefan, wysepka-ciupinka przy ogromie gór i z bliska w nocy. Ta druga fotka z czasów, gdy tam właśnie, w nocnym barze, w październiku 1970 r. grałam. Wtedy noc kosztowała tam $100 USA. Dziś kosztuje ...2000 euro! A mnie jeszcze płacili!!! Ha!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KUKUŁCZE DZIECKO ZAJMUJE MI CORAZ WIĘCEJ CZASU...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;... którego na własne refleksje nie starcza. Przy tym, tworzy mi umysłowy &lt;em&gt;pollution&lt;/em&gt; – za bardzo angażuję się w oczyszczanie środowiska... &lt;strong&gt;I to jest sygnał, że ponieważ kukułka najczęściej panoszy się bezkarnie, nadszedł czas odpuścić ją sobie.&lt;/strong&gt; (Kto czytał poprzednie raptularze, będzie wiedział, o jakim to ptaszku mowa.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TO NIE TO SAMO, CHOĆ WIĘKSZOŚCI TAK SIĘ WYDAJE...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiedźmy to nie kobiety, tak samo jak macho nie są mężczyznami. Mimo posiadania atrybutów płciowych w postaci np. biustów, czy bicepsów - są to istoty bezpłciowe.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Spotkałam kilka wiedźm w moim życiu. Wyglądały bardzo podobnie. Wszystkie były fizycznie ogromne. Miały po metr osiemdziesiąt i parę centymetrów wzrostu oraz czarne, krótko ostrzyżone włosy. &lt;strong&gt;Swoich mężczyzn trzymały na smyczy.&lt;/strong&gt; Dla obcych fałszywie uśmiechnięte, pokazywały na co je stać, gdy ich poddany śmiał się przeciwstawiać, albo gdy ktoś wyprowadził je z równowagi, np. mówiąc prawdę w oczy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wielu uważa, że czarownica (Baba Jaga) to wiedźma, bzdura! To mieszkająca w lesie zielarka, znachorka, pomagająca ludziom samotnica.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;A wiedźma to wampirzyca, wysysająca siły z ujarzmionego. &lt;strong&gt;Przy tym stregi są to mało inteligentne, niedouczone, pełne niezaspokojonych ambicji snobki.&lt;/strong&gt; Jednocześnie są bezczelnie pewne siebie i pełne wiary w swoją atrakcyjność, którą widzą jedynie zahipnotyzowani przez nie niewolnicy.&lt;br /&gt;Patrząc na parę: wiedźma i jej piesek, nie wiem, czy żałuję poniżanego? Bo tacy potrzebują wiedźm, nawet choć wszyscy naokoło się z nich naśmiewają. &lt;strong&gt;Po prostu dlatego, że są z natury niewolnikami.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ATRYBUTEM KRÓLOWEJ ELŻBIETY II...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-isO5hsM6I/AAAAAAAAExE/8L-ZsGcgUSs/s1600-h/Elzbieta+z+wosku.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181580743250031522" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-isO5hsM6I/AAAAAAAAExE/8L-ZsGcgUSs/s320/Elzbieta+z+wosku.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...nie jest korona, tylko kapelusze ustrojone kwiatkami. Niewątpliwie jest to kamuflaż. Przecież to najsilniejsza, absolutnie nierdzewna angielska „żelazna dama”! &lt;strong&gt;Powinna nosić kaski, albo ...hełmy. &lt;/strong&gt;(&lt;em&gt;Na foto J.Iwanusa: figura woskowa)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SPOTĘGOWANE EFEKTY&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zaobserwowałam kilka razy jak dwa głosy, które się sprzęgną osiągają przedziwny, czasem wręcz niesamowity efekt.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś odkurzałam mieszkanie i tuż nad naszym domem, bardzo nisko przeleciał samolot. Te dwa złączone hałasy zabrzmiały nagle z niesamowitą potęgą. Przez chwilę nie miałam pojęcia, co się dzieje!&lt;br /&gt;Kiedyś znów ciurkanie kotki Maryśki do prawie pustej kuwety złączyło się z wibracjami gotującej się wody. Całkowita dezorientacja: co to za dźwięk?! Bywa, że nadlatuje helikopter, a właśnie jakiś kot głośno purczy, w pierwszym momencie nie wiadomo co jest przyczyną tak monstrualnie wzbudzającego się kociego zadowolenia, aż do momentu, gdy helikopter się zbliży...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iu2JhsM-I/AAAAAAAAExk/fmbSMr1Yi8U/s1600-h/Marajeczka+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181583616583152610" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-iu2JhsM-I/AAAAAAAAExk/fmbSMr1Yi8U/s400/Marajeczka+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;(Na fotce Maryśka, ale duma, nie ciurka.)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Obecnie, dostałam we wcześniejszym urodzinowym prezencie skrzynkę do cyfrowego przetwarzania obrazu w telewizorze. &lt;strong&gt;Dźwięk też jest cyfrowy, wobec czego często nie wiem, czy telefon dzwoni na filmie, czy w naszym mieszkaniu.&lt;/strong&gt; Poza tym, gdy siedzę na internecie (mamy broadband), sekretarka się włącza, dzwoniący myśli, że nagrywa wiadomość, ale nagrania nie ma!&lt;br /&gt;Tak to z powodu źle działającego filtra często nie wiem, że ktoś dzwonił, ponieważ na górze słucham głośno idącej muzyki i nawet gdy słyszę jakieś gadki na dole, to nie wiem, czy to z telewizorni, czy sąsiedzi się kłócą. Dlatego jeśli nie odzwaniam, dzwońcie, aż do skutku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-itnZhsM9I/AAAAAAAAExc/wTZ3WEEFx6s/s1600-h/bal+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5181582263668454354" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R-itnZhsM9I/AAAAAAAAExc/wTZ3WEEFx6s/s400/bal+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Czekajcie też - aż do skutku, na następny raptularz. Kukułkę pogoniłam na drzewo i będę miała więcej czasu dla siebie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ps.1&lt;/strong&gt; Czytałam w jednym felietonie, że ten rok może przynieść przepowiadaną wielką wojnę, którą ma spowodować zatarg dwóch małych państw. Chodzą też niepokojące wieści o 2012 roku. &lt;strong&gt;Ponieważ prawo Morgersterna z grubsza mówi, że kataklizmy nagłośnione się nie sprawdzają, no to nagłaśniajmy i ...żyjmy w spokoju.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ps. 2&lt;/strong&gt; Ktoś się zapytał jak obecnie wyglądam, no to tak wyglądam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Ps. 3&lt;/strong&gt; Tych, którym podobał się usłyszany w radiu wiersz "Poezja na ulicach w Sydney" zapraszam na Poezja prozaicznie:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;font-size:85%;"&gt;&lt;a href="http://www.celejewskapoezjaa.blogspot.com/"&gt;http://www.celejewskapoezjaa.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;Jest tam wiersz, fotki z filmu i historia powstania filmu. Postaram się też o scieżkę dźwiękową...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R_WhEJhsOQI/AAAAAAAAE8U/m-feiu6tcGw/s1600-h/zmeczone+pop.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5185227638635772162" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R_WhEJhsOQI/AAAAAAAAE8U/m-feiu6tcGw/s400/zmeczone+pop.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; _____________________________________________________&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-2944800884544873924?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/2944800884544873924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=2944800884544873924' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/2944800884544873924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/2944800884544873924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2008/03/niecodzienny-raptularz-koniec-marca.html' title='Niecodzienny raptularz – koniec marca 2008 r.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/SAL5IFVoqbI/AAAAAAAAFOA/2KGsQcRddjQ/s72-c/blekitny.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-368344987305136473</id><published>2008-01-14T23:36:00.003+11:00</published><updated>2008-09-07T00:46:12.539+10:00</updated><title type='text'>14 stycznia 2008r. –  urodziny Krzysztofa Klenczona. Na Ziemi czas leci...</title><content type='html'>_________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;WAŻNE TO W KOŃCU, CZY NIE?...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Najwyższa pora na noworoczny raptularz!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Nie z tej przyczyny, że specjalnie celebruję nadejście jakiegokolwiek nowego roku. Ani moment zamiany starego na nowy, ani poranek już w tym nowym, nie robią na mnie żadnego wrażenia.&lt;/strong&gt; Wszystko jest tak samo jak było. „Nowy” rok to sprawa umowna, człowiek sam powprowadzał jakieś normy i co najśmieszniejsze: trzyma się ich!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wyCa5F-DI/AAAAAAAADug/rzb1YAzGLJ4/s1600-h/12+pietnascie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155550690592290866" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wyCa5F-DI/AAAAAAAADug/rzb1YAzGLJ4/s320/12+pietnascie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Myślę, że jednak jestem nie z tej Ziemi, norm nie uznaję (tylko takie, które zabraniają przestępstw), a czas?... &lt;strong&gt;Na Tamtym świecie pojęcie czasu nie istnieje, a lepiej się Tam żyje niż na materialnej Ziemi.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Osobiście na nowy rok nie mam ani nowych nadziei, ani nie czuję się starsza, szczęśliwsza, uwolniona, zdrowsza - ani w ogóle inna, niż 31 grudnia roku poprzedniego. Świat przed i za oknem jest też bez zmian... &lt;strong&gt;Ale rozumiem, że ludziom potrzebna jest nadzieja i dlatego się cieszą, gdy coś niby nowego nadchodzi. Niby...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tOOq5F9tI/AAAAAAAADrw/FG_0Tmid_nA/s1600-h/2007+Sydney+9.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155300212394555090" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tOOq5F9tI/AAAAAAAADrw/FG_0Tmid_nA/s400/2007+Sydney+9.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z noworocznego świętowania podobają mi się jedynie Sylwestry pod gołym niebem.&lt;/strong&gt; Bale są nudne! Może dlatego, że wiele Sylwestrów grałam, a może dlatego, że w ogóle za dużo grałam na różnych balach. &lt;strong&gt;Jakby tak naprędce obliczyć: było około tysiąca pięćset dancingów, które przegrałam i prześpiewałam stojąc na estradzie, a nie skacząc po parkiecie.&lt;/strong&gt; Cztery pełne lata w jugosłowiańskich hotelach (na szczęście głównie nadmorskich), gdzie grało się CODZIENNIE, często bez jednego wolnego dnia w tygodniu. Potem tak samo w enerdowie, gdyby dodać do tego estradowe chałtury w Polsce (ale to chociaż były koncerty...), potem koncerty i zabawy w Sydney – może wyszłoby nawet więcej niż 1500!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tOwq5F9uI/AAAAAAAADr4/W81syxlxic4/s1600-h/2007+Sydney+3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155300796510107362" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tOwq5F9uI/AAAAAAAADr4/W81syxlxic4/s400/2007+Sydney+3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Ale tłumy, rozwrzeszczane, pełne entuzjazmu, szczęśliwe, że coś fajnego się dzieje, skaczące na letnich, czy zimowych ulicach – to sympatyczny widok.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Szczególnie pięknie wita się Nowy Rok w Sydney, na Darling Habour. &lt;strong&gt;Sceneria jak z filmu science fiction (kosmiczna!), stary most jak wspomnienie z przeszłości, Opera podobna do białego statku – widma, stojąca na redzie, gładka woda zatoki odbijająca jak lustro wszystkie świetlne efekty - &lt;/strong&gt;z roku na rok coraz bogatsze!!! No... i chyba najwspanialsze na świecie! - kto nie widział choć raz, pojęcia nie ma, co się wtedy u nas dzieje! &lt;strong&gt;Punkt kuluminacyjny następuje, gdy na tle wystrzelonych fajerwerków (na coraz większych połaciach portu!) z mostu spada gigantyczny wodospad sztucznych ogni i to przez dobrych kilka minut!&lt;/strong&gt; (Może zdobędę fotkę z wodospadem, narazie jej nie mam&lt;strong&gt;.&lt;/strong&gt;) W tym roku, symbolem palącym się na moście była klepsydra – symbol upływającego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tNSK5F9rI/AAAAAAAADrg/HaXRxP7vBlM/s1600-h/2151510515_d64ee1118d.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155299173012469426" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tNSK5F9rI/AAAAAAAADrg/HaXRxP7vBlM/s400/2151510515_d64ee1118d.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Oglądam potem w dziennikach sprawozdania noworoczne z innych krajów i nigdzie nie wygląda to tak imponująco, jak w Sydney.&lt;/strong&gt; Szkoda, że kosztuje też imponująco, ale faktem jest, że wielu ludzi to uszczęśliwia, daje nadzieję nie wiadomo na co, a więc?... &lt;strong&gt;Może warto tak świętować? I może powinno się tę noc nazywać Świętem Nadziei NA COŚ NOWEGO.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KOLEJNE URODZINY KLENCZONA&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Sześćdziesiąte szóste. 14 stycznia, właśnie dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4w4tK5F-FI/AAAAAAAADuw/woVsfxAMCFM/s1600-h/Klenczon+z+kwadratowym+zegarkiem+blue+3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155558022101465170" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4w4tK5F-FI/AAAAAAAADuw/woVsfxAMCFM/s400/Klenczon+z+kwadratowym+zegarkiem+blue+3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Zmarł 27 lat temu, a jego muzyka wciąż fascynuje.&lt;/strong&gt; Nie tylko jego rówieśników, ale i młode pokolenie. &lt;strong&gt;Oczywiście, to przedwczesna śmierć doprowadziła do powstania jego legendy, ale zasłużyłby na nią także, gdyby żył, bo kompozytorem był&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;wyjątkowym.&lt;/strong&gt; Nikt w Polsce nie komponował takich arcydziełek jak on, nawet Niemen. &lt;strong&gt;Każda jego piosenka miała duszę, może dlatego, że jak sam powiedział w wywiadzie ze Sławomirem Pietrzykowskim: „piosenki biorą się z przeżycia”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U niego już sama strona muzyczna była głębokim przeżyciem, nawet gdyby nie było słów (zresztą sugerował też treść tekstu), linia melodyczna, harmonia akordów (prosta, ale doskonała!), gitarowe dogrywki, solówki – wszystko to robiło przedziwny nastrój, każdy musiał go doświadczyć – i tworzyło w sumie arcydziełko. Nie do podrobienia. Dlatego trudno jest na nowo tak robić jego piosenki, żeby ich nie zepsuć. „Historii jednej znajomości” np. nie sposób przerobić. Można ją jedynie nuta w nutę odtworzyć.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pochwalę się: udało mi się jedną jego piosenkę przerobić, a nie stracić! Zrobiłam swój aranż, odmienny, bardziej pełny, jak na wietrze, z niesamowitą solówką gitarową (a kto grał?! - oczywiście Janis Polkas!) Mam na myśli „Muzykę z tamtej strony dnia”.&lt;/strong&gt; W mojej wersji został ten sam nastrój, choć dodałam inną instrumentalną część. Może dlatego wyszło, bo ja też czuję muzykę z tamtej strony dnia...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tSV65F9xI/AAAAAAAADsQ/hGcDsFL1HQo/s1600-h/z+plakatu.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155304734995117842" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tSV65F9xI/AAAAAAAADsQ/hGcDsFL1HQo/s320/z+plakatu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Szkoda, że nie zachowałam dobrego technicznie nagrania, a teraz już mi się i grać i śpiewać nie chce... Wersję tej piosenki w języku angielskim nagrała moja córka Selma (sama przetłumaczyła słowa). Prezentowałam piosenkę w tej wersji, w radiu 2000FM. Po polsku śpiewałam ją na moim wieczorze autorskim, a raczej benefisie, w konsulacie RP w Sydney w 2003r.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Australii mieszka Grzegorz Adrian, basista zespołu Trzy Korony. Zagraliśmy razem kilka koncertów. Ja na dwóch korgach, Grzegorz na gitarze.&lt;/strong&gt; Oczywiście zrobiliśmy także kilka piosenek Klenczona: „Gdy kiedyś znów” (ja śpiewałam), „Wróćmy na jeziora”, „Port” (Grzegorz śpiewał). Też „Historię...” (ja robiłam solówkę - na korgu!) Jeszcze coś, ale już zapomniałam. Mam gdzieś nagrania tych utworów, ale na taśmie, nie na CD - to było kilkaśnaście lat temu. &lt;strong&gt;Szły te nagrania w polonijnych rozgłośniach w Sydney i w Melbourne. &lt;/strong&gt;Nagrałam też „Retrospekcję” chyba z 16 lat temu, też inaczej, ale nie zmarnowałam nastroju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W ogóle to jestem ambasadorem Klenczona w Australii. Zrobiłam o nim kilka audycji w radiu SBS, 2000FM, Pol, a nawet, mając jego ostatni wywiad, jakiego udzielił polskiemu radiu, poprawiłam go technicznie, dokleiłam nagrania i szedł kilka lat temu w naszym radiu.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Miał też Klenczon - jako człowiek (nie tylko jako kompozytor) - wyjątkową charyzmę. &lt;strong&gt;Przyuważyłam go na samym początku jego kariery, w Niebiesko-Czarnych.&lt;/strong&gt; Jeszcze nie był doskonały ani w grze na gitarze, ani w śpiewie, śpiewał zresztą tylko drugi głos Niemenowi w piosence „Wiem, że nie wrócisz”, ale już widać było, że to jest „ktoś”. Pamiętam, jak mnie wkurzało, że Janczerski - bardzo cienki - miał solówki, że Ada śpiewała dość marnie - ale solo, a jego głos o wyjątkowej barwie, nie był wykorzystany!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4we8K5F95I/AAAAAAAADtQ/A10OUjYvQyo/s1600-h/Cz+G+na+scenie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155529692497180562" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4we8K5F95I/AAAAAAAADtQ/A10OUjYvQyo/s400/Cz+G+na+scenie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Nie miał szczęścia do muzyków.&lt;/strong&gt; Nie ma co ukrywać: Czerwone Gitary to był on, gdy odszedł to już nie był to żaden zespół. Przepraszam, przepraszam, przepraszam... jeśli krzywdzę taką opinią muzyków, ale byłam na koncercie Cz-Gitar w Sydney, grali w trójkę i to był bardzo nudny (muzycznie) koncert. Bas, perkusja - słabiutkie, Seweryn grał głównie akordy. Dobry wokal, ale bez dobrego, solowego instrumentu – nie mogło to brzmieć fascynująco, było zbyt proste... Publiczność szalała, ale dlatego, że słyszała znane przeboje. (Dzisiejsze Cz-Gitary to już zupełnie inny zespół... Podoba mi się.)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Trzy Korony to, niestety, też nie był jakiś nadzwyczajny zespół.&lt;/strong&gt; Ostatni raz w życiu widziałam Klenczona właśnie z Trzema Koronami, w warszawskim teatrze Buffo. Przyjechałyśmy na zimowy urlop z byłej Jugosławii. To był chyba 1971 rok? Klenczon źle wyglądał. Starał się, ale widać było, że jest nieszczęśliwy. Stracił całą młodzieńczą beztroskę, jaką miał w latach sześćdziesiątych. Nie uśmiechał się, był najwyraźniej zmęczony, zrezygnowany, smutny. Grał bo musiał, &lt;strong&gt;nie było w nim tego rozbrykanego szczęścia, które zawsze emanowało z niego, gdy był na estradzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4whnq5F97I/AAAAAAAADtg/Iy9zlKMQE9Q/s1600-h/Trzy+Korony+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155532638844745650" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4whnq5F97I/AAAAAAAADtg/Iy9zlKMQE9Q/s400/Trzy+Korony+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Miał jechać do USA. (Grzegorz mówił, że nie chciał jechać i przez dwa lata miał depresję.)&lt;br /&gt;Muzycy byli dla niego za młodzi, za bardzo mieszali, zamiast mu pomagać. Każdy z nich chciał się pokazać, a nie o to szło... &lt;strong&gt;Powinien był dobrać dojrzałych muzyków, doskonałych instrumentalistów, wielu takich chętnie by z nim grało. Nie znalazł. Pech? Karma?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kilka lat później, byłam w Sydney na podobnym koncercie Roy’a Buchanana.&lt;/strong&gt; Przyjechał z dwudziestolatami, którzy cudowali, hałasowali, ale nie grali, a Roy patrzył się na nich przerażony. Kilka lat potem popełnił samobójstwo. Trudno zrozumieć dlaczego przeznaczenie niszczy tak wielu genialnych artystów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tS0K5F9yI/AAAAAAAADsY/jYD-zMD5EIU/s1600-h/w+czarnym.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155305254686160674" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tS0K5F9yI/AAAAAAAADsY/jYD-zMD5EIU/s320/w+czarnym.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Na warszawskim koncercie z Trzema Koronami Klenczon też ubrany był bez sensu:&lt;/strong&gt; na ludowo, w jakiś haftowany kożuszek. Po latach okazało się, że może być jeszcze gorzej! przebrali go za Elvisa. (No to już było świętokradztwo!... Nie do wybaczenia temu, kto go namówił na tak straszliwe poniżenie. Musiała to być ważna dla niego osoba, skoro jej posłuchał. Chyba, że już mu było wszystko jedno...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4w1hq5F-EI/AAAAAAAADuo/9MKkOhsoNuc/s1600-h/smieje+sie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155554525998086210" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4w1hq5F-EI/AAAAAAAADuo/9MKkOhsoNuc/s400/smieje+sie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Klenczon to był rockman, bluesowiec, balladzista i tylko taki jego image był prawdziwy.&lt;/strong&gt; Wszystkie inne wersje wymyślał mu ktoś pozbawiony smaku i rozeznania. To był chłopak w pepegach, dżinsach, koszulkach, z papierosem przyklejonym w kąciku ust, nawet trochę na bani. Tylko wtedy był prawdziwy. I to był wspaniały polski chłopak, a nie tandetny Amerykanin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Błądząc po internecie znalazłam forum o Klenczonie.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Kilkaset wpisów. Wszystkie nostalgiczne, pozytywne&lt;/strong&gt;. Dopisała się wdowa Alicja, że jej bardzo miło, że go pamiętają i to nawet młodzi.... (coś w tym rodzaju). Szkoda, że najbliższa osoba nie ma nic więcej do powiedzenia na jego temat.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Inny wpis informował, że 25 lat po jego śmierci wdowa udostępnia nieznane jego nagrania.&lt;/strong&gt; Po co było tyle lat czekać? Im później, tym gorzej... I wreszcie będzie całkiem za późno.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Smutne, jeśli cię obcy nie doceniają, ale najsmutniejsze, jeśli najbliższe osoby nie zdają sobie sprawy, że dane im było pod jednym dachem przebywać z kimś wyjątkowym.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TRUDNA DO ZROZUMIENIA PRAWDA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ludzie raz zerwą ze sobą, to choć potem schodzą się, ten związek nie ma żadnych szans. Jest to tylko przedłużanie agonii... &lt;strong&gt;Ale przeważnie ludzie próbują, bo wierzą w cud uzdrowienia, który niestety, nie spełnia się.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIGHTS IN WHITE SATIN I MOJE ANIOŁY…&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Nagrana została w końcu lat sześćdziesiątych, ale chyba po raz pierwszy usłyszałam ten utwór początkiem lat siedemdziesiątych w byłej Jugosławii. Oni mieli większy dostęp (tzn.całkiem swobodny) do najnowszych płyt zachodnich. Ale być może, że i w Polsce to szło, już powiedzmy w 68 –69 roku. &lt;strong&gt;Jedna z najpiękniejszych piosenek świata. Właściwie, The Moody Blues jest zespołem jedynego utworu, bo żadna inna ich kompozycja nie dorównuje „Nocom w białym welonie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wo965F98I/AAAAAAAADto/1Od2qS8fV2c/s1600-h/pelnia+dluga+jasna+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155540717678229442" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wo965F98I/AAAAAAAADto/1Od2qS8fV2c/s400/pelnia+dluga+jasna+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;Grałam i śpiewałam tę piosenkę dopiero w Australii, kiedy już miałam bardzo dobry sprzęt. (Ale tylko gdy miałam na nią nastrój...) Mogłam robić i orkiestrę i solówkę na flecie i akompaniament gitary akustycznej – na korgach. W Jugosławii, na kiepskim sprzęcie (dawne czasy...) byłby to zupełnie inny utwór. (A to właśnie jest utwór, który trzeba odtworzyć nuta w nutę, inaczej zginie...)&lt;br /&gt;No i moje zespoły wtedy miały skład: perkusja, bas, klawisze i gitara. Skrzypaczka też była, ale głównie grała na basie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie było jeszcze instrumentów robiących za całą orkiestrę.&lt;/strong&gt; Pamiętam jak w 73r. koledzy z zaprzyjaźnionego polskiego zespołu zdobyli płytę faceta grającego na hammondach, z automatycznym rytmem i basem. Był to jeden z pierwszych „człowiek – orkiestra”. Byliśmy zachwyceni, nie podejrzewając co wymyślą (Japończycy głównie) za kilkadziesiąt lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9l59IPomH7Q&amp;hl=pl&amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/9l59IPomH7Q&amp;hl=pl&amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wkleiłam tu, na raptularzu oryginalną wersję tej piosenki, ale z różnych lat – dla porównania&lt;/strong&gt;. Pierwsza – klasyczna, druga: solista pięknie wygląda, ale miał zły dzień, śpiewa fatalnie, a jest to nagranie z koncertu. Trzecia wersja z lat dwutysięcznych, też koncert, a głos brzmi mu doskonale. I jest to dowód, że wiek nie wpływa na jakość śpiewania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wpUq5F99I/AAAAAAAADtw/gh0r395ojKU/s1600-h/Justin+Hayward+classicblue_album.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155541108520253394" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wpUq5F99I/AAAAAAAADtw/gh0r395ojKU/s400/Justin+Hayward+classicblue_album.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Justin Hayward&lt;/strong&gt; na tej środkowej wersji, gdzie źle śpiewa, wygląda jak chłopcy – anioły, którzy zjawiali się niespodziewanie i na krótko w moim życiu, żeby mi pomóc zapomnieć jakąś sercową tragedię. &lt;strong&gt;Gdy byłam taka więcej „cierpiąca” zjawiał się podobny do niego smukły blondyn, o prostych włosach sięgających ramion – mój anioł pocieszyciel&lt;/strong&gt;. Pod jego wpływem rany się zszywały i było ok! Nie wiem jakim cudem, ale tak było.&lt;br /&gt;A wyglądalo to tak: np. ja strrrraszliwie cierpiąca, z rozdartym sercem na estradzie i nagle wchodzi na salę taki blondyn, siada, patrzy, słucha, a po graniu wyciąga na spacer. Na tym spacerze nie dzieje się nic seksualnego (jak by dziś wyobrazili sobie moi czytacze), za to chodzimy, rozmawiamy, śmiejemy się - jakbyśmy znali się sto lat, albo od zawsze. Jeden nawet, gdy nad ranem żegnaliśmy się, zakręcił mnie tak, jak kręci się dziecko „na karuzeli” trzymając je w pasie, choć zawsze byłam wysoką dziewczyną. Z innym tańczyłam w nocy na szosie za miastem jakiś szalony taniec...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wvGK5F-BI/AAAAAAAADuQ/b4LCqvDDUo8/s1600-h/Lemany+noc.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155547456481916946" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wvGK5F-BI/AAAAAAAADuQ/b4LCqvDDUo8/s400/Lemany+noc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;Foto Picasa&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Po spacerze, to najczęściej ja wyjeżdżałam grać do innej miejscowości albo chłopak wracał na studia, czasem ten sam zjawiał się niespodziewanie w zupełnie innej miejscowości, a czasem to był zupełnie inny blondyn, ale dokładnie w tym typie.&lt;/strong&gt; Z subtelną twarzą i dobrymi oczami. &lt;strong&gt;Śmiem podejrzewać, że mój Anioł Stróż się dematerializował, żeby wyciągnąć mnie z impasu, jak już nie pomagało to, co mi szeptał w podświadomości.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Oczywiście nie jest to żadna fantazja. Każdego z tych blondynów widziały także moje koleżanki oraz chłopcy, z których powodu cierpiałam.&lt;br /&gt;Niestety, gdy cierpiałam przez mężczyznę, z którym musiałam przeżyć potem 24-letnią karmę, blondyn nie zjawił się, tylko śpiewał mi z płyty głosem Justina Haywarda „Nights in white satin”. Nie pomogło, ale bardzo dobrze się słuchało…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Widać i Anioły Stróże nie są w stanie w pewnych momentach odwrócić przeznaczenia...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;(O moich Aniołach Stróżach będzie jeszcze przy innej okazji.) W każdym razie od dzieciństwa miałam zakodowany w podświadomości typ chłopca: blondyna z prostymi włosami opadającymi na czoło i szyję. &lt;strong&gt;Za to zakochiwałam się w zupełnie innych typach i wcale mi to na dobre nie wychodziło...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wsX65F9_I/AAAAAAAADuA/ZXpPlnYBEiA/s1600-h/Il+Divo.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155544462889711602" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wsX65F9_I/AAAAAAAADuA/ZXpPlnYBEiA/s200/Il+Divo.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Obok wersji tej piosenki w wykonaniu The Moody Blues znalazłam wersję zespołu Il Divo.&lt;/strong&gt; Bardzo lubię jak operowi wokaliści śpiewają znane przeboje, jeszcze to eksperyment, ale przyjmuje się. Il Divo to czterech pięknych facetów, z pięknymi głosami. Mają też tę zaletę, że śpiewają nie unisono, lecz na cztery głosy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale mogę ich słuchać jedynie jak nic innego nie robię i nie jestem nerwowa, bo gdy cztery wibratka ich głosów zaczynają się przenikać i to jeszcze w forte! czuję się jak przy trzęsieniu ziemi, które poczułam kiedyś w Dalmacji.&lt;/strong&gt; I jestem wtedy zupełnie zdezorientowana. Podobnie czuję, kiedy patrzę na falę oceanu w błyskawicznym tempie zalewającą mi stopy i odpływającą. Dlatego najbezpieczniej jest słuchać Il Divo leżąc np. na łóżku. &lt;strong&gt;I broń Boże nic innego nie należy robić, tylko słuchać - bo choć są niebezpieczni, to śpiewają naprawdę wspaniale.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KORZYŚĆ Z CIERPIENIA&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ten, kto nie potrafi cierpieć jest jak kamienna ściana. Zimna, martwa, głucha, niewidoma. Każde cierpienie wzbogaca duszę, pozwalając docenić wartość życia. &lt;strong&gt;Nie należy się wstydzić cierpienia. To zaszczyt.&lt;/strong&gt; (Choć nie skłamię, że pragnę tych zaszczytów…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WODA&lt;br /&gt;Kiedyś była najważniejsza w moim życiu.&lt;/strong&gt; Uwielbiałam ją w każdej postaci: do picia z bąbelkami i bez, do moczenia się w niej i do patrzenia na nią. &lt;strong&gt;Mogła to być kałuża stawu, płytka rzeczka, rwąca rzeka, jezioro, morze i ocean. Mogła to być woda w wannie, z prysznica, nawet miska, byleby było mokro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wd165F93I/AAAAAAAADtA/Rm7Hw9ssdX8/s1600-h/mala+rzeka+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155528485611370354" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wd165F93I/AAAAAAAADtA/Rm7Hw9ssdX8/s320/mala+rzeka+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Urodziłam się nad rzeką Łupią, którą kończył się nasz ogród.&lt;/strong&gt; To w niej najpierw się moczyłam - a potrafiłam siedzieć do zsinienia. Potem była Rawka, w której mało się nie utopiłam, gdy sześcioletnią wciągnął mnie wir. Pamiętam, że gdy szłam na dno, nade mną oddalała się w szybkim tempie jasna plama - odblask słońca. Woda wdzierała się do płuc, ale nie zapamiętałam bólu. Wyciągnął mnie kochaś matki i tę jego zasługę (niewątpliwą zresztą) potem mi całe życie wypominała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tVCq5F91I/AAAAAAAADsw/gJPeUB0FNac/s1600-h/Mikolajki+blue.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155307702817519442" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tVCq5F91I/AAAAAAAADsw/gJPeUB0FNac/s320/Mikolajki+blue.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Po rzekach przyszły jeziora na Pojezierzu Drawskim, nad którymi mieszkał tatuś, potem Pojezierze Mazurskie, jezioro w Złotowie, wreszcie Bałtyk i australijskie oceany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tTra5F9zI/AAAAAAAADsg/_JxzQn4Qmn4/s1600-h/Jadran+brzeg.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155306203873933106" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tTra5F9zI/AAAAAAAADsg/_JxzQn4Qmn4/s320/Jadran+brzeg.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ale najukochańszy akwedukt to Adriatyk – do niego tęsknię całe życie.&lt;/strong&gt; Niestety nie mogłam pozostać tam na zawsze, a nigdzie nie czułam się tak dobrze i szczęśliwie. I nigdy już go nie zobaczę ani w nim nie popływam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4webq5F94I/AAAAAAAADtI/I9LrVgZp9bI/s1600-h/fala+2+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155529134151432066" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4webq5F94I/AAAAAAAADtI/I9LrVgZp9bI/s320/fala+2+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Australijskie oceany są dzikie,&lt;/strong&gt; wiecznie wieją nad nimi wiatry, spienione fale biją o brzegi - od samego patrzenia kręci się w głowie. Do tego masowo żyją w nich trujące i krwiożercze potwory.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Od 15 lat mieszkam pięć kilometrów od oceanu.&lt;/strong&gt; Autem jadę tam 5 minut. Ostatni raz byłam na plaży 10 lat temu, w 97 roku. Złamałam wtedy nogę i od tej pory moczę się jedynie pod prysznicem. Nie lubię nawet wanny, bo australijskie są płytkie, a ciepła woda wyciąga siły. Człowiek się zmienia? Czy co się zmienia?...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;WEGETA&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Tak się nazywa poprawiacz smaku. Wegeta od wegetowania zapewne. Smak jest nieprawdziwy, jak nieprawdziwą jest wegetacja w porównaniu z pełnym życiem. &lt;strong&gt;A jednak bez wegety nie potrafię już żyć, tym bardziej, że jestem wegetarianką...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GERANIUM…&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;...rozsiewa zapach bakteriobójczy i zmniejsza ciśnienie. Listek zwinięty, włożony do ucha na noc, pomaga na szumy w uszach i na zawroty głowy. Nalewka na spirytusie użyta raz na 2-3 dni pomaga na reumatyzm (wcieranie, nie picie!). &lt;strong&gt;Naprawdę ładnie pachnie w całym ogrodzie, szczególnie to cytrynowe i wystarczy włożyć zerwaną gałązkę do ziemi, a puści korzenie.&lt;/strong&gt; A to wcale nie takie proste - zapuścić korzenie... (Wiem coś na ten temat...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;SNY O KSIĄŻKACH&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kiedyś miałam powtarzające się sny. Dziś ciągle śni mi się coś nowego i zadziwiającego.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Do dawniej powracających snów należał sen o książkach.&lt;/strong&gt; Wędrowałam po nieznanych, czy znanych miastach, w poszukiwaniu bogato zaopatrzonych antykwariatów, w których znajdowały się przecudowne książki, z niewyobrażalnie pięknymi ilustracjami. Książki dla dzieci i dla dorosłych. Oczywiście stawałam się ich właścicielką. Gdy się budziłam, byłam rozczarowana rzeczywistością...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wxi65F-CI/AAAAAAAADuY/OIDSUxfQr4o/s1600-h/biblioteka+super.+m.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155550149426411554" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wxi65F-CI/AAAAAAAADuY/OIDSUxfQr4o/s400/biblioteka+super.+m.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Książek zawsze miałam dużo, w tym też przepiękne, ale w tych snach szło o to, co mnie w życiu omijało. A było tego zbyt wiele...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Sami nie wiemy co nas omija, myślę, że może chociaż po śmierci nam to gdzieś w zaświatach wyjaśnią - dlaczego tak się dzieje? &lt;strong&gt;Czy mylimy drogi, czy takie już nasze przeznaczenie?&lt;br /&gt;W każdym razie nic na to nie możemy poradzić. Przekonałam się o tym całym swoim życiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem moim serdecznym czytaczom mogę jedynie życzyć, żeby ich zło omijało, a na dobro niech wpadają co chwilę.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;I niedługo znów się spotkamy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tQn65F9vI/AAAAAAAADsA/NjWYtodNC9E/s1600-h/chmury+grozne.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5155302845209507570" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4tQn65F9vI/AAAAAAAADsA/NjWYtodNC9E/s400/chmury+grozne.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Ps. PRZYPADKI?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie wierzę w przypadki, wszystko ma jakiś sens. &lt;strong&gt;Często go nie rozumiemy albo źle odczytujemy, ale nie zmienia to faktu, że jest zaplanowane.&lt;/strong&gt; Dziś dzień pochmurny, chłodny, siedzę i robię raptularz o Klenczonie - bo jego urodziny. I nagle dostaję maila od Stowarzyszenia Klenczon, że trafili na Raptularz, (w którym napisałam o sopockich spotkaniach z Klenczonem oraz, że poszukuję filmu "Zagubiona dusza"), maila wraz z piosenką "Przyszła dziś do mnie miłość..." &lt;/p&gt;&lt;p&gt;____________________________________________ &lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-368344987305136473?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/368344987305136473/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=368344987305136473' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/368344987305136473'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/368344987305136473'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2008/01/14-stycznia-2008r-na-ziemi-czas-leci.html' title='14 stycznia 2008r. –  urodziny Krzysztofa Klenczona. Na Ziemi czas leci...'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R4wyCa5F-DI/AAAAAAAADug/rzb1YAzGLJ4/s72-c/12+pietnascie.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-6028152425420122188</id><published>2007-10-20T12:46:00.000+10:00</published><updated>2007-12-16T16:44:07.021+11:00</updated><title type='text'>Niecodzienny Raptularz 19 października 2007r. – PAŹDZIERNIK to miesiąc niskiego słońca...</title><content type='html'>_____________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R2S6Iq5F7EI/AAAAAAAADUU/puRd-hH6lik/s1600-h/kot+za+Mikolaja+rysunek+copy.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5144441332479421506" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R2S6Iq5F7EI/AAAAAAAADUU/puRd-hH6lik/s400/kot+za+Mikolaja+rysunek+copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Nie wiem, czy w przedświątecznym zamieszaniu zdołam napisać kolejny raptularz, zatem narazie życzę wszystkim czytającym te strony &lt;strong&gt;wspaniałych, wesołych, cudownych Świąt Bożego Narodzenia, oraz bezmiaru szczęścia w 2008 roku! &lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Niech się Wam spełnią wszystkie marzenia!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;______________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;... bo PAŹDZIERNIKOWE SŁOŃCE CHYBA WSZĘDZIE PATRZY NA NAS Z BOKU?...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Ten miesiąc, dla mnie, zawsze jest miesiącem nostalgii... &lt;/span&gt;W Polsce snuło się babie lato, przeważnie było ciepło, liście złote i czerwone. Nosiło się płaszcze, albo lekkie paletka, rozpięte zresztą. Gołe głowy, szaliki dla ozdoby...&lt;br /&gt;Jaki jest październik 2007 w Polsce - nie wiem. W ogóle nie wiem jakie są teraz polskie miesiące. Wyjechałam w 1982 roku, po to, żeby nigdy nie wrócić. Chociaż?... „Nie mów nigdy, nigdy...”. Miałam przecież mieszkać w byłej Jugosławii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxleznISJcI/AAAAAAAACaE/9DcNmaFWVWo/s1600-h/S.Stefan+zachod.psd.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123230291880715714" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxleznISJcI/AAAAAAAACaE/9DcNmaFWVWo/s400/S.Stefan+zachod.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Najpiękniejszy mój październik był nad Adriatykiem, gdy w 1970 r. grałam na wyspie-hotelu Sveti Stefan, w Czarnej Górze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Z pewnością jest to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.&lt;/span&gt; Szczególnie zachwycisz się, gdy znajdziesz się pośrodku wyspy, gdy będziesz spacerować po jej uliczkach i z tarasu lub skalnego urwiska oglądać zachód słońca topiący się w wodzie spokojnej jak lustro. Promienie zachodu rozszczepiają się tam na wystających z morza bezludnych wyspach-skałach i wszędzie panuje doskonała cisza i niewiarygodny spokój. Oszałamia mieszanina zapachu kwitnących drzew, krzewów i morskiej wody...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Tylko raz w życiu, właśnie tam, gdy o czwartej rano zmęczone całonocną podróżą wysiadłyśmy z mikrobusu zapchanego walizkami i aparaturą, przy pierwszym kroku na ziemi tej wysepki poczułam, że wróciłam do domu.&lt;/span&gt; Potem już żadne miejsce na świecie nie wydawało mi się domem. Dlatego gdzie bym nie była, czuję się obco i tymczasowo, choć siedzę tam latami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlct3ISJZI/AAAAAAAACZs/dXr1J4cvIfU/s1600-h/S.Stefan+miedzy+drzewami.psd.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123227994073212306" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlct3ISJZI/AAAAAAAACZs/dXr1J4cvIfU/s400/S.Stefan+miedzy+drzewami.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Tych co mają pieniądze i lubią podróżować, zachęcam: wybrzeże koło Svetog Stefana (Budva, Monte Negro) należy do najpiękniejszych na świecie. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zakwaterowanie na samej wyspie kosztuje majątek i przyjeżdżają tam najbogatsi, ale można za pewną opłatą wejść na wyspę i pobyć trochę, choć to nie to samo, co budzić się tam i zasypiać...&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Dawno temu była to wysepka rybacka, za czasów komuny zbudowano tam luksusowy hotel, który tworzą łączące się ze sobą kamieniczki w dalmatyńskim stylu &lt;/span&gt;(ściany z piaskowca, czerwone dachówki)&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt; i wille, ustawione wzdłuż wąskich uliczek. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Z dawnych zabudowań zostały tylko trzy zabytkowe cerkiewki, z których jedna poległa w czasie trzęsienia ziemi, ale ją odbudowano. Sama wyspa ma wiele poziomów, chodzi się tam po schodkach różnej wysokości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxld2XISJaI/AAAAAAAACZ0/XlBaHjQ7kWQ/s1600-h/S.Stefan+fala+2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123229239613728162" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxld2XISJaI/AAAAAAAACZ0/XlBaHjQ7kWQ/s400/S.Stefan+fala+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Adriatyk to spokojne morze, kąpiel w nim to czysta rozkosz,&lt;/span&gt; ale jak ktoś boi się rekinów, które czasami się pojawiają w pobliżu, ma do dyspozycji baseny na wyspie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlZp3ISJYI/AAAAAAAACZk/4wLq5hNTq18/s1600-h/S.Stefan+widok+z+baru.psd.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123224626818852226" style="FLOAT: left; MARGIN: 0pt 10px 10px 0pt; CURSOR: pointer" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlZp3ISJYI/AAAAAAAACZk/4wLq5hNTq18/s320/S.Stefan+widok+z+baru.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Miałam szczęście, nie tylko przez miesiąc mieszkać w apartamencie, w którym dzienny pobyt kosztował (w tamtych czasach!) US $100, ale jeszcze dobrze mi płacono za przyjemną pracę. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Śpiewałam i grałam na elektrycznej gitarze w nocnym barze, którego taras zawieszony był na skalistym brzegu. &lt;/span&gt;Gdy nie było gości, szef baru z tarasu łowił ryby!&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Śpiewałam wtedy najczęściej Summer time Gershwina i Sympathy - akurat wtedy szalenie modne.&lt;/span&gt; Przebojem tamtych czasów była też przeróbka IX symfonii Beethovena śpiewana przez Miguela Riosa. Często słyszałam te piosenki puszczane w sklepiku z płytami w pobliskiej Budvie. A propos, stara Budva została całkowicie zniszczona przez dwa trzęsienia ziemi, bodajże w latach osiemdziesiątych i dokładnie, w całości odbudowana!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxleQnISJbI/AAAAAAAACZ8/yN0EQdz_My0/s1600-h/S.Stefan+w+uliczce+pop.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123229690585294258" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxleQnISJbI/AAAAAAAACZ8/yN0EQdz_My0/s400/S.Stefan+w+uliczce+pop.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Rok później znów dostałyśmy kontrakt na Sv. Stefan,&lt;/span&gt; ale ponieważ akurat&lt;br /&gt;grałyśmy pod włoską granicą, koleżankom nie chciało się jechać w dół wybrzeża, wróciłam więc tam już tylko jako turystka. I do dziś nie mogę odżałować...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;W ogóle wybrzeże Adriatyku – to bajka. Niestety są tam niespodziewane trzęsienia ziemi, bardzo silne czasami. &lt;/span&gt;(Jedno słabiutkie przeżyłam w Dubrovniku.) Choć dla wczasowicza trafienie w czas trzęsienia ziemi jest minimalne, jednak może się zdarzyć. Mimo to przyjeżdżają tam setki tysięcy turystów, którzy się nie boją...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlfL3ISJdI/AAAAAAAACaM/T_Jd2NQ7SdM/s1600-h/sv.Stefan+uliczka.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123230708492543442" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlfL3ISJdI/AAAAAAAACaM/T_Jd2NQ7SdM/s400/sv.Stefan+uliczka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Ja sama, tylko i wyłącznie tam, jeszcze teraz pojechałabym, gdybym miała money, money, money...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam do wycieczki chociaż na fotografiach. Tak wyglądają romantyczne uliczki na wyspie.&lt;br /&gt;Można też otworzyć videoklipy, na których jednak jest Czarna Góra – ogólnie i dograno kiepską muzykę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;NIELOGICZNOŚĆ &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na każdym filmie, gdy wyciągną niedoszłego topielca z wody, ktoś litościwie otula go kocem, a przynajmniej własnym paltem - zamiast przedtem ściągnąć z niego mokre ubranie. Siedzi taki, ocieka wodą i trzęsie się jakby nie był okryty. Bardzo często, z takim brakiem logiki postępujemy w życiu.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Przykrywamy, zamiast usuwać, a to właśnie powoduje choroby fizyczne i psychiczne. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Albo chaos, który obecnie panuje w polskiej polityce. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;ZAROZUMIALSTWO JEST SAMOBÓJCZE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;(Podobnie jak rasizm, patrz mój felieton „Samobójczy rasizm” – Felietony na Blogowisku) Człowiek zarozumiały niczego nie potrafi robić dobrze, a jednocześnie nadyma go poczucie fałszywej wartości. Dzięki temu osiągnąwszy co nie co, tkwi w miejscu. Przy tym, dzięki zarozumialstwu, ma zapewnioną niechęć otoczenia. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;A w zrobieniu kroku naprzód, przeszkadza mu zbyt ciężkie ego oraz strach przed nowym, bo zarozumialec nie zna się na niczym, nie śledząc postępu, dufając, że wszystko wie najlepiej. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zarozumialstwo to śmierć duchowa. Jest cechą ludzi małych, nie osiągających sukcesu. Naprawdę utalentowani są skromni, otwarci, bezpośredni. Dlatego wciąż idą naprzód i osiągają prawdziwą wielkość.&lt;br /&gt;Zarozumialec nie doceni cudzego sukcesu, czy osiągnięcia, przede wszystkim dlatego, że jest zazdrosny. Na ogół leniwy, jednak zorganizuje akcję przeciw osobie, która zrobiła coś wspaniałego, chcąc ją psychicznie pognębić - choć przeważnie taka akcja mu się nie powiedzie (chyba, że trafi na takich jak on...), bo ludzie patrzą i czują obiektywnie.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;A tylko wielkoduszny człowiek potrafi przyznać, że ktoś inny zrobił coś lepiej od niego,&lt;/span&gt; &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;dlatego ukłon w stronę wszystkich, którzy doceniają wartość cudzej pracy i działania.&lt;/span&gt; Takim ludziom, życzę, żeby przez życie przeszli „śpiewająco” – jak w piosence R. Rynkowskiego.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Przy okazji dziękuję Markowi Baterowiczowi za miłe słowa dotyczące mojej recenzji ze sztuki „Party”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;UZDROWIENIE DUSZY &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;jest o wiele ważniejsze niż uzdrowienie ciała. Ciało umiera, a dusza jest nieśmiertelna i nigdzie nie podano, że dusza nie choruje i jest doskonała. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Chorą duszę można wyleczyć przez przebywanie w czystej przyrodzie. Takiej, gdzie patrząc w dal nie widzisz końca... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlfinISJeI/AAAAAAAACaU/88aBmZjM5pc/s1600-h/Pieniny.psd.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123231099334567394" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlfinISJeI/AAAAAAAACaU/88aBmZjM5pc/s400/Pieniny.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mogą to być góry albo morze, stepy, pola, łąki, ale musi być ogromna przestrzeń. Kto nie wierzy niech spróbuje wyjechać tam, gdzie zdajemy sobie sprawę z bezmiaru ziemi. Od razu nam ulży, kiedy pojmiemy naszą nicość...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;CHCĄC „SIĘ POKAZAĆ”, MOŻNA WSZYSTKO SPAPRAĆ.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Na porannym programie telewizyjnym, kobiecy zespół instrumentalny dał przykład jak przesada psuje efekt. Dziewczyny grały „Lot trzmiela” w swojej interpretacji. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Widać, że wszystkie by&lt;/span&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;ł&lt;/span&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;y po szkołach muzycznych, bardzo dobre technicznie. A nie brzmiało...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nadrabiając, wymachiwały ile miały siły długimi włosami. Muzycy grając w szybkim tempie wykonują ruchy nieuniknione w dynamicznej grze na instrumencie. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Te gięły się jak wierzby płaczące w czasie cyklonu, a to był tylko lot trzmiela.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Zespół tworzyły: pianistka, kontrabasistka grająca smyczkiem, skrzypaczka i perkusistka.&lt;br /&gt;Wszystkie przedobrzyły z wymachiwaniem swoimi osobami, a pianistka także grając na dwóch instrumentach: lewą wygrywała figury basowe na sytnetyzatorze, a prawą solówki na fortepianie. Chciała popisać się techniką - nie czując barwy dźwięku!&lt;br /&gt;Lot trzmiela wykonany na fortepianie jedną ręką, brzmiał ubogo. Należało grać obiema rękami, bas powinnien grać dodatkowy muzyk. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Przedabrzamy, bo nie posiadając smaku dosypujemy nieodpowiednich przypraw i efekt jest nie do przełknięcia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Ostatnio, pełen wiary w siebie młody człowiek uparł się, że zasypie nasze radio dobrymi radami w przysyłanych nam mailach. &lt;/span&gt;(Osobiście bardziej cenię znających swoje niemożliwości...) W tej mailowej dyskusji w 90% nie zgadzam się z nim, lecz on - posiadający zbyt wielkie ego - nie zadaje sobie trudu dokładnego przeczytania i zrozumienia co mu odpisuję, więc dyskutuje ze swoim niezrozumieniem.&lt;br /&gt;Ponieważ wciąż jestem na „nie”, wkurzony, na koniec złożył mi propozycję, ...żebym robiła audycje tak, jak mi się podoba (sic!). Oczywiście, że (przepraszam, ale lekceważąc impertynencką propozycję...) nadal będę robiła audycje wg. mojego smaku i uwag ludzi doświadczonych, bez dodawania do moich wytworów przypraw korespondenta. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Z prostej przyczyny: NIE PASUJĄ i ich dosypanie może zemdlić słuchacza.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;AUSTRALIJSKI SPOKÓJ &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdybym przybyła do Australii, jak było zaplanowane (w latach sześćdziesiątych moja matka miała w Sydney wyjść za mąż), byłabym zbyt młoda na docenienie spokoju tego kraju. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Tęskniłabym za Polską i Europą i w końcu gnana niepokojem, do niepokoju bym powróciła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przyleciałam tu mając dokładnie czterdzieści lat, po zaliczonych burzach, katastrofach i katharsisach. Na pewno jest to najlepsze miejsce dla ludzi, którzy chcą osiąść, a taką potrzebę ma się w wieku doświadczonym – więc przybyłam w sam czas.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Dziś, gdy inne kontynenty całkiem oszalały, Australia jeszcze nie załapała bakcyla. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I miejmy nadzieję, że ponieważ zewsząd otaczają ją oceany, szybko go nie załapie. (Słona woda go przegryzie...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlf5nISJfI/AAAAAAAACac/jV_GaL2_csM/s1600-h/fala+4.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123231494471558642" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlf5nISJfI/AAAAAAAACac/jV_GaL2_csM/s400/fala+4.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;KATHARSIS W POLSKIM RZĄDZIE, jesień 07r &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Po wszystkich możliwych aferach wszyscy są przeciw wszystkim.&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt; Giertych nazywa Leppera zdrajcą, bo ten skumał się z Millerem i rzeczywiście, połączenie się tych dwóch ostatnich napełnia wstrętem. &lt;/span&gt;Kwaśniewski po przerwie pcha się do polityki, po czym znów publicznie pokazuje się pijany.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Opozycja, czyli PO wraz z Kwaśniewskim skutecznie szkalują Polskę poza granicami. Zresztą robią to od początku, czyli od przegrania wyborów.&lt;/span&gt; Tusk ględzi, mędzi i smędzi, Rokita opuszcza PO. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Nelly Rokita przyłącza się do PiS-u i proponuje to, o czym ja pisałam zaraz po wyborach, że powinno się stać: koalicję PiS-u i PO. &lt;/span&gt;Tylko nie z Tuskiem, który w wielkiej części przyczynił się do obecnego bajzlu politycznego.&lt;br /&gt;Ziobro tropi aferzystów i w związku z tym stracił popularność, ponieważ zagraża ...demokracji. Zwiększenie podatków milionerom zostaje źle przyjęte przez ...ogół. Medycyna dostaje pierwsze od lat podwyżki i jest niezadowolona, choć za Kwaśniewskiego nawet nie śmiała żądać!&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Radio Maryja nawołuje do antysemityzmu i obraża bezkarnie żonę prezydenta, po czym wszystkie media piszą o nagonce na księdza Rydzyka! A przecież sam papież jest przeciwny ingerowaniu kościoła w politykę i poczynaniom lidera RM.&lt;/span&gt; Ksiądz Jankowski opływa bogactwem i wszyscy są tym faktem zachwyceni, choć: „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty dostanie się do nieba...” - zapowiedział Chrystus.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Być może, że katharsis czasem jest konieczny, żeby potem można było normalnie żyć...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Po nim, jeśli ponownie zwycięży, PiS będzie miał do rozwiązania ten sam dylemat jak po poprzednich wyborach i jeśli źle wybierze, może ponownie przegrać. Może także przegrać same wybory i wtedy módlmy się, żeby nie spotkały Polski kolejne rozbiory, bo ci, co chcą dorwać się do władzy, już poczynili pierwsze kroki w tym kierunku i to skuteczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;I nie łudźmy się, że wszystkiemu winni są rządzący krajem bliźniacy. &lt;/span&gt;(Ostatnio usłyszałam, że media są w rękach PiS-u, więc pewnie dlatego cały czas przeciw PiS-owi występują?)&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Zastanawiam się, czy mieszkając w Polsce, zasugerowana, subiektywnie angażując się w większe i mniejsze afery, dzięki dymnym zasłonom też nie widziałabym prawdy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nie będę (jak zwykle) głosować. Nie mieszkam w Polsce, na własnej skórze nie odczuwam tego, co tam się dzieje - więc nie mam prawa do głosowania. Ale patrząc obiektywnie i z daleka, widzę być może trzeźwiej (?), niż gdybym siedziała w środku tego wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;WINICJUSZ CHRÓST&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie poznałam go osobiście i nigdy nie widziałam go na żywo.&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt; Natomiast przeczułam, że będzie sławny. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przez pewien czas prowadziłam Ognisko Muzyczne w szkole podstawowej w Sulejówku. Często słyszałam jak po południu, w pustej szkole ktoś ćwiczy na gitarze elektrycznej. &lt;/span&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold;font-family:trebuchet ms;" &gt;Zapytani uczniowie odpowiedzieli, że to Winek Chróst. Stwierdziłam, że na pewno będzie sławny, bo już wtedy grał bardzo dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlgSHISJgI/AAAAAAAACak/X0zYiibvoqc/s1600-h/Winicjusz+Chrost.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123231915378353666" style="FLOAT: left; MARGIN: 0pt 10px 10px 0pt; CURSOR: pointer" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlgSHISJgI/AAAAAAAACak/X0zYiibvoqc/s320/Winicjusz+Chrost.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Kiedyś potem, na liście przyjętych do średniej szkoły muzycznej na Świętojerskiej zobaczyłam nazwisko: Winicjusz Chróst. Dostał się do klasy kontrabasu. Jak mu szło, czy ją skończył, nie wiem. Byłam już po szkole, przychodziłam tam czasem odwiedzić znajomych i spotkać oboistę, który fascynował mnie nieśmiałym wdziękiem. (Już jako bardzo dorosły grał na dziwnych instrumentach na płycie Anny Marii Jopek.)&lt;br /&gt;Potem wyjechałam do Jugosławii i szkolne znajomości się pokończyły.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Już w Australii na płycie Ewy Bem zobaczyłam fotografię towarzyszącego jej na gitarze Winicjusza Chrósta. Obecnie nagrywa z różnymi wokalistami i prowadzi studio nagraniowe w Sulejówku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Ciekawa jestem, czy któryś z moich uczniów gdzieś gra? Nie wiem, tak samo jak nie wiem, czy uczestnicy zespołów w domach kultury, w których pracowałam porobili kariery?&lt;/span&gt; Niektórzy byli bardzo zdolni, zajmowali pierwsze miejsca w konkursach. Niestety, nie pamiętam ich nazwisk...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;„FARAON” PO LATACH &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przed laty mnie nie zachwycił, a teraz kompletnie zanudził. Wszystko się na nim ciągnie jak pustynia. Ludzie chodzą za wolno, ujęcia zdają się nie kończyć, nawet jedyna poruszająca emocjonalnie scena zaćmienia rozłazi się, bo za długa. &lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Gdy na koniec Ramzes wreszcie udusił sobowtóra, dyszał z 10 minut, a potem była tylko bardzo długa ciemność, która zapewne dawała hasło do spania - że już można.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Czy ten film przypadkiem nie kandydował w 1967r do międzynarodowego Oskara?&lt;br /&gt;Może gdyby skondensowano go do 1,5 godziny miałby szansę, bo eksport najlepiej udaje się w puszkach; ale też kolory zawartości były jakieś nieświeże, usta kobiet w kolorze cegły, a ciała mężczyzn pozbawione mięśni. Do tego wszyscy wysmarowani byli sosem wołowym, czy też roztopioną czekoladą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlhG3ISJiI/AAAAAAAACa0/TYuadO7_HcU/s1600-h/faraon+na+rydwanie.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123232821616453154" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlhG3ISJiI/AAAAAAAACa0/TYuadO7_HcU/s400/faraon+na+rydwanie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Jedyne co naprawdę mi się podobało, to umiejętność kierowania rydwanem, którą zgrabnie popisał się Jerzy Zelnik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;WYMIARY PIRAMIDY CHEOPSA &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlg3XISJhI/AAAAAAAACas/nCWuUoqWjCo/s1600-h/piramidy.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123232555328480786" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rxlg3XISJhI/AAAAAAAACas/nCWuUoqWjCo/s400/piramidy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;- a raczej oczywiste proporcje, (bo wymiary mogą być różne): 7,6 – 11,4 – 12cm. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;12 to jest podstawa trójkąta (muszą być trzy trójkąty), 7,6 to odległość od środka podstawy do czubka trójkata, a 11,4 mają mieć boki trójkąta.&lt;br /&gt;W takiej piramidzie ostrzą się żyletki, należy położyć żyletkę na 1/3 wysokości piramidy, np na pudełku od zapałek.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Piramida koniecznie musi być ustawiona osiami: północ-południe, wschód- zachód.&lt;/span&gt; Może być zrobiona z brystolu i sklejona taśmą klejącą.&lt;br /&gt;Można tam też przechowywać produkty, bo schną, ale się nie psują. Mumifikują tłuszcze.&lt;br /&gt;Takiej jak na kadrze z filmu nie możemy sobie postawić w ogródku, ale za to można zrobić choćby piramidalny namiot. Przyda się w czasie deszczu i słońca i jeszcze trochę podleczy.&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Tylko uwaga, żebyśmy się nie zmumifikowali!...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="FONT-WEIGHT: bold"&gt;Czasami wydaje mi się, że jestem tak wiekowa i doświadczona jak piramidy egipskie i wiem o czymś, o czym wie tylko Sfinks.&lt;/span&gt; Może także mam starą duszę?... Choć, jeśli tak, to szkoda, że pamięć (duszy) mi zabrano. Choć kto wie? Może nadmiar wiadomości kazałby mi zwariować. Chyba, że mogłabym je trzymać w dodatkowym hard dysku – magazynie i otwierać tylko to, co chcę i czasami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlhhXISJjI/AAAAAAAACa8/QT-0bk_aDO4/s1600-h/Sfinks.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5123233276882986546" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: pointer; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RxlhhXISJjI/AAAAAAAACa8/QT-0bk_aDO4/s400/Sfinks.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;I tym piramidalnym marzeniem, żegnam się z Wami – do następnego Raptularza! Pa!&lt;br /&gt;________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-6028152425420122188?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/6028152425420122188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=6028152425420122188' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6028152425420122188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/6028152425420122188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/10/niecodzienny-raptularz-19-padziernika.html' title='Niecodzienny Raptularz 19 października 2007r. – PAŹDZIERNIK to miesiąc niskiego słońca...'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R2S6Iq5F7EI/AAAAAAAADUU/puRd-hH6lik/s72-c/kot+za+Mikolaja+rysunek+copy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-4221983096390501254</id><published>2007-08-31T18:00:00.002+10:00</published><updated>2008-02-23T21:28:41.632+11:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - koniec sierpnia 2007</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;______________________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W TYM MIESIĄCU W POLSCE KOŃCZY SIĘ LATO...&lt;br /&gt;A w Australii właśnie zaczęła się wiosna.&lt;/strong&gt; I oczywiście, jak to w Australii, temperatura skoczyła, a mnie serce skacze do gardła! Może z pożytkiem, bowiem tarabaniąc się dziesiątki razy po schodach w górę i w dół nareszcie wiem, że serce posiadam (choć dla niektórych wolałabym nie...).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podobno Stworzyciel zrobił nam narządy mogące działać 1200 lat, ale niestety wszystko złożone do kupy, chodzi po ziemi średnio 70.&lt;/strong&gt; Zatem, jeszcze trochę mi pozostało! O czym można przekonać się otwierając: ”O mnie”. (Nie wyobrażajcie sobie, że obecnie jestem taka śliczna jak na zdjęciach, których pełno na Blogowisku. Może nie naga, ale prawda wygląda tak, jak na fotkach z imprez datowanych: rok 2007.)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte8-veBQeI/AAAAAAAAB3Y/Iuu6bP9-iXY/s1600-h/wisterie+2a.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104756488728035810" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte8-veBQeI/AAAAAAAAB3Y/Iuu6bP9-iXY/s400/wisterie+2a.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Że wiosna zawitała, przekonałam się, gdy na niepodciętych pędach wisterii pokazały się (przez noc!) liliowe kwiaty.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ta zaborcza roślina, w błyskawicznym tempie zarośnie mi dach pod oknami sypialnii. Ale nic to... Koty będą się wysypiać w jej rozgałęzieniach bezpieczne, że nie dostaną raka nosa - bo białonose koty nie mogą bezkarnie grzać się w australijskim słońcu. Ja też, choć nie mam białego nosa, wolę cień, szczególnie po 24 latach doświadczania na własnej skórze palącego słońca, które nie oszczędza nikogo, nawet zimą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9MPeBQfI/AAAAAAAAB3g/BleOQXNNq14/s1600-h/laka+ciemna.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104756720656269810" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9MPeBQfI/AAAAAAAAB3g/BleOQXNNq14/s400/laka+ciemna.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Zatem w Polsce koniec ciepła, a u nas początek gorąca, uff...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Łąka oczywiście polska: lato się kończy za lasem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;NAJLEPIEJ, ZE WSZYSTKICH SIERPNI, PAMIĘTAM SIERPIEŃ 1965...&lt;br /&gt;Tego właśnie roku po raz pierwszy spędzałam go w Sopocie.&lt;/strong&gt; Pieniądze na pobyt zarobiłam na koloniach letnich w Dziwnowie. Tam też było pięknie, ale tylko Sopot ma niesamowitą charyzmę. Poczułam ją, gdy tylko wysiadłam z pociągu i bardzo wczesnym rankiem ruszyłam śpiącymi uliczkami na poszukiwanie zakwaterowania...&lt;br /&gt;Znalazłam je w internacie jakiejś szkoły, który latem stał pusty i dawał noclegi za pół darmo. Pokój był dwuosobowy, ale na szczęście tylko przez dwie noce miałam towarzyszkę, która chrapała tak, że trząsł się cały budynek. Nigdy potem nie słyszałam tak potwornie chrapiącego człowieka. (Dziewczyna była mała, chuda i cicha w dzień – jeśli to kogoś interesuje...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W internacie w ogóle było pusto, nie przypominam sobie choćby chodzących po korytarzach ludzi...&lt;/strong&gt; To były czasy! Pusty hotel, a nikt nikogo nie zamordował! Dziś na tym fakcie opartoby scenariusz horroru...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9Z_eBQgI/AAAAAAAAB3o/qX_1REd-xQ8/s1600-h/Sopot+z+lotu+ptaka.2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104756956879471106" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9Z_eBQgI/AAAAAAAAB3o/qX_1REd-xQ8/s400/Sopot+z+lotu+ptaka.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście przyjechałam do Sopotu po to, żeby codziennie chodzić do Non Stopu, słuchać Czerwonych Gitar i na zapas napatrzeć się na Klenczona.&lt;/strong&gt; Ale też zafascynowana byłam Gdańskiem, który kochałam od dzieciństwa – znając go dobrze z niemieckiej książeczki z fotografiami przedwojennego Gdańska. &lt;strong&gt;Szczególnie, do dziś, fascynuje mnie Żuraw nad Motławą. Z całą pewnością przypominam go sobie, z któregoś poprzedniego życia.&lt;/strong&gt; Doskonale pamiętam ten odcinek Motławy, przyklejone do Żurawia kamieniczki i pływające po rzece statki. Tylko, że między nimi widzę przemykające się długie i zamaszyste spódnice kobiece, było to więc najwcześniej w XIX wieku...&lt;br /&gt;W XX-tym moje pierwsze wakacje w Trójmieście spędzałam spacerując po gdańskich i sopockich uliczkach, zaglądając do okien domów o architekturze jakiej nie znałam przedtem. &lt;strong&gt;Szczególnie fascynujące były sopockie piętrowe domy w stylu secesyjnym, najczęściej z drewnianymi werandami na każdym piętrze. Kryły w sobie mroczne tajemnice&lt;/strong&gt;. Ich przeważnie zamknięte okna patrzyły na ciemnozielone morze nie błyskając odbiciami słońca, ciemne i nieruchome.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9lveBQhI/AAAAAAAAB3w/qbpm2lgPrrw/s1600-h/Klenczon+zielony.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104757158742934034" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9lveBQhI/AAAAAAAAB3w/qbpm2lgPrrw/s320/Klenczon+zielony.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W jednym z takich domów mieścił się klub „Niuniek” – pisało na szybie - oczywiście klub wielbicieli Klenczona.&lt;/strong&gt; Kolorowe napisy krzyczały, ale za szybą było ciemno, smutno i pusto. Cały Sopot wydawał mi się właśnie taki; choć stylowy, tajemniczy i zielony, to zamknięty na dziesięć spustów przed obcymi, chłodny i niedostępny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Może wszyscy sopocianie byli tacy?... Przecież szemrzące tłumy na ulicach tworzyli przyjezdni.&lt;/strong&gt; Tylko powietrze nad morzem owiewało rześko i przyjaźnie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Natomiast gdańska starówka była radosna.&lt;/strong&gt; Tak się składało, że gdy przyjeżdżałam do Gdańska, zawsze świeciło słońce. Sławne organy w oliwskiej katedrze wiedziałam już wiele lat wcześniej, gdy byłam tam z wycieczką ze Złotowa, ale sam Gdańsk pokazano nam wtedy przelotnie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dopiero w 65 przeszłam gdańską starówkę wzdłuż i wszerz, a za mną łaziły grupki zaczepiających mnie chłopaków, zaintrygowanych, że włóczę się sama.&lt;/strong&gt; Robili to zresztą sympatycznie, uśmiechaliśmy się do siebie, lecz nie dawałam się poderwać. Oczywiście chodziłam po Gdańsku w dzień, ale fotografie ze starej książki przerobiłam na nocne, bo taki właśnie, nocny Gdańsk pamiętam, choć nie wiem skąd?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9wveBQiI/AAAAAAAAB34/KMUGoninzOg/s1600-h/Zuraw+stary+noc.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104757347721495074" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte9wveBQiI/AAAAAAAAB34/KMUGoninzOg/s400/Zuraw+stary+noc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W Non Stopie, do którego też codziennie przychodziłam sama i nie chciałam tańczyć, zaczepiali mnie tacy różni, mniej przyjemni, wkurwieni, że ich olewałam.&lt;/strong&gt; Jeden ze złością zapytał: to po co tu pani przychodzi? Żeby słuchać – odpowiedziałam, co oczywiście nie było prawdą, bo najczęściej panował tam taki wrzask, że słuchać było trudno... Wykidajło przy wejściu, też przypuszczał, gdy wchodziłam: ta pani to pewnie ma abonament! (Choć przypuszczał i przepuszczał z uśmiechem.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-DPeBQjI/AAAAAAAAB4A/LwF35A1QQW4/s1600-h/Non+Stop+2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104757665549074994" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-DPeBQjI/AAAAAAAAB4A/LwF35A1QQW4/s400/Non+Stop+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W Australii nikomu nie przychodzi do głowy interesować się, czy ktoś jest na koncertach sam, czy z grupą.&lt;/strong&gt; Tu obcy uśmiechają się do siebie, zagadują, zakolegowują się na czas koncertu. Każdy ma prawo być panem siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przychodziłam do Non Stopu sama, bo nie miałam ochoty poświęcać uwagi nikomu innemu.&lt;/strong&gt; I przyznaję szczerze, w tamtych czasach byłam chłodna (nie! zimna! - księżniczka na szklanej górze, brrr...), niedostępna dla nieznajomych. Zupełnie jak Sopot dla przyjezdnych...&lt;br /&gt;Stali przyjaciele przyjeżdżali zaledwie na kilka dni, żeby odwiedzić mnie w mojej miesięcznej pustelni, z bardzo konkretnej przyczyny: nie mieli forsy na dłuższy pobyt. Ale ja zawsze lubiłam być sama... (Nie muszę słuchać, mówić i podporządkowywać się.)&lt;br /&gt;(Fotografię Czerwonych Gitar siedzących pod plandeką namiotu Non Stopu, mam chyba z pisma Ty i ja?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;W OSTATNI DZIEŃ NON STOPU 65 - 31 SIERPNIA...&lt;br /&gt;...przy moim stoliku na przerwie usiadł Krzysztof Klenczon.&lt;/strong&gt; Tego wieczoru przyszłam już z torbą podróżną – zaraz po graniu miałam nocny pociąg do Warszawy. Usiadłam przy stoliku na środku sali i za chwilę przysiadło się do mnie dwóch miłych panów. Gdy zaczęła się przerwa Klenczon zszedł ze sceny i ruszył prosto do naszego stolika, okazało się, że byli to jego wujkowie. Opowiadał im (patrząc na mnie...), że zaraz po graniu jedzie do Mikołajek i tam, u swojego ojca, spędzi następne 2 tygodnie, pływając na żaglach. Uśmiechałam się tajemniczo, patrząc w bok, bo miałam taki koszmarny zwyczaj. (Jeden z moich kochasi powiedział mi kilka lat później, że nie robię nawet pół kroku w ich stronę...) &lt;strong&gt;Cóż, do Mikołajek oczywiście nie pojechałam, szkoła muzyczna zaczynała się 1 września, musiałam też dawać lekcje fortepianu, żeby mieć z czego żyć. Proza...&lt;/strong&gt; Poza tym...&lt;br /&gt;Klenczon nie wrócił do mojego stolika, ponieważ przyszła Alicja, spojrzała podejrzliwie i zabrała wujków jak najdalej ode mnie. Za to niedaleko siedziała siostra Klenczona, zapamiętałam, że była drobna, subtelna i ciemnowłosa.&lt;br /&gt;Tego dnia Klenczon szalał na scenie. Porwał komuś kraciastą apaszowską czapkę, jaką wylansowała Bardotka w Viva Maria, zakładał ją, podrzucał, w ogóle skakał po całej scenie. Była w nim niesłychana radość tego wieczoru. Ale tylko na graniu, potem już nie... (o tym trochę dalej...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-RPeBQkI/AAAAAAAAB4I/gUcI7V9fCbU/s1600-h/Klenczon+Non+Stop+66.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104757906067243586" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-RPeBQkI/AAAAAAAAB4I/gUcI7V9fCbU/s200/Klenczon+Non+Stop+66.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Na fotografii Non Stop 66.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;Byłam też, ale tym razem nie trafiłam...&lt;/strong&gt; Czerwone Gitary grały tam w lipcu. Ja natomiast cały lipiec spędziłam na chałturach z muzykami zespołu Bossa Nova Combo, grając (niedoskonale) na gitarze elektrycznej, zastępując doskonałego gitarzystę jazzowego Janusza Sidorenkę. Za zarobioną forsę przyjechałam znów do Sopotu, niestety w Non Stopie urzędował zespół Pięć Linii, który poznałam w Opolu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Śpiewał z nimi Andrzej Mułkowski, drobny, długowłosy chłopak o pięknym głosie. (Moja modlitwa, Na dzikiej plaży).&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na ślady Andrzeja wpadałam potem, grając w hotelach byłej Jugosławii.&lt;/strong&gt; W kilku miejscowościach jego zespół gościł przed nami, miejscowi bardzo chwalili jego wokalistykę.&lt;br /&gt;Dziś, to żaden problem dowiedzieć się, kto, gdzie i kiedy będzie występował. Wtedy, nawet dzwoniąc po Estradach nie można było dostać konkretnej odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;GDAŃSK! GDAŃSK! - MOJE UKOCHANE MIASTO!&lt;br /&gt;Gdańsk to moja fascynacja, do dziś, choć zawsze była to moja miłość platoniczna, być może bez wzajemności&lt;/strong&gt; – nie miałam możliwości osiedlenia się tam. A pewnie, gdyby to było możliwe mieszkałabym tam do końca życia.&lt;br /&gt;Fotografia Motławy też pochodzi ze starej książki i jest przerobiona - tak jak ja czuję to miejsce. A czuję Gdańsk niesamowicie romantycznie, jak można się zorientować z tych fotografii...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-lPeBQmI/AAAAAAAAB4Y/MP4bVcMzKlA/s1600-h/Motlawa+stara+blue.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104758249664627298" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-lPeBQmI/AAAAAAAAB4Y/MP4bVcMzKlA/s400/Motlawa+stara+blue.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Jest to jedyne duże miasto, w którym mogłabym żyć. Innych wielkich miast nie cierpię, choć taką mam karmę, że wciąż wegetuję w wielkich miastach.&lt;/strong&gt; Nieprzypadkowo użyłam słowa „wegetuję” - prawdziwe życie toczy się tylko blisko przyrody.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dziś, patrząc na fotografie Gdańska, jestem pewna, że coś mnie tam ominęło.&lt;/strong&gt; Wciąż nie wiemy, czy życiem rządzi przypadek, czy przeznaczenie? Wykoncypowałam więc, że istnieje kilka zaplanowanych przeznaczeń, zależnie od drogi, którą wybierzemy. Ja w pewnym momencie weszłam w boczną uliczkę i się w niej zaplątałam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;31 SIERPNIA 65 NA DWORCU W GDAŃSKU&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Prosto z Non Stopu, po ostatniej piosence poszłam do pociągu w Sopocie. To właśnie tego dnia wychodząc wpadłam na Czesława Niemena, który wchodził do środka, żeby przywitać i pożegnać się z Czerwonymi Gitarami. Z Niemenem spotkałam się po wielu latach w Australii, przy nagrywaniu wywiadu-rzeki. &lt;strong&gt;Przeczucie, że po latach spotkam Klenczona zawiodło, a może ktoś odwrócił jego przeznaczenie?&lt;/strong&gt; Z niedawno wydanej książki Marka Gaszyńskiego dowiedziałam się, że w nocy, gdy doszło do tragicznego wypadku w wyniku którego zginął, auto prowadziła Alicja, a on zmęczony i chory spał. Kilka przecznic przed ich domem obudził się, wyciągnął ją z auta i usiadł za kierownicą. I właśnie od jego strony doszło do fatalnego zderzenia.&lt;br /&gt;Zaskoczyło mnie to, co powiedziała jego siostra o tym wypadku: „Początkowo prowadziła ponoć żona, później zamienili się.” &lt;strong&gt;Ponoć?&lt;/strong&gt; A jeszcze przedtem dziwny cytat Gaszyńskiego: &lt;strong&gt;„Do dziś nie wiadomo, kto kierował samochodem, którym wraz z żoną wracał z koncertu.” Jak to nie wiadomo - Alicja zaniemówiła? Nie uwierzono w to, co opowiedziała?...&lt;/strong&gt; Może nie chciała powiedzieć?&lt;br /&gt;On, gdy obudził się z komy, już nie powiedział ani słowa. „Wpatrywał się w okno, miał strasznie smutne spojrzenie...” (siostra)&lt;br /&gt;Takie „strasznie smutne spojrzenie” widziałam u niego kilka razy. Taki wyraz twarzy miał, gdy myślał, że nikt go nie widzi. Tej nocy, 31 sierpnia zobaczyłam jego tragiczną twarz po raz pierwszy.&lt;br /&gt;W Gdańsku musiałam czekać na mój pociąg, siedziałam więc na peronie niedaleko latarni i czytałam książkę, nie patrząc na ludzi. Pociąg nadjechał, wsiadłam, zajęłam miejsce w głębi przedziału i machinalnie spojrzałam w okno. &lt;strong&gt;Tuż za szybą, na walizce związanej skórzanym paskiem siedział Klenczon. Na jednym jego kolanie przysiadła Alicja, ale on jakby nie zdawał sobie sprawy z jej obecności. Ręce miał opuszczone wzdłuż tułowia, bezradnie, jak ktoś całkowicie zrezygnowany, a na twarzy malowało mu się niewyobrażalne cierpienie.&lt;/strong&gt; Wstrząśnięta, zza zamkniętego okna obserwowałam rozpacz na twarzy, na której kilka godzin wcześniej widziałam euforię szczęścia. Wtedy i przez wiele następnych lat nie mogłam zrozumieć tej rozpaczy. Gdy umarł, przyszło mi na myśl, że może przeczuwał, to, co się kiedyś stanie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-cveBQlI/AAAAAAAAB4Q/yDL9KbDgTGI/s1600-h/Gdansk+Zuraw+Tomka+negatyw.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104758103635739218" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-cveBQlI/AAAAAAAAB4Q/yDL9KbDgTGI/s400/Gdansk+Zuraw+Tomka+negatyw.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Foto: T.Koprowski (przerobione na negatyw)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;ALE JESZCZE BYŁO WIELE LAT...&lt;br /&gt;...mijania się. Widocznie. Takie. Przeznaczenie...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Opole 66. Dom Kultury na Powiślu w Warszawie. Nagrania w radiu, na które zaproszona, nie przyszłam. Sprowadzenie Trzech Koron do byłej Jugosławii, do którego nie doszło, bo tak w końcu postanowiłyśmy (mój zespół). Kiedyś może dokładnie wszystko opiszę. Partiami.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mijaliśmy się, jak na ulicy Monte Cassino w Sopocie, gdy wpadłam na niego w sierpniu 65.&lt;/strong&gt; Pojawił się nagle i schodził w dół, ja też – więc zmieszana zaczęłam poprawiać but (niebieską baletkę, z naszytymi koralikami, zupełnie taką samą jak dziś są modne...). Przeszedł i podążał w kierunku gdzie mieszkałam, a ja tam właśnie szłam! Chciałam go wyminąć, ale nie pozwalał. Gdy próbowałam z lewej, on też przechodził na lewo, gdy przechodziłam na prawo, on też zbaczał na prawo. I tak kilka razy. W pewnej chwili wcisnęłam się obok niego na samej krawędzi trotuaru z lewej i wtedy zaczął iść równo ze mną przez dłuższy czas, że wreszcie "dałam gazu" i wkurzona pomknęłam w dół, nie oglądając się.&lt;br /&gt;Ubrany był w białe dżinsy i czerwone polo. Przez ramie miał przerzuconą białą bluzę od dżinsów. Na nogach brudne białe pepegi. (Często w nich grał, a raczej w Non Stopie zawsze w nich grał.)&lt;br /&gt;Przemknęłam obok niego jak niebieska torpeda. Miałam mini sukienkę w biało-niebieską krateczkę i długi, powiewający błękitny szyfonowy szalik-wstęgę. &lt;/span&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dziwne, że akurat te ubrania pamiętam, gdy innych nie przypominam absolutnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-1veBQnI/AAAAAAAAB4g/zDYLD-lye40/s1600-h/na+Zaciszu+nieb+2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104758533132468850" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-1veBQnI/AAAAAAAAB4g/zDYLD-lye40/s400/na+Zaciszu+nieb+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/strong&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na fotografii obok, co prawda nie z Sopotu, lecz z Warszawy, też jestem błękitna, bo był to błękitny okres w moim życiu. Dla wielu jest to kolor zimny i smutny, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;dla mnie błękit był niepokojący jak ten z wiersza Gałczyńskiego: „Pokochałem ciebie w noc błękitną, w noc grającą, w noc bezkresną...” Jak poprzerabiane przeze mnie fotografie Gdańska...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mojego idola, którego za żadne skarby nie chciałam poznać jako głupawa wielbicielka, a tylko i wyłącznie jako koleżanka z branży, spotykałam na ulicach Sopotu jeszcze wiele razy, ale już całkiem spokojnie...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedługo po wakacjach usłyszałam w radiu „Historię jednej znajomości”. Dla mnie, piosenka ta w pełni oddaje nastrój Sopotu, Non Stopu, zimnego Baltyku i ...niespełnienia, para rozstaje się... Przecież takie są słowa?&lt;/strong&gt; (A propos, do dziś mam słowa tej piosenki wraz z dedykacją Klenczona. Przysłał mi je na moją prośbę.)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Śpiewałam tę piosenkę potem przez wiele lat, w różnych zespołach, najpierw akompaniując sobie na gitarze, potem na dwóch Korgach grając cały aranż,&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;z dokładną solówką gitary – co do jednej nuty! Jest to chyba jedyna piosenka na świecie, do której nie pasuje żadna improwizacja,&lt;/strong&gt; tylko właśnie ta solówka - nuta w nutę. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Piosenka w sumie bardzo prosta, ale niech ktoś spróbuje napisać prostą piosenkę, tak doskonale łączącą tęskniącą melodię z kilkoma zaledwie funkcjami harmonicznymi, żeby przez czterdzieści kilka lat fascynowała słuchaczy i odtwarzające ją zespoły!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Klenczon miał uwodzicielski głos, lekko zachrypnięty, trochę łobuzerski, był świetnym gitarzystą, ale tylko niewielu w pełni docenia jego talent kompozytorski. &lt;strong&gt;Mogę bez przesady ocenić, że tworzył arcydziełka, które zapewne i w 2060r będą słuchane i przerabiane.&lt;/strong&gt; Oby tylko przyszli „odtwarzacze” nie zniszczyli nastroju tych piosenek, który jest niepowtarzalny.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Gdy kiedyś znów...”, ‘Retrospekcja”, „Muzyka z tamtej strony dnia”, „Kwiaty we włosach”, „Wróćmy na jeziora”, „Port”, „Biały krzyż”, „Nie ma cię w moim śnie”, „Hej słowiki, słowiki”- to moje ulubione klenczonowe ballady.&lt;/strong&gt; Oprócz dwóch ostatnich grałam je i śpiewałam przez wiele lat (w sumie na jakichś 1500 koncertach! Yes!!! Tyle ich było!), zarówno w Jugosławii, enerdowie jak i w Australii. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Tu nawet z Grzegorzem Adrianem, byłym basistą z Trzech Koron. Mamy nawet nagrania, może niedoskonałe technicznie, ale niezłe muzycznie.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POSZUKUJĘ FILMU „ZAGUBIONA DUSZA”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Film ten był pokazywany kiedyś w telewizji polskiej. Niestety nie zrobiono z tego DVD włączonego do sprzedaży. Jest to film o Klenczonie. &lt;strong&gt;Na stronie Christopher czytałam list dziewczyny, która po obejrzeniu tego filmu, zafascynowała się jego osobowością wiele lat po jego śmierci.&lt;/strong&gt; (Więc może już zaczęła sprawdzać się moja przepowiednia o roku 2060?...)&lt;br /&gt;Bardzo chciałabym ten film zobaczyć, jeśli ktoś może mi sprzedać kopię, proszę o wiadomość: &lt;/span&gt;&lt;a href="mailto:elatrzecia@yahoo.com"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;elatrzecia@yahoo.com&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Ps. Na którejś stronie internetowej znalazłam informację o tym filmie, w której wybitny mędrzec stwierdził, że jest to film ...erotyczny. No nie... Klenczon i erotyka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;DŁUGOTRWAŁA MŁODOŚĆ PLEJADAN&lt;br /&gt;W jednej z moich ulubionych książek „UFO z Plejad” Guido Moosbruggera, jest zdjęcie pięknej trzystuletniej Plejadanki, która wygląda na lat dwadzieścia kilka.&lt;/strong&gt; (Fotografię z książki zamieszczam obok. Błękitna była w naturze!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-_veBQoI/AAAAAAAAB4o/LD5bJKHOrJo/s1600-h/Plejadanka+2.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104758704931160706" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte-_veBQoI/AAAAAAAAB4o/LD5bJKHOrJo/s320/Plejadanka+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Plejadanie, żyją bowiem jak nasi praojcowie Adam i Ewa: około tysiąca lat.&lt;/strong&gt; Dojrzałość osiągają w wieku lat sześćdziesięciu (już o tym wspominałam w raptularzu) i do mniej więcej 600-700 lat wyglądają młodo. &lt;strong&gt;Ja oczywiście w wieku lat sześćdziesięciu nie wyglądam tak jak na fotografiach, którymi was tu czaruję,&lt;/strong&gt; ale myśle, że nikt się na to nie nabrał, ponieważ w „O mnie” można przeczytać czarno na białym, że mam 64 lata, a wiadomo, że Plejadanką nie jestem - chociaż bym chciała, ponieważ bardzo mi się podoba życie na planecie Erra. Panuje tam komunizm, ale doskonały, dla nas utopijny. Ludzie pracują krótko i wszyscy żyją w dobrobycie. &lt;strong&gt;Mają też bardzo wysoki poziom świadomości i rozwoju duchowego, dlatego nie ma tam wojen i przestępczości (prawie), która jest karana zesłaniem na bezludne planety.&lt;/strong&gt; Życie płynie tam tak, jak wyobrażamy sobie życie w Raju. Choć nie jest wieczne. (Myślę, że materia nie może być wieczna, więc tylko dusze są nieśmiertelne.)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Nie wierzcie, że UFO nie istnieje! Jesteśmy bardzo powoli przygotowywani na ujawnienie prawdy, która wciąż byłaby szokiem dla współczesnego świata, dlatego robi się to stopniowo poprzez filmy fabularne, dokumentalne, krótkie wiadomości itp...&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dwa dni temu złapałam na Yahoo filmik z dwoma UFO nad...? Hawajami? Zapomniałam... przepraszam! W każdym razie podaję link, kliknijcie i przekonacie się na własne oczy. Pokazane na filmiku statki przypominają mi fosforyzujące kwiatki.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://cosmos.bcst.yahoo.com/ver/223/popup/index.php?cl=3803818"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"&gt;http://cosmos.bcst.yahoo.com/ver/223/popup/index.php?cl=3803818&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A na dowód, że UFO istnieje, fotka naszego szóstego kota, który nazywa się UFO (pseudonim „Misiek”), bo z buźki przypomina UFOludka.&lt;/strong&gt; Jest to najbardziej przymilny kot jakiego posiadamy, jedyną jego wadą jest to, że za dużo je i już jest za gruby. (Raczej jak Ziemianin...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte_MfeBQpI/AAAAAAAAB4w/N2k2fnM1iVQ/s1600-h/Ufcio+Pufcio.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5104758923974492818" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte_MfeBQpI/AAAAAAAAB4w/N2k2fnM1iVQ/s400/Ufcio+Pufcio.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Fotkę Ufcia-Pufcia wykonał Marek Żmuda. Fotka jest niewyraźna, ale, czy kto widział wyraźne zdjęcie UFOludka?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Obecnie jest on (Ufcio nie Marek) duuuuuuużo grubszy!Oraz stłukł ten piękny, zabytkowy garnek, za którym się chował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;A tak serio: myślę, że jeśliby ci z UFO chcieli zrobić nam kuku, to dawno już by to zrobili! Zatem mam nadzieję, że się spotkamy we wrześniowym Raptularzu.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;_________________________________________________&lt;/span&gt;______________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-4221983096390501254?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/4221983096390501254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=4221983096390501254' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/4221983096390501254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/4221983096390501254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/05/niecodzienny-raptularz-koniec-sierpnia.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - koniec sierpnia 2007'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rte8-veBQeI/AAAAAAAAB3Y/Iuu6bP9-iXY/s72-c/wisterie+2a.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-1556779558163777280</id><published>2007-07-25T18:00:00.000+10:00</published><updated>2007-08-09T17:52:11.096+10:00</updated><title type='text'>25 lipca 2007 r. - W Australii europejska zima!</title><content type='html'>________________________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;ZIMNO, ZIMNO, brrrr.. BARDZO ZIMNO!...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb6e_Q4ilI/AAAAAAAABac/wKsOm5D7Ybg/s1600-h/drzewo+i+skala.bmp.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091031839074191954" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb6e_Q4ilI/AAAAAAAABac/wKsOm5D7Ybg/s400/drzewo+i+skala.bmp.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Wiadomości dla czytaczy spoza Australii: właśnie kończy się drugi miesiąc australijskiej zimy. A mamy ją w tym roku wyjątkowo dokuczliwą!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zwykle zima u nas łagodna – fajniejsza niż lato (bo nie ma upałów). W dzień bywa dwadzieścia kilka stopni Celsjusza, w nocy kilkanaście; słońce przygrzewa, a bywa, że jest tak ciepło, że można kąpać się w oceanie nawet w czerwcu. Ale w tym roku gnębi nas słota (jak w polskim listopadzie) - zimna i mokra (deszcze leją tygodniami), na zmianę z ostrym (jak polskim grudniowym), przenikającym do szpiku wiatrem.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Marzniemy podwójnie, bo w Australii nie ma w blokach centralnego.&lt;/strong&gt; Jako tako grzejemy się olejowymi kaloryferami, piecykami na gaz, czy klimatyzacją, a w domach także bardziej efektywnymi piecami na drewno, czy kerozynę. Niestety, na noc wszystko się gasi, ze względu na koszty i bezpieczeństwo. Śpi się zatem w nieopalanych pokojach, gdzie temperatura spada do kilku stopni. Domy zaś mają cienkie mury, ściany z dykty, pojedyńcze okna oraz betonowe podłogi pokryte wilgotnymi wykładzinami.&lt;br /&gt;Podobnie z ubraniami, najczęściej posiadamy głównie letnie, czy przejściowe. &lt;strong&gt;Tak więc tegoroczna zima nie ma nic wspólnego z legendą o słonecznej Australii i jest szczególnie ciężka dla zwierząt, które mokną i marzną pod gołym niebem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Ciepło, a nawet gorąco, jest tylko w północnej Australii (za to latem jest tam prawdziwe piekło!...). Natomiast w głębi kontynentu pada śnieg, spadł także w leżących niedaleko Sydney Górach Błękitnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb6zfQ4imI/AAAAAAAABak/qD4l0cPzBvI/s1600-h/Parisher.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091032191261510242" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb6zfQ4imI/AAAAAAAABak/qD4l0cPzBvI/s400/Parisher.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Parisher - niezbyt wysokie te nasze góry...&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;A w Górach Śnieżnych sezon narciarski w pełni!&lt;/strong&gt; Przed laty, byłam dwa razy „na zimowiskach” w Parku Kościuszki. Niestety, jeździć na nartach nie nauczyłam się - ze strachu, że połamię kości. &lt;strong&gt;Natomiast niewątpliwie byłam mistrzynią toboganu (blisko do ziemi...). Wzbudzałam zazdrość innych toboganistów, bo mnie udawało się dalej i szybciej zjechać! (Może to zależy od wagi? Lepsze zawieszenie? Hmmm...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb75fQ4ioI/AAAAAAAABa0/8izI8LA9fIc/s1600-h/na+toboganie+2.JPG"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091033393852353154" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb75fQ4ioI/AAAAAAAABa0/8izI8LA9fIc/s400/na+toboganie+2.JPG" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Za to dzieci nie boją się niczego i moja córka, wtedy chyba 10-cio letnia, po trzech dniach nauki jazdy na nartach zjechała z najwyższej góry w towarzystwie dwóch najlepszych, dorosłych narciarzy.&lt;/strong&gt; Inni wjechali wyciągami, ale już zjeżdżali na tyłkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8IfQ4ipI/AAAAAAAABa8/cTFAa38S4HE/s1600-h/Selma+stoi+na+nartach.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091033651550390930" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8IfQ4ipI/AAAAAAAABa8/cTFAa38S4HE/s400/Selma+stoi+na+nartach.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W Sydney zimno, ale przyroda jest nadal zielona, bo tylko niektóre (europejskie) drzewa tracą liście na zimę.&lt;/strong&gt; W naszym ogródku kostropato straszy jedynie krzak polskiego jaśminu i kłącza wisterii na dachu. Bowiem australijskie eukaliptusy – wiecznie zieleniusieńkie - wyrastają nawet wprost z zasp śnieżnych! Podobnie Aborygeni, bez problemu znoszący czterdziestostopniowe upały, mogą również nago spać w śniegu. No coż... my nie, więc jak już wprosiliśmy się tu na siłę, to nie ma co narzekać – tylko marznąć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb7TPQ4inI/AAAAAAAABas/_r9QOEkZMEk/s1600-h/Park+Kosciuszki+w+zimie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091032736722356850" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb7TPQ4inI/AAAAAAAABas/_r9QOEkZMEk/s400/Park+Kosciuszki+w+zimie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt; &lt;em&gt;Tak wygląda Park Kościuszki w ...zimie, śnieg jest, ale wysoko...&lt;/em&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Z ostatniej chwili: ociepliło się! Jak na australijską zimę przystało!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZAADOPTOWAŁAM KUKUŁCZE JAJO...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zakładając pierwsze blogi chciałam na nich prezentować tylko to, co mnie najwięcej interesuje - niekoniecznie sprawy społeczne. &lt;strong&gt;Tak się stało, że one właśnie zajęły główne miejsce na Blogowisku. &lt;/strong&gt;W tym wypadku są więc jak kukułcze jajo, no... ale gdy już się podrzutek wykluje, opiekujesz się nim jak własnym...&lt;br /&gt;Jednak dlatego właśnie raptularze i poezję wrzucam rzadziej - po prostu nie mam kiedy!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jeśli komuś wydaje się, że prowadzenie portali internetowych nie pochłania mnóstwa czasu, to jest bezmyślny.&lt;/strong&gt; Nie tylko trzeba napisać, cudze poprawić, wybrać czy znaleźć fotografie, ale jeszcze wbijać materiał na serwer, co często dłużej trwa niż samo tworzenie.&lt;br /&gt;Dlatego czytaczy Raptularza proszę o cierpliwość i zrozumienie!&lt;br /&gt;Materiału, zapisków i pomysłów, mam tysiące (choć są tacy, co by tego nie chcieli...), tylko brak mi czasu na ich realizowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„ZIMNA GÓRA” – CHARLESA FRAZIERA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Są książki, które przelatujesz w poszukiwaniu treści lub gwoli spełnienia obowiązku – zaliczasz hit, ale bez przyjemności, bo to kit, nie hit. &lt;strong&gt;Na szczęście są takie, w których zdanie po zdaniu rozczytujesz, powracasz do raz przeczytanych, wprost rozkoszujesz się widokiem, który te zdania otwierają w twojej wyobraźni, odbierasz i żyjesz uczuciami przekazywanymi przez autora. Do takich książek należy „Zimna Góra” Charlesa Fraziera.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Najpierw obejrzałam film „Cold Mountain” z Nicole Kidman, Renee Zellweger i Jude Law; wyreżyserowany przez Anthony’ego Minghella. &lt;strong&gt;Piękny, głęboki w treści film, o ludziach, którzy chcieliby normalnie żyć, a zmuszani są do męczenia się, zabijania i poświęcania własnego życia w imię fałszywych haseł i idei, bo przecież i ta - niby słuszna, secesyjna wojna - była niepotrzebna.&lt;/strong&gt; Niewolnictwo i bez niej upadłoby i to w krótkim czasie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A absolutnie KAŻDA wojna doprowadza - biorących w niej udział - do stania się prymitywnymi, niszczącymi, mordującymi i gwałcącymi bestiami.&lt;/strong&gt; Obojętnie, po której stronie się znajdują. W ekstremalnych warunkach nawet słabi i łagodni zamieniają się w potwory, które są w stanie popełnić najstraszliwszy czyn, byle przetrwać. Zresztą bezprawne prawo wojny im na to zezwala: &lt;em&gt;Prawo też było nowe. Zgodnie z nim mogłeś zabijać, kogo chciałeś i nie szedłeś za to do więzienia, przeciwnie – otrzymywałeś odznaczenie. (Ch. Frazier)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wszystkie wojny są bezcelowe. Są marnotrawieniem życia, dorobku ludzkości, przyrody. I każda wojna dokonuje w psychice ludzkiej chorobowych zmian, które nigdy się nie zacierają.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9sfQ4iuI/AAAAAAAABbk/H42MiMmz56M/s1600-h/Cold+Mountain+3.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091035369537309410" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9sfQ4iuI/AAAAAAAABbk/H42MiMmz56M/s400/Cold+Mountain+3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;„Zimna Góra” to opowieść o dezerterze, który nie chciał zabijać; pragnął poślubić kochaną kobietę, uprawiać ziemię i zwyczajnie żyć. &lt;strong&gt;Jego powrót do domu i tej, którą kocha porównuje się do Odyssei, tyle, że tu zakończenie nie ma bajkowego happy endu – w piekielnej rzeczywistości na Ziemi nie istnieją szczęśliwi bohaterzy.&lt;/strong&gt; A przecież wojenni dezerterzy to jedyni prawi i normalni ludzie! A to właśnie ich się zabija, w imię praw ustanowionych przez psychiczne bestie, które rządzą światem.&lt;br /&gt;(Jestem łagodna, ale przyznam, że mam ochotę skutecznie dołożyć każdemu idiocie, który udowadnia, że są wojny sprawiedliwe i konieczne! Podkreślam: jestem pacyfistką dumną z tego, że myślę i czuję jak PRAWDZIWY człowiek.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Książkę Fraziera przeczytałam już po obejrzeniu filmu i zachwyciłam się! Wiele lat nie czytałam książki napisanej tak wspaniałym stylem &lt;/strong&gt;(a czytam kilka książek tygodniowo).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Każde jej zdanie jest arcydziełkiem, tej książki się nie czyta – w niej się jest. &lt;/strong&gt;(Musi cię wciągnąć, jeśli nie jesteś robotem i masz ludzką duszę.) „Zimna Góra” to genialny debiut tego pisarza, nic dziwnego, że zrobiła niewiarygodną karierę na amerykańskim rynku literackim. &lt;strong&gt;Dostała National Book Award za najlepszą powieść amerykańską.&lt;/strong&gt;(Paradoksalnie dowodzi to, że Amerykanie nie kochają wojen, choć je robią...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb98vQ4ivI/AAAAAAAABbs/DRr0NQQ0ruU/s1600-h/Cold+Mountain.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091035648710183666" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb98vQ4ivI/AAAAAAAABbs/DRr0NQQ0ruU/s400/Cold+Mountain.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wszystkim polecam i książkę i film, który jest doskonałą i wierną adaptacją. Na blogu można sobie obejrzeć videoklipy z tego filmu, które dla was ściągnęłam, ale lepiej zostać właścicielem krążka DVD za kilkanaście dolarów - bo zapewniam was, co kilka lat do niego, jak i do książki powrócicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ps.&lt;/strong&gt; Nie jestem w stanie zrozumieć bezsensownego zmieniania tytułów filmów w Polsce. &lt;strong&gt;„Zimna Góra” – te dwa słowa oddają wszystko, co się w tym filmie i książce mieści, a ktoś przetłumaczył to na ... „Wzgórze nadziei”! &lt;/strong&gt;Przypuszczam, że chciał wylać kawę na ławę przygłupom. Tylko, że niestety, widz rzadko należy do przygłupów, za to ten, co przekręcił tytuł, na pewno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZDROWE MIESZKANIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„To takie, gdzie nie ma chemii. &lt;em&gt;(No proszę! Coś podobnego!!!)&lt;/em&gt; Wapnowane ściany, drewniana podłoga myta wodą z mydłem i konserwowana terpentyną. Jeśli już lakier, to pociągnięty woskiem pszczelim. Meble też należy pokrywać tylko terpentyną. A spać najlepiej na sienniku z owsianej słomy, może być położony na wierzchu fabrycznego materaca. Tapety rownież są niezdrowe.&lt;br /&gt;Dobrze jest puścić dołem świeże powietrze (szczególnie na woskowaną podłogę) – tworzy się mikroklimat. Łóżko powinno być odsunięte od ściany co najmniej o pół metra. Grzyb na ścianie jest rakotwórczy.&lt;br /&gt;Najważniejsze zaś jest podłoże, na którym stoi dom. Nie może być żadnej wody podziemnej, błota - nawet w wypadku wieżowca, bo wtedy w domu jest wilgoć. Uważać na piasek, oszukuje! Pod nim może być żywa woda. Przed budowaniem domu, zasięgnąć rady różdżkarza.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Australii na ogół są tekturowe, suche ściany, więc grzyby na nich nie wylęgają się tak łatwo jak na wilgotnych murach. No i mamy naturalny przewiew dołem, ponieważ wszędzie drzwi wejściowe i balkonowe są nieszczelne.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Natomiast te inne wskazówki z trudem da się zastosować, np. woskowanie podłóg pokrytych dywanową wykładziną. Trzeba zacząć od zrywania dywanów, które mimo ciepłego klimatu wciąż są tu najpopularniejsze.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W naszym domku dość zdrowo: podłogi kamienne i drewniane, przewiew, że głowę urywa i to non stop, nie ma grzybów ani tapet.&lt;/strong&gt; Dom stoi na piasku pod którym nie ma wody. Ale sienników z owsa nie posiadamy i zdrowych rzeczy do konserwowania przedmiotów też. No i ściany są kolorowe, bo wapnowane kojarzą mi się ze szpitalem, choć ostatnio nawet szpitale bielą nie porażają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9V_Q4itI/AAAAAAAABbc/RMkL4H3r7xs/s1600-h/ogrod+z+innego+swiata+blue.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091034982990252754" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9V_Q4itI/AAAAAAAABbc/RMkL4H3r7xs/s400/ogrod+z+innego+swiata+blue.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Jednak, mimo - co byś człowieku nie zrobił, w mieście mieszkać jest niezdrowo, wobec czego wyprowadzajmy się na wieś!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(No cóż, pomarzyć każdemu wolno ...że są jeszcze na Ziemi zdrowe miejsca.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIEISTOTNE OSOBY I WIADOMOŚCI&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie dzienniki telewizyjne od rana pokazują, że jakaś tam Viktoria, była członkini dupnego zespołu, który pojęcia nie miał o śpiewaniu, przyjechała gdzieś tam, ze swoim mężem jakimś tam.&lt;br /&gt;Nie jest ona nawet przeciętną wokalistką ani interesującą kobietą, nie robi nic pożytecznego, a od jej męża jest wielu lepszych sportowców. Mimo to dziury w mediach często zatykają właśnie tą parą. &lt;strong&gt;Nie dziwiłoby to, gdyby nic ciekawego nie działo się na świecie, ale na przykład dziś: mamy i powódź w Anglii i morderstwa i inne kataklizmy – w wystarczającej ilości, żeby nakarmić głodnego sensacji widza. &lt;/strong&gt;Ale dziennikarze telewizyjni - jak kucharze nie rozeznający smaczków - do pieprznego gulaszu zamiast odrobiny śmietanki wrzucają najtańsze lody z Mac Donaldsa. Wierzą, że przełknąć się to da, bo pieprz i tak zabije inne smaki. &lt;strong&gt;Owszem, można od tego dostać sensacji, niestety ...żołądkowych.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;RZECZYWIŚCIE – BLUE!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Lubię serial „House”, którego bohaterem jest lekarz - detektyw tropiący rzadko występujące choroby. &lt;strong&gt;Telewizyjny dr. Hause nie tylko w 99% w końcu każdego odcinka dowodzi, co za obrzydliwe choróbsko gnębi kolejnego bohatera serialu, ale do tego, sam ma cudownie obrzydliwy charakterek.&lt;/strong&gt; Jest bezczelny, ma sarkastyczne poczucie humoru, lekko chorych traktuje per noga, oszukuje, podrabia podpisy (jest uzależniony narkotycznymi lekami, z powodu choroby, która go gnębi); nikogo się nie boi &lt;strong&gt;i co najważniejsze mówi prawdę prosto w oczy – co już jest niewątpliwą zaletą. &lt;/strong&gt;Złośliwa małpa i cynik, lecz kto go nie lubi? Wszak prawie zawsze ratuje czyjeś życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8rPQ4irI/AAAAAAAABbM/TQwoQ0VvAO4/s1600-h/okropny+blok+blue.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091034248550845106" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8rPQ4irI/AAAAAAAABbM/TQwoQ0VvAO4/s320/okropny+blok+blue.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oglądając ten serial można dowiedzieć się, jakie błędy genetyczne mogą nas zabić, co nas truje itp. Jako ciekawostkę podaję wiadomość z jednego z ostatnich odcinków: &lt;strong&gt;mężczyźni zażywający viagrę mogą widzieć wszystko na niebiesko.&lt;br /&gt;No cóż... to rzeczywiście blue.... &lt;/strong&gt;(Potwierdza się przysłowie, że co za dużo, to nie ...różowo.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GINKO BILOBA USPRAWNIA PRACĘ MÓZGU.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;„Jest to wyciąg z liści miłorzębu japońskiego (zwanego również drzewkiem życia). Wspomaga skutecznie leczenie najpoważniejszych niewydolności mózgu. Ma działanie antydepresyjne. Pomaga na szumy w uszach, zawroty głowy, migreny. Polepsza krążenie mózgowe, zwiększa zdolności koncentracji i zapamiętywania.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;No nie!... Już nie będę wynajdywała takich wiadomości, bo jeszcze ktoś je weźmie do siebie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PIES!!!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8Y_Q4iqI/AAAAAAAABbE/hiiF52G6Tyo/s1600-h/Baset+powazny.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091033935018232482" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb8Y_Q4iqI/AAAAAAAABbE/hiiF52G6Tyo/s400/Baset+powazny.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przez cały raptularz przewijają się koty, więc wreszcie pies! &lt;strong&gt;Zawsze chciałam takiego mieć i nazwać go Antonim.&lt;/strong&gt; Ale w Polsce kosztował majątek, a teraz muszę żywić stadko kotów, więc też mnie nie stać. No cóż... trzeba się zadowalać, tym co się ma. (Potrafię być stalkerką baseta, jak go spotkam na ulicy to za nim łażę, choć właściciele sądzą, że za nimi... Ale przecież oni nie mają takich uszu i nochala!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NO PROSZĘ! JAK JA SIĘ ZNAM NA LUDZI - ACH!...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb_DPQ4ixI/AAAAAAAABb8/Zr5j6B8aw-I/s1600-h/KM_010.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091036859890961170" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb_DPQ4ixI/AAAAAAAABb8/Zr5j6B8aw-I/s400/KM_010.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie tak dawno pewien literat arogancko zaatakował fragment mojego sprawozdania z koncertu w konsulacie (mając wprost przeciwne do mnie zdanie), w którym napisałam, że &lt;strong&gt;Krzyś Małek&lt;/strong&gt; - nasz wspaniały sydnejski pianista - muzykę Chopina gra tak, jak można sobie wyobrazić, że grał ją sam kompozytor. &lt;strong&gt;Oczywiście jest to prawdą, ponieważ Krzysztof Małek jest pianistą grającym z wyjątkową, przy tym męską ekspresją i jest odtwórcą doskonale „czującym” romantyczny styl kompozytora. &lt;/strong&gt;(Styl, nie tylko Chopina zresztą...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb-nfQ4iwI/AAAAAAAABb0/jFHV8pHg3Fo/s1600-h/KM_008.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091036383149591298" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb-nfQ4iwI/AAAAAAAABb0/jFHV8pHg3Fo/s400/KM_008.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mam ostry jęzor, więc odgryzłam się wybraniając swoje zdanie. (Ostrzegam, lepiej mnie nie atakować bez powodu - nie daruję! Ponoć w poprzednim życiu byłam ...rewolucjonistą! W tym także walczę o sprawiedliwość i na nieszczęście dla zaczepiaczy robię to bez zahamowań i publicznie, choć zawsze grzecznie.)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlaczego akurat ten fakt wypominam? Ponieważ wspomniany literat wreszcie pieje peany pochwalne (zasłużone) na temat gry Krzysztofa &lt;/strong&gt;(Maestro! wybitny pianista!) i wzrusza się do łez na jego koncertach.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;No i wyszło, że: „moja racja jest mojejsza, niż twojejsza!...” Zresztą nie pierwszy raz...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb_VvQ4iyI/AAAAAAAABcE/vtOdaQcUPag/s1600-h/KM_013.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091037177718541090" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb_VvQ4iyI/AAAAAAAABcE/vtOdaQcUPag/s400/KM_013.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na szczęście literat chwali także poetów i malarzy, których (pierwsza) prezentuję w wywiadach. &lt;strong&gt;Na szczęście, bo uważam, że zawsze należy być sprawiedliwym w ocenach, dojrzeć cudzy talent, pracę i poświęcenie. Nie żyć jedynie w aurze swojej wielkości; przeciwnie, być skromnym i sprawiedliwym. &lt;/strong&gt;Nie zazdrościć. Nie przeceniać się. Robić coś pożytecznego i tym pracować na swoje nazwisko, czy choćby – na swoją satysfakcję. I dobrze, jeśli ludzie (nawet późno) przytomnieją i pozbywają się samochwały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na żałość, wszędzie pełno (więc i w australijskiej Polonii) puchaczy, którzy pohukując i robiąc wokół siebie zamieszanie myślą, że tym załatwią sobie popularność.&lt;/strong&gt; Chociaż... czemu nie?... Wśród błądzących w ciemności?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZA DUŻO W TYM RAPTULARZU FOTOGRAFII NIEBIESKICH!...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Są tacy, którzy każdą aluzję przyjmują do siebie. (Prawdopodobnie dlatego, że mają nieczyste sumienie...) Więc może ktoś pomyśli, że z tą viagrą piję do niego, no to na koniec test: &lt;strong&gt;jeśli materace widzicie głownie w kolorach różowych, to znaczy, że to się was nie tyczy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9BPQ4isI/AAAAAAAABbU/zDDcDXjiESA/s1600-h/ksiezniczka+na+grochu.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091034626507967170" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb9BPQ4isI/AAAAAAAABbU/zDDcDXjiESA/s400/ksiezniczka+na+grochu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś nie ma dowcipów, bo ostatnio jakoś nie mam czasu na dowcipkowanie. Jak chcecie się pośmiać, to wejdźcie na rozdział Humor polonijny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;CZŁOWIEK NIGDY NIE MA WYOBRAŻENIA, CO BĘDZIE W PRZYSZŁOŚCI&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie wiemy, co stanie się w miejscu, w którym obecnie się znajdujemy, co zrobią ludzie, których znamy, jak długo będą żyli, jakich nowych ludzi spotkamy i co nam uczynią. Nie wiem, czy dobra jest taka nieświadomość, ale może gdybyśmy wiedzieli co będzie, byłoby to nudne i na pewno niesłychanie męczące.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dlatego zostawiam was w niepewności, co do terminu następnego Raptularza... Pa!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;____________________________________________________&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-1556779558163777280?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/1556779558163777280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=1556779558163777280' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/1556779558163777280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/1556779558163777280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/07/25-lipca-2007-r-w-australii-europejska.html' title='25 lipca 2007 r. - W Australii europejska zima!'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/Rqb6e_Q4ilI/AAAAAAAABac/wKsOm5D7Ybg/s72-c/drzewo+i+skala.bmp.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-8937372975594790089</id><published>2007-05-10T16:14:00.000+10:00</published><updated>2007-05-28T14:50:31.084+10:00</updated><title type='text'>10 maja 2007r. – jeszcze trochę jesieni...</title><content type='html'>_________________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Z ostatniej chwili!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nigdy nie byłam fanką konkursu Eurowizji, ponieważ specjalnie nie lubię muzyki pop (no... z małymi wyjątkami). Zresztą zwykle ten konkurs miał złe opinie, piosenki były na ogół kiczowate i wygrywały bzdety w stylu bzyku-bzyku - jak np. ta w wykonaniu potworów w stanie rozkładu, z Finlandii.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tegoroczny konkurs zrehabilitował Finlandię, ponieważ został doskonale zorganizowany, był błyskawiczny, z piękną scenografią i piosenki chyba wszystkie były na dobrym poziomie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Natomiast Polacy byli niedotarci, stremowani, niepewni siebie. Piosenka nijaka i bez polskiego akcentu. &lt;strong&gt;Wobec czego nie należy wyciągać wniosków: ”Nie lubią nas w Europie...”, bo to nie Europa winna, tylko zły wybór zespołu i piosenki na tego typu konkurs. Tu wygrywają ci, którzy wypadają brawurowo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkfddjIVJ9I/AAAAAAAAAkE/dNamNbnz_MY/s1600-h/Marija+Serifovic+nagroda.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5064259805717538770" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkfddjIVJ9I/AAAAAAAAAkE/dNamNbnz_MY/s400/Marija+Serifovic+nagroda.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Po raz pierwszy byłam fanką piosenki, która wygrała! Niewątpliwie nie miała rywalki.&lt;/strong&gt;Choć ciekawie wypadły też Niemcy, Węgry, Łotwa, Rumunia, Mołdawia.Ukraińskie bzyku-bzyku wcale mnie nie zafascynowało. (Zauważyliście, że na tym festiwalu panuje moda na drag queen?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zauważyłam też (nie pierwszy raz), że byłe republiki głosują na siebie.&lt;/strong&gt; Należące kiedyś do ZSRR głosowały na siebie, była Jugosławia na siebie i ... państwa skandynawskie na siebie. W dwóch pierwszych wypadkach dają dowody, że nadal się kochają, wobec czego dlaczego się porozłączały i to krwawo? Nieodgadnione są drogi miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkfdrzIVJ-I/AAAAAAAAAkM/zwlnn52nV4g/s1600-h/Marija+Serifovic.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5064260050530674658" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkfdrzIVJ-I/AAAAAAAAAkM/zwlnn52nV4g/s320/Marija+Serifovic.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Wygrała (ilością 268 punktów) piosenka absolutnie najlepsza, z piękną linią melodyczną, prosta (acz nie prostacka), od razu wpadająca w ucho, z przyzwoitym tekstem (miłosnym oczywiście: „Twoje imię, to moja jedyna modlitwa...”), doskonale zaaranżowana i brawurowo zaśpiewana.&lt;/strong&gt; &lt;strong&gt;&lt;br /&gt;Marija Śerifović z Serbii - niepozorna, niewysoka, ciut grubawa dziewczyna w okularkach, przydługich spodniach czarnego garnituru, białych adidasach – przypominająca raczej chłopaka, a nie modne w popie lalki Barbie - złamała tradycję tego festiwalu. Wygrała nie za głaskanie się po erogennych częściach ciała przy akompaniamencie bzyku-bzyku, tylko za autentyczny talent.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie wszyscy dawali jej punkty, a ci co mieli najlepszy gust dali po 12. (Szwajcaria, Macedonia, Węgry, Bośnia i Hercegowina, Kroacja, Słowenia, Finlandia.)&lt;br /&gt;Polacy dali 12-stkę na ukraińskie bzyku-bzyku i może to jest tajemnicą naszych niepowodzeń? Nie mamy wyczucia. Ot co!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niespodzianka! „Molitva” już jest na You Tube, wobec czego i na Blogowisku! Klik i leci.&lt;/strong&gt; _____________________________________________________________&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;MAJ – TO W AUSTRALII OSTATNI MIESIĄC JESIENI.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK7UDIVJZI/AAAAAAAAAfk/144HhYGl23A/s1600-h/w+jesiennym+lesie.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062814884229883282" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK7UDIVJZI/AAAAAAAAAfk/144HhYGl23A/s400/w+jesiennym+lesie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Nie jest ona tak piękna i wszechobecna jak w Polsce, ale jest, wobec czego na początek australijska jesień, a potem usprawiedliwienie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście całkowita jesień snuje się tylko w głębi kontynentu i to w niektórych miejscach.&lt;/strong&gt; Chociaż i nad oceanem można znaleźć europejskie drzewa, a nawet całe ulice nimi obsadzone. Głównie jednak nadal jest zielono jak w lecie. Tym bardziej, że wciąż mamy temperatury powyżej 20 stopni C!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;DŁUGA PRZERWA!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bo ciągle coś ważniejszego wypadało niż pisanie raptularza, a na koniec jeszcze komputer się rozkraszył!&lt;/strong&gt; Pewnie przyładowałam mu więcej, niż był w stanie znieść. (Szkoda, że nie można tak przyładować niektórym ludziom...)&lt;br /&gt;Krach nastąpił niespodziewanie. W nocy wszystko działało, a rano windowsy się nie włączyły. Wobec czego przerwa w pisaniu powiększyła się.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;I trwałaby bardzo długo, gdyby nie Grześ Panter! Niewątpliwie jego przyjaźni zawdzięczamy wszystkie komputery, które posiadamy.&lt;br /&gt;Nie wiem jak mogłabym mu serdeczniej podziękować za czas stracony na wyszukiwanie nowych części i składanie kolejnego komputera – jeśli nie pracą na tym właśnie komputerze!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Serdeczne dzięki Grzesiu i biorę się ostro do roboty!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że bez komputera czuję się jak bez nogi (coś wiem na ten temat, miałam złamaną...) i absolutnie nie należę do dziadków, którzy komputerów się boją i nawet nie starają się ich zrozumieć. Być może dlatego, że całe lata grywałam na keybordach (też komputery). Dziwię się, jeśli jakiś literat, uparcie, z błędami stuka na maszynie, zamiast wyczyścić tekst na komputerze i czyściutki wydrukować.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przy okazji muszę rozczarować tych, którym się wydaje, że ktoś robi moje blogowisko. Niestety, WSZYSTKO ROBIĘ SAMA – taka jestem zdolna i już! Po prostu: szybko łapię.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że przez kilka tygodni przerwy stęskniłam się za internetem. Kochani czytacze - co byśmy bez niego poczęli! Jaka to wygodna więź! Możemy spotykać się i gadać bez zobowiązań, uśmiechów, kaw, herbatek; nieuczesani, rozchełstani, nawet na golasa jak kto lubi i nikomu to nie przeszkadza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK4jTIVJTI/AAAAAAAAAe0/oij9qPE5JfQ/s1600-h/internet+netword"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062811847688004914" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK4jTIVJTI/AAAAAAAAAe0/oij9qPE5JfQ/s400/internet+netword%27s.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;A oto jak wygląda ta najnowocześniejsza obecnie więź ogólnoludzka &lt;em&gt;(nawet ładnie, tak jakoś kosmicznie...).&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JAK JUŻ JESTESMY PRZY KOSMOSIE &lt;/strong&gt;– pisałam w zeszłym raptularzu, że słońce zagrozi nam w 2012 roku. Dlaczego w takim razie od słońca wszystko się zaczęło?... cytuję:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„Stary szwedzki uczony Arenius powiedział kiedyś, że &lt;em&gt;Życie spłynęło na Ziemię na promieniach słońca.&lt;/em&gt; Potwierdzają to badania z końca XX wieku, dowodzące, że życie na Ziemi powstało dzięki słońcu i soli.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kiedy ziemia stygła, a w chmurze pary wodnej otulającej glob ziemski powstała luka, promień słońca padł na kałużę wody morskiej, pozostałą po odpływie. Wtedy to, w jakimś przypadkowym, a korzystnym dla startu życia układzie biopierwiastków zawartych w soli morskiej, powstała sytuacja, w której z prymitywnych aminokwasów utworzyły się prymitywne białka i nabrały właściwości półprzewodników. Tak ponoć zrodziło się życie.”&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czyli od słońca się zaczęło i słońce ma nas wykończyć, a przecież: kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera?...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK68DIVJXI/AAAAAAAAAfU/akW68YjMi1o/s1600-h/slonce+w+morzu.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062814471913022834" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK68DIVJXI/AAAAAAAAAfU/akW68YjMi1o/s400/slonce+w+morzu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Może w takim razie (jeśli nie pomoże prawo Morgensterna) pomogą słowa:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NAM-MYO-HO-RENGE-KYO – które mają określać wszystkie zjawiska zachodzące we wszechświecie.&lt;/strong&gt;Sekta buddyjska Nichiren Shoshu wyznaje, że jednym z motywów przewodnich ich nauki jest przekonanie, że jeśli czegoś się pragnie wystarczy szybko powtarzać ten zwrot, prosząc o spełnienie życzenia. Odmawiać należy 2x dziennie, zaraz po przebudzeniu i wieczorem przed występem (jeśli się jest artystą). &lt;strong&gt;Nie musisz nawet wierzyć, to i tak działa. Zaczynasz wierzyć widząc konkretne dowody. A są one często wręcz namacalne.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Strona duchowa, to tylko część naszego życia. Obejmuje ono również działalność fizyczną, nasze zdrowie, nasze cechy fizyczne. Dlatego można te słowa odmawiać z myślą o rzeczach materialnych, o tym co ma się wydarzyć.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Te słowa magiczne, czy też spirytualne, należy często i szybko wypowiadać, żeby spełniło się pragnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak nam to nie pomoże, to już pewnie nic nam nie pomoże! Czyli nie należy dociekać co będzie, tylko cieszyć się dniem dzisiejszym. &lt;strong&gt;Niedawno przyjaciel powiedział mi, że nie warto myśleć o przeszłości ani o przyszłości, że ważna jest tylko teraźniejszość.&lt;/strong&gt;Jeśli chodzi o przyszłość – w pełni mi się to udaje, bo nie lubię abstrakcji, ale niestety przeszłość ciągle we mnie siedzi! &lt;strong&gt;Wobec czego jeszcze jedno: &lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;WSPOMNIENIE Z PRZESZŁOŚCI!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Choć trudno to dopasować do mojej bitowo-rockowej indywidualności,&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GRAŁAM NAWET U FOGGA!&lt;/strong&gt; Jakby kto nie uwierzył przedstawiam dowód – prawie namacalny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK6oTIVJVI/AAAAAAAAAfE/WHFdg52F_ZQ/s1600-h/ja,+u+Fogga.2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062814132610606418" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp2.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK6oTIVJVI/AAAAAAAAAfE/WHFdg52F_ZQ/s400/ja,+u+Fogga.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Fogg bardzo dobrze płacił!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie Czerwone Gitary dostawały za koncert 100zł, a ja, za chałturę,a nie za dopracowany koncert miałam płacone 300 zł. Czasami nawet były dwa koncerty w tym samym miejscu.&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że zgodziłam się na propozycję p. Mieczysława, żeby wziąć urlop dziekański ze szkoły muzycznej i przez rok pozarabiać!&lt;br /&gt;I tak, któregoś dnia, menadżerka, wraz ze sławnym piosenkarzem zjawiła się w szkole na Świętojerskiej, żeby załatwić mi urlop.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Trzeba było widzieć co się działo!!! Dyrektor wraz z sekretarkami z niesamowitą awanturą wylecieli na korytarz, wyganiając sławnego artystę wraz z menadżerką, &lt;/strong&gt;krzycząc, że deprawują uczniów, przeszkadzając im w nauce! Miałam szczęście, że nie wyleciałam ze szkoły, ponieważ wszelkiego rodzaju chałtury były w czasie lat szkolnych zabronione. Oczywiście w teorii, bo kto miał okazję to oszukiwał - bez pieniędzy żyć się przecież nie da...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie i tak się udawało. Mój okropny profesor od fortepianu (choć uczeń prof. Ekiera, uczył grać metodą z 15 roku – nie potrafił porwać ani zainteresować ucznia), wciąż sprawdzał, czy mam odciski na lewej ręce od grania na gitarze elektrycznej i groził mi wywaleniem ze szkoły. Na szczęście na groźbach się kończyło, co może dziwić, bo byłam kobietą, a tych nienawidził...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Także po Opolu wracałam z duszą na ramieniu, przecież widać mnie było w telewizji! Ale dyrektor tylko dobrotliwie zauważył, że podskoczyłam w czasie piosenki i ... na tym się skończyło.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Niestety, na awanturze z Foggiem też się skończyło. Bowiem wybrałam jednak szkołę, dziś nie wiem czy dobrze zrobiłam? Przecież muzyki rozrywkowej nie nauczą cię grać w szkole, a belfrem byłam nie mając do tego powołania - choć przyznam, że będąc perfekcjonistką nieźle mi i ta praca wychodziła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tak to skończyła się moja bajecznie płatna chałtura w zespole „Klipsy” - za taką forsę mogłam grać nawet tanga, &lt;/strong&gt;tym bardziej, że pan Mieczysław stawał za kurtyną, składał ręce jak do modlitwy i przyjaźnie zachęcał: „Doskonale! Świetnie!”, nawet mimo, że w czasie koncertów wywracałam oczami (co widać na zdjęciach!), że niby ja – taka bigbitówa! posuwam jakieś stare kawałki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Muszę przyznać, że forsa nigdy mnie nie kochała na dłużej.&lt;/strong&gt; To były zawsze krótkotrwałe miłosne przygody. Widać taka moja karma, wobec czego nie narzekam...&lt;br /&gt;Zresztą i tak miewam niecodzienne pragnienia, np. żeby:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WYŚCISKAĆ TYGRYSA!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Niestety, wielu marzeń nie jesteśmy w stanie urzeczywistnić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK7FDIVJYI/AAAAAAAAAfc/xDqE_BwQvTE/s1600-h/Tiger+2.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062814626531845506" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK7FDIVJYI/AAAAAAAAAfc/xDqE_BwQvTE/s400/Tiger+2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Moim pragnieniem od lat jest wyściskanie tygrysa. Chciałabym przytulić się do jego pięknej, pręgowanej głowy, objąć za szyję i z całej siły uściskać.&lt;/strong&gt; Niestety, gdybym to zrobiła pierwszemu lepszemu tygrysowi, to by mnie zjadł! Nie pojąłby przyjacielskich intencji lub głód byłby silniejszy.&lt;br /&gt;Choć nie jest to marzenie nie do zrealizowania! Są tygrysy oswojone, które przytulają się do swoich opiekunów, co widać na fotografii z internetu!&lt;br /&gt;(Tygrys to potrafi, coooo?...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Australii można udać się na spacer z białym tygrysem na smyczy, za jedne czterysta dolarów. Może, specjalnie poinstruowana przez trenera, mogłabym spełnić swoje marzenie, za tę niewielką w końcu sumę, bo tygrysowi byłoby i tak wszystko jedno, najwyżej znudzony machnąłby ogonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rzecz w tym, że ściskając przygodnego tygrysa pragnę, żeby odwzajemnił moją sympatię. &lt;/strong&gt;A to może nastąpić jedynie, gdy nastanie raj na Ziemi – co obiecują (jednak dla wybranych, a więc nieprawda) Świadkowie Jehowy.&lt;br /&gt;W dzisiejszych czasach, gdybym rzeczywiście chciała wyściskać tygrysa, musiałabym zamieszkać na farmie albo w buszu; oswoić tygrysią sierotkę i wyhodować ją na dorosłego, pełnego miłości do dobroczyńcy osobnika. Pragnienie to musiałoby być na tyle silne, żeby zmusiło mnie do odizolowania się od ludzi i do całkowitego poświęcenia się tygrysom.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niestety, mam pragnienia silniejsze i obowiązki ważniejsze, a tygrysy chciałabym ściskać jedynie od przypadku do przypadku.&lt;br /&gt;Dlatego wyściskanie tygrysa nadal pozostaje moim niespełnionym marzeniem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje mi więc czekać na powrót raju, w którym miłość będzie bezinteresowna. Wierzę, że mnie przyjmą - gdyż zaliczam tylko grzechy powszednie i kocham bliźniego swego (jeśli nie jest łajdakiem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK6zDIVJWI/AAAAAAAAAfM/OZsJWj5ZZnc/s1600-h/Rudenki.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062814317294200162" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkK6zDIVJWI/AAAAAAAAAfM/OZsJWj5ZZnc/s400/Rudenki.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A na zapas zadowolałam się ściskaniem mojego rudo-pręgowanego, wielkiego kota, który już do raju trafił. Uczucie było wzajemne, gdyż przebywając jeszcze na Ziemi, w dowód miłości, przynosił mi kradzione kawałki boczku.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie mógł przecież zrozumieć, że z miłości do zwierząt jestem wegetarianką.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to ściskam naszych (już) sześć! kotów. U trzech, co prawda, jeszcze nie ma co ściskać, bo są małe, ale mam nadzieję, że wyrosną na wielkie, ośmiokilowe kocundury odpowiednie do ściskania, takie jakim był nasz Rudy - Fiodor Dostojewski Bolszoj, który do tego bardzo lubił być ściskany!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZATEM JEŚLI LUBICIE, TO ŚCISKAM WAS Z CAŁEJ SIŁY!!! PA!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-8937372975594790089?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/8937372975594790089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=8937372975594790089' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/8937372975594790089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/8937372975594790089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/05/10-maja-2007r-jeszcze-troch-jesieni.html' title='10 maja 2007r. – jeszcze trochę jesieni...'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/RkfddjIVJ9I/AAAAAAAAAkE/dNamNbnz_MY/s72-c/Marija+Serifovic+nagroda.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-117144620306910030</id><published>2007-02-14T23:31:00.000+11:00</published><updated>2007-04-06T18:56:47.934+10:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='A'/><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - 14 lutego 2007r. - jeszcze trochę lata...</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Luty, to w Australii ostatni miesiąc lata. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Choć formułka ta tylko tak oficjalnie brzmi, bo to oczywista nieprawda.&lt;/span&gt; Potrafi tak przygrzać w marcu i w kwietniu, że żyć się odechciewa. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na szczęście dla nas, żyjących na antypodach, tegoroczne lato jest niespotykanie umiarkowane, bo klimat się zmienia i&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; w związku z tym, że grozi ocieplenie, już się ochłodziło.&lt;/span&gt; Miejmy jednak nadzieję, że nie stanie się jak na filmie „After Tomorrow”, który zachwycił mnie jedynie możliwościami komputera! To wprost niesamowite, że można pokryć śniegiem i lodem Nowy Jork tak, że wygląda to jak rzeczywistość. (Nawiasem mówiąc, media podają, że  obecnie jest tam rzeczywiście minus 38 stopni!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/708962/woda.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/166117/woda.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czasem zastanawiam się, że gdyby doszło do zagłady życia na Ziemi, ale ocalałyby przedmioty martwe i gdyby wtedy jakieś UFOludy tu dotarły, to przeglądając hollywódzkie filmy mogłyby wyciągnąć fałszywe wnioski.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I to nie z pokrytego lodem N. Jorku, ale z amerykańskiej propagandy demokracji, szlachetności i pomocy dla całego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Może jednak woda nas nie zaleje, tak jak przepowiadają to, już nie tylko prorocy, ale i nagle dalekowzroczni uczeni. &lt;/span&gt; Nagle dalekowzroczni, bo, oto co znalazłam w prasie 2006r na temat uczonych: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kilkanaście tysięcy klimatologów, fizyków, meteorologów i geofizyków z całego świata podpisało petycję oregońską, która głosi, że n&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ie ma naukowych dowodów &lt;/span&gt;wskazujących, iż to CO2, metan i inne gazy emitowane do atmosfery w wyniku działań człowieka mogą spowodować katastrofalne zmiany klimatu Ziemi.&lt;/span&gt; Czytając tę wiadomość zastanawiałam się, kto zdołał przekupić kilkanaście tysięcy uczonych? Nie mogłam bowiem uwierzyć w ich krótkowzroczność...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W Australii też nareszcie coś ruszyło i nawet ostatnio reklamuje się w TV wiatraki zasilające farmy w elektryczność i prawdopodobnie już buduje się nowe źródła energii.&lt;/span&gt; Bowiem, jak podano w prasie w zeszłym roku: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ekologiczny komin dwa razy wyższy od największego wieżowca świata stanie w Australii. Nazywa się go Słoneczną Wieżą. Będzie on najwyższą budowlą jaką kiedykolwiek wznieśli ludzie. U podnóża komina rozpościerać się będzie niczym ogromna suknia – szklane koło o średnicy 7 kilometrów. Powietrze pod szybami ogrzewane energią słoneczną ma przemieszczać się w kierunku komina, a tam pędzić z szybkością 60km na godzinę. W wyniku tego 32 turbiny znajdujące się u wylotu komina mają generować prąd, dostarczając 200 megawatów energii. Wystarczająco dużo, żeby zapewnić elektryczność w 200 tysiącach domów. Może ona pracować przez całą dobę. Będzie jednocześnie elektrownią wiatrową i słoneczną. Jego budowa rozpoczęła się w 2006r w południowej Australii (Mildura, najbliżej Adelajdy). Koszt: 500-750 milionów dolarów. Natomiast potem koszty energii produkowanej przez Solar Tower będą niemal zerowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/455764/basen.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/870078/basen.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Cóż, nawet wiedząc o zagrożeniu, jakoś trzeba żyć! &lt;/span&gt;Zatem zanim dojdzie do ostatecznej katastrofy pluskajmy się w jeszcze spokojnych oceanach...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Choć, ze względu na trujące potwory, które masowo żyją w wodach australijskich oceanów, bezpieczniej jednak w basenach, także publicznych - nawet jeśli zaplącze się do nich krokodylek, jak ten pokazany w telewizyjnych dziennikach początkiem lutego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;OPTYMISTYCZNE PRAWO MORGENSTERNA!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Z grubsza biorąc głosi, że: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;niesprawdzanie się nieuchronnych w świetle nauki kataklizmów następuje w ogromnej mierze dlatego właśnie, że zostały one z całkowitą pewnością przewidziane, podane do publicznej wiadomości, opublikowane.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Wspaniałe prawo! Ponoć już wiele razy się s-prawdziło. Wystarczy zatem tylko nagłaśniać nadejścia wszelkich kataklizmów - a nic nam nie grozi! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Choć ja zawsze podejrzewam, że to jednak UFOludy nam pomagają i to nie z ogromnej miłości do nas, jeno z obawy przed prawem motyla. (Jak na Ziemi motyl poruszy skrzydłami, to reakcją na to może być trzęsienie na końcu wszechświata. O ile ma on koniec...) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A tak na marginesie, zacznijmy stosować to prawo w wypadku osobistych, grożących nam  kataklizmow, to może też do nich nie dojdzie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MOJE TRZY SPOTKANIA Z CZESŁAWEM NIEMENEM&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mam na myśli bliskie spotkania trzeciego stopnia, nie te w których podziwiałam go na estradzie.&lt;/span&gt; (Tych było więcej.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/608897/Niemen.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/55957/Niemen.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pierwsze zdarzyło się za czasów początków Niebiesko-Czarnych, którzy występowali w teatrze Komedia na Żoliborzu&lt;/span&gt;. My – przybyła z centrum grupa wielbicieli big bitu, wywijająca szalikami na ich ostatnim  koncercie - spytaliśmy muzyków, czy możemy zabrać się z nimi do Domu Chłopa, w którym nocowali, ponieważ nocne autobusy chodziły jak chciały. Nie było problemu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czesław Niemen siedział tuż przed nami wraz z Adą Rusowicz - wtedy jego dziewczyną. Całą drogę szeptał jej czule do ucha. Nas pewnie nie zauważył.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Drugi raz, ostatniego dnia lata w sopockim Non Stopie 1965r.&lt;/span&gt; - gdy właśnie Czerwone Gitary skończyły grać - ja z podróżną torbą (szłam prosto na dworzec) przepychałam się przez drzwi w metalowym płocie, a Niemen w tym samym czasie wchodził, żeby się pożegnać z muzykami. Wpadliśmy na siebie w wąskim przejściu, gdzie nie mieściły się dwie osoby naraz. Niemen krzyczący coś do chłopców z Cz. G. spojrzał na mnie mimochodem, ja zarejestrowałam jego rozwiane morskim wiatrem  włosy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trzecie spotkanie było już bliższego stopnia i miało miejsce w Australii w 1993r, tuż po jego koncertach w Sydney.&lt;/span&gt;  Spytałam wtedy, czy udzieli wywiadu i zgodził się. Następnego dnia (8.03.93) spotkałyśmy się z mistrzem (Ernestyna Skurjat i ja), na pożegnalnym party w domu jego australijskiego menagera Bogdana S. Niemen przywitał nas, serdecznie ściskając nam ręce i jednak zastrzegając: „Tylko pięć minut!” Na szczęście „pięć minut” przekształciło się w równe półtorej godziny i trwałoby zapewne dłużej, gdyby nie goście, którzy dopominali się obecności porwanego!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mistrz usadowił się na krześle w pozycji półleżącej, z mikrofonem przy ustach (gdy wszedł do pokoju, na widok rozstawionej aparatury zdziwił się „Zupełnie, jak w studio!” ) i ...fajnie się nam rozmawiało.&lt;/span&gt; Był absolutnie pozytywnie do nas nastawiony, nawet trochę prowokujące pytania Ernestyny cierpliwie wyjaśniał. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pukających (trudno się dziwić, gdy już minęła godzina...) wypraszał słowami: „Nie umiecie się bawić sami? Muszę was zabawiać?” lub bardziej obcesowo: „Tu nie kawiarnia, proszę wyjść!”. Czy celując palcem w natręta nakazywał z godnością: „Z Bogiem!”&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdyby nie partowi goście, moglibyśmy rozmawiać jeszcze kilka godzin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/491957/Niemen%20dedykacja.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/355128/Niemen%20dedykacja.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gdy skończyliśmy nagrywanie i  podpisywał mi płyty powiedziałam: „Chciałam jeszcze zadać panu jedno pytanie, ale nie śmiałam.” „Jakie?” „Czy czuje się pan szczęśliwy?”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;„A to już byłoby nieprzyzwoite pytanie” – odparł. Wtedy zgodziłam się, dziś nie jestem pewna. Jakakolwiek odpowiedź na to pytanie nie jest obnażająca. Jest to fakt i to nie wstydliwy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Po udzieleniu wywiadu, gdy staliśmy na backyardzie, mistrz dołączył do nas i tylko z nami nadal rozmawiał, uważnie słuchając opowieści o życiu w Australii. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Miał zwyczaj zaglądać opowiadającemu prosto w twarz.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Żona Niemena (przez 30 lat) Małgorzata, już po jego przedwczesnej śmierci udzielając wywiadu powiedziała: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jego prawość, wyrozumiałość wobec ludzi była wyjątkowa. Może to jego wschodnie pochodzenie... Wciąż czuję, że daleko komukolwiek do Czesława.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Podobne wrażenie odniosłam po trzecim spotkaniu Czesława Niemena. Jeśli istnieje coś takiego jak siła magnetyczna - on ją miał. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Czasem pewne uczucia ludzkie odbieram w różnej postaci. Widziałam już czarną chmurę biegnącą od wściekłej kobiety, widziałam pioruny nienawiści, jak ogniste kule z ogonkami, wylatujące od innej. Często odbieram od pozytywnych dobrą energię, która mnie regeneruje. Czuję też, gdy pozornie serdeczni coś ukrywają. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Czesław Niemen był silną osobowością. Szły od niego prądy, które odbierało się nawet fizycznie, zupełnie inaczej niż powiew wiatru. Jakby obdarowywał wybranych pozytywną energią.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Przy nim nie liczyła się żadna inna obecność, każdy człowiek chciał być w centrum jego uwagi. I to nie dlatego, że był sławny, tylko dlatego, że miał magnetyczną osobowość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/984416/pierwsza%20plyta.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/568852/pierwsza%20plyta.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;No, być może nie w pełni udało mi się przekazać, że czuło się w nim nie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;mana&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;, tylko Mistrza (nie tylko w muzycznym sensie). Ci, co czytali coś na ten temat, wiedzą o co mi chodzi... Co jeszcze mogę dodać? Na pytanie, czy przyleci ponownie do Australii, nie odpowiedział, bo ktoś mu przerwał...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Na okładce płyty namalowano mu brązowe oczy, zapamiętałam, że miał niebieskie jak australijskie niebo, którego czystością się zachwycał.&lt;/span&gt; A także, że nie mógł się nadziwić, że mam jego pierwszą płytę, z piosenką z filmu „Czarny Orfeusz” oraz, że dotarła ona ze mną, aż do Australii... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;Tego wieczoru zrobiono wiele zdjęć - zgadzał się pozować, choć tego nie lubił. Stałam tuż przy Mistrzu, niestety nie mam ani jednej fotografii - ci co je robili gdzieś zniknęli, Bogdan S. nie wie gdzie je ma, a my nie zabraliśmy z domu aparatu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;NIERZUCAJĄCE SIĘ W OCZY MISTERIA&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Specjalnie lubię, nie wiem dlaczego, bibliotekę na Maroubra Junction – Bowen Library. Inne biblioteki są większe, lepiej zorganizowane, piękniejsze, ale ta ma atmosferę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/289885/Bowen7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/904730/Bowen7.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Dziwną i niepowtarzalną. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jest milcząca, tajemnicza, jakby wybudowano ją na posiadającym mistyczną siłę miejscu.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Moja córka Selma na moje usilne i wielomiesięczne prośby zrobiła kilka zdjęć biblioteki o zmierzchu. (Nie mamy wciąż kamery digital, w przeciwnym wypadku zrobiłabym je sama.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Poprzerabiałam zdjęcia na photoshopie w taki sposób, żeby oddawały to, co ja w tym miejscu widzę, a co jest niewidoczne gołym okiem. Część z tych przeróbek już jest umieszczona na Fotogalerii sympatycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/307381/bowen%20ulica.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/588247/bowen%20ulica.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziś jeszcze dwa zdjęcia przekazujące obrazy z mojej podświadomości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Natomiast wewnątrz, na półkach często uda mi się znaleźć niepozornie wyglądającą książkę zawierającą wielką mądrość. I tak ostatnio wsunęła mi się w ręce...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;...&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„MĄDROŚĆ GŁUPCÓW” IDRIESA SHANA &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;urodzonego w Indiach. Jego ojciec był afgańskim pisarzem i dyplomatą, pochodzącym z rodziny, której korzenie sięgają czasów Mahometa, matką zaś Szkotka. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Idries Shan jest sufitą. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dla sufich życie jest podróżą, podczas której człowiek zdobywa rozproszoną po świecie wiedzę o Bogu, o oderwanej od Stwórcy duszy, o własnej egzystencji.(...) Sufi twierdzą, że ich myśl jest odwieczna, starsza nawet od Mahometa. Głównym celem sufizmu jest wyzwolenie czlowieka z niewoli ego i doprowadzenie go do pełni.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Mądrość głupców jest zbiorem przypowieści i nauk przekazywanych  przez sufickich mistrzów swoim uczniom w myśl zasady: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tej wiedzy nie można  poskąpić komuś, kto na nią zasługuje, ale też nie sposób przekazać jej temu, komu się ona nie należy.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Najbardziej charakterystyczną cechą mądrości sufich jest fakt, że ...to, co ludzie o wąskich horyzontach zwą mądrością, sufim zdaje się głupotą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/514880/czytajacy%20Koran.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/239081/czytajacy%20Koran.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Osobiście zgadzam się z filozofią sufich. Nigdy jej nie studiowałam, bo w obecnym życiu nie wiedziałam, że istnieje; ale być może zetknęłam się z nią w jakimś poprzednim istnieniu, w każdym razie nie jest mi obca: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;z latami pozbywam się swojego ego, wartości materialnych nie uważam za najważniejsze, ludzi o wąskich horyzontach nie toleruję i bywa - że od początku potrafię zauważyć niewidoczne dla innych prawdy.&lt;/span&gt; Jak w przypowieści o krowie, która dawała ogromne ilości mleka i w związku z czym „była wychwalana pod niebiosa”, ale ...oprócz zalety miała istotny nawyk: otóż ZAWSZE po udoju, celnym  kopniakiem wywracała wiadro z mlekiem. (Zgadnijcie o kim mowa?)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KILKA NOWIN Z POLONIJNYCH TELETYGODNIKÓW&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kalejdoskop:&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;LICZBA&lt;/span&gt; dzieci urodzonych przez matki w wieku 15 –19 lat na 1000 urodzeń. Nie procent, tylko liczba? Bo dalej wychodzi: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dwa lata później było NIECO ponad 15 urodzeń..."&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt; Tzn, że było np. 15 i siedemnaście dziesiątych urodzenia na 1000 urodzeń? &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ciekawi mnie bardzo te siedemnaście dziesiątych urodzenia, bo nie mogę sobie tego wyobrazić.&lt;/span&gt; Czy tak się to teraz wyraża ?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zachwalający USA Kalejdoskop wreszcie zadał „...pytanie, czy Amerykanie nie pozwalają sobie na zbyt wiele?”&lt;/span&gt;( W związku z ujawnieniem tajnej notatki, na temat krytycznej wypowiedzi Giertycha w sprawie Iraku, wiceambasador USA zasugerował odwołanie Giertycha ze sprawowanej przez niego funkcji!) Fakt pozwalania sobie wszyscy dawno zarejestrowali, ale lepszy spóźniony refleks niż żaden...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Choć Oto Polska wciąż mdli staroświecką czołówką, w której Wałęsa co tydzień przysięga na prezydenta, jest postęp!  &lt;/span&gt;Prowadząca telewieści Beata Ch-O ostrzygła się na Patrycję Arquette z „Medium” i bardzo jej do twarzy. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Za to z satysfakcją odnotowuję, że czołówka Kalejdoskopu po dziesięciu latach się umodniła! I czego my w niej nie mamy! I papieża Benedykta i Leppera i muzyczkę z efektami techno - bzyku, bzyku...&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeśli w państwie jest prezydent i premier,&lt;/span&gt; to premier jest tym „pierwszym” - reguła, która   w Polsce sprawdza się w 100%. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rokita zbuntowany! Gdy bez konsultacji z władzami swojej partii przedstawił raport (w imieniu Platformy) „Głęboka przebudowa państwa”&lt;/span&gt; Tusk po ojcowsku to skomentował: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wystąpienie Rokity traktuję jako niepotrzebny krok przed szeregi, takie zachowanie prymusa, ale z tym da się żyć. &lt;/span&gt; Za to Tusk zachowuje się jak prymus na arenie międzynarodowej. Zdarzyło mu się reprezentować Polskę zamiast premiera, choć jakby nie było jest szefem gabinetu cieni i z tym już niekoniecznie da się żyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Gronkiewicz-Waltz, też traktuje Rokitę z pobłażaniem: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;On się nie konsultuje, nie dzieli, jest takim samotnym myślicielem, samotnie chodzi na spacery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Problem w tym, że w polskiej polityce rządzą się gabinety cieni i podcieni, jeden drugiemu nogi podstawia, nikt się z nikim nie konsultuje i każdy chodzi na samotne spacery. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Płacą za to obywatele: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;tragicznie dzieje się w państwie, które zamyka szpitale, bo państwo nie dopłaca tyle, żeby mogły istnieć i leczyć ludzi.&lt;/span&gt;  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ps. 1 Pod moim felietonem o politycznym cyrku, zamieszczonym na Wirtualnej, &lt;/span&gt;jakiś wąskomózgi doradził mi podłączenie się do płatnej polskiej telewizji. Wydaje mu się, że w płatnej politycy mniej dokazują.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Na oglądanie całej telewizyjnej darmochy nie mam czasu, to  PO CO jeszcze dopłacać? Wolę sponsorować dziecko w Afryce - przynajmniej jest realna korzyść.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ps. 2 Jak już jesteśmy przy Platformie to, czy może mi ktoś wyjawić tajemnicę wąsów Krzysztofa Putry? &lt;/span&gt;Jaką rolę spełniają? Atrybutu Sarmaty, daszku, zasłonki, czy może są sexi? Jestem nimi zafascynowana.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;JAK NIE CHCESZ ZWARIOWAĆ - SPRAW SOBIE SEKRETARKĘ...&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;...bo czy istnieje ktoś, kto lubi telefony? Jeśli już, to tylko zakochany. Normalny człowiek nie znosi natrętów.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na całym świecie nie ma nic bardziej zakłócającego ciszę i spokój jak dźwięk telefonu.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Robin Cook.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/448640/telefon.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/474123/telefon.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Telefony zawsze mi przeszkadzają,&lt;/span&gt; choć rozumiem, że muszę za ich pomocą się porozumiewać, ponieważ w Sydney znajomych dzielą dziesiątki kilometrów. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mimo to uważam, że telefon służy TYLKO do szybkiego załatwienia sprawy i umówienia się. Wielogodzinne maltretowanie grzecznego słuchacza, to egoizm.&lt;/span&gt; Dlatego właśnie mam sekretarkę: tych co blablają po trzy godziny, unikam. Nie żal mi natrętów! Zawracanie głowy, bez zapytania nawet, czy ktoś ma czas i życzy sobie, jest objawem złego wychowania. A są nawet tacy, co nie przestaliby gadać, nawet gdybym dostała ataku serca!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W takich wypadkach należy położyć słuchawkę; albo - jeśli ktoś ma wytrzymałe i jednocześnie czułe serce - założyć serwis dla samotnych, paranoicznych i sfrustrowanych, gdzie minuta wysłuchiwania kosztowałaby jednak minimum 3$. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nie opłaca się wchłanianie złej energii za darmo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;Zauważyłam też , że korzyść psychiczna z sekretarki jest większa, niż wydatki związane z oddzwanianiem, bowiem dzięki sekretarce nie muszę rozmawiać z osobnikami, którzy obgadują, a potem się wypierają. Zmuszając ich do korespondencji, zachowuję dowody. (Wszystkim polecam, co nie znaczy, że jestem agentką CIA ani jakiegokolwiek innego wywiadu...)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;NIE SPOSÓB NIE ODNOTOWAĆ WALENTYNEK...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/755610/Love%20is%20blue.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/314448/Love%20is%20blue.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;... bo wszędzie ich pełno. Na szczęście miłość NAPRAWDĘ nie trwa wiecznie! I chwała Bogu,  bo nie jest nudno.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Od najdawniejszych czasów śpiewano o złamanych sercach i potwierdzano,  że „Miłość krótko trwa aaa... aaa... aaa...”&lt;/span&gt; Tylko raz jedna pani smędziła, że: „Miłość ci wszystko wybaczy...” co jest wierutnym kłamstwem, ponieważ tam gdzie poniżenie, nie ma miłości (seksualnej). Chyba, że ktoś jest masochistą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Najszczęśliwiej jest, gdy krótka miłość przekształca się w długą przyjaźń, bo to uczucie pewniejsze i nie może istnieć bez wzajemności.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pamiętajcie jednak, że jakby nie było: „Love is blue” Niestety...&lt;/span&gt; (Choć to bardzo ładny kolor.)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;KOT ŻYJE Z CZŁOWIEKIEM OD 9,5 TYSIĄCA LAT&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/999182/LizA.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/265781/LizA.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;A&lt;span style="font-style: italic;"&gt; przodkowie kotów żyli już 20-30 milionów lat temu. Były to drapieżniki typu kociego z gatunku Proailurus. Podobny do dzisiejszego kota był Felis Iunensis, który przemykał europejskie lasy 12 milionów lat temu. Jest on uznany za przodka dzisiejszych kotow oswojonych i dzikich.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Moja rodzina, obojętnie w jakim składzie, non stop mieszka z kotami od 1974r.&lt;/span&gt; Zresztą jest to jedna z niewielu dobrych spraw, które zawdzięczam eksowi. W mojej rodzinie pokutowały &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:trebuchet ms;font-size:85%;"  &gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Foto:Selma Celejewska i Janusz Iwanus&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;przedtem wyłącznie źle wychowane i dość głupawe psy, jednak kochane... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dopiero w Jugosławii miałam swojego pierwszego kota, którego jeszcze ślepego (kociego niemowlaka) znalazły w krzakach dzieci.&lt;/span&gt; Kot okazał się Kotką Wspaniałą, której zalety doceniali wszyscy zaprzyjaźnieni muzycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/253154/Maraja.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/339432/Maraja.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Spędziłyśmy razem 2 miesiące, ale potem musiałam ją zostawić w Mośćenickiej Dradze, u pewnej sympatycznej kobiety, ponieważ zostałyśmy zaangażowane do luksusowego hotelu, w którym ukrywanie kota by nie przeszło! Na przykładzie tej małej poznałam jakim wspaniałym zwierzęciem jest kot. Ponieważ mój eks koty uwielbiał, drugi kot wspaniały mieszkał w jego domu, ale trzeci już był mój własny: gdy wróciłam do Polski znalazłam maleńką, czarną Lindę. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Obecnie żyją z nami dwa manxy bez ogonów: Liza i Maryśka, oraz Angelina z ogonem i w pończochach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;I tym optymistycznym trójdźwiękiem kończę dzisiejszy raptularz: mrniau-mrniau-mrniau!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/363503/Angelina.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/132254/Angelina.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-117144620306910030?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/117144620306910030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=117144620306910030' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/117144620306910030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/117144620306910030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/02/14-lutego-2007r-jeszcze-troch-lata.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - 14 lutego 2007r. - jeszcze trochę lata...'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-116929844417230223</id><published>2007-01-20T23:56:00.002+11:00</published><updated>2008-02-23T21:55:06.884+11:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ – 20 stycznia 2007r.</title><content type='html'>_____________________________________________________&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/62022/ogrod%20Astrolabe.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/610858/ogrod%20Astrolabe.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;W Australii lato, a wiadomo, nic tak nie rozleniwia, jak ciepło... Na szczęście mamy wyjątkowo chłodne lato. Jak do tej pory temperatury wahają się między 25, a 28 czy 30 stopni Celcjusza. Ale choć nie paraliżują jak czterdziestostopniowe upały, to jednak najchętniej czytam sobie książki siedząc pod sosną w ogródku - a tu tyle zaległości!... &lt;strong&gt;Właściwie, to już nie chciałabym mieć ani zalegości, ani przymusu, żeby coś robić - ale taka swoboda czeka nas tylko na ...Tamtym Świecie. Wobec czego kolejny raptularz...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gwiazda tego blogu JOASIA PANTER 16 stycznia 2007r. skończyła roczek!&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/533210/Joasia%20z%20mama.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/935936/Joasia%20z%20mama.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mojej kochanej wnusi (jestem przecież jej ciocią-babcią!), &lt;strong&gt;życzę pięknego i szczęśliwego życia - choć co do tego nie może być wątpliwości, że takie właśnie będzie, ponieważ córcia jest DOBRĄ DUSZYCZKĄ i ludzie od razu ją kochają!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kochanej Joasi - Wszystkiego Najlepszego! - &lt;strong&gt;Rośnij zdrowa i szczęśliwa i bądź dumą i szczęściem swoich rodziców oraz tym samym dla wielu innych ludzi!&lt;/strong&gt;Kochamy Cię bardzo! Ela i Selma. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/350572/IMG_5510copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/323993/IMG_5510copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;JAK NIE ZOSTAŁAM SŁAWNĄ TENISISTKĄ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W australijskiej telewizji od nowego roku tenis – Australian Open. Oczywiście nie oglądam, bo nudy na pudy i dziękuję Bogu, że nie zostałam sławną tenisistką! A niestety, miałam szansę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Otóż, gdy byłam chudą, wyrośniętą i długonogą piętnastolatką, za sprawą mojego szwagra, który był działaczem sportowym, &lt;strong&gt;któregoś dnia zjawił się w naszym mieszkaniu trener sławnego wówczas tenisisty Skoneckiego. Trener stwierdził, że mam warunki i predyspozycje, i zaproponował mojej matce, że może mnie trenować.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Uczyłam się grać na fortepianie, muzykę klasyczną uważałam za swoje powołanie. Propozycją trenera sławnego tenisisty byłam wkurzona, ponieważ jakikolwiek sport uważałam za czynność nieintelektualną. Lubiłam, owszem, pływać i jeździć na rowerze, ale i to jedynie w czasie wolnym.&lt;br /&gt;Wściekła, że chcą mi dokładać zajęcia, na które nie mam ochoty, złapałam w drugim pokoju mojego czteroletniego siostrzeńca i poprosiłam: - Idź i pokaż temu panu język, tylko nie mów, że ja ci kazałam!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mareczek z zapałem wykonał moje polecenie, choć nie całkowicie tak, jak sobie tego zażyczyłam. A mianowicie, stanął przed trenerem Skoneckiego i powiedział: - Ciocia kazała mi pokazać panu język! Po czym wywalił go na całą długość, z odpowiednim odgłosem. I w taki to sposób nie zostałam sławną tenisistką.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i dobrze, bo bym się zanudziła łapiąc i odbijając szmaciane piłeczki, a w tych czasach nawet zarobić się tym odbijaniem nie dało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/390694/ja%20i%20Baterowicz.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/785462/ja%20i%20Baterowicz.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wolę już słowną odbijankę, w której MUSZĘ uczestniczyć JEŚLI KTOŚ MNIE ZACZEPIA, bo przynajmniej nie jest monotonna i można komuś dołożyć.&lt;br /&gt;Oto rysunek z sydnejskiego Expressu Wieczornego - satyra na moją polemikę z pewnym literatem. &lt;strong&gt;Jedyny błąd rysownika-humorysty: nie było remisu, tylko 3:0 na moją korzyść.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LWI POCAŁUNEK&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;12 stycznia wszystkie australijskie dzienniki kilkakrotnie pokazały jak wielki lew z rozkudłaną grzywą, podchodzi do kraty, do której przyzywa go pracownica ZOO. Po czym staje na tylnych łapach, a przednie wyciąga przez kraty &lt;strong&gt;i serdecznie obejmuje kobietę, wciskając przez pręty swój ogromny łepundur, żeby z błogą miną przytulić się do jej twarzy.&lt;/strong&gt; Spiker informuje, że lew zawdzięcza jej życie, że go wykarmiła. Kto tego nie widział, niech żałuje. Bardzo rzadko widzi się na czyimś licu wyraz tak ogromnej miłości!&lt;br /&gt;Uwielbiam koty, kocundury i kociska. Moim niespełnionym marzeniem jest wyściskanie tygrysa. Niestety, nie pracuję w ZOO, a moje mieszkanie jest za małe na hodowanie lwa, czy tygrysa. &lt;strong&gt;Za to oprócz kotów liżących mnie po nosie (gdy mają na to ochotę), mam bardzo grubą, brązową myszkę, która kiedy na nią cmoktam podchodzi do mojej twarzy i stając na dwóch łapkach przez powietrze i kratę klatki całuje mnie, ruszając noskiem. Pysio jej jest tak maleńki, że nie widzę wyrazu miłości tylko oczki czarne jak koraliki.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/750658/Izis%202.psd.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/984394/Izis%202.psd.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;No, nie jest to tak efektowny pocałunek jak lwi, a i proporcje nierówne, bo ze mnie dałoby się wykroić z tysiąc myszek, ale mimo to myszka w ogóle się mnie nie boi i jest serdeczna jak rozczochrany lewundur.&lt;br /&gt;Szkoda tylko, że są to pocałunki przez kraty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;FILM O MIESZKANIU KLENCZONA W SZCZYTNIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dzięki kilku wspaniałym dziewczynom - którym za to serdecznie dziękuję! - mogłam obejrzeć puszczony w polskiej telewizji film, pokazujący dom i wnętrze mieszkania, w którym dzieciństwo i część młodości spędził Krzysztof Klenczon.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/498766/okna%20Kl.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/826030/okna%20Kl.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jego siostra Krystyna i kuzyn wdrapali się na poddasze starej kamienicy w Szczytnie i tam porównując zaszłe zmiany wspominali czasy, gdy mieszkanie należało do ich rodziny. Kamera odkrywała kolejno: kuchenkę, dwa pokoiki w których mieszkali we trójkę, wejście na strych, na którym matka zamykała małego Krzyśka, gdy coś zbroił, pokój w którym ćwiczył na gitarze, dęby za oknem, widok z okien trzeciego piętra na ulicę, jezioro, szkołę w której zdał maturę – wszystkie miejsca związane z jego dzieciństwem i wczesną młodością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Film pozostawia smutek. Jego dzieciństwo było podobne mojemu - takie to były czasy, wiele dzieci cierpiało biedę zaraz po wojnie.&lt;/strong&gt; Podobieństwo jest także w fakcie, że po rozwodzie rodziców wychowywały nas matki. I nawet nasi ojcowie obaj mieli to samo imię: Czesław.&lt;br /&gt;Klenczon miał o tyle lepiej ode mnie, że mieszkał nad jeziorem, w małym mieście gdzie było dużo powietrza i bliskość przyrody. Ja wychowywałam się na gruzach Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/153074/jezioro%20Szczytno.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/850563/jezioro%20Szczytno.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Byłam kilka razy w Szczytnie, gdy w pobliżu tego miasta spędzałam wakacje na obozach harcerskich. Podobały mi się mazurskie miasteczka. Były senne, czyste, zielone i spokojne.&lt;br /&gt;Być może spotkaliśmy się w latach pięćdziesiątych, gdy jeszcze nie był sławny. &lt;strong&gt;Pamiętam, jak na jakiejś wędrówce dotarłyśmy do Szczytna. Usiadłyśmy pod drzewem i odpoczywając śpiewałyśmy coś, a ja akompaniowałam na gitarze. Za chwilę zebrała się koło nas grupa miejscowych chłopaków.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R7_51uHywSI/AAAAAAAAEOM/_LAUMSBMh4k/s1600-h/namiot,+gitara.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5170125598553719074" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R7_51uHywSI/AAAAAAAAEOM/_LAUMSBMh4k/s400/namiot,+gitara.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zapisałam w jakimś starym raptularzu, że wreszcie jeden z nich wziął z moich rąk gitarę i na niej grał. WIęcej nie pamiętam. Siostra K.Klenczona na tym właśnie filmie powiedziała, że tylko on grał w tych czasach w Szczytnie na gitarze...&lt;br /&gt;Byłyśmy fajne, wysportowane dziewczyny, z modnie wysiapanymi fryzurami (moda na witaj smutku). Prezentowałyśmy się świetnie w wąskich, czarnych farmerkach spiętych skórzanymi paskami z metalowymi klamrami z lilijką; i w szarych bluzach, ozdobionych sznurami, emblematami i niebieskimi (w kolorze ultramaryny) chustami z czarnymi frędzlami z lasoty rozczesanej na futerko. Do tego szare berety i oczywiście białe pepegi. Może mundurki onieśmielały, dlatego znajomości nie zawarliśmy?... Zresztą na drugi dzien wyjechałyśmy ze Szczytna.&lt;br /&gt;Zapamiętałam miłe przyjęcie nas przez mieszkańców tego miasteczka. Pieniędzy specjalnie nie miałyśmy, za to puszki, które intendent obozu przyznał nam na wędrówkę. &lt;strong&gt;Weszłyśmy do restauracji, gdzie przesympatyczni kelnerzy zaprosili nas do stołu, otworzyli puszki z rybkami, przynieśli talerzyki i sztućce, oraz pokrojony, świeży chleb i nie zażądali zapłaty za nic.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To było pięćdziesiąt lat temu, przyszły gwiazdor polskiego rocka nawet nie przypuszczał, że kiedyś pokocha go pół Polski, że opuści swoje miasteczko i zginie tragicznie w obcym państwie i obcym mieście.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;14 stycznia skończyłby 65 lat.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Przed kamieniczką w Szczytnie postawiono jego pomnik, &lt;strong&gt;co kilka lat odbywają się w tym mieście festiwale jego piosenek, na których występują najsławniejsi polscy piosenkarze i muzycy,&lt;/strong&gt; a jednej z mazurskich szkół nadano jego imię.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/725497/koncert%20w%20Szczytnie.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/525833/koncert%20w%20Szczytnie.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;ROZMOWY OCZAMI itp.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;zawsze są ryzykowne. Pewne rzeczy pragniemy, żeby były i tak możemy sobie wytłumaczyć np. wyraz czyichś oczu. Tylko dobry, naprawdę dobry psycholog może odczytać z oczu prawdę, inni mogą się nabrać. Są przecież tacy co nawet oczyma kłamią perfekcyjnie! Do tego jeśli ludzie się nie znają, oczy mogą spotkać się przypadkiem. &lt;strong&gt;Czyli nie należy zbytnio wierzyć ...oczom. Dodam, że tym mniej słowom.&lt;br /&gt;Jedynie czynom. (Ale też nie robić sobie wielkiej nadziei...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„SMUTEK NIE ZABIJA,&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;miłość nie zabija, natomiast czas zabija wszystko” – kolejny cytat nie wiem czyj, bo nie zapisałam autora. Jest to oczywiście ogromne lekceważenie mędrców, którzy wpadają na tak OCZYWISTE prawdy. Przepraszam za lekceważenie!&lt;br /&gt;Jednak w tym wypadku, nie całkiem zgadzam się z cytatem, bo smutek i miłość potrafią zabić CZASAMI. &lt;strong&gt;Natomiast czas zabija wszystko ZAWSZE. Może dopiero to rozwinięcie jest oczywistą prawdą - czyli w tym wypadku nie mam za co przepraszać autora.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIE DO KOŃCA...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Tragedią życia nie jest to, że człowiek przegrywa, lecz, że nieomal wygrywa.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Heywood Brown&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W moim życiu takie tragedie zdarzyły się kilka razy. Podejścia urywały się nagle, bezpowrotnie. &lt;strong&gt;Wyglądało, że wszystko zdąża do triumfu i nagle …krach!... i po wszystkim. &lt;/strong&gt;I nigdy nie było powrotu lub możliwości zaczęcia tego samego od nowa. Musiałam iść dalej, inną drogą, zaczynać coś innego.&lt;br /&gt;Z wiekiem nauczyłam się nie brać tragicznie ani przegranych, ani nieomal wygranych.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pchanie się na wyżyny, czasami jest tylko stratą czasu, bo i tak nikt nie jest w stanie stale egzystować na szczycie – jest tam zbyt rozrzedzone powietrze.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GDY METEORY SIĘ ROZPADŁY...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;...najpierw trochę pochałturzyłam, zanim skompletowałam dziewczyny ze szkół muzycznych do wokalno-instrumentalnego zespołu. &lt;strong&gt;Przez wakacyjny miesiąc, zaraz po Opolu grałam na gitarze elektrycznej z muzykami zespołu Bossa Nova Combo, zastępując będącego za granicą ...Jerzego Sidorenkę. &lt;/strong&gt;Oczywiście nigdy nie grałam na gitarze jak mistrz Sidorenko. Kochany Krzysztof Sadowski, doskonały muzyk i kompozytor pocieszał mnie: - Elka, najważniejsze, że doskonale czujesz rytm. A jak ci ktoś coś powie, to spytaj, gdzie znajdzie drugą dziewczynę grającą na gitarze!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/488038/w%20garniturze%20gram.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/820341/w%20garniturze%20gram.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Nikt z zespołu nie miał do mnie pretensji, że trochę oszukiwałam nie mając opanowanych super trudnych jazzowych akordów &lt;/strong&gt;( nauczyłam się je omijać), oprócz trębacza Mazura, który usiłował wmówić wszystkim, że ze mnie straszne dziecko, wyzywająco popisując się znajomością różowych baletów. Nie miałam sumienia powiedzieć mu, że różowe balety uważałam za podnietę dla impotentów. Natomiast wszystkich innych biorących udział w tej estradowej składance wspominam z nostalgią. &lt;strong&gt;Jak choćby reżysera Mariana Jonkajtisa, który gdy zobaczył mnie na scenie, klasnął w ręce i zawołał: - Jak Boga kocham! Dziewczyna! Z gitarą! - I kazał mi grać na samym brzegu sceny. Młody wówczas aktor Witek Dębicki śpiewał „Tak mi źle, tak mi szaro...” - przebój z „Wojny domowej”, wyczyniając najdziwniejsze akrobacje, ja gibałam się po lewej stronie tuż przy kurtynie i za tę piosenkę były największe owacje.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/396300/w%20garniturze%20stoje.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/422653/w%20garniturze%20stoje.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zresztą cały program był efektowny, były to głównie przeboje Krzysztofa Sadowskiego i niektóre piosenki z „Listów śpiewających” Agnieszki Osieckiej. Muzycy grali świetnie, &lt;strong&gt;Krzysztof na jedynych wtedy w Polsce Hammondach,&lt;/strong&gt; a aktorzy i piosenkarze byli profesjonalnymi artystami i przemiłymi ludźmi.&lt;br /&gt;Dawaliśmy koncerty w Warszawie i w województwie. Wtedy po raz pierwszy jadłam wspaniałą paschę, na którą zaprowadzono mnie do kawiarenki w Płońsku. &lt;strong&gt;Nie mówiąc już o tym, że po każdym koncercie zapraszano nas na bankiety, suto zakrapiane czystą zwykłą.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Grałam na gitarze z wielką emocją, choć instrumenty, które lepiej czułam miały klawisze, a nie progi. &lt;strong&gt;Ale nie od razu to pojęłam, ponieważ mając dwadzieścia lat bardzo się sobie podobałam w beatlesowskim garniturku z elektryczną gitarą. (Przyznam, że teraz też...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A DZISIAJ?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Jest sobota, za oknami przyjemny wietrzyk, słońce właśnie zachodzi, rano wysłuchałam fajnej audycji w radiu 2000FM przygotowanej przez Beatę Rumianek, dentystkę i aktorkę teatru Fantazja, która doskonale czuje radio i robi interesujące wywiady; jest bystra, inteligentna, śmiała, ma refleks i piękny głos. Przed godziną skończyłam felieton polityczny, kończę raptularz i zastanawiam się, jakąż to ja muzykę tworzę obecnie na klawiszach komputera? Czy gdy miałam 20 lat mogłam to przewidzieć?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Może to i lepiej, że przyszłość jest przed nami zamknięta...&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/557420/droga.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/232481/droga.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-116929844417230223?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/116929844417230223/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=116929844417230223' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116929844417230223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116929844417230223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2007/01/niecodzienny-raptularz-20-stycznia.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ – 20 stycznia 2007r.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_2QaVmkh5uNg/R7_51uHywSI/AAAAAAAAEOM/_LAUMSBMh4k/s72-c/namiot,+gitara.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-116679020315535525</id><published>2006-12-31T23:11:00.000+11:00</published><updated>2007-04-02T22:14:31.767+10:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ – Sylwester 2006/7r</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;Foto: Tomek Koprowski&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/791542/1[1].jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/741994/1%5B1%5D.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;DZISIAJ SYLWESTER!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/110766/zegar,%20za%203%20dwunasta.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/397529/zegar%2C%20za%203%20dwunasta.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wydaje mi się jakbym niedawno pisała, że właśnie nadchodzi rok 2006, a on już się kończy!&lt;/strong&gt; Nie myślicie, że życie ludzkie trwa za krótko, a lata lecą zbyt szybko? &lt;strong&gt;Ciekawe, dlaczego nie możemy sobie pożyć 900 lat, jak nasi pradziadziadowie Adam i Ewa?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Zresztą, może by nam się znudziło...&lt;br /&gt;Bo jakżeż nasi biedni prarodzice się nudzili! Bez telewizji, kina, radia, gazet, książek, muzyki elektronicznej, internetu, kuchni wyrafinowanej i chorobotwórczej... &lt;strong&gt;Co prawda podziwiali nieskażone piękno przyrody, ale oprócz tego właściwie nic innego nie mieli do roboty. (No, może spłodzenie ludzkości...)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2007 rok ma być spokojny.&lt;/strong&gt; Uczeni oznajmili, że w nadchodzącym boskim roku (święta liczba 7), jak co jedenaście lat słońce przestanie szaleć, a więc nie będzie kataklizmów, a ludzie będą spokojniejsi, co zapowiada mniej wojen i ataków terrorystycznych. (Szkoda, że słońce nie może uspokoić żywiołów i ludzi całkowicie. Pewnie musiałoby zgasnąć...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jak na razie w Australii jest cudownie, temperatury nie szaleją, jest nawet chłodno (w zeszłym roku mieliśmy ponad 40 stopni!). Ludzie zaś jak (prawie) zawsze są przyjaźni i sympatyczni. Miejmy nadzieję, że tak się utrzyma.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek zaległości z roku 2006.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Fajerwerki w Sydney właśnie wlatują w niebo! Aktualne fotografie już jutro! Tomek Koprowski tam jest i pracuje! Grzmoty fajerwerkow do nas docierają, tuż za obrazem telewizyjnym.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2006 BYŁ ROKIEM MOZARTA!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/732117/Mozart.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/200/30123/Mozart.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jakoś nie mogłam się zebrać, żeby zaznaczyć ten fakt w raptularzu. &lt;strong&gt;A to pierwszy na świecie kompozytor, który wypiął się (także dosłownie) na możnowładców.&lt;/strong&gt; Pewnie dlatego miał odwagę i udało mu się uwolnić, bo był beztroski, wierzył tylko w swój talent i nie szanował pomników ani pieniędzy. Ale jak to na świecie zdarza się od zarania dziejów, jego genialność oceniono dopiero po śmierci (nie ozłacając go za życia), bo na tym świecie przede wszystkim liczą się pieniądze. (W biblii liczyły się także talenty, dziś niestety tylko dolary...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/717574/Salzburg%20rynek.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/956033/Salzburg%20rynek.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dowód na fotografii obok. Rynek w Salzburgu, w domu po lewej (pomarańczowym) urodził się W. Amadeusz Mozart – a dziś co tam jest? Targ i to pewno pchli...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kto jeszcze nie obejrzał „Amadeusza” niech zrobi to jak najprędzej. Film jest niewątpliwie genialny, a muzyka boska. &lt;/strong&gt;(Czyli coś na 2007 rok!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;KWARTET WOKALNY "METEORY"&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/26463/meteeeor.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/934173/meteeeor.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Już na koniec roku odnotowuję historię zespołu, który przestał istnieć dokładnie 40 lat temu. Oto informacje i fotografie. (Podziwiajcie co można zrobić na photoshopie z czarno-białymi staruteńkimi fotografiami!)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Meteory - żeński kwartet wokalny. Powstał początkiem 1965r. w Warszawie. &lt;/strong&gt;Założycielką była Liliana Urbańska, flecistka i wokalistka związana z grupą Bossa Nova Combo - prowadzoną przez pianistę i organistę jazzowego oraz kompozytora („Osiemnaście mieć lat, to nie grzech”) Krzysztofa Sadowskiego (prywatnie męża Liliany).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/636975/Meteory%20z%20gitarami%20poster%202a.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/91720/Meteory%20z%20gitarami%20poster%202a.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Początkowo zespół nagrywał wokalizy jazzowe na cztery głosy, wraz z zespołem Bossa Nova Combo. &lt;/strong&gt;W składzie(głosami z góry na dół): Liliana Urbańska, Bożena Betley, Elżbieta Celejewska, Danuta Olkuska-Orlando. Po odejściu Bożeny (która poświęciła się solowej karierze operowej) zastąpiła ją Krystyna Szymańska. &lt;strong&gt;W tym składzie zespół wystąpił na IV Festiwalu w Opolu w 1966r, z piosenką „Każdy człowiek ma swój dzień” kompozycji Krzysztofa Sadowskiego. Piosenka, choć nienagrodzona stała się przebojem roku 66.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Opolu Meteory wystąpiły wraz z big bitową grupą instrumentalną Tajfuny.&lt;br /&gt;Choć dzięwczęta z Meteorów bardzo się podobały, a ich piosenkę wszyscy śpiewali, zespół rozpadł się jeszcze tego samego roku.&lt;/strong&gt; Stało się więc tak, jak przeczuł Lucjan Kydryński, gdy zapowiadając ich debiut na opolskiej scenie wyraził obawę: „Żeby tylko nazwa nie była czymś w rodzaju wyroczni...” (Przyznam, że to moja wina, ponieważ to ja, zafascynowana kosmosem, tę nazwę dla zespołu wymyśliłam.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/251651/Meteory%20z%20kula.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/143636/Meteory%20z%20kula.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Meteory były także pierwszym w Polsce dziewczęcym zespołem instrumentalno-wokalnym; ponieważ wszystkie członkinie miały skończone wyższe lub średnie szkoły muzyczne, wszystkie grały na fortepianie; a w zespole na gitarach elektrycznych, gitarze basowej, flecie i na organach.&lt;/strong&gt;Zespół pozostawił wiele nagrań radiowych, które jeszcze co najmniej dziesięć lat szły w Polskim Radiu. Jako akompaniujący zespół wokalny nagrał kilka płyt z Danutą Rinn, Bogdanem Czyżewskim, oraz swoją solową czwórkę: „Na kosmodromie” (muz. K.Sadowskiego) – N 0396.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/502423/Meteory%20z%20gitara%202ba.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/98900/Meteory%20z%20gitara%202ba.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Z czasem dziewczęta z Meteorów rozjechały się po świecie: Ja (ta w garniturku z fryzurą na beatlesa) - Elżbieta Celejewska mieszkam i działam w Australii, Danuta Olkuska-Orlando w Szwecji, Krystyna Szymańska w Finlandii. W Polsce pozostała jedynie wokalistka Liliana Urbańska, nadal współpracująca z zespołem instrumentalnym Krzysztofa Sadowskiego. &lt;strong&gt;Ich córką jest znana wokalistka Marysia Sadowska.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POŻEGNANIE Z SELEDYNOWO-SREBRNYM VOLVEM 760 DE LUX!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/335800/za%20kierownica%20Volvo.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/491812/za%20kierownica%20Volvo.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;To było szczęśliwe autko!&lt;/strong&gt; Stareńkie, bo już w chwili kupna miało 20 lat, ale jeszcze cztery lata pojeździło. Gdyby dostało się w ręce faceta, który lubi w autach dłubać, pojeździłoby następnych pięć. Niestety ja nie umiem i nie lubię dłubać, a mechanik za dużo zażądał za podłubanie i autko idzie na złomowisko, choć wciąż jest na chodzie!&lt;br /&gt;Chłopak, który go sprzedawał zapewnił, że nigdy nie miało wypadku i lekko poklepał go po dachu życząc szczęścia, gdy odjeżdżałyśmy. I tak było. &lt;strong&gt;Jak widać są jeszcze na świecie ludzie, którzy innym dobrze życzą...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pożegnanie z moim ulubionym autkiem uchwycił na fotografii Tomek Koprowski.&lt;br /&gt;Moja córka nie jest sentymentalna i lubi nowoczesne auta, więc nie chciała się sfotografować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PORA NA ŻYCZENIA&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/712101/wiszace%20alkohole.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/860397/wiszace%20alkohole.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wszystkim, którzy zabłądzą na moje „blogowisko” - jak je nazwała koleżanka dziennikarka - &lt;strong&gt;życzę, żeby nadchodzący rok rzeczywiście był taki spokojny i szczęśliwy dla Was wszystkich - jak zapowiadają!&lt;/strong&gt; A do tego jeszcze, oprócz najważniejszego zdrówka, coś równie ważne: &lt;strong&gt;niech się Wam spełnią marzenia – chyba wreszcie pora, żeby się spełniły, no nie? Tylko w to naprawdę uwierzcie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Sylwestra i w Nowy Rok z tym na górze nie przesadzajcie,&lt;br /&gt;natomiast z tym na dole, wręcz powinniście sobie poprzesadzać zawsze i o każdej porze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/249199/nowy%20rok%20ich%202.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/291630/nowy%20rok%20ich%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Na koniec kluczyk do szczęścia, w które macie uwierzyć, żeby się spełniło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/81128/klucz%20w%20powietrzu.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/759895/klucz%20w%20powietrzu.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Bawcie się dobrze i do zobaczenia w styczniu 2007!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-116679020315535525?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/116679020315535525/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=116679020315535525' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116679020315535525'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116679020315535525'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2006/12/niecodzienny-raptularz-sylwester.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ – Sylwester 2006/7r'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-116678551912053597</id><published>2006-12-22T22:36:00.000+11:00</published><updated>2006-12-22T23:06:22.120+11:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - 22 grudnia 2006r. CHRISTMAS</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Pora na nastroje grudniowe ...które wbijam na raptularz pod koniec grudnia.&lt;/strong&gt; Już nie przepraszam, bo ciągle się spóźniam, ale proszę o cierpliwość. Tak jakoś się dzieje, że im jestem starsza, tym mniej mam czasu - może i wam nie obcy jest ten paradoks wieku „statecznego”?&lt;br /&gt;Ale żyje się nie tylko raz... I to mnie trzyma ...przy życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/621741/choinka%20zyczenia.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/641320/choinka%20zyczenia.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Oczywiście i - przede wszystkim - życzę wszystkim moim wiernym i niewiernym czytaczom bardzo, bardzo, bardzo wesołych i szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia.&lt;br /&gt;Tylko się nie przejadajcie i nie przepijajcie! A po jedzonku pospacerujcie, ja ostatnio to robię i dobrze mi z tym.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Polsce w tym roku najcieplejsza jesień od dwustu iluś tam lat, ale niedługo pewnie będzie śnieg i mróz.&lt;br /&gt;Ponieważ świat się zmienia, u nas było całkiem zimowo! Dopiero pod koniec miesiąca się ociepliło. Zaczęło się, co prawda, australijskie lato (na antypodach pory roku zaczynają się pierwszego dnia miesiąca, a nie jak udowadniają niektórzy 21), obecnie nareszcie jest ciepło w sam raz, ale bywały prawie mroźne nocki , w które przydałoby się włączyć ogrzewanie - co tu jest ewenementem o tej porze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale nic to, za parę dni może być nawet 40 stopni w cieniu, bo w Australii temperatura w ciągu jednego dnia potrafi skoczyć o dwadzieścia stopni.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli ciepło, to jak co roku w Australii: „Płoną góry, płoną lasy...”. Na szczęście eukaliptusowy busz natychmiast się odradza, choć niestety dużo zwierząt ginie, albo jest ciężko poparzonych. Nie mówiąc już o spopielonych ludzkich dobytkach – często całego życia. Bywają też wypadki tragicznej śmierci strażaków. Jest wielu wspaniałych ludzi, ochotników, którzy dosłownie w środku piekła, gaszą pożary. Bezimienni bohaterowie - to im zawdzięczamy, że do nas ogień nie dociera.&lt;br /&gt;A pożary zawdzięczamy gówniarzom podpalaczom, wobec których wciąż stosuje się tu zbyt łagodne kary. Choć ostatnio prawo jakby się obudziło: trzynastoletni bandyta, który (niedaleko naszego domu!) oblał benzyną dziewięcioletniego kolegę, a potem go podpalił – mimo niepełnoletności będzie sądzony za próbę zabójstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W sklepach szaleństwo zakupów! Jak zwykle z obłędem w oczach wyrzucamy pieniądze na śmiecie, o których zapominamy natychmiast po odpakowaniu paczek. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/589145/szopka.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/171781/szopka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;foto Janusz Iwanus&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Piszę my, choć właściwie mnie to już nie dotyczy - od kilku lat nie kupuję prezentów, wysyłam natomiast coś ekstra dziecku w Afryce (które sponsoruję). A może i wy postąpilibyście podobnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/785573/dziewczynka%20z%20zapalkami.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/691932/dziewczynka%20z%20zapalkami.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zamiast napełniać kabzy sprytnym, hipnotyzującym was tandetnymi błyskotkami fabrykantom, złóżcie się i zamiast beznadziejnych prezentow ofiarujcie całą sumę na cele charytatywne. Moi wigilijni goście zgodzili się dać, ile kto może, na maleńkiego Szymonka ze Szczytna (patrz blog Apele o pomoc).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie zapomnijcie, że na świecie wciąż pełno jest „dziewczynek z zapałkami”, ktoś musi im pomóc – może TY?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O największym, grudniowym wydarzeniu wśród sydnejskiej Polonii piszę (niestety!...) w cyklu felietonów „Nie dajcie się zwariować!”. Jest on też (bez nazwisk) w świątecznym wydaniu sydnejskiego Expressu Wieczornego. Już można poczytać. A reportaż fotograficzny Tomka Koprowskiego z tego największego polonijnego (sydnejskiego) festiwalu znajdziecie na Fotogalerii sympatycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W radiu SBS, w polskiej audycji podano, że udanej imprezy pogratulował sam premier Howard, pewnie dlatego, że na niej nie był... Można by to przyjąć za żart,ale...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;POLSKIEGO BOŻEGO NARODZENIA NA DARLING HABOUR W OGÓLE MOŻE NIE BYĆ ZA KILKA LAT...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;...bo jak napisał w sydnejskim Expressie Wieczornym nr 47, z 19 listopada 2006r - dobrze w tych sprawach zorientowany Eugeniusz Bajkowski - &lt;strong&gt;rząd federalny premiera Howarda dąży do zlikwidowania wielokulturowości w Australii!&lt;/strong&gt; I to już nie są żarty! Powinniśmy wszyscy protestować póki czas, bo potem będzie za późno.&lt;br /&gt;Wg. słow E. Bajkowskiego, obecny nasz rząd &lt;strong&gt;„zamierza nawet usunąć słowo wielokulturowość” &lt;/strong&gt;(The Australian). W 2006r nie przedłużono kadencji Council of Multicultural Australia, a gazety koncernu Murdocha piszą o „zwariowanej wielokulturowości”, oraz, że &lt;strong&gt;„czas skończyć z obcymi kulturami, językami, rocznicami, a nawet obcymi strojami.”&lt;/strong&gt; To znaczy, najpierw odciąć dotacje, a potem w ogóle zabronić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/833919/na%20ludowo.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/898050/na%20ludowo.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;em&gt;foto Tomek Koprowski&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;Jeżeli ten rząd zdecydował się na tak niepopularne i niezręczne posunięcie, to należy się zacząć bać, ale nie tyle zniesienia wielokulturowości, co zamieszek, buntów i demonstracji, a nawet aktów terroryzmu &lt;/strong&gt;- co nie będzie dziwne. W Australii, żyją przedstawiciele prawie dwustu narodowości i do tej pory nie było z tym żadnego problemu. Przeciwnie, dodają one kolorytu temu krajowi. Urozmaicone jedzenie, sklepiki, restauracyjki i kafejki, ciekawsza architektura, imprezy, radio i telewizja SBS (obecnie atakowane), TV etniczna na kanale 31, stacje radiowe - jak choćby Radio 2000FM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wyobraźmy sobie co będzie się działo, gdy to wszystko się zlikwiduje, a na ulicach zabroni się rozmawiać w innym języku niż angielski!&lt;/strong&gt; Być może obecny rząd tak pojmuje demokrację, ale z pewnością nie naród, który JUŻ w dziesiątkach tysięcy wychodzi na ulice, żeby protestować przeciw niepopularnym uchwałom rządu, którego popularność spada...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JAK CHRISTMAS – TO BAJKI, BO TO ŚWIĘTO BAŚNIOWE...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;A najpiękniejsze bajki stworzył J.Ch.Andersen. (Można go znaleźć na rysunku poniżej, wmieszanego w sławnych ludzi jego epoki.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/263025/kolo%20choinki.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/91684/kolo%20choinki.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;DUŃSKI FILM „MŁODY ANDERSEN (YOUNG ANDERSEN)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;to film o przemocy i o tym jak człowiek nadwrażliwy musi stać się silnym, żeby przeżyć i tworzyć. W świecie zła, pełnego ludzi podłych i cynicznych, gdy zjawi się ktoś taki jak Andersen, sprawia wrażenie przybysza z innego świata, czy chociażby z innej planety.&lt;br /&gt;To także film o zależności biednych od bogatych. Geniusze urodzeni w ubogich rodzinach, zależeli od „na pstrym koniu jeżdżącej” łaski pryncypałów. Dziś jakby się poprawiło: nawet jeśli urodzą się biedni, dzięki talentowi mogą osiągnąć pozycję, pieniądze i nakichać na bogatych.&lt;br /&gt;Historia Andersena nastolatka, ubogiego geniusza, to opowieść o pobycie w przerażającej szkole i prowadzącym ją sadystycznym nauczycielu, który usiłował zabić w bajkopisarzu wrażliwość i fantazję. &lt;strong&gt;Ale też przykład, że można stać się silnym i zwyciężyć choćby najgorszego podleca.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/427211/Andersen.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/831789/Andersen.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Sadysta z filmu o młodym Andersenie, mścił się za swój mierny talent i przegrane życie. Ponieważ bajkopisarz miał możnego pryncypała i nie wolno go było bić, nauczyciel katował przyjaciela Andersena – sierotę, wątłego, małego Tuka. Gdy wreszcie Andersen opuścił szkołę, żeby tym czynem uratować przyjaciela, nauczyciel bezkarnie zakatował chłopca na śmierć. Dziwne to były czasy. ( Choć przecież dziś też, gdy umiera bezdomny, prawie nie prowadzi się śledztwa...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śmierci przyjaciela Andersen dał się złamać: przestał tworzyć, zaczął się uczyć tego, co w ogóle było mu niepotrzebne, ale wreszcie nie wytrzymał prozaiczności takiego życia i postanowił się utopić. Gdy szedł na dno jeziora miał wizję Tuka, który kazał mu wrócić na ziemię i pisać. Ociekający wodą przyszedł do dręczyciela, żeby mu powiedzieć: „Dziękuję, że z twojego powodu chciałem się zabić, bo się uratowałem i teraz jestem bogaty” (uczuciowo).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pewnych spraw nie jesteśmy w stanie zapomnieć. Andersen nawet na łożu śmierci przeżywał tragedię małego przyjaciela, który składając ofiarę ze swojego życia, dał mu siłę przezwyciężenia przemocy; siłę przetrwania i wiarę, że to co tworzy, jest potrzebne ludziom.&lt;/strong&gt; Może nawet niezbędne, bo dzięki jego bajkom, wielu wyrosło na dobrych i wrażliwych na nieszczęścia innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niewielu jednak wie, że mogą za to podziękować także małemu Tukowi, który był postacią autentyczną.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MAŁO ŚWIĄTECZNE, ZA TO IRYTUJĄCE: P.........TA DZIENNIKARKA...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;...bardzo przepraszam, ale niestety... zawsze gdzieś się jakaś (-kiś) znajdzie.&lt;br /&gt;Porady „Żądło pod nadzorem” - Przyjaciółka nr 34, 2006r. cytat: „Jeśli ukąszony (przez pszczołę) traci przytomność, wstrzyknij mu zawartość ampułki antywstrząsowej Ana-Kit, Fastject lub Epi-pen &lt;strong&gt;(można je kupić tylko na receptę, cena od 50 – 250zł.)&lt;/strong&gt;"&lt;br /&gt;Albo tytuł w tym samym numerze: Specjalne wydanie charytatywne Przyjaciółki: „Wiem, że teraz mogę wszystko”(o Natalii Kukulskiej).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ludzie, litości!!!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;PIEPRZU I SOLI ZAWSZE W ŻYCIU NAJWIĘCEJ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Pewnie dlatego żebyśmy docenili chwile, które nie szczypią i łez nie wywołują. No, i żeby nas czasem od nadmiaru słodyczy nie zemdliło.&lt;br /&gt;Ale w czasie świąt nie przesadzajcie z ostrymi przyprawami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;...NATOMIAST BĄDŹCIE SŁODCY JAK JOASIA!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wobec czego następne fotki córci, która ma w sobie wyjątkowo dużo radości i życzliwości dla innych. Joasia jest promienna jak gwiazdki na niebie! Jeszcze nigdy nie spotkałam istoty, która by napełniała, aż tak dobrą energią wszystkich, którzy znajdują się w jej zasięgu.&lt;br /&gt;Popatrz na promienną Joasię i uwierz, że jutro naprawdę będzie lepiej!&lt;br /&gt;Więcej! Od tej chwili już jest lepiej!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;WESOŁYCH ŚWIĄT!!! I niech się święci jak najweselej...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/191932/IMG_4317%20copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/380683/IMG_4317%20copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/565053/IMG_4285%20copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/712504/IMG_4285%20copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/808700/IMG_4319%20copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/54582/IMG_4319%20copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/798931/IMG_4278%20copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/111008/IMG_4278%20copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/675800/IMG_4292%20copy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/400/773239/IMG_4292%20copy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NA KONIEC JESZCZE KOTY ŚWIĄTECZNE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Mała Belka (Izabelka na choince) i ten, co u nas miauczy na answer maszynie i kot Mikołajowy – od nich też &lt;strong&gt;Wszystkiego Najlepszego!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/50614/Belka%20na%20choince.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/555669/Belka%20na%20choince.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/119289/mial,%20mial.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/231256/mial%2C%20mial.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/1600/808020/kot%20za%20Mikolaja.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/x/blogger/4286/3127/320/112215/kot%20za%20Mikolaja.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Będzie jeszcze noworoczny raptularz, a więc do zobaczenia po świętach!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-116678551912053597?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/116678551912053597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=116678551912053597' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116678551912053597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116678551912053597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2006/12/niecodzienny-raptularz-22-grudnia.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - 22 grudnia 2006r. CHRISTMAS'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-116305938596115684</id><published>2006-11-09T18:09:00.000+11:00</published><updated>2006-11-09T20:37:39.263+11:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - wiosenno - jesienny, 9 listopada 2006r</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;LISTOPAD to MIESIĄC PAMIĘCI...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/ptak%20nad%20woda.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/ptak%20nad%20woda.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;...o tych, którzy odeszli tam, gdzie jest lepiej; to także miesiąc Święta Niepodległości Polski.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć... gdy tych co odeszli, wspominam z ciepłą nostalgią (jeśli byli mi bliscy), to Święto Niepodległości napełnia mnie smutkiem podobnym do beznadziejnej listopadowej słoty.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Z wiadomości, które docierają do Australii wynika, że jeszcze dużo czasu upłynie, zanim Polska w pełni stanie się niepodległą. Najpierw musi dojść do uporządkowania państwa i wewnętrznej zgody. &lt;strong&gt;Ale to wszyscy muszą zrozumieć. A ponieważ nie potrafimy zrozumieć nawet prostej prawdy, że za stan dzisiejszej Polski odpowiada poprzedni rząd, a nie obecny, to jeszcze droga daleka...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Żyję w Australii, w Polsce nie byłam od 24 lat i nigdy tam nie powrócę. Może więc dopiero w jakimś przyszłym życiu przekonam się, czy Polacy zdołali uszczęśliwić siebie i swoją Ojczyznę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Australii wiosna nie za ciepła, a przez to fantastyczna.&lt;/strong&gt; Kwiaty kwitną, nastroje ludzi też niezłe, mimo, że wzrosła stopa procentowa pożyczek bankowych! Australia leży na końcu świata także w sensie wszystkich większych problemów światowych. To trochę tak, jakby się żyło na Księżycu. Tęskni się za Ziemią, a jednocześnie dziękuje Bogu, że tu (przynajmniej dotychczas...) spokój.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;„SERCE” – MARKA GRECHUTY NAD JEZIOREM PLUSZNO&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/jezioro.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/jezioro.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;W sierpniu 68r byłam na obozie szkoleniowym młodzieży uzdolnionej artystycznie, w Mirkach nad jeziorem Pluszno.&lt;/strong&gt; Właściwie nie był to obóz, ponieważ mieszkaliśmy w domkach kempingowych. „Artystyczną młodzież” tworzyli początkujący literaci, muzycy rozrywkowi i tancerze tańca towarzyskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojęcia nie mam kto to zorganizował i kto za to płacił; pewnie państwo, jak to za komuny bywało. Pojechałam tam, &lt;strong&gt;żeby mieć dużo wolnego czasu na przygotowanie nowego repertuaru zespołu „Dziewczyny” w którym śpiewałam i grałam na gitarze elektrycznej (Dom Kultury na Zaciszu).&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Z rozszerzenia repertuaru niewiele wyszło, było więcej interesujących spraw niż ćwiczenie. Zresztą, nikt się specjalnie nie wysilał. Literaci stworzyli tylko teksty do piosenek zespołu chłopaków i kilka wierszyków satyrycznych. A nasze ćwiczenie polegało na graniu sobie, a muzom oraz przygrywaniu na wieczorkach tanecznych. Nie wiem co robił „taniec towarzyski”, jako, że nigdy mnie nie interesował - nienawidząc wszelkich reguł zawsze preferowałam taniec spontaniczny.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;Kilku z młodzieży artystycznej zrobiło karierę, do nich zaliczał się poeta Zbigniew Jerzyna, pisarz Jerzy Górzański (który w tamtych czasach wyglądał jak Chrystus z musicalu) oraz zespół „Co wy na to?”, który na trochę zaistniał na terenie Warszawy. O innych nic nie wiem, bo twarzy i nazwisk nie zapamiętałam. Natomiast mój żeński &lt;/strong&gt;zespół podzielił się na części i za jakiś czas rozjechał na kontrakty do Finlandii i Jugosławii.&lt;br /&gt;Deszcze nie padały, po jeziorze wciąż niosła się gitarowa muzyka trzech zespołów, do szczęścia brakowało mi tylko cukierków, za którymi chodziłam na żebry po domkach i pewnie wyjadłam wszystkie zapasy słodyczy, bo chętnie mnie częstowano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Jelsa.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/Jelsa.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Przeżywałam wtedy miłość platoniczną, niemożliwą do spełnienia, z powodu wielu skomplikowanych zawiłości&lt;/strong&gt;. Wobec czego on tylko patrzył mi w umalowane b. starannie (jak to w latach sześćdziesiątych bywało) już od rana oczy i ewentualnie rozwiązywał troczki przy rękawkach mini sukienki. Albo siedział obok nic nie mówiąc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwielbiałam słuchać jego gry na gitarze - był niesamowicie zdolnym muzykiem, z muzycznej rodziny. &lt;strong&gt;Z jego gitarą, w moim sercu rywalizowała tylko piosenka „Serce”, za którą Marek Grechuta dostał w Opolu nagrodę tamtego roku.&lt;/strong&gt; Ktoś miał tranzystorowe radio i gdy nagle puszczano tę piosenkę, dosłownie zamierałam z uchem przy głośniku.&lt;br /&gt;Mój „platoniczny” lubił łowić ryby i kiedyś popołudniem zjawił się z pękiem nanizanych na sznurek wielkich szprot z czerwonymi płetwami, oraz z propozycją, żebym je wypatroszyła i usmażyła. Żachnęłam się i odmówiłam. (Już wtedy miałam poglądy wegetarianki - nie zabiłabym ani nie wypatroszyła niczego co żyje.)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Popatrzył na mnie, dziwnie się uśmiechając i powiedział: „Podarowałem pani pęk czerwonych tłustych ryb, a pani cóż... nie chce tych ryb, że takie brzydkie, że czerwone i że z płetwami..."&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Piosenkę „Serce” kocham do dziś, zawsze gdy ją słyszę, widzę jezioro Pluszno i nas, jakimi byliśmy wtedy. Marek Grechuta właśnie umarł. Mój gitarzysta w 82r. Do dziś nie wiem dlaczego zmarł mając zaledwie 32 lata. Nikt mi tego nie chciał nigdy zdradzić, a nasze drogi rozeszły się na zawsze, gdy wyjechałam na kontrakt do byłej Jugosławii.&lt;br /&gt;W Australii pewna jasnowidzka, która wiedziała wiele, zapewniła, że to był wypadek. Opisała dokładnie jego wygląd i co się stało. Zapewniła też, że zawsze pozostałam w jego pamięci.&lt;br /&gt;Myślę, że dla niego ta śmierć była wybawieniem. Nie mógł się znaleźć na tej Ziemi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Cierpimy, gdy nasza dusza zostaje uwięziona w ciele, cierpimy całe życie i dopiero śmierć jest uwolnieniem.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;OBRAZEK Z ŁODZIĄ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Gdy byłam dzieckiem, w domu mojego ojca w Ogrodzieńcu, koło Drawska Pomorskiego gdzie byłam na wakacjach, znalazłam wiele niemieckich pocztówek z malarstwem. Mogłam wpatrywać się w nie godzinami.&lt;br /&gt;Jest jeden obrazek, na którym pełna ludzi łódź płynie szeroką wodą, gładką, lustrzaną, tuż po zachodzie słońca. Na obrazku panuje niewiarygodny spokój. Jeden z płynących łodzią, obarczony plecakiem, z zadumą patrzy w górę, na wysoką skałę, na której stoi zamek. &lt;strong&gt;Pewnie zastanawia się, jak można żyć zamkniętym na skale, gdy on w ciągłej wędrówce pokonuje otwarte przestrzenie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Richter%20Elba.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/Richter%20Elba.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Skała, na którą spogląda, jest brzegiem wyspy Elby. A obraz namalował niemiecki malarz Adrian Ludwig Richter (XIX wiek).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;DWIE PRZYJACIÓŁKI – TRZY SIOSTRY&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Cyfry, daty w moim życiu mają dziwne związki, niektóre się pokrywają, inne ze sobą stykają.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Colleen%20na%20Charles%20ze%20mna.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/Colleen%20na%20Charles%20ze%20mna.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Colleen (moja przyjaciółka Australijka, o której dużo piszę na blogu Poezja prozaiczna, przy wierszu „Jak pokochać obcy kraj”) zmarła wieczorem 21 lipca, a 22 lipca (rok wcześniej niż Colleen) urodziła się moja przyjaciółka z Polski, z którą byłyśmy jak najlepsze siostry przez 11 lat.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Były z Colleen podobne do siebie.&lt;/strong&gt; Złote blondynki, miały takie same ręce, podobnie nimi gestykulowały, miały siostrzane podobieństwo w twarzach. Tyle, że Colleen była drobna, a Maina z Polski, była wysoka jak modelka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/maina%20w%20kurtce%20jeans%20fiol.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/maina%20w%20kurtce%20jeans%20fiol.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Maina od urodzenia nazywała się Marysią, szwedzkie imię przybrała po obejrzeniu filmu „Czarownica”. Ale przekornie, nie nazwała się Ainą jak filmowe wcielenie Mariny Vlady, tylko Mainą jak stara czarownica, filmowa babka młodej i pięknej czarownicy. Maina była wysoka, szczupła, z figurą modelki, opalała się na złoto, a naturalnie blond włosy farbowała łupinkami cebuli, przez co nabierały niespotykanego koloru lekko zielonkawego złota.&lt;br /&gt;Jej twarz malował na okładkach swoich płyt Niemen, choć wierzył, że maluje twarz Farridy.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przypominała „Wiosnę” Boticcellego. Kiedyś nawet jakiś facet na ulicy wręczył jej pęk czerwonych róż ze słowami: „Wiosna dla wiosny...”, po czym się ulotnił...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój kontakt z Mainą urwał się całkowicie po przybyciu do Australii. Nigdy nie odpisała na żaden mój list. Nie mogłam zrozumieć dlaczego. Do dziś nie mogę. &lt;strong&gt;W pewnym okresie byłyśmy jedną duszą.&lt;/strong&gt; Obecnie, nie wiem nawet czy żyje.&lt;br /&gt;Dziwne, bo poznałam w Australii jej ojca, którego nigdy nie widziała. Od czasów wojny nie wrócił do Polski, posyłając żonie i dwóm córkom czasem parę dolarów. Za te jego dolary na urodziny, Maina kupowała zwykle w Pewexie puszkę papierosów state express (50 sztuk) i rum jamajka. Zużywaliśmy te rarytasy zapijając dostępną w zwykłych sklepach herbatą Yunnan i dyskutując do białego rana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojciec Mainy był znany w powojennej Polonii. Bardzo przystojny, znany tancerz i maratończyk. Już nie żyje. Był miłym człowiekiem, kiedyś godzinę rozmawiałam z nim przez telefon. Dyskusji o Mainie unikał. &lt;strong&gt;Nie mogę mu zapomnieć zmęczonych oczu jego żony. Widywałam je wiele lat, pamiętam do dziś.&lt;/strong&gt; Czy mu zapomniała na Tamtym Świecie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Na zdjęciach: Colleen i ja w latach dziewięćdziesiątych i Maina w latach sześćdziesiątych.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;NIE TYLKO LISTOPAD JEST MIESIĄCEM DUCHÓW&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czuję, że otaczają nas duchy, ale tylko raz zdarzyło mi się zobaczyć ducha. Był to duch dobry.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Chorowałam na silną infekcję ucha, miałam spuchniętą limfę za uchem, przebąkiwano o operacji. &lt;strong&gt;Którejś nocy, o czwartej na ranem obudziłam się i zobaczyłam po prawej stronie łóżka, tuż przy mojej głowie klęczącego mężczyznę, ze złożonymi do modlitwy dłońmi.&lt;/strong&gt; Był w wieku około sześćdziesięciu lat, miał długie do ramion, proste, siwe włosy, takiż zarost i bardzo szerokie ramiona. Klęczał koło mojej głowy i modlił się. Dlatego się go nie zlękłam - widziałam, że ma dobre zamiary.&lt;br /&gt;Prawdopodobnie nie zamierzał mi się pokazać, ale obudziłam się nagle i za szybko otworzyłam oczy - nie zdążył zniknąć. &lt;strong&gt;Nastąpiła chwila konsternacji! On patrzył na mnie, ja na niego, wreszcie poczułam lekką obawę, przecież wyraźnie widziałam, że był duchem!&lt;/strong&gt; Machnęłam ręką w jego stronę, przecinając powietrze i powiedziałam: - "Nie boję się ciebie, ale lepiej zniknij." Wtedy się rozpłynął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/posazek%20moj.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/posazek%20moj.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W jednym z moich zeszytów mam wklejony stary, angielski dom z ogrodem. W ogrodzie stoją dwie figury tej samej dziewczyny, w wiejskim stroju, w słomianym kapeluszu, z koszem kwiatów w ręce. &lt;strong&gt;Ta dziewczyna jest podobna do mnie, gdy miałam dwadzieścia lat.&lt;/strong&gt; Może w tym domu żyłam? - mam znajomo ciepłe uczucie, gdy patrzę na fotografie tego domu, ogrodu i okolic. Zawsze w tym życiu chciałam mieszkać na wsi. Tylko tam, czułam się naprawdę dobrze.&lt;br /&gt;Może klęczący duch był z tego domu. Może to mój były ojciec, lub kochający mąż? A może jednak Anioł Stróż? Obojętnie... Czuwa, modli się do Najwyższego za mnie, bo któż inny by się za mnie modlił?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W każdym razie ucho samo(?) się wyleczyło.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/zegar%20Gdanski%20z%20duchem.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/zegar%20Gdanski%20z%20duchem.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Na fotografii zrobionej przez Janusza Iwanusa (po lewej) w domu Uphagena na ulicy Długiej w Gdańsku, tuż koło starego zegara stoi... kto?&lt;/strong&gt; Zmarły właściciel? Janusz twierdzi, że jak fotografował żadnej planszy tam nie było, a sylwetkę ducha widać na zdjęciu wyraźnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JANUSZ MINKIEWICZ NAPISAŁ KSIĄŻKĘ DLA DZIECI „LENIN W PORONINIE”!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;No nie! Jak wół stoi napisane w książce Magdy Dygat „Rozstania” na str. 185, że w antykwariacie znalazła tę książkę, „której urywki do dzisiaj zna na pamięć” i „bardzo wzruszają ją ilustracje, bo przypominają jej dzieciństwo”. &lt;strong&gt;Książka była pobazgrana przez dzieci i kolejny właściciel, tuż pod rysunkiem, gdy Lenin ze Stalinem się obejmują, napisał koślawo, ale trafnie: „Głupie wariaty”.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Czy to możliwe, że Minkiewicz, który w ogóle przestał pisać, żeby nie ulec zatruciu komuny, taką książkę wypaskudził? To czego chcą Polacy od Szymborskiej? Widać takie to były czasy i inaczej się nie dało...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W AUSTRALII HALLOWEEN OBCHODZI SIĘ na WESOŁO&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Toteż nie przeraziłam się dziewczynek w potwornych maskach, które przyszły pod nasze drzwi po słodycze. Za to koty, wszystkie trzy zmiotły się w dzikim pędzie, najwyraźniej przerażone.&lt;br /&gt;Cmentarze tutejsze też są weselsze niż w Polsce, być może jest to kwestia słonecznego i ciepłego klimatu. &lt;strong&gt;A jednak nie lubię grobów, przerażają mnie te miejsca wiecznego spoczynku, z których nie można się wydostać. &lt;/strong&gt;Szczególnie jeśli są to marmurowe, nierzadko czarne grobowce. Dlatego z kilkunastu zdjęć, który przysłał mi kolega, wybrałam tylko jedno, w którym jest nostalgia i ptak, jak czyjaś dusza szybujący nad grobami.&lt;br /&gt;Chcę, żeby moje prochy rozsypano nad oceanem - nie chcę na wieki przebywać w towarzystwie nieznajomych, tym bardziej,&lt;strong&gt; że dusze i tak na cmentarzach nie egzystują, a pamięć o człowieku pozostaje w sercach, a nie na cmentarzach.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/groby%20australijskie%202.0.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/groby%20australijskie%202.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Foto Janusz Iwanus&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;TYRAN&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Można zrozumieć, że tyrani gnębili narody w dawnych czasach, ale w XXI wieku ten fakt jest trudny do pojęcia. &lt;/strong&gt;Inna jest świadomość narodów i ich moc, a jednak nadal istnieją patologiczne jednostki podporządkowujące sobie narody, mimo postępu świadomości, cywilizacji, nauki, mimo ogromnego rozwoju ludzkiego umysłu.&lt;br /&gt;Fidel Castro już jest mumią, jak kiedyś Breżniew, ale jego siła nie popuściła, nawet gdy umiera. Kubański naród żyje w kurnych chatach i nawet nie mogą sobie chat pobielić, bo nie ma farb. W sklepach puste półki, a dowiezione towary znikają w ciągu godziny. Oczywiście turystom pokazuje się tylko wyznaczone miejsca. Prawdziwą Kubę może zobaczyć tylko podróżnik jak Jurek Adamuszek, który przejechał tę wyspę na starym rowerze, ubrany tak, że nie odróżniał się od miejscowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ludzie na Kubie pracują, a wyników ich pracy nie widać, widocznie nie jest kłamstwem, że Castro ma w zachodnich bankach setki milionów dolarów.&lt;/strong&gt; Tam gdzie reżym, tam złodziejstwo. Nasze Volvo 760, które po 21 latach idzie na złom, (choć wygląda pięknie), tam byłoby luksusową limuzyną. Domy odrapane, ludzie skromnie ubrani. Przypomina to carską Rosję.&lt;br /&gt;Zaleta: nie ma rasizmu, podziałów na białych i czarnych - pięknie, ale ludzie chcą też czuć komfort życia, za pracę swoich rąk. Tym bardziej, że klimat fantastyczny i mogliby żyć wspaniale, choćby z turystów. A ludzie tam żyją przyjacielscy, gościnni, prawdopodobnie łagodni i bierni. I pewnie dlatego nie walczą o swój byt. Może z tego samego powodu w innych krajach też rządzą tyrani, bo ludzie są słabi, nie chcą walczyć i podporządkowują się każdemu totaliryzmowi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Mam tu na myśli także, a może szczególnie, kraje wysoko rozwinięte.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(My Polacy, to co innego. Z reżymu weszliśmy w całkowitą demokrację - wszystko nam wolno.)&lt;br /&gt;Inny tyran: Sadam Hussein właśnie został skazany na karę śmierci przez powieszenie, za zbrodnie przeciw ludzkości.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pytanie: który następny? bo jeszcze wielu z nich dręczy ludzkość, często pod pretekstem miłosierdzia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;JA COŚ O TYM WIEM!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dowcip z internetu:&lt;br /&gt;- Do czego służy komputer?&lt;br /&gt;- Do tego, aby ułatwić ci pracę, której bez niego w ogóle byś nie miał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;GDY W LISTOPADZIE, 23 LATA TEMU PRZYLECIELIŚMY DO AUSTRALII...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;...benzyna kosztowała 36c, zwyczajne domy 40–80 tysięcy dolarów, na kwaterunek czekało się 5-6 lat, w telewizji szły 3-4 reklamy, klimat był regularny, wody pod dostatkiem, a średnia pensja wynosiła ok. 300$ na tydzień. Za to było mniej lokalików o europejskim charakterze i niektóre dzielnice miały paskudne, stare domy straszące w śródmieściach, a procent od pożyczek dochodził do 19%.&lt;br /&gt;Obecnie na głównych ulicach przedmieść wyrastają bloki mieszkalne o ciekawej architekturze, co chwilę (dosłownie!) coś nowego jest wybudowane, stare domy się restauruje i na kolorowo tynkuje (bo do tej pory były głównie ceglane), ale ceny domów dochodzą do miliona dolarów, choć procent od pożyczek ma tylko jakieś 7% (co i tak dużo więcej wychodzi niż dawny 19%. A na dodatek właśnie stopa procentowa wysokogórsko wzrosła!). Natomiast domy kwaterunkowe obecnie są właściwie nieosiągalne, nawet po kilkunastoletnim oczekiwaniu. Benzyna kosztuje 1,50$, w telewizji jest po 10 reklam za jednym zamachem, klimat zwariował, a woda wyschła. I do tego pensje są tylko dwa, trzy razy większe! &lt;strong&gt;A jesteśmy jednym z najbogatszych państw na świecie, więc kto mi wyjaśni, gdzie podziewa się ten dochód? &lt;/strong&gt;(Choć... wiedząc, że każdy musi gdzieś mieszkać, a pożyczki oddaje się 3 razy tyle, to właściwie wiadomo... No i przecież wciąż pomagamy czyścić świat z kolejnego tyrana...)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;strong&gt;Cóż, na całym świecie dzieje się coraz gorzej, wobec czego postanowiono coś z tym fantem zrobić i tak nasz pierwszy minister ogłosił, że na cele walki z ociepleniem Australia przeznaczyła CAŁE 500 milionów dolarów!&lt;/strong&gt; Co oczywiście jest kroplą w oceanie, jeśli się np. weźmie pod uwagę tylko fakt, że w związku z suszami Australia traci rok w rok 4 miliardy dolarów rocznie na nieprodukcji win.&lt;br /&gt;W związku z tym nasuwają mi się na pamięć dwa polskie przysłowia: „Lepszy rydz niż nic” i „Lepiej późno, niż wcale.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;ZANIM DOTARLIŚMY DO AUSTRALII, NIE BYŁO SŁONECZNIE...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/1%20dzien%20w%20A.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/1%20dzien%20w%20A.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na zdjęciu, pierwszy poranek w sydnejskim mieszkaniu, po 1,5 roku tułaczki w Europie. Córcia poniewierkę znosiła dobrze, ale tęskniła do własnego domku. &lt;strong&gt;Już, gdy jechaliśmy pociągiem do ówczesnej Jugosławii, stała przy oknie i pokazując paluszkiem mówiła z tęsknotą: - "Domecek..."&lt;/strong&gt;Na bośniackiej wsi też się nie żaliła, choć były tam spartańskie warunki. Planowaliśmy zamieszkać w Bośni. Na szczęście mój eks przeczuwał tragiczne wypadki i umiał przed nimi uciec. W Bośni czekałby nas straszny los - być może uniknęliśmy śmierci i pohańbienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;We wsi Duboćani, koło miasteczka Kljuć, była cudowna przyroda. Góry, dzikie lasy, przeczysta i zimna jak lód rzeka Sana. Wydawało się, że gdyby wybudować tam dom, dałoby się żyć jak w bajce.&lt;/strong&gt; Niestety, te domy, które za ciężką pracę w Niemczech i Austrii wieśniacy sami sobie budowali, zostały zniszczone. Nie mam pojęcia ilu z tych ludzi, którzy tak serdecznie opiekowali się nami w czasie czteromiesięcznego tam pobytu, przeżyło tę straszną i bezsensowną wojnę.&lt;br /&gt;Na fotografii, widok z chaty gdzie mieszkaliśmy - tuż przed burzą... &lt;strong&gt;Ta, która przyszła 10 lat później, była o wiele groźniejsza.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Dubocani,%20przed%20burza.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/Dubocani%2C%20przed%20burza.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;MIEJSCE NA ZIEMI&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, czy to, gdzie teraz jestem, akurat jest moim właściwym miejscem na Ziemi, być może?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wędrujemy, szukamy nieraz całe życie, wreszcie zawsze coś w końcu znajdując, ale czy właśnie to? &lt;/strong&gt;I czy w ogóle jest ktoś, kto znalazł swoje miejsce na Ziemi? Raczej godzimy się, żeby gdzieś zakotwiczyć i jako tako przeczekać to życie, bo w końcu istnienie materialne nie jest najważniejsze. Kto myśli inaczej jest w błędzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Swój dom w tym życiu, otrzymałam dokładnie na moje 50-siąte urodziny, po całożyciowej tułaczce.&lt;/strong&gt; Domek Baby Jagi, ale inni nawet takich nie mają – jak choćby moja afrykańska córeczka, którą sponsoruję - mogę się więc uważać za szczęściarę.&lt;br /&gt;Obecnie wygląda on trochę inaczej: nie ma wielkiego drzewa, którego gałęzie zaglądały do okien, płotek się postarzał, a domku prawie nie widać zza wielkich tuj, wysokiego na 2,5 metra fioletowo kwitnącego krzewu i korytarza z amarantowych bugenwilii i białych, pnących róż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/dom%20Astrolabe%20na%20poczatku.noc.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/dom%20Astrolabe%20na%20poczatku.noc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na fotografii, zaraz jak go dostaliśmy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Życzę wszystkim czytaczom moich blogów, żeby znaleźli takie miejsce na Ziemi, w którym będą szczęśliwie czekać na życie wieczne.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W grudniu - weselszy raptularz, bo święta i gorące lato. Pa!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-116305938596115684?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/116305938596115684/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=116305938596115684' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116305938596115684'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116305938596115684'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2006/11/niecodzienny-raptularz-wiosenno.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - wiosenno - jesienny, 9 listopada 2006r'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-116039673129874191</id><published>2006-10-09T21:36:00.000+10:00</published><updated>2006-10-16T21:26:17.770+10:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - 9 października 2006r.</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:Trebuchet MS;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Październik - miesiąc babiego lata&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;W Australii spokojna wiosna, bez wyskoków. Takie babie lato, tylko trochę cieplej niż w pogodnych polskich październikach. Można już chodzić z gołymi nogami i bez swetra. Nie pada, słońce jeszcze nie mordercze, wiatr łagodny i suchy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;p&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/laka.0.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/laka.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Australijska łąka na wiosnę&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dla mnie, październik zawsze był miesiącem nostalgii, obojętnie czy zastawał mnie w Polsce, Jugosławii, Italii, czy wreszcie w Australii.&lt;/strong&gt; Po tamej stronie był złoto-fioletowy, tutaj jest zielono-biało-fioletowy. Trochę inne kolory, te same uczucia, fioletowy nastrój.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przypadkiem, a może nie? pisząc dzisiejszy raptularz oglądam koncert „Czterdziestolecie Krzysztofa Krawczyka Sopot 2004r.” &lt;/strong&gt;Pamiętam pierwsze kroki tego piosenkarza, gdy w Opolu 66r. przebrany za trubadura śpiewał z nieznośną manierą „Byłaś tu-u-u...” Był wtedy dwudziestolatkiem, który za wszelką cenę pragnął śpiewać i zrobić karierę. Bardzo mi się nie podobał, chociaż puszczał do mnie oczka ze sceny, gdy śledziliśmy próbę jego zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/ja%20b.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/ja%20b.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Tak wtedy wyglądałam. Jak wygląda K.Krawczyk i tak wszyscy wiedzą.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem nie byłam wielbicielką jego piosenek, choć śpiewał coraz lepiej - aranże miał jakby drugiej kategorii, a piosenki na mój gust były zbyt pop, taka muzyczna łatwizna pod publiczkę.&lt;br /&gt;I dopiero spotkanie z Bregovićem, a przedtem wieloletnie śpiewanie w knajpach USA pozwoliło mu złapać własny styl i pozbyć się maniery (zakręcania głosu co parę taktów).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dziś jest doskonały. Prosty sposób śpiewania, dojrzała, zachrypnięta barwa głosu, świetne aranże, piosenki melodyjne, ale nie proste, doskonałe muzycznie – super! Można słuchać jego (trzech ostatnich) płyt na okrągło.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widać trzeba czterdziestu lat życiowych doświadczeń, żeby w końcu znalazło to odbicie w muzyce, którą się tworzy. I kto mi udowodni, że nie żyjemy za krótko! On tak jakby dopiero kilka lat temu NAPRAWDĘ zaczął śpiewać i powinien to robić conajmniej następnych kilkadziesiąt lat. A przecież jeśli się skończy 60-tkę, to już nic nie jest pewne na tym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Straszliwa! Niespotykana afera taśmowa!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;„Beger ujawnia szokujące nagrania!” - rzeczywiście, szokujące, że ktoś prowokację aferzystki wpuścił w media i zrobił z tego sensację, gdy na codzień dzieje się to W KAŻDYM PAŃSTWIE I W KAŻDYM RZĄDZIE.&lt;/strong&gt;Nie bądźmy naiwni, wiadomo, że polityka to „wielka kurwa”(J.B.Tito), 90% polityków nie wierzy w światłe idee, tylko walczy o kariery; zaplecza władzy zawsze są brudne oraz dobrze wiemy, że za wszystko płacą podatnicy, bo niby kto miałby płacić; a polityków nie zdobywa się na piękne oczy. No to, co to za Afeeeeeeeeeeeera.......?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Za czasów Kwaśniewskiego skandale i afery były na porządku dziennym - wciąż ich skutki Polska odczuwa, ale już się o tym nie pamięta, a nagłaśnia się duperele.&lt;/strong&gt; Przy tym faktem niezbitym jest, że jeszcze żadnemu rządowi w Polsce, od samego początku tak nóg nie podstawiano jak PiS-owi. I nie łudźmy się, że tym co to robią, chodzi o dobro Polski. To tylko prymitywna walka o władzę.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gdy czytam i słucham, co w ostatnim roku dzieje się w polskiej polityce, to jedynie przychodzi mi do głowy trafne polskie porzekadło: „Co za dużo to i świnia nie chce.”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.s. Tym, którzy mnie źle zrozumieli: oczywiście jest to wypowiedź wyjątkowo cyniczna, ale czy może być inna reakcja na obecną sytuację w Polsce? &lt;strong&gt;Powtarzam: nikomu tu nie zależy na Polsce i Polakach, to brudna walka o władzę.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Film Olivera Stone: “Natural born killers”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Po takich filmach ogarnia mnie absolutne zniechęcenie. To samo czułam po polskim filmie „Wesele” (to współczesne, nie to Wyspiańskiego).&lt;br /&gt;Satyra na zdegenerowane społeczeństwo. Seryjni mordercy są tu bardziej normalni od swoich rodziców, policjantów, dziennikarzy, nawet zwykłych gapiów na ulicach.&lt;br /&gt;Nie to jest straszne, że taki świat wymyślił scenarzysta i przedstawił na ekranie reżyser, tylko, że taki świat wcale nie jest śmieszny i rzeczywiście istnieje. I to niekoniecznie za naszymi oknami. Często tuż obok. &lt;strong&gt;I nic nie możemy zrobić, bo musielibyśmy zrobić coś wszyscy i jednocześnie.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Dwie fajne reklamy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Przeważnie telewizyjne reklamy są głupie, nie wiadomo o co w nich chodzi i co reklamują albo harassmują wrzaskiem, brudem, golizną itp. Ale bywają i zabawne, jak dwie, które ostatnio chodzą w australijskich TV. Pierwsza to reklama ciastek TimTam. Mimiczny flirt dwojga młodych: on przystojny gin, który może zaspokoić każde życzenie dziewczyny, ale ona chce tylko napełnienia pustego opakowania po TimTamach. Oboje są apetyczniejsi od reklamowanych ciastek i świetnie grają. Lekko, z wdziękiem, z humorem. Jednak, choć przy reklamie się uśmiecham, to ciastek nie kupuję, bo są tłuste i mdłe.&lt;br /&gt;Druga, to reklama karmy dla psów Pedigree. Długowłosy chłopak i pies kłapouchy w zwolnionym tempie żują swoją karmę jadąc samochodem i oglądając się za dziewczynami przechodzącymi ulicą.&lt;br /&gt;Cóż... hoduję koty, one żują inną karmę - czyszczącą im zęby. Sama czasem żuję gumę miętową, ale najlepiej lubię żuć Red Skiny malinowe, których nigdy się nie reklamuje.&lt;br /&gt;Jak widać w moim wypadku, reklamy choć sympatyczne, nie spełniają swojego zadania: producenci na mnie nie zarabiają, poprawiając mi jedynie samopoczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wniosek: choć rzadko, ale zdarza się, że chcąc kogoś naciągnąć, daje mu się coś za darmo.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Angelina w pończochach ma ogon!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Niestety na zdjęciu nie widać, że na tylnych łapach ma siwe pończochy, natomiast widać, że ma ogon! Nareszcie znów mamy prawdziwego kota z ogonem! (Ostatnio mieszkały u nas trzy manxy bez ogonów, jeszcze żyją takie dwa.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Angelina.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/Angelina.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Dowód, że ma ogon&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Chemia naturalna&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Bywa, że na filmie aktorzy uprawiają nawet szaloną, tzw. miłość, a widz nie wierzy! Bo widać, że to pozór i nie ma między aktorami żadnej chemii. (Nie mówiąc o uczuciach). Często obserwuję podobne małżeństwa.&lt;br /&gt;Oglądając film „Desperados” z Anthonym Banderasem, głośno stwierdziłam, że dobrali się z Melanią Griffith, bo widać, że między nimi jest chemia. A na to moja córka rozsądnie: A która kobieta nie czułaby chemii do Anthony Banderasa?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;A propos filmu „Desperados”, najbardziej podobał mi się wiszący w zaplutym barze napis: „Wszyscy klienci nie mają racji!”&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Drugie a propos, ale dotyczące chemii: w polsatowskim „Kalejdoskopie” pokazano panią noszącą podwójne nazwisko Wrzeszcz-Zwada. No proszę, co za chemia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Imigranci&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;Podkreślanie kto jest, a kto nie jest imigrantem w Australii jest idiotyczne.&lt;/strong&gt; Może miałoby to sens w kraju, gdzie przybyszów jest znikoma ilość. Na naszym kontynencie-wyspie żyją przedstawiciele stukilkudziesięciu narodowości i oprócz Aborygenów wszyscy są imigrantami.&lt;br /&gt;Łącznie z przybyłymi tu 200 lat temu Anglikami. Ci zresztą w ogóle nie mają się czym chwalić, bo ich przodkami w większości byli zesłani tu przestępcy. Natomiast wśród imigrantów innych narodowości przestępców była znikoma ilość, a głównie byli to ludzie biedni, przybyli tu „za chlebem” lub uciekinierzy polityczni. Do tego w ostatnich 30 latach osiedliło się tu wielu inteligentów po studiach wyższych i wielu znakomitych fachowców.&lt;br /&gt;Dzięki nim Australia zmieniła się na lepsze. Poprawiła się architektura, przemysł, jedzenie, moda, kultura. Oczywiście wymieniłam to na chybił trafił.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Australia to kraj imigrantów, kto twierdzi, że jeden nim jest, a drugi nie jest, pojęcia nie ma gdzie żyje. Lepiej, żeby cicho siedział i nie prykał.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Sekretarka - po angielsku zgrabniej: answer machina&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;niektórym służy do głośnego myślenia. Choć w moim wypadku przyznam, jest to błędne koło! Ponieważ urzęduje ona na dole, a ja najczęściej przesiaduję na piętrze, znajomi wiedzą, że mają mówić długo, żebym zeszła na dół z niepowyłamywanymi nogami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/telefon%20ziel.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/telefon%20ziel.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Po prawej:telefon bez sekretarki, niewątpliwie&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Znajomi muszą zatem głośno myśleć jakieś pół minuty.&lt;/strong&gt; Natomiast ci, którzy myślą aż do końca wytrzymałości sekretarki, przesadzają z tym myśleniem. Gdy zmęczona wracam do domu, monologów nie słucham, bo i po co? Gdy odzwaniam słyszę to samo.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Znajomi, błagam! Nie więcej niż pół minuty! W tym jedynym wypadku krótki numerek daje satysfakcję.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Głębokie przeżywanie na estradach&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Obecnie, tzw. piosenkarzom i grajkom z grup smutnych młodzieńcow, czy obwieszonych złotem raperów nie starcza już sił, żeby wykonywać jeszcze coś tak prymitywnego jak śpiewanie, czy granie na instrumentach, ponieważ całą ich żywotność pochłania głębokie przeżywanie, w czym pomaga chodzenie po scenie, podrygiwanie, zażynanie gitar, walenie pięściami w keybordy, młócenie jednego rytmu na werbelku, machanie włosami (jeśli nie grzeją łysin kominiarkami), pokazywanie środkowego palca lub kciuka w geście „skazać go na śmierć” – i dodatkowo, gestykulacja łokciami jest tu szalenie ważna. &lt;strong&gt;Tymi ruchami podkreślają bowiem wielkość protestu, przeciw nieprzyzwoitej wprost rzeczywistości wypracowanej przez dinozaurów.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Śmiesznie jak robią to nastolaty. Przykro natomiast, gdy nie wyrośli z krótkich majtek trzydziestolaty. A jeszcze bardziej przykre, że mimo podeszłego wieku protestanci nie potrafią grać na instrumentach nawet na poziomie szkoły podstawowej, a „śpiewacy” ani głosów, ani słuchu nie posiadają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przeżywanie jest uczuciem wzniosłym, nawet jeśli jest głębokie. Ale żeby przekonać kogoś, żeby się utopił, trzeba się napracować i mieć wyjątkowy talent.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/fala.1.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/fala.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Pan&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Pewna dziennikarka, zamieszczając w gazecie pełen oburzenia list na zachowanie innego dziennikarza, oprócz imienia i nazwiska tytułowała go Panem przez duże P. Słownie sugerując brak szacunku, jednocześnie okazywała mu przesadny szacunek, być może niezamierzony, po prostu nie wiedziała, że w języku polskim pan pisze się przez małe p, jeśli nie ma się akurat na myśli Pana Boga, czy bożka Pana. Zresztą, nie jest ważne co chciała wyrazić dziennikarka i tak często wyrażająca się niejasno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast z przerażeniem słuchałam w telewizyjnym dzienniku polskim, nagranym dla potrzeb Polonii australijskiej, jak byłego agenta SB spiker tytułował z szacunkiem: były oficer SB - pan Witold W. Spiker okazał się całkowitym laikiem, bowiem gdzie jak gdzie, ale wśród jakiejkolwiek Polonii na świecie nie wchodzi w grę nawet tolerowanie agenta SB, a tym bardziej „panowanie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć z zażenowaniem stwierdzam, że w myśl zasady, że wyjątek potwierdza regułę, właśnie taki wyjątek występuje w Australii.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Nadzwyczaj poetyczna recenzja!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Oto dosłowne przetłumaczenie fragmentów wydrukowanej w języku angielskim reklamówki cygańsko-węgierskiego zespołu. Ponieważ tłumaczyła osoba doskonale znająca język polski i angielski, tłumaczenie jest idealnie dokładne:&lt;br /&gt;„Teoria ewolucji pokazuje, że zgubione ogniwo jest węgiersko-cygańską muzyką.”&lt;br /&gt;„Muzyka klasyczna była po to, żeby wchłaniać intelektualne implikacje i wykąpać się w emocjach.”&lt;br /&gt;„Ponieważ wszyscy są z tego samego basenu muzycznej wiedzy, jedna kobieta z publiczności, która miała dużo księżycy za sobą, ale mało zmarszczek z przodu, śpiewała większość ich repertuaru i głos miała tak okrągły jak Melba.”&lt;br /&gt;„Dźwięk skrzypiec S. też był okrągły, w środku rzadkiej estetyki, która była ciężko faworyzowana ozdobnikami, które mogłyby być puste, gdyby nie to, że twardy materac pasji pod tym wszystkim leżał.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;No proszę! A ja myślałam, że takie poetyzowanie odchodzi tylko w polonijnych sprawozdaniach!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Potępienie złych czynów narodu nie nazywa się rasizmem&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;strong&gt;Jeśli jedno państwo napada na drugie, to krytykujący tę napaść nie jest rasistą w stosunku do agresora, tylko człowiekiem sprawiedliwym, nie godzącym się ze zbrodnią jaką jest wojna &lt;/strong&gt;(nie istnieją wojny sprawiedliwe, jedno słowo wyklucza drugie). Nie krytykuje on bowiem koloru skóry i cech narodowych, tylko AGRESJĘ, która może czynić mu się szczególnie niezrozumiałą, jeśli agresorem jest naród, niegdyś przeznaczony przez niemieckich zwyrodnialców na zagładę. Logiczny wniosek: ci którzy publicznie potępili napad Izraela na Liban nie są antysemitami, lecz sprawiedliwie oceniającymi zbrodnie wojenne - obojętnie jakiego agresora. Oraz: naród żydowski nie posiada specjalnych praw i może być krytykowany za swoje złe czyny tak samo jak każdy inny naród.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem jednak jak potraktować fakt (przez niektórych uważany za usprawiedliwienie), że Izrael rozrzucił ulotki uprzedzające, że będą bombardować ludność, oraz fakt, że potem przepraszano za śmierć cywilów. Czy to dowcip?&lt;br /&gt;(I już całkiem na marginesie, słuszne spostrzeżenie, nie moje zresztą: ci, którzy zginęli w holokauście i ci co dziś żyją w Izraelu, to zupełnie inne dusze.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Generalne poglądy z dupy się wyciąga - twierdzą Australijczycy. I mają rację.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Na dzienniku telewizyjnym „Kalejdoskop” - spreparowanym dla australijskiej Polonii, dziennikarz z przekąsem informuje, że w Polsce powstało Centralne Biuro Antykorupcyjne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wiadomo, że korupcja w Polsce ogromna, poprzedni rząd miał układy z gangsterami i jesteśmy dopiero na 25 miejscu na liście uczciwych państw!&lt;/strong&gt; Obecny rząd wreszcie chce coś zmienić, a w „Kalejdoskopie” wytrzaskują facecika z USA, który mądrzy się, że u nich dochodzenie korupcji jest niemożliwe, bo przeczy zasadom demokracji???!!!(Pewnie dlatego USA jest na 20 miejscu uczciwości).&lt;br /&gt;Po czym jego koleżanka z „Kalejdoskopu” mówiąc o Finlandii - jednym z najuczciwszych, stwierdza z pretensją: Ale w Finlandii tak jest od 30 lat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kto może zrozumieć o co właściwie dziennikarzom „Kalejdoskopu” chodzi &lt;/strong&gt;i czy nie są to generalne poglądy z dupy wyciągnięte?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Australijski Idol 2006&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Głosujący w tym konkursie mają wyjątkowego pipcia! Prawdopodobnie dzwonią głównie gęsiny, którym podobają się przystojni chłopcy. Dwa ostatnie Idole były niewypałami, bo powyrzucali najzdolniejszych. W tym jest podobnie. Właśnie wyleciała najlepsza wokalistka: Lavina. Śpiewająca bardzo emocjonalnie, czująca style, z wyjątkowo opanowaną techniką wokalną, z ciekawą aparycją.&lt;br /&gt;Natomiast absolutne beztalencie: kaczorówna-donaldówna Lisa, która ma 90% dźwięków niedociągniętych o ćwierć tonu! w ogóle nie ma głosu ani talentu, nawet nie była zagrożona! Jakim cudem ta szczerząca zęby ślamazara znalazła się w finale, to wprost niewiarygodne. Widać, że nie darzą ją sympatią nawet koledzy biorący udział w konkursie – a oni najlepiej wiedzą, kto z nich jest prawdziwie utalentowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jest to kolejny dowód, że tłuszcza nie może głosować, bo się nie zna.&lt;/strong&gt; To zadanie dla komisji złożonej z ekspertów. Inaczej będą głupie konkursy z nagrodami, które nic nie znaczą. Ludzie nie kupują płyt finalistów Idoli (oprócz G.Sebastiana), bo wygrywali NIJACY.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Największy talent obecnie to Bobby, ten kudłaty. Wcale nie musi wygrywać Idola, ma taki talent i taką oryginalność, że niemożliwością jest, żeby nie zrobił kariery światowej. Idol mu do tego niepotrzebny, tylko dobry menager.&lt;/strong&gt; (Oni przynajmniej się znają.)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/kosmos.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/kosmos.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Najbardziej mnie śmieszy, gdy&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;pokazując na ekranie telewizyjnym niebo z milionami gwiazd, informuje się o odkryciu kolejnej planety. To coś jak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Blogowe szaleństwo&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/planeta.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/planeta.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludziom potrzebna jest więź i chcą się dzielić, nie tylko w wąskim gronie. W Polsce już 1,5 miliona osób ma swoje blogi internetowe. Czyli, jeśli na moje blogi zabłądziło kilka tysięcy osób - to przy takiej liczbie mogę to uznać za sukces!&lt;br /&gt;Choć jest to tylko odkrycie kolejnej planety...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem do następnego raptularza! – Wasza planeta pełna niespodzianek.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-116039673129874191?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/116039673129874191/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=116039673129874191' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116039673129874191'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/116039673129874191'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2006/10/niecodzienny-raptularz-9-padziernika.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ - 9 października 2006r.'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-115699995461748183</id><published>2006-08-31T18:05:00.000+10:00</published><updated>2006-09-07T14:33:49.996+10:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ – 31 sierpnia 2006r</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Znów dziura w raptularzu! &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Niestety, te raptowne zapiski nie wychodzą mi regularnie. Być może to jest przyczyną, że są najmniej odwiedzane ze wszystkich moich blogów. Najwięcej czytaczy otwiera wywiady (sławnie ludzie!), sprawy polonijne oraz felietony - bo przecież każdy lubi poczytać kto, komu i za co dołożył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na przeprosiny fotografia - Bałtyk o zachodzie słońca.&lt;/strong&gt; Jak widać polskie morze choć zimne, też jest piękne. Tajemniczo chłodną, niedostępną pięknością. Tu Bałtyk gdzieś z okolic Kołobrzegu. Właśnie w Kołobrzegu zobaczyłam morze po raz pierwszy w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/baltyk.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/baltyk.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zdjęcie jest pamiątką z tegorocznych wakacji, nadesłaną przez mojego siostrzeńca Marka Szałańskiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;31 Sierpień. Ostatni dzień wakacji w Polsce.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Spędzałam je na Mazurach, w Sopocie, w Złotowie, w Skierniewicach, rzadziej w górach, czy na koloniach letnich, często na wędrówkach i auto-stopie. Zawsze nad morzem, jeziorem, rzeką. Bez wody nie było wakacji! Nieraz musiałam zostać w Warszawie i to już był czas wykreślony z życiorysu - nie było nic gorszego jak lato w kurzu Warszawy. &lt;strong&gt;Ale jak by nie było, najsmutniejszy był zwykle ostatni dzień wakacji &lt;/strong&gt;- nie lubiłam chodzić do szkoły. Wolałam się uczyć sama i tego co chciałam. Właściwie tylko do szkoły muzycznej chodziłam z przyjemnością, choć przyznam ...nieregularnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W Australii, w sierpniu nic przełomowego się nie dzieje. Właśnie nadeszła wiosna &lt;/strong&gt;(oficjalnie zaczyna się 1 września). Kwiaty już zaczynają kwitnąć, a europejskie krzaki i drzewa wypuszczają pierwsze liście. Szkoła w toku, praca w toku. Ciepłe dnie, można przestać grzać mieszkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/laka.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/laka.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Na fotografii białe polne kwiatki, o upajająco słodkim zapachu. Dzieciaki wołały na nie „kaszka”.W Australii niestety nigdzie ich nie znalazłam. Tu kwiaty są wielkie, bajecznie kolorowe i inaczej pachną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Janusz Leon Wiśniewski &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;napisał co prawda książkę, która zajęła czwarte miejsce w plebiscycie na najlepszą książkę wszechczasów, (śmieszny plebiscyt, chodzi zapewne tylko o polską literaturę?) przeprowadzonym przez Program III Polskiego Radia - a mowa tu o S@motności w sieci - ale następne jego książki są tylko rozwinięciem tego samego tematu lub opowiadaniami z boku tej powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zespoły napięć” w ogóle mi się nie podobały, kobiety to nie tylko menstruacja i zespoły napięć z nią związanych. Jest to margines przeżyć kobiet. Także powieść „Los powtórzony” ma zbyt wiele spraw ubocznych, zwyczajnych i nieinteresujących, a za mało głównego wątku i właściwie nie wiadomo, co pisarz chciał w tej książce przedstawić. Bohater nie wie czego chce i nie może się zdecydować. &lt;strong&gt;Irytujące jest, jeśli ktoś czegoś nie wie, a brak zdecydowania zwyczajnie nudzi.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Computer%20Interior%202.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/Computer%20Interior%202.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; S@motność w sieci ma też kiepskie, sentymentalne momenty i na pewno nie wybrałabym jej na jedną z książek wszechczasów, bo obecnie lansuje się człowieka silnego psychicznie, pozbawionego uczuć lub maskującego wyższe uczucia, a sentymentalizm jest zbyt miękkim i tanim uczuciem...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć treść jest „na czasie” ponieważ traktuje o miłości wirtualnej, to osobiście nie wierzę, że ludzie będą kochać się wirtualnie i uciekać w samotność przed ekranami komputerów. Co na pewno będzie doświadczeniem nieprzystosowanych do prawdziwego życia jednostek.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Przełomowi Polacy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Koper.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/Koper.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;strong&gt;Trzy, być może do tej pory najważniejsze wydarzenia na świecie stały się za przyczyną wielkich Polaków.&lt;/strong&gt; Pierwszy z nich Mikołaj Kopernik pozytywnie „wstrzymał słońce, ruszył ziemię.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/s.2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/s.2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Drugą, wielką Polką była, żyjąca wiele lat później &lt;strong&gt;Maria Curie-Skłodowska, współtwórczyni nauki o promieniotwórczości, „autorka pionierskich prac z fizyki i chemii jądrowej”. Niestety jej odkrycia między innymi doprowadziły do wyprodukowania bomby atomowej.&lt;/strong&gt; Genialna uczona musiała zdawać sobie sprawę, że ludzie wykorzystają wyniki jej badań do samozagłady. Mimo to trudno ją winić, gdyby nie ona, zrobiłby to ktoś inny. A poza tym, odkryć coś takiego i nie pochwalić się światu? Który naukowiec byłby zdolny do takiego poświęcenia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/papiez.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/papiez.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Trzecim przełomowym, pozytywnym Polakiem był Jan Paweł II, który zlikwidował komunizm we wschodniej Europie. Na nic rozpowszechnianie bzdetów, że to zasługa Regana i jemu podobnych. &lt;strong&gt;To Polak posiadający niewiarygodną charyzmę wpłynął na narody, które nabrały wiary, pewności i same! się wyzwoliły. W Polsce nawet bez wzajemnego, masowego mordowania się.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Dwa do jednego. I ciekawe, jakiego przełomu na skalę światową dokona następny wielki Polak, bo wydaje mi się, że właśnie ten naród został do tego, przez wyższe siły wybrany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Czy rodzina Rothschilds rządzi światem?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;(W Polsce chyba pisze się to nazwisko też fonetycznie - Rotszyld?) Rodzina bankierów (baronów) pochodzenia żydowskiego (Meyer, też należy do tej rodziny). Od dwóch wieków mają na całym świecie najpotężniejsze banki i przez to decydujący wpływ na politykę świata. Obecnie decydują o wartości dolara i prawdopodobnie coraz silniej wpływają na politykę, przemysł, naukę, sztukę, na co tylko chcą - wojny więc też od nich zależą. (?) Czy są ludźmi, czy też istotami z innych planet, które rządzą ziemią? &lt;strong&gt;Być może to fantastyczna teoria, ale fantazja to często, tylko dobrze ukryta rzeczywistość...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/bank.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/bank.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Ten bank z polskiego folderu jest zbyt dobrotliwy, jak z bajki o dobrym bankierze, który rozdawał biedakom pieniądze. Niestety na całym świecie jest odwrotnie. Jeśli już coś ci dadzą, to zedrą z potężną nadwyżką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Wojna między Izraelem, a Libanem się zakończyła. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Miejmy nadzieję, że na zawsze. Wystarczy te kilka tygodni w środku 2006 roku! Ilu zabitych! Ponad tysiąc cywilnych Libańczyków, w tym wiele niewinnych niczemu dzieci. Zniszczonych, o ile pamiętam, ponad 7 tysięcy budynków, 600 mostów, elektrownie, fabryki, sklepy, szkoły... &lt;strong&gt;Ludzie są głupi i podli, wciąż od nowa niszczą i mordują się nawzajem. Nic ich nie może powstrzymać i nauczyć&lt;/strong&gt;. To nie tylko Polak, ale ziemianin przed szkodą i po szkodzie głupi.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Winien jest zawsze agresor. Nie ma żadnego usprawiedliwienia, to napadający sieje śmierć i powoduje zniszczenia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafię zrozumieć jak wojenni mordercy mogą potem z tym żyć? Jeśli mogą, to są bezdusznymi robotami i w takim razie nie mają prawa do życia w ogóle. &lt;strong&gt;Nie można zbudować nawet byle jakiego szczęścia na grobach ofiar.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/21988me2.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/21988me2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Człowiek jest podobny do owcy. Zbyt łatwo podporządkowuje się jednostce, czy kilku mającym władzę szaleńcom. Ilu żołnierzy wbrew swojej woli idzie na wojnę, zabija, a potem nie potrafi z tym żyć, wykolejając się lub popełniając samobójstwa!&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nie prościej byłoby od razu usunąć tych, którzy wydają rozkazy do mordowania? W czym oni są tak mocni, że wszyscy im się podporządkowują? Czy też raczej człowiek jest egoistycznym tumiwisistą, zasrańcem, który dopiero jak nie może wytrzymać, to protestuje i walczy.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojny są jak śmiertelne choroby. Leczyć ich się nie da, można jedynie zapobiegać. Jeśli świat tego nie zrozumie, przestanie istnieć.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kto tak pokierował myśleniem izraelskich dzieci, że zbrodnię biorą za dobrą zabawę? Co za bestia kazała im na rakietach pisać pozdrowienia dla libańskich dzieci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;„Wywiad literacki”. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Wywiad to ROZMOWA z człowiekiem. Obojętnie, sławnym czy nie. Z takim, który ma coś ciekawego do powiedzenia. Najczęściej o sobie i swojej działalności. Ostatnio coraz więcej prawdziwych wywiadów czytam w polskich czasopismach i gazetach. &lt;strong&gt;Znani ludzie długo, na kilka stron, mową potoczną opowiadają o tym co robią, jak żyją, kogo kochają. Nie zauważyłam, żeby wstydzili się okazywania swoich uczuć i odkrywania osobowości. Szczęśliwie nie chorują na patetyczność - czyli na wysił,&lt;/strong&gt; bo w takim zrozumieniu używa się (trafnie zresztą) tego słowa w języku angielskim. Tu słowo pathetic, użyte w mowie potocznej nie znaczy podniosły, tylko napuszony i sztuczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio przeczytałam sformułowanie: &lt;strong&gt;„wywiad literacki” i mogę tylko zapytać - a co to takiego? Czy to w ogóle ma rację bytu i komu potrzebne wylizane, ugrzecznione, idealnie sformułowane odpowiedzi?&lt;/strong&gt; Pełne „literackich” sloganów i językowych brudków ze słowników wyrazów obcych. Nie ma to nic wspólnego z prawdziwym człowiekiem i jest wystawionym samemu sobie pomnikiem.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/pomnik.0.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/pomnik.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niektórym się wydaje, że jak się wyliżą, to będą błyszczeć.&lt;/strong&gt; Człowiek może błyszczeć jedynie rozumem, talentem i indywidualnością. Nawet talerze w różne wzorki, gdy wylizane, są puste. Nie ja jedna wolę pełne. Dlatego, specjalnie nadałam moim wywiadom na blogu tytuł „Wywiady niewylizane” - przedstawiam w nich ludzi jakimi są - nie mają powodu, żeby się siebie wstydzić.&lt;br /&gt;A „wywiad literacki” może się tak nazywać w tym specjalnym wypadku, gdy jeden literat wyczerpująco rozmawiając z drugim literatem złoży z tego książkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Perfidna złośliwość.&lt;/span&gt; &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Gdy byłam bardzo młoda, niewinna i nieśmiała, ktoś powiedział o mnie, że jestem perfidnie złośliwa. Miał na myśli prawdopodobnie niedostępna - co akurat było prawdą, bo co to jest perfidia jeszcze nie miałam pojęcia. Dziś mam, dlatego piszę „Perfidne miniatury”, oraz podobne komentarze przypinam sprawom, które na perfidnie złośliwe komentarze zasługują.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć są sprawy tak durne, że nie warto poświęcać im i grama złośliwości. Jak dziwacznym nielotom - tzw. „Sydnejskim Orłom”.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale jeśli twórcy tej farsy postanowili ośmieszać się co roku, to jest to już ich całkowicie prywatna sprawa.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Co z tą miłością? &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/milosc.jpg"&gt;&lt;img style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/320/milosc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W TV reklamują płytę pt. „Muzyka twojego serca”. Jedną z kolejnych piosenek jest „Nigdy nie kochałam cię... właściwie...” Na pocztówce widać jak kochali się ludzie w czasach retro – i też nieprawdziwie. Wobec czego jak to jest z tą miłością? &lt;strong&gt;Pewnie lepiej od czerwieni pasuje do niej kolor fioletowy, symbol seksualnej frustracji...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Zmiany w ludziach na gorsze.&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Znam intelektualistkę rozumiejącą sprawy świata, ale poznającą się na ludziach dopiero po przykrych doswiadczeniach. Na przykład spotyka kogoś, kto sprawia wrażenie sympatyczego i tak go ocenia. Siedzę cicho, choć dobrze znam „przyjemniaczka” z najgorszej strony, ale nie chcę nikomu narzucać uczuć i ocen. Przez wiele lat obcowania z ludźmi nauczyłam się, że słuchają tylko siebie, no bo „dobrymi radami piekło jest wybrukowane”... Widać każdy musi przejść przez swoje doświadczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście za jakiś czas koleżanka, ponieważ jest inteligentna przekonuje się, że „milusi” - jak sympatyczny atrament - to w gruncie zamaskowany łajdak.&lt;br /&gt;Do wszystkich podchodzę z rezerwą, nie mam serca na dłoni, długo przekonuję się do zalet, wykrywając przy tym wady i wg. ich wielkości oceniam, co ludzie są warci.&lt;br /&gt;Pierwsze wrażenie jest ważne, instynkt rzadko zawodzi. Mój jest w porządku, nie wiem jeszcze, o co chodzi, ale czuję: „Tego człowieka nie chcę mieć w gronie znajomych”, a „Z tym mogę się zaprzyjaźnić”. No, a potem powoli szydło wyłazi z worka. Drobne wady i średnie nie zniechęcają - człowiek idealny byłby nudny. Poza tym tolerancja! Bez tego nie da się żyć! Ale są cechy nie do zaakceptowania i trzeba by też być łajdakiem, żeby je tolerować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W rozszyfrowywaniu ważny jest czas, bo szkoda czasu. &lt;/strong&gt;To w czasie jest główny problem, jeśli poznamy się błyskawicznie, jest ok! Ale jeśli drań dobrze się maskuje i prawda wyłazi po latach, to nawet może to być szokiem, a czasem (w przypadku ludzi bardzo bliskich) i tragedią. Życie jest krótkie, może pozostać za mało życia na pozytywne momenty. Dlatego trzeba nauczyć się szybkiego demaskowania łajdaków. No i kończenia z nimi. (Nie mylić z wykańczaniem - nie warte zachodu...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Oto jeden ze sposobów na rozpoznanie&lt;/strong&gt;: uważnie słuchać, co ludzie mówią, szczególnie o innych. Przyglądać się i analizować każde postępowanie, bo przeważnie w błahych momentach odkrywamy prawdziwe ja - ponieważ sprawa jest nieważna, nikt nie odczuwa potrzeby maskowania się (z wyjątkiem agentów służb specjalnych). Ale żeby przeprowadzić skuteczne dochodzenie należy być trzeźwym, tzn. nieotumanionym.&lt;br /&gt;Rozumiem, że człowieka nigdy nie pozna się do końca, mimo to zawsze jestem rozczarowana gdy z kogoś, kogo uważałam za przynajmniej średniaka, wyłazi szuja. Może wypływa to z mojego podświadomego pragnienia, żeby ludzie stawali się coraz lepsi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Choć... mając wiele zajęć i znajomych, po prostu nie mam czasu zajmować się toksycznymi – gdy czad z nich wylezie, odsuwam ich tak, żeby nawet swąd do mnie nie dochodził. Niech sami siebie trują&lt;/strong&gt;. Ich strata, jeśli zamiast iść w stronę dobra, cofają się do zła. Będą musieli cierpieć i jeszcze raz przeżywać nieszczęścia. &lt;strong&gt;Człowieka owszem, ale karmy się nie oszuka.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;„Łuk Triumfalny” Ericha Marii Remarqu’a &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;przeczytałam po raz trzeci chyba, w 2006r. Postarzał się przez ostatnie czterdzieści lat - od czasu gdy czytałam go po raz ostatni. Dziś jest dla mnie zbyt sentymentalny, choć na pozór rozsądnie cyniczny. Nie znaczy to, że książka jest zła. &lt;strong&gt;Nadal zaliczam ją do najlepszych książek jakie czytałam, ale jest ona jak geniusz z dawnych czasów, którego talent doceniam, ale przy dzisiejszej technice i cywilizacji, nie pasuje on do niczego, co dziś się produkuje, używa, wyznaje.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia miłości - nawet nie wiem, czy tak to nazwać - dwóch osób zupełnie do siebie niepasujących, które przypadkiem się spotkały. (Choć... podobno nie istnieją przypadki, więc może to spotkanie było ich nieuniknionym doświadczeniem?)&lt;br /&gt;Czytając książkę, jako Joannę widziałam Marlenę Dietrich (ciekawostka: naprawdę nazywała się ona Maria Magdalena von Losch, a dietrich znaczy wytrych), w której Remarque był zakochany; a która nie tylko z urody, ale i z charakteru przypominała tę znaną gwiazdę; zaś jako doktora Ravika – Humphrey’a Bogarta. Dawno temu nakręcono film według tej książki. Wiem, że szedł w Polsce bodaj w Iluzjonie w Warszawie, ale nie pamiętam aktorów grających główne role. Szkoda, bo ciekawi mnie, czy dobrze skojarzyłam charaktery z książki z aktorami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może uwzięłam się na sentymentalizm, ale takie właśnie momenty po latach raziły w tej książce. I jeszcze fakt, że obok wspaniałych zdań są spostrzeżenia, które zna każdy człowiek, więc po co powtarzać?&lt;br /&gt;Nie pojęłam też posłania tytułu powieści, chyba, że jest on gorzki. &lt;strong&gt;Nie ma tu zwycięzców trimfalnie defilujących pod łukiem. Są prześladowani i wydalani z każdego kraju uciekinierzy od nazizmu, którzy przegrali ze złem. Zaczyna się II wojna światowa...&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/luk.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/luk.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Kilka cytatów z książki, zaskakujących prostotą prawdy (najtrudniej odkryć to, co najprostsze):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;em&gt;Wolnym się jest dopiero wtedy, kiedy już nie ma po co żyć.&lt;br /&gt;Kiedy się człowiek żegna, najprościej jest wyjść.&lt;br /&gt;Kto się od razu budzi, czasami zdąży jeszcze uciec.&lt;br /&gt;Nie pytaj o konsekwencje, gdy chcesz coś zrobić, bo nigdy tego nie dokonasz.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Dziura ozonowa &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;przy czystym niebie powoduje zniszczenie DNA organizmów żywych. &lt;strong&gt;Prawdopodobnie to jest przyczyną, że co trzeci Australijczyk ma zdiagnozowanego raka.&lt;/strong&gt; Jeszcze gorsze jest to, że statystyka nie wie, ilu ma nie zdiagnozowanego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Australijski Idol 2006r. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Nie śledzę go regularnie, ale z tego co widziałam, w tym roku jest kilka prawdziwych talentów. Nieporozumieniem był drugi z kolei Idol, gdzie w finale nie było żadnych gwiazd, a potem jeszcze odpadali najlepsi i wygrali nijacy. W zeszłym roku było zresztą podobnie. Wygrała dziewczyna bez indywidualności, tylko sztampowo dobra. W ogóle jest niepopularna, zarówno jak zwyciężczyni drugiego Idola. Środkowi nie robią kariery, trzeba mieć wyjątkowy talent albo szokować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oglądałam w niedzielę 27 sierpnia sześciu chłopaków. Wśród nich dwa niewątpliwe talenty: &lt;strong&gt;Damien Irlandczyk i Dean z Viktorii. (Do tej pory wygrali.) Z kobiet - Amanda Street.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy dojdą oni do finalu nie wiadomo, bo głosowanie jest niesprawiedliwe i nie ma sensu.&lt;/strong&gt; Dwudziestuczterech najlepszych podzielono na cztery grupy, z których odpadnie dwunastu. W dzisiejszej grupie wszyscy byli prawie jednakowo mocni. Jeśli w innej grupie będzie poziom niższy, wygrają trzej słabsi niż ci, co odpadną z dzisiejszej grupy. W ten sposób znów mogą odpaść talenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poza tym co roku „Australia” głupio głosuje - wyrzuca najlepszych&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;Pojęcia nie mam, ilu ludzi dzwoni na SMSy?. Przy tym jak tłuszcza ocenia, to źle ocenia. Powinni to robić eksperci. No bo niby jak przeciętny widz może się znać, kto potrafi, a kto nie potrafi śpiewać i kto ma artystyczną indywidualność?&lt;br /&gt;Dokąd nie będzie oceniać jury złożone z ekspertów, będą takie niewybuchy jakie wypuściły dwa ostatnie Idole. Władowali miliony dolarów w płyty, których nikt nie kupuje. A może jury nie chce brać na siebie milionowej odpowiedzialności? Zawsze stratę można zwalić na bezimienny tłum...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Jednak problemem bardziej niebezpiecznym, jak co roku, jest niewiarygodna wprost liczba idiotów, niebezpiecznie niezdających sobie sprawy, że nic nie potrafią i źle wyglądają.&lt;/strong&gt; To już jest choroba psychiczna, a nikt ich nie leczy. Nie da się przewidzieć co mogą uczynić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;strong&gt;Gwiazda tych blogów - Joasia Panter &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/wujek.0.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/wujek.0.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;em&gt;Z wujkiem&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/wszyscy.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/wszyscy.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;z rodzicami i chrzesnymi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/mama.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/mama.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;em&gt;z Mamą&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/tato.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/tato.jpg" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;em&gt;z Tatą&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;jest w Polsce i tam została ochrzczona.&lt;/strong&gt; Wyżej zdjęcia z tej uroczystości. Jak widać, Joasia jest przejęta, ale jak zawsze nastawiona optymistycznie. &lt;strong&gt;Szkoda, że wszyscy ludzie na świecie nie są tak prawdziwie sympatyczni jak Nasza Kochana Joasia.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Życzę, żeby takimi się stali (jeśli jeszcze nie są) czytacze tych blogów. Ja też nad tym w każdej chwili pracuję, wobec czego:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/zaraz.1.jpg"&gt;&lt;img style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; CURSOR: hand; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/zaraz.1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;em&gt;Foto: Janusz Iwanus&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29376149-115699995461748183?l=celejewskaraptularz.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/feeds/115699995461748183/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29376149&amp;postID=115699995461748183' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/115699995461748183'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29376149/posts/default/115699995461748183'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://celejewskaraptularz.blogspot.com/2006/08/niecodzienny-raptularz-31-sierpnia.html' title='NIECODZIENNY RAPTULARZ – 31 sierpnia 2006r'/><author><name>Elizabeth Celejewska</name><uri>http://www.blogger.com/profile/03566877966035011240</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_2QaVmkh5uNg/SWRmaAmDBBI/AAAAAAAALaY/MGlHctv7WYw/S220/palcem.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29376149.post-115305418270841949</id><published>2006-07-16T23:50:00.000+10:00</published><updated>2007-04-02T22:12:32.802+10:00</updated><title type='text'>NIECODZIENNY RAPTULARZ - 16 lipca 2006r</title><content type='html'>&lt;strong&gt;DŁUGO TRWAŁO, ALE WRESZCIE POSPRZĄTANE!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;(Przyznaję, że jestem leniem..)&lt;br /&gt;Posprzątałam we frontowym ogródku, bo tak zarosło, że gości drapało po nogach i głowach!&lt;br /&gt;(Tak naprawdę... to fotografie obrabiałam na Photoshopie. Najlepiej lubię nocne zdjęcia i oto nasz segment w nocy.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/As%20noc1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/As%20noc1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Posprzątałam też na internecie i są przeróbki na blogu&lt;/strong&gt;:&lt;br /&gt;ponieważ komputera uczę się od niedawna i po amatorsku, więc wciąż wychodzi, że muszę przerabiać. Na usprawiedliwienie: jak człowiek dostanie paczkę z czymś, czego jeszcze nie widział, to początkowo nie wie, co z tym fantem zrobić! No więc trochę potrwało, aż &lt;strong&gt;rozgryzłam jeden blog na 6 części i myślę, że tak jest wygodniej i jak na razie szóstka wystarczy,&lt;/strong&gt; bo i tak mam jeszcze dużo materiału do wbicia, żebyście poczytali (jeśli będziecie mieli ochotę) to, czego nie złapaliście w polonijnej prasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Na moim blogu nie ma możliwości podziału na rozdziały, zatem rozdziałami uczyniłam kolejne blogi, które łączą się linkami w kilka sekund! Jest ich w sumie 6, na każdym jest coś innego i bardzo łatwo można znaleźć to, co kogo interesuje. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.&lt;strong&gt;Polonia&lt;/strong&gt; – wiadomo, ale tylko pozytywnie, inną zajmuję się w felietonach.&lt;br /&gt;2.&lt;strong&gt;Wywiady&lt;/strong&gt; – głównie artystyczne, na tematy polonijne są na Polonii.&lt;br /&gt;3.&lt;strong&gt;Felietony &lt;/strong&gt;– Rozmyślania za kierownicą i NIE DAJCIE SIĘ ZWARIOWAĆ!&lt;br /&gt;4.&lt;strong&gt;Raptularz&lt;/strong&gt; – wiadomo (nazwa osiemnastowieczna).&lt;br /&gt;5.&lt;strong&gt;Fotogaleria&lt;/strong&gt; – zdjęcia rodzinne i przyjaciół – różne tematy.&lt;br /&gt;6.&lt;strong&gt;Do góry nogami - w Australii &lt;/strong&gt;– na onecie, dla rodaków w Polsce (i nie tylko).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za późno zauważyłam, że blogowi Polonia nie zrobiono linków, więc prawdopodobnie go zmienię, bo od tego jest Polonia, żeby się łączyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;LINKI SĄ PO PRAWEJ STRONIE - kliknij raz i już jesteś na innych tematach (blogach!)&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W POLSCE WAKACJE!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;W Australii niestety nie!&lt;br /&gt;W Polsce, jak wieści niosą, upały trzydzieści stopni! U nas zima, nawet ostatnio dość zimna.&lt;br /&gt;Tzn. kąpać się w oceanie raczej już nie można, choć w dzień bywa dwadzieścia kilka stopni.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wakacje! zawsze były to najprzyjemniejsze miesiące w roku, nawet jeśli padało. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Najpiękniejsze polskie wakacje spędziłam na Mazurach, w Gdańsku i w Sopocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ale najpiękniejsze z najpiękniejszych były w byłej Jugosławii nad Adriatykiem!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Tam znalazłam swoje miejsce na Ziemi, które jednak... nie mogło być moim! Może było w poprzednim życiu, albo kiedyś będzie? Albo mam w związku z nim deja vu, choć coś było w innym, acz podobnym miejscu?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Miejsce to znajduje się w Czarnej Górze, niedaleko zabytkowego miasta Budva i jest przecudownym hotelem na wysepce Sveti Stefan.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Gdy przyjechałam tam w październiku 1970r, o godzinie czwartej nad ranem, poczułam jakbym wróciła do domu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/stefan%20noc.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/stefan%20noc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Potem, w różnych miejscach było mi gorzej i lepiej, często nawet bardzo dobrze, ale tylko tam poczułam, że wróciłam do własnego domu. &lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;O Świętym Stefanie napiszę jeszcze nie raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/photo12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px 10px 10px 0px; float: left;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/photo12.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na razie krótka informacja: jest to dawna wysepka rybacka, do której usypano przejście i wybudowano na niej mnóstwo domów z piaskowca, na wzór dawnych domów dalmatyńskich. Wszystkie one tworzą hotel, niestety - niesamowicie drogi! Przyjeżdżają tam: królowa angielska, Sofia Loren, Sylwester Stalone, kiedyś księżniczka Małgorzata i inne sławy...&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dziwne, mieszkałam tam tylko miesiąc, a mam uczucie, że ta wyspa do mnie należy i to te wymienione wyżej sławy są na niej intruzami, choć słono płacą, a mnie za pobyt tam jeszcze płacono!&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/przed%20cerkiewkami%20S.Stefan.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/przed%20cerkiewkami%20S.Stefan.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Przyjechałam na Święty Stefan do pracy: zespół dziewczęcy w którym grałam na gitarze i śpiewałam, dostał miesięczny kontrakt w nocnym barze (w prawym rogu wyspy). Październik był ciepły, codziennie plaża i kąpanie, praca w nocy przyjemna, bo publika kulturalna (najczęściej śpiewałam &lt;em&gt;Summer time &lt;/em&gt;Gershwina), a po pracy jeszcze często nocne kluby w Budvie, a sama Budva była przepiękna!&lt;br /&gt;Była, bo obecna Budva jest odbudowana, kilka lat po moim pobycie, trzęsienie ziemi zburzyło wszystkie kamieniczki.&lt;br /&gt;Na szczęście na Świętym Stefanie poległa tylko jedna cerkiewka, którą odbudowano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/Sveti_Stefan_by_Strugar.0.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px 0px 10px 10px; float: right;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/200/Sveti_Stefan_by_Strugar.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;strong&gt;Na zdjęciach&lt;/strong&gt;: Święty Stefan - panorama, jak ją zobaczyłam po raz pierwszy, oraz ja koło cerkiewek i z basistką przed naszym domkiem. Miałyśmy szczęście, mieszkałyśmy w samym środku wyspy, okna wychodziły na ogromne tarasy zbudowane na skałach nad samym morzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/1600/z%20D%20male.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center;" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/4286/3127/400/z%20D%20male.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Kocham Święty Stefan, może jeszcze wrócę tam, kiedy moja dusza uwolni się od ciała.&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;FOTOGRAFIE DO BLOGU NA ON
